Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Mówili, że depresja to nic ciężkiego...(Prawdziwy koszmar - Ewa Łokuciejewska)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     10:00:00    Etykiety:, 
Data wydania: 01.03.2016
Liczba stron: 190
Gatunek: Powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Warszawska Grupa Wydawnicza

Depresja to bardzo zwodnicze zaburzenie. I zazwyczaj wtedy, gdy nie mamy z nią za wiele wspólnego w życiu, to uważamy, że to nie może być choroba, a że są to tylko wymysły i proste tłumaczenia. Jednak Ewa Łokuciejewska ukazuje jej realia w dość nieoczywistej odsłonie.

Ewa choruje na depresję i z własnej woli pozwala się zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Czy jesteście gotowi na opowieść o tym, czego nie widać?

Zaskoczyła mnie ta pozycja, ze względu na to, że jest inna niż wszystkie. Podążamy za główną bohaterką nie tylko w jej podróży, ale spacerujemy z nią po jej własnych myślach. Dzięki temu, możemy z innej perspektywy spojrzeć na osobę, której przyjacielem jest depresja. I pomimo, że ta pozycja nie grzeszy objętością, to jest przepełniona tak wielką ilością prawdy, że nie sposób jej odmówić wyjątkowości. Nie sądzę, by była to lektura na parę chwil, w nią należy się wczytać, może nawet odpowiednio do niej przygotować, stąd też nie jest to zwykła opowiastka jakich wiele.

Nie jestem zwolenniczką narracji pierwszoosobowej, a jednak ta do mnie przemówiła, ponieważ dzięki niej, dostrzegamy jak zwykła czynność, może wpływać na osobę, która zmaga się z depresją. Jakie myśli mogą się kotłować w takiej osobie? Bardzo wiele. Może wydawać się że są one monotonne, ale chyba tak wygląda świat widziany oczami osoby, która nie chce zobaczyć w swoim życiu kolorów. Nie chce czy jednak nie może?

To ważna literatura dla każdego i chociaż nie jest łatwo przez nią przebrnąć, to sądzę, że warto. Tym razem mała objętość wyszła na plus i pozwala nam dawkować tę treść jeszcze na mniejsze kawałki, bo naprawdę, nie da się jej połknąć na raz.

Realia egzystencji (bo życiem tego nazwać nie można) w szpitalu psychiatrycznym, są oddane realistycznie, stąd też na naszym ciele niejednokrotnie przebiega dreszcz zawahania i niedowierzania. Styl Autorki jest przystępny i widać, że nie jest to pierwsza koncepcja, która wyszła jej z głowy.

Czy myśli głównej bohaterki są alter ego samej Autorki? Nie wiem, nie potrafię tego jasno określić, ale zarazem jeżeli ktoś nie przeżył w życiu stanu w którym dopadła go ta choroba, to nie sądzę by był w stanie napisać tak mocno poruszającej książki. Może nie poruszającej naszych łez, strachu, czy innych odczuć, ale dotyka nas w tak specyficzny sposób, że jednym słowem, którą mogę ją opisać to: niedowierzanie. Ale potrzebne niedowierzanie.

Za tę lekturę dziękuję: Warszawskiej Grupie Wydawniczej

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?