Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Wczoraj zastanawiałam się nad tym, czy potrzebny jest wam ten post. Czy tak naprawdę powinnam o tym napisać, ale chyba mam dość już tej całej otoczki tego fenomenu i czas wyjść wreszcie z szafy i powiedzieć co ja o "kontynuacji" sądzę.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek zostanę fanką powieści obyczajowych czy romansów. Ale je po prostu dobrze się czyta, szybko, często bez większych komplikacji. Otwieracie książkę i zamykacie dopiero gdy ją skończycie. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Brittainy C. Cherry, ale wiem, że raz dwa zabiorę się za jej kolejne książki.

Do twórczości Colleen Hoover nie trzeba mnie w ogóle przekonywać. Jeszcze żadna jej książka mnie nie zawiodła, wręcz przeciwnie, każda kolejna pobudza mnie na kolejne doznania. I chociaż wiem, że są to książki skierowane do młodzieży, to jednak w jej książkach jest coś takiego, co mnie do siebie przyciąga. Tym razem jednak siły autorskie zostały połączone wraz z Terryn Fisher i jak to wyszło?

Na tę książkę czekałam długo. Tylko gdy oglądałam jej zagraniczne recenzje, to już świerzbiły mnie palce by mieć ją w swoich rękach. Nawet przez moją głowę przebiegła myśl, by zakupić sobie ją w oryginale (tak, taka byłam zdesperowana), ale jakoś poczekałam, i dobrze się stało. Dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka, które postanowiło wydać tę książkę, mogłam się nią nacieszyć w polskiej wersji językowej.

Dobrze zakrojona promocja, to początek i dobry start dla debiutującego autora. Myślę, że Idealna Magdy Stachuly może odnieść niemały sukces, pomimo tego, że ja osobiście uważam ją za dość przeciętną książkę, ale z tego co widzę, moje postrzeganie jest takim rodzynkiem, więc równie dobrze nie musicie brać mojej opinii w ogóle pod uwagę, a iść za rzeszą ludzi, którym książka się podobała.

Do jakiegokolwiek steampunku trudno mnie było przekonać i chyba nawet nadal nie jestem do końca przekonana. Ale ta okładka chwyciła mnie za serce, a raczej zapałałam miłością bezwzględną do oprawy Mechanicznego Iana Tregillisa. SQN - robicie to dobrze!

Najgorzej jest w sytuacji, gdy spodoba ci się pierwsza część danej serii i z utęsknieniem czekasz na kolejny tom, ponieważ autorka zaskoczyła cię wcześniej. Stawiasz więc poprzeczkę wysoko, a później wychodzi jak zwykle.

Marcin Brzostowski to świetny autor, w dodatku pisze w sposób niebywały i sądzę nawet, że nie znajdziecie nikogo innego z takim stylem jak jego własny. Jeżeli jesteście ciekawi, to zapraszam na trzy recenzje: Złote spinki Jeffreya Banksa, Pozytywnie nieobliczalni, Podpalę wasze serca!. Gdy już przeczytacie recenzje, to zapraszam na wywiad:


Nigdy jeszcze tak nie miałam, że przez dość długi czas chciałam czytać tylko książki z wątkiem miłosnym. Zawsze miałam tak, że musiałam mieć pewne urozmaicenie, bo w pewnym momencie wszystko zlewało mi się w jedną całość. Teraz dziwię się samej sobie, bo sięgam po kolejne książki o nastoletniej miłości i ciągle chcę więcej. Może jest to spowodowane tym, że sięgam po same perełki w tym gatunku?


Z jednej strony widziałam, że jest to literatura dla młodzieży, ale z drugiej jakiś kryminał, może nawet thriller, i sobie zaczęłam myśleć, czy takie połączenie może w ogóle funkcjonować. Nie wdawałam się zbytnio w opis, bo lepiej być miło zaskoczonym. I tak, byłam zaskoczona tą lekturą.

Pamiętam jakby to było dziś - czas mojej ustnej matury (a raczej przygotowywania się do niej)... Dlaczego przy Lovecrafcie nagle zebrało mnie na wspominki? Bo Zew Cthulhu był jednym z moich tekstów, które opracowywałam. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z jego twórczością. Mój temat nosił tytuł: Makabra, frenezja i horror. Tak, wszystkie te trzy gatunki na pewno znajdziecie w twórczości Lovecrafta.

Gdy nadchodzi czas wakacji to wiem, że na pewno na liście książek, które w tym czasie przeczytam, będzie coś przyjemnego, młodzieżowego, gdzie po prostu będę płynąć wraz z kolejnymi słowami. Tak też się stało i padł wybór na Chłopaka na zastępstwo i jakże mocno się cieszę, że mogłam ją przeczytać. Kurde, nie potrafiłam się od niej oderwać i żałuję, że tak szybko się skończyła.

Chyba przez całe moje życie będzie się ciągnąć Harry Potter i ciągłe poszukiwanie czegoś podobnego, na pewno nie tak samo dobrego, ale czegoś, co mogłoby mnie przenieść do lat młodości. W przypadku Alfiego Blooma jestem szczęśliwa, że młode pokolenie ma do dyspozycji tak dobrą literaturę na swoje pierwsze zakochanie się w książkach.

No nie powiem (albo raczej nie napiszę), zaskoczyliście mnie jeżeli chodzi o wasz udział w tym konkursie. Miałam niemały orzech do zgryzienia by wybrać tę najlepszą odpowiedź. Rozstrzyganie konkursów to zło, naprawdę, ale nie przedłużam dłużej:

Nie wiadomo jak bardzo wychwalałabym lub krytykowałabym wam tę książkę, to raczej nic nie zmieni tego, że na pewno po nią nie sięgniecie. Nie jestem świeżakiem jeżeli chodzi o czytanie książek wydanych własnym nakładem. I wy wszyscy - tak, do ciebie mówię - nie zainteresujecie się nią, a o zakupieniu jej nawet nie wspominam. Boicie się self-publishingu, może nawet się nim brzydzicie i tu pojawia się między mną a wami bardzo wielka przepaść. Możecie tylko żałować tego, że nie wspieracie autorów, którzy chcą coś osiągnąć własnym kosztem.


Pamiętam jak jakiś czas temu Ewa Seno zaskoczyła mnie swoją debiutancką serią Antilia. Była to tak naprawdę taka sinusoida, ponieważ uważam, że pierwszy tom był najlepszy, a potem niestety było coraz gorzej. Jednak ostatecznie nie aż tak źle, by autorkę całkowicie przekreślić. Zatem gdy usłyszałam, że zostanie wydana kolejna seria, nie mogłam się jej oprzeć. Popatrzcie w ogóle na tę okładkę, zaprasza nas do siebie bardzo mocno.


Ada nie zrobiła odpowiedniego przeszukania Internetu i to nie jest debiut autorki, ponieważ swoją pierwszą książkę, wydała pod panieńskim nazwiskiem - biję się za to w pierś! Dlatego recenzja odrobinę się zmieniła, by was nie wprowadzać w błąd :)

Dawno już nie czytałam książek osób zaczynających swoich sił na rynku wydawniczym i muszę przyznać, że zatęskniłam za tymi uczuciami, które mi wtedy towarzyszą: niepewność, ciekawość, zrozumienie. W przypadku Autodestrukcji znajdziemy tutaj również debiut nowo powstałego wydawnictwa - Czarna kawa.

Tannie Maria kocha gotować, rozkoszować się jedzeniem i obdarowywać nim innych. W kuchni mogłaby spędzić całe życie. Prowadzi nawet rubrykę kulinarną w lokalnej gazecie – do czasu gdy okazuje się, że czytelnicy bardziej spragnieni są porad sercowych niż kulinarnych. Wtedy odkrywa, że potrafi znaleźć lekarstwo na kłopoty miłosne niemal każdego. Nie może jednak zapobiec tragedii, która wstrząsa społecznością Karru Małego. Tannie Maria wplątuje się w krwawą intrygę i sprowadza na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo. A gdy poznaje komisarza Henka Kannemeyera, wpada jak śliwka w kompot…*


Książek będzie dużo, ale nie przestraszcie się, w końcu urodziny są raz w roku ;)