Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Nie potrafię się odpędzić od książek Sandersona. Zalewają one rynek w zastraszającym tempie i nawet wydawnictwa nie mają zamiaru tego zaprzestać. Ja się cieszę, bo dzięki temu długie godziny mogę spędzać przy moim ulubionym autorze.


W przypadku tej pozycji bardzo się wahałam. Z jednej strony poczytna autorka, której trylogia niezbyt mi się podobała, ale z drugiej piękna okładka i całkowicie inna historia ujęła mnie za czytelnicze serce i postanowiłam dać jej drugą szansę. Okazało się, że był to dobry wybór.


Nie będę przedłużać, wyniki miały być jakiś czas temu, ale nadrabiam:

To już moje trzecie spotkanie z twórczością Autora. Tak naprawdę została mi tylko jedna książka, która została przetłumaczona na język polski, ale do końca po lekturze Wybacz mi, Leonardzie nie wiem czy chcę się w nią zagłębiać.

Czas was trochę rozruszać, zapraszam na konkurs:

Wszyscy zawsze mi powtarzali: musisz przeczytać książki Gromyko, ona po prostu wymiata. A wiecie, jak to ze mną jest, dość sceptycznie podchodzę do wszelkich zapewnień, bo ze mnie dziwny czytelnik jest. Czasem, a nawet często, zawodzę się na poleceniach innych, tak już mam, ale w tym przypadku muszę większości przyznać rację: to było naprawdę dobre.

Opowieści miłosne są zazwyczaj dla mnie błahe, nic nie wnoszące do mojego czytelniczego życia. Po prostu są, ale kiedy trafię na perełkę, to wiem, że muszę wam ją zachwalić, byście również po nią sięgnęli, bo w przypadku najnowszej książki Elżbiety Rodzeń, wiem, że warto.

Może to tylko ja mam takie problemy czytelnicze, ale często zdarza się tak, że przeczytam pierwszy tom, zaskoczy mnie w niebywały sposób, a później najprościej w świecie zapomnę o kontynuacji. Potem, gdy sięgam wreszcie po kolejne tomy, pojawia się największy ból czterech liter: to tak naprawdę, o czym był ten pierwszy tom?