Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Czy zniszczona książka, znaczy gorsza?



Autor:  Adriana Bączkiewicz     21:35:00    Etykiety: 


Każdy z nas na półce posiada pewnie książki, które stanem mogłyby się powstydzić całej reszty. Ale czy tak naprawdę wygląd jest najważniejszy w książkach?
Ups, książka wpadła mi do wanny

Osobiście posiadałam całą serię książek w okropnym stanie. Były aż tak źle zachowane, że musiałam sklejać je taśmą, a w dodatku grzbiety wygięte, a strony zamiast białe były po prostu popielate. Mowa o serii Harry Potter. Książka posiadałam od dnia ich premier w Polsce. Wtedy nie zwracałam na to uwagi, czy zniekształcę mu grzbiet, czy może przez przypadek mi spadnie. Nawet Komnata Tajemnic utopiła się w wannie. Nie pytajcie - wypadek przy pracy. Jednak tej starej, sfatygowanej serii, posklejanej jak różdżka Rona w drugiej części Harry’ego Pottera już nie mam, bo postanowiłam zmienić serię na tę w twardej oprawie.

Zazwyczaj to starsze książki są u mnie w dość niereprezentacyjnym stanie. Księżyc w Nowiu został pożyczony komuś i chyba ktoś był tak głodny, że zjadł mi kawałek okładki. To samo tyczy się Memnoch Diabeł, gdzie na grzbiet napadły myszy. Kiepskim grzbietem może się również poszczycić Grim. Pieczęć ognia – tu akurat niska cena książki przekładała się na zniekształcony grzbiet. Raz niestety ktoś wysłał mi z wymiany sfatygowany egzemplarz Znaku czterech, który chyba tak samo jak moja Komnata Tajemnic, postanowił się popluskać w wodzie. Znajdzie się również u mnie egzemplarz, tym razem Harry Potter and the Philospoher's Stone, która posiada dedykację - to akurat uważam za słodkie zepsucie książki - jak ktoś mógł się jej pozbyć?! Niedobry synek.



Pomimo tego, teraz już staram się dbać o książki, ale czy ze wszystkimi możemy sobie poradzić? Oczywiście, że nie. Niektóre wydawnictwa powinny dostać klapsa, za wydawanie niektórych książek w tak okropnym stylu. Zacznijmy może od papieru.


To wina wydawcy, że książka po przeczytaniu wygląda jak wygląda

Jak widzę białe kartki, czasami gorszej jakości niż te, które zakupuje do drukarki, to aż mi się wierzyć nie chce, że wydawnictwo uważa to za idealnie wydaną pozycję. Jeżeli już wydawnictwo skorzysta z takiego papieru, to książka jest najprościej w świecie ciężka i nie ma możliwości byśmy mogli ją czytać, trzymając ją wyłącznie w jednej ręce. Na takim papierze widać również wszystkie niedoskonałości, których się na niej dopuścimy. Wystarczy, że nawet w magazynie może leżeć w zakurzonym miejscu i bum, brud zalega na tych jakże pięknych białych kartkach. Zastanawiam się, jak wielka jest różnica ceny w wydaniu książki z białymi kartkami (grubymi), a na tym papierze ekologicznym - bo chyba tak się nazywa, ale nie dam sobie ręki odciąć. Bo tak, bywają też książki z białymi kartkami, ale ich gramatura jest lepsza, co powoduje, że są bardziej elastyczne.

Kolejna sprawa to elastyczność książki. Lubię, gdy książka jest tak sklejona (nie musi być w twardej oprawie), że otwierając ją w połowie, prawie płasko leży na blacie, czy na łóżku. Ale w mojej biblioteczce znajdują się i takie książki, do których wręcz siłą muszę wciskać paluchy, by móc przeczytać to, co znajduje się od środka. Przecież czytanie to ma być komfort, a nie siłowanie się z daną pozycją. I właśnie wtedy, gdy elastyczności brak, to nieuniknione jest łamanie grzbietów. W mojej kadencji znalazłam kilka takich pozycji i wcale nie należały one wyłącznie do niszowych wydawnictw.

W Polsce twarda okładka to coś niecodziennego

Kolejna rzecz to okładka. Coraz częściej dostrzegam, że wśród nowo wydawanych pozycji, królują skrzydełka. I dzięki bogom za to! Dzięki temu, nie musimy się martwić o zaginane rogi, a co jeszcze gorsze, rozdwajające się rogi. Wiem oczywiście, że to jest wyłącznie sprawa pieniędzy. W końcu jeżeli nie wiemy o co chodzi, to chodzi o kasę. Ale chyba wolałabym dopłacić te 2 zł, by móc wygodnie czytać książkę.

Ja wiem, że rozwiązaniem tych niedogodności byłoby kupowanie pozycji jedynie w twardych oprawach. Ale jak dobrze wiemy, polski rynek jakoś boi się wydawać takie pozycje. A jeżeli już się pojawia takie wydanie, to cena przerasta nasze wyobrażenia. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich przypadków, ale zapewne większości. Wiem, że to tylko marudzenie, ale dlaczego za granicą wydawanie w twardych oprawach jest tak powszechne, a u nas wydaje się rarytasem? Nie chcę o tym pisać, ale uważam, że może to być spisek. W końcu gdy pokochasz jakąś książkę, a ona Ci się rozleci, to kupisz kiedyś nową co nie? No właśnie, po co robić coś trwałego?

Dlatego sądzę, że stan książek nie jest już taki ważny w dzisiejszych czasach. Boli mnie serce gdy któraś ma jakąś skazę, ale czasami dochodzę do wniosku, że nie wszystko jest moją winą. Nie ma rzeczy idealnych. Ale jako rasowy książkoholik mogę sobie czasami marudzić. A wy czego nie lubicie w konkretnych wydaniach?

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?