Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Porywanie się z motyką na słońce (Niemartwi. Ciała wasze jak chleb - Mikołaj Marcela)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     16:40:00    Etykiety:, 

U mnie to zawsze tak jest, że albo jakiegoś gatunku długo nie czytam, a potem bum, jedna za drugą. Takie zachowanie zazwyczaj powoduje pewne problemy, ponieważ jeżeli dwie książki, czytane mniej więcej w tym samym momencie, są z tego samego gatunku, a nawet i mówią o tym samym, to nie ma możliwości, by obydwie spodobały się na takim samym poziomie. Jednak w książce Niemartwi. Ciała wasze jak chleb, problemów było zbyt wiele, by na nie przymknąć oko.

Rok 2019. Nastąpiło nieuniknione, ale czy ktokolwiek mógł przypuszczać, że apokalipsa przybierze właśnie taki kształt?
W tym czasie w Forcie Wilno detektyw Wiktor Strachowski prowadzi śledztwo w sprawie podwójnego zabójstwa. Jedną z ofiar jest mężczyzna z dziurą w głowie, drugą – żywy trup bez śladów jakiegokolwiek urazu mózgu...*


Po pierwsze, to nie jest książka, jakiej tak naprawdę spodziewałam się otrzymać. Przecież na okładce widać wyraźnie, że będą tu flaki i bezmózgie zombie, chociaż w przypadku tej książki powinnam ich nazwać niemartwymi (według mnie zombie, to zombie i nikt nie powinien ingerować w te nazewnictwo). Poniekąd to nie jest główny wątek w tej książce. I to jest największy, najbardziej rozczarowujący zawód z mojej strony. Każdy z nas wie jak wyglądają zombie, z czym możemy je zestawić i czego możemy się po nich spodziewać. Myślę, że zombie to takie same twory jak wampiry. Nie można w nich za dużo modyfikować, bo jesteśmy już do jakiegoś wzorca przyzwyczajeni. Nie rozumiem zagrania, gdzie zombie z niewyjaśnionych przyczyn miałyby przestać atakować ludzi.

Wielowątkowość położyła tę książkę po całości. Bardzo ciężko się w nią odpowiednio wkręcić. Dla debiutującego autora, to bardzo wielkie wyzwanie, by to, co siedzi w jego głowie, w odpowiedni sposób przelać na papier. Nie tylko może przelać, co ukazać to w taki sposób, by czytelnik chciał to czytać i by był zaciekawiony całą historią. Ja zaciekawiona nie byłam i dlatego czasem gubiłam wątki, albo najprościej w świecie byłam tą historią znudzona i chciałam ją odłożyć w kąt.

Pomimo okładki, która jednoznacznie określa o czym jest ta książka, to tak naprawdę niemartwi są tylko otoczką tej historii. Autor chciał się chyba zmierzyć z czymś nowatorskim w tym zagadnieniu. Takie połączenie sensacji i kryminału, z motywem horroru. Jakoś nie umiem za bardzo sobie wyobrazić sytuacji gdy, jeżeli wybucha epidemia bezmózgich ciał, to nadal istnieją jakiekolwiek zawody? Czy naprawdę w przypadku takiego prawie końca świata, jest możliwe by ktokolwiek o zdrowych zmysłach prowadził śledztwo? Dla mnie, kiedy pojawia się apokalipsa zombie, czy tam niemartwych, jak to woli, to ma być to koniec świata z flakami pałętającymi się pod nogami. Tutaj tego nie ma, a szkoda.

Ostatecznie jestem zawiedziona realizacją pomysłów, które u autora w głowie na pewno wyglądały zachęcająco. Myślę, że próbowanie swoich sił w tematyce zombie, jest jak porywanie się z motyką na słońce. Niestety w przypadku Niemartwi. Ciała wasze jak chleb słońce zwyciężyło i spaliło wszystko, co można było spalić.


Data wydania: 07.10.2015
Liczba stron: 320
Gatunek: Horror
Wydawnictwo: Pascal - dziękuję!
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?