środa, 17 sierpnia 2016

Porywanie się z motyką na słońce (Niemartwi. Ciała wasze jak chleb - Mikołaj Marcela)


U mnie to zawsze tak jest, że albo jakiegoś gatunku długo nie czytam, a potem bum, jedna za drugą. Takie zachowanie zazwyczaj powoduje pewne problemy, ponieważ jeżeli dwie książki, czytane mniej więcej w tym samym momencie, są z tego samego gatunku, a nawet i mówią o tym samym, to nie ma możliwości, by obydwie spodobały się na takim samym poziomie. Jednak w książce Niemartwi. Ciała wasze jak chleb, problemów było zbyt wiele, by na nie przymknąć oko.

Rok 2019. Nastąpiło nieuniknione, ale czy ktokolwiek mógł przypuszczać, że apokalipsa przybierze właśnie taki kształt?
W tym czasie w Forcie Wilno detektyw Wiktor Strachowski prowadzi śledztwo w sprawie podwójnego zabójstwa. Jedną z ofiar jest mężczyzna z dziurą w głowie, drugą – żywy trup bez śladów jakiegokolwiek urazu mózgu...*


Po pierwsze, to nie jest książka, jakiej tak naprawdę spodziewałam się otrzymać. Przecież na okładce widać wyraźnie, że będą tu flaki i bezmózgie zombie, chociaż w przypadku tej książki powinnam ich nazwać niemartwymi (według mnie zombie, to zombie i nikt nie powinien ingerować w te nazewnictwo). Poniekąd to nie jest główny wątek w tej książce. I to jest największy, najbardziej rozczarowujący zawód z mojej strony. Każdy z nas wie jak wyglądają zombie, z czym możemy je zestawić i czego możemy się po nich spodziewać. Myślę, że zombie to takie same twory jak wampiry. Nie można w nich za dużo modyfikować, bo jesteśmy już do jakiegoś wzorca przyzwyczajeni. Nie rozumiem zagrania, gdzie zombie z niewyjaśnionych przyczyn miałyby przestać atakować ludzi.

Wielowątkowość położyła tę książkę po całości. Bardzo ciężko się w nią odpowiednio wkręcić. Dla debiutującego autora, to bardzo wielkie wyzwanie, by to, co siedzi w jego głowie, w odpowiedni sposób przelać na papier. Nie tylko może przelać, co ukazać to w taki sposób, by czytelnik chciał to czytać i by był zaciekawiony całą historią. Ja zaciekawiona nie byłam i dlatego czasem gubiłam wątki, albo najprościej w świecie byłam tą historią znudzona i chciałam ją odłożyć w kąt.

Pomimo okładki, która jednoznacznie określa o czym jest ta książka, to tak naprawdę niemartwi są tylko otoczką tej historii. Autor chciał się chyba zmierzyć z czymś nowatorskim w tym zagadnieniu. Takie połączenie sensacji i kryminału, z motywem horroru. Jakoś nie umiem za bardzo sobie wyobrazić sytuacji gdy, jeżeli wybucha epidemia bezmózgich ciał, to nadal istnieją jakiekolwiek zawody? Czy naprawdę w przypadku takiego prawie końca świata, jest możliwe by ktokolwiek o zdrowych zmysłach prowadził śledztwo? Dla mnie, kiedy pojawia się apokalipsa zombie, czy tam niemartwych, jak to woli, to ma być to koniec świata z flakami pałętającymi się pod nogami. Tutaj tego nie ma, a szkoda.

Ostatecznie jestem zawiedziona realizacją pomysłów, które u autora w głowie na pewno wyglądały zachęcająco. Myślę, że próbowanie swoich sił w tematyce zombie, jest jak porywanie się z motyką na słońce. Niestety w przypadku Niemartwi. Ciała wasze jak chleb słońce zwyciężyło i spaliło wszystko, co można było spalić.


Data wydania: 07.10.2015
Liczba stron: 320
Gatunek: Horror
Wydawnictwo: Pascal - dziękuję!
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Disqus for Ujrzeć Słowa

Google+

Obserwatorzy

Skontaktuj się ze mną

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *