sobota, 18 lutego 2017

Pif-paf (Wybacz mi, Leonardzie - Matthew Quick)


To już moje trzecie spotkanie z twórczością Autora. Tak naprawdę została mi tylko jedna książka, która została przetłumaczona na język polski, ale do końca po lekturze Wybacz mi, Leonardzie nie wiem czy chcę się w nią zagłębiać.

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem... Pif-paf!*

W przypadku Matthewa Quicka najbardziej do gustu przypadła mi książka Prawie jak gwiazda rocka. Niezbędnik obserwatora gwiazd był całkiem ok, ale Wybacz mi, Leonardzie - kurde, nie wiem jak tak naprawdę się do niej odnieść. Z jednej strony czytało mi się ją przyjemnie, byłam zaciekawiona postacią samego Leonarda, gdzie go doprowadzą ścieżki życia. Można by powiedzieć, że to taka zwykła młodzieżówka z motywem egzystencjalnym. Ale z drugiej strony, gdy zabierałam się za pisanie tej recenzji, to myślę sobie: hola, hola, ta książka wcale nie była dobra.

No właśnie. Tak to z nią jest, może ja też za bardzo rozkładam ją na czynniki pierwsze, ale historia wydaje mi się dość niespójna, gdy się bardziej nad nią zastanowię. Mamy nieszczęśliwego chłopaka, i ta jego nie szczęśliwość aż się wylewa z papieru. Poznajemy jego myśli, wspomnienia, teraźniejszość, ba, nawet przyszłość. I chociaż jest to taki wrzód na czterech literach (jeżeli mówimy o jego zachowaniu) to jest to tłumaczone tym, że jest on inny od wszystkich i to nikt go nie rozumie. No dobra, każdy w swoim życiu przeszedł bunt młodzieńczy, ale serio? Myśli zabójczo/samobójcze mają być rozwiane, jeżeli ktoś powie mu wszystkiego najlepszego, albo upiecze mu naleśniki? To jest taki wielki skrót myślowy, dotyczący tych wydarzeń, ale w taki sposób można to pokrętnie zrozumieć.

Ta książka jest po prostu dziwna. Zarazem dobrze skonstruowana, ale i denerwująca gdy się nad nią zastanowi choć chwilę. Oczywiście tematów emocjonalnych nie można bagatelizować, bo to sposób na odkrycie samego siebie w tej historii. Chyba w tej historii nie potrafiłam doszukać drugiego, głębszego sensu.

Bardzo denerwowały mnie adnotacje w tekście. Wiem, głupota, ale w większości były to rozwinięcia myśli, których użyto w normalnym tekście. Naprawdę nie można ich było zostawić tam gdzie ich miejsce? 

Moja konkluzja po tej historii jest taka: jeżeli nikt mnie nie rozumie, bo nie chcę do siebie nikogo dopuścić, nie chcę nawet podzielić się z wami tym, kiedy mam urodziny, to jest to wasza wina, że nie składacie mi życzeń? Powiem jedno: serio?



Tytuł oryginału: Forgive Me, Leonard Peacock
Data wydania: 08.10.2014
Liczba stron: 408
Gatunek: Literatura dla młodzieży
Wydawnictwo: Otwarte
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Disqus for Ujrzeć Słowa

Google+

Obserwatorzy

Skontaktuj się ze mną

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *