Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Witamy w Londynie Pod (Nigdziebądź - Neil Gaiman)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     22:09:00    Etykiety:, 

W literaturze na pewno znajdziecie mnóstwo wykorzystań alternatywnych światów. Nawet mogę się założyć, że różnych wersji Londynu jest od groma. Ale ja i tak chętnie zagłębiam się w takich tematach, może ze względu na to, że świat, który tak naprawdę znamy, jest przepełniony szarością i bezsensownością i to właśnie dlatego szukamy różnych alternatyw?

Pod ulicami Londynu leży świat, o którym ludziom nawet się nie śniło.
Kiedy Richard Mayhew pomaga znalezionej na ulicy rannej dziewczynie, jego nudne życie w mgnieniu oka zmienia się nie do poznania. Dziewczyna ma na imię Drzwi, ucieka przed dwoma zabójcami w czarnych garniturach i pochodzi z Londynu Pod.
Zwykły odruch litości poprowadzi Richarda w miejsce pełne potworów i aniołów, gdzie w labiryncie mieszka Bestia, a stary Hrabia urządził sobie dwór w pociągu metra.
Wszystko to jest dziwnie znajome, a przecież kompletnie obce...*


Oczywiście Nigdziebądź nie jest książką de facto nową. To już jej ósme wydanie - tak, dobrze czytacie. Jednak chyba dopiero ta cudowna obwoluta krzyczała w moją stronę by się za nią zabrać. Wiecie przecież jak to jest, każdy z nas jest w pewną rodzaju sroką, która musi mieć na półce te ładniejsze okładki. I dzisiaj, po skończonej lekturze, niesamowicie się cieszę, że mogłam się zagłębić w jej treść, ponieważ była to dość niecodzienna lektura.

Początek historii wydaje się być dość błahy, tak jakby nic nieznaczący, ale gdy wczytywałam się w nią dalej i dalej, to nie mogłam się od niej oderwać. Magiczny świat zawsze wydaje się być ciekawy i autor w dość niebywały sposób stara się nas do siebie przekonać. Jest tu mieszanina wielu postaci, mniej lub bardziej zaczerpniętych z różnych źródeł i chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma możliwości, by to połączenie miało spójny charakter, tak teraz nie wyobrażam sobie, by kogokolwiek i czegokolwiek tutaj mogło zabraknąć.

Każdy z bohaterów jest częścią tej historii. Są wyryci w tych kartach i na pewno na dłuższy czas nie pozwolą o sobie zapomnieć, nawet w sytuacji gdy ktoś jest tutaj ledwie wspomniany, to jednak gdzieś ta postać odkształca się w myślach głównego bohatera Richarda, ale również i naszych. Fantastyka objawia się tu w pełnej krasie, są anioły, szczuromówcy, mistyczne postacie, aż szkoda tracić czasu by je wymieniać, bo mogłabym wam zepsuć zabawę podczas ich poznawania. Chociaż z Richardem bardzo się polubiłam, to jednak moje serce zostało skradzione przed duet Vandemar-Croup. Czarne charaktery, które nie grzeszą często inteligencją, ale ich dialogi są po prostu zabójcze.
Richard zauważył kiedyś, że wydarzenia to tchórze. Nie lubią występować pojedynczo, lecz zbierają się w stada i atakują wszystkie naraz.
Humor miesza się w tej historii z ogromem ironii, która jest podszyta prawdą o życiu. Nieważne w jak kunsztowny sposób autor chciał zasłonić prawdę fantastycznymi wątkami, to jednak ona się przebija i chyba to ona wywarła na mnie największy wpływ, że książka najprościej w świecie mi się podobała. Po skończonej lekturze nawet ja sama zastanawiałam się, czy nie byłoby warto otworzyć sobie takich drzwi, do mojego Miasta Pod... to byłoby niecodzienne przeżycie, a może życie?
- Nie boję się upadku - przekonywał sam siebie. - Tak naprawdę boję się chwili, gdy przestanę upadać i zacznę być martwy.
Jedynie co może boleć, albo może trochę ukłuć, to zakończenie. Nie jest ono zaskakujące, ale z drugiej strony, chyba nie potrafiłabym sobie wyobrazić innego... zagmatwane nieprawdaż?



Tytuł oryginału: Neverwhere
Data wydania: 31.08.2016
Liczba stron: 384
Gatunek: Fantastyka
Wydawnictwo: Mag
Książkę do recenzji zapewniła księgarnia internetowa lovebooks.pl - dziękuję!
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?