Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Kategoryczne nie (Projekt Mefisto - Marcin Mortka)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     07:51:00    Etykiety:, 

To, że spodziewałam się wystrzałowej lektury to za mało powiedziane. Diabły i złe uczynki to zawsze coś, co uwielbiam w lekturach. Dla niektórych może to być już przeżytek, bo co można nowego w tym wymyślić? Można całkiem dużo, ale niestety nie każdy powinien tego tematu dotykać.

Piekło świeci pustkami. Zygmunt, szeregowy pracownik, przybywa do Wyplut, miasteczka na prowincji Polski, by tam wdrażać projekt Mefisto 2.0, błyskotliwą strategię zarządu na pogrążenie ludzkości w grzechach. Cyniczny i przystojny diabeł nie przewidział jednak, że przyjdzie mu mierzyć się z ludźmi, którym Piekło może co najwyżej czyścić buty.*


Sam zamysł był genialny i odrobinę trącał mi filmikami Grupy Darwina. Gdy zaczęłam się coraz bardziej zagłębiać w treść, to tak, podobieństw było więcej. Ta książka miała wydawać się w pewien sposób śmieszna, może i piętnująca naturę polaków, takie przerysowanie polskiej społeczności z piekłem w tle. Ale nie była ani śmieszna, ani ciekawa.

Z każdą kolejną stroną moje zaciekawienie było coraz mniejsze, chyba dawno nie męczyłam się tak z książką. Przeszkadzało mi w niej wszystko, co może przeszkadzać. Na początku nie ma w niej nic, co mogłoby przyciągnąć czytelnika. Plątałam się w dość pokręconej historii, którą musiałam jakoś sobie uporządkować. Potem było odrobinę lepiej, ale i tak nie nadrobiła ona w mojej ocenie, ponieważ przez większość czasu miałam ochotę rzucić nią w kąt.

Wypluty i cała społeczność, która tam się pojawia, to taka karykatura, a raczej zlepek januszów, moherów i panów z monopolowego. Oczywiście, że istnieją takie osoby, ale włożenie ich wszystkich do jednego gara zwanego Wyplutami, było czymś zbyt dużym, by mogło interesować. Przekleństwa rzucane na lewo i prawo przyprawiały o mdłości i wiem, my jako społeczeństwo używamy przekleństw jako przecinków, ale czytając tę książkę, po prostu do drażniło.

Słowiańskie wierzenie wplecione w tą historię to zdecydowany plus, ale i tak jest on za mały, by mógł cokolwiek dodać w tej ocenie. Jednak z drugiej strony takiego zagrania można było się również spodziewać. Pomysł po prostu genialny, ale wykonanie zostawia wiele do życzenia. Nudno, czasem dość chaotycznie i kompletnie historia pozbawiona koloru, a przecież okładka jak i opis zapowiadał tak wiele! No cóż, jedno z największych rozczarowań jakie ostatnio mnie spotkały.

Data wydania: 12.10.2016
Liczba stron: 416
Gatunek: Fantastyka
Wydawnictwo: W.A.B. - dziękuję!
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?