Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Marsie nadchodzę! (Fobos - Victor Dixen) [Przedpremierowo]



Autor:  Adriana Bączkiewicz     10:00:00    Etykiety:,, 
Tytuł oryginału: Phobos
Data wydania: 01.06.2016
Liczba stron: 456
Seria: Fobos
Tom:
 I
Fobos | 
Gatunek: Literatura dla młodzieży / Science-fiction
Wydawnictwo: Otwarte
Wydawnictwo miało niezłego nosa do tej książki. Znaczy zacznę od tego, że zawsze gdy mowa o zagranicznych autorach, to posiłkuję się serwisem goodreads, by odrobinę spojrzeć na to, czy książka w oczach czytelników spoza naszego kraju jest dobra czy też nie. Niesamowicie się zdziwiłam, ponieważ ocen nie ma tam zbyt wiele, ale dopiero później zorientowałam się, że jest to francuski autor, a na francuskich stronach czytelniczych to ja się nie znam. Nie mniej jednak – ta książka mnie pochłonęła.

Léonor wchodzi na pokład statku kosmicznego. Doskonale pamięta moment, w którym zobaczyła ogłoszenie o naborze do programu „Genesis”, pierwszego reality show w kosmosie. Sześć dziewczyn i sześciu chłopaków wybranych w ogólnoświatowym castingu ma założyć pierwszą ludzką kolonię na Marsie. Będą poznawać się podczas sześciominutowych randek, by zdecydować, z kim założą rodzinę, gdy dotrą do celu.* 

Opis lekki, nawet dość komiczny, ale uwierzcie, że pośród tej treści kryje się nie tylko sława, dążenie do gwiazd i randki w przestworzach. Może to tylko ja tak mam, że jaram się każdą możliwą książką o tematyce kosmicznej, która nie jest takim twardym science-fiction, ale mnie do takich książek po prostu coś przyciąga. I tym razem ja sama mogę się poszczycić tym, że wiedziałam, że to będzie coś dobrego.
Prosta jest tylko śmierć. Prosta i wieczna. A życie, widzisz, jest skomplikowane, a do tego strasznie krótkie. Człowiek odnosi wrażenie, że ma mnóstwo czasu, ale w rzeczywistości to jest niczym szybka randka: ledwie wszedł do Kuli, a już musi się zabierać.
Chciałabym nawet napisać, że to nie jest lektura na jeden dzień, ale mnie nie słuchajcie - ja, gdy się wreszcie wkręciłam w ten styl i historię, to nie potrafiłam się od niej oderwać i nieważne były jakiekolwiek sprawy przyziemne. Styl Victora Dixena jest oszałamiający – zarazem nacechowany prostym językiem (jeżeli akurat nie ma wstawki o jakichś kosmicznych sprawach), ale jednocześnie bogaty i nieszablonowy. Każdy kolejny rozdział jest ciekawszy, a te ostatnie, uf, cóż to były za emocje! Z niecierpliwością przewracałam wirtualne strony, ponieważ byłam kłębkiem nerwów. Oczywiście wiedziałam, że to pierwszy tom, ale żeby tak zakończyć ten tom? Szczyt bezwzględności.

Pomysł na tę historię jest prosty i moim zdaniem na miarę naszych czasów. Uwielbiamy reality show, więc czemu nie przenieść tego w kosmos? Niby takie banalne, a jeszcze o takim pomyśle w literaturze, czy w filmach nie słyszałam. Po skończonej lekturze nie jestem do końca pewna, który wątek jest tutaj najważniejszy. Biję się z myślami czy wybrać kwestię miłości, a może spisek? Nie wiem, kompletnie nie wiem. Ale wiecie co jest najgorsze? Jeżeli za moich przyszłych czasów, nastanie era takiego show w telewizji, to też zapewne będę się do niego ślinić jak ci bohaterowie z milionowego rzędu w tej książce. Nie zdziwiłabym się gdyby taka przyszłość nas czekała.

Bohaterów jest tu dużo, i poznajemy zarówno tych dobrych, jak i poniekąd złych. Dlaczego poniekąd? Bo nie do końca jestem przekonana czy wszystkie karty w pierwszym tomie zostały odkryte i mam wrażenie, że jeszcze się zdziwię w przyszłości.

Jeżeli mogłabym się do czegoś przyczepić, to do okładki. Oryginalna wersja francuskiej obwoluty jest okropna, ale wersja polska trochę mnie po całej lekturze rozczarowała. Przecież główna bohaterka ma czerwone/rude włosy, to dlaczego tutaj widzę blondynę? To takie jedno małe zastrzeżenie. I chyba tak naprawdę jedyne. Ale może w ostatecznej wersji papierowej się to zmieni?
Edit: Tak, będą czerwone włosy - w takim wypadku nie mam już na co narzekać :)

Coraz więcej znajdujemy książek o podboju kosmosu, ale reality show w kosmosie? To dopiero coś.

Za tę lekturę dziękuję: Wydawnictwu Otwarte
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Dodatkowo: wiecie, że właśnie trwa konkurs, gdzie można wygrać lekcję latania w tunelu aerodynamicznym? Ale to nie wszystko, laureaci otrzymają również Fobos z własnym zdjęciem! Biegnijcie albo lećcie wziąć udział!

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?