Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Zawsze jestem zafascynowana książki, które są inne od wszystkich, które są nieszablonowe, zapewniają moc wrażeń i z jednej strony, które są dziwne. Tak, dobrze czytacie, dziwność to zawsze aspekt, który poszukuje w książkach, ponieważ to sprawia, że książka jest wyjątkowa.

Książki Brandona Sandersona po prostu wbijają w fotel. Ten, kto chociaż raz się skusi na jego książkę (niezależnie od serii), poczuje miłość bezgraniczną do autora i jego twórczości. Mogę to śmiało napisać: Sanderson jest moim guru, może nawet królem-bogiem?

Każdy z nas szuka tej jedynej, prawdziwej miłości. Jedni znajdują ją w młodości, inni muszą do niej dojrzeć, ale zawsze gdzieś jej wyczekujemy, chociaż nawet się do tego nie przyznamy. Uważamy, że ten moment gdy zobaczymy swoją przyszłą dziewczynę czy chłopaka, będzie jak wybuch supernowej, coś nieoczekiwanego i zwalającego z nóg. Henry też tak uważał, a okazało się, że było to całkiem zwyczajne i niepozorne spotkanie, które, dopóki nie przeczytacie tej książki, nie dowiecie się czy zapewniło mu miłość.

Gdy tylko zobaczyłam tę zapowiedź, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Przyciągała mnie do siebie zarówno okładka, jak i opis, który w jakiś sposób zaskakuje i daje do myślenia, że może nas czekać w niej niezwykła przygoda, poprzeplatana mrocznymi wątkami.

Książki dla dzieci, albo raczej ujmę to nieco inaczej: dla młodszej młodzieży, na ogół nie są zbytnio wymagające. W przypadku Poradnika dla smoków nie jest wcale inaczej, ponieważ nawet liczba stron nie przytłoczy niewprawionego czytelnika, ale za to takiemu, który już niejedną książkę w życiu przeczytał, na pewno otworzy oczy na nowe, fantastyczne horyzonty.


Czasem mam wrażenie, że mocnymi książkami z gatunku young adult czy new adult najprościej w świecie się kiedyś przeję. Ale za każdym razem sobie to wmawiam i tak naprawdę nie mam racji, ponieważ zawsze mnie kolejna pozycja czymś nowatorskim zaskoczy.

Zawsze będę miała do serii Więźnia labiryntu pewien sentyment. Nie oceniałam jej jakoś wysoko, ale to była jedna z pierwszych serii, które mnie w jakiś sposób urzekły. Po skończonej trylogii zabrałam się za Rozkaz zagłady, który był osadzony przed wydarzeniami znajdującymi się w trylogii, ale teraz nastał czas Kodu gorączki, gdzie wreszcie dowiemy się jak to się wszystko zaczęło.

Bez zbędnych słów przechodzimy do konkursu:

Zawsze miałam obiekcje co do osób, które czytały i zachwycały się nad Małym księciem. Ja nie rozumiem jego fenomenu i porównywanie Paxa do tej książki jest błędem, ponieważ Pax jest milion razy lepszy.

Czasem mam wrażenie, że o niektórych książkach nie jestem w stanie napisać czegokolwiek logicznego. Bo jak napisać recenzję książki, którą ubóstwia się nad życie i jest to klasyka nad klasykami? To od Draculi rozpoczęła się moja droga po kwriopijcach, dlatego tym bardziej było mi miło do niej wrócić.


Po pierwsze ta książka jest tylko i wyłącznie dla osób odważnych.
Po drugie, jest to pozycja dla osób, które nie mają żadnego tematu tabu.
Po drzecie, musicie mieć otwarte umysły by do niej podejść, a więc pozbądźcie się jakichkolwiek uprzedzeń.
Po czwarte, jest to zdecydowanie pozycja warta polecenia.

Do tej lektury nie jest łatwo podejść. Intryguje okładką i zdecydowanie wyróżnia się swoją tematyką. Dodatkowo jest to historia sprzed wielu lat, czy jest w stanie zaciekawić i pochłonąć dzisiejszego czytelnika?

Czy tylko mi się zdaje, że październik przeminął raz dwa? Kompletny brak czasu na cokolwiek zawitał u mnie. Dzień zawsze zaczyna się tak samo i kończy tak samo. Praca, później remont, i wątpliwy czas na czytanie i sen. Cel uświęca środki, ale nie powiem, że jest łatwo, jest cholernie ciężko, ale trzeba zagryźć zęby. Dlatego na stronie jest ciszej niż zazwyczaj, ale chyba mi to wybaczycie?