Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Przepadłam (W ramionach gwiazd - Amie Kaufman, Meagan Spooner) [Przedpremierowo]



Autor:  Adriana Bączkiewicz     10:00:00    Etykiety:,,, 
Tytuł oryginału: These Broken Stars
Data wydania: 02.03.2016
Liczba stron: 488
Tom: I
W ramionach gwiazd || This Night So Dark || Whis Shattered World ||Their Fractured Light
Seria: Starbound
Gatunek: Dla młodzieży / Science Fiction / Fantastyka

Nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Jedyne co mi się obiło o uszy to to, że jest genialna (przynajmniej tak mówił rynek zagraniczny), dodatkowo okłada wywołuje wiele emocji, bo jest cudowna. To była jedna z tych książek, które musiałam przeczytać, niezależnie od tego, czy jest to gatunek w którym lubię się zagłębiać lub nie. Po skończonej lekturze mówię: bomba!
A może to wszystko sen, w którym nie działają prawa fizyki?
Ikar to największy prom kosmiczny, po jego katastrofie przeżywa tylko Lilac – córka najbogatszego człowieka w kosmosie i Trevor – wojskowy, bohater wojenny. Czu uda im się przeżyć na nieznanej planecie? Wszystko zależy od tego, czy posłuchają wizji, które ich zaczynają nawiedzać…

Na początek się do czegoś przyczepię: około pierwszych 150 stron niezbyt mnie wciągnęło. Myślałam: gdzie ta wielka historia, o której rozpowiadają wszyscy? Czy coś mnie ominęło, czy tylko ze mną jest coś nie tak? A potem nagle padłam na ziemię, uderzona chyba jakimś obuchem w głowę i nie umiałam się podnieść. Tkwiłam w tej lekturze, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że teraz to się zaczyna prawdziwa historia.

Początki tej lektury może nie są nudne, ale dość statyczne. Powoli wkręcamy się w styl Autorek, przebiegamy po Ikarze, jakby to był nasz własny prom kosmiczny, poznajemy odrobinę bohaterów. Z tego też względu już na starcie zaczynamy oceniać Lilac i Trevora. Ale to katastrofa jest jednym z punktów kulminacyjnych tej powieści, lecz nie tylko. Ale reszty wam nie zdradzę, bo to byłby zamach na czytelnictwo. Po prostu po drodze dzieje się wiele rzeczy, które raz na zawsze odmienią wasz pogląd na gatunek science fiction.
Powinienem się cieszyć, że jest tutaj, przy mnie, nareszcie znowu stała się sobą. Nie czuję się jednak zwycięzcą – czuję, że to pożegnanie.
To co tyczy się gatunku. Wiedziałam, że będzie to pomost między literaturą dla młodzieży i science fiction. Jednak myślałam, że tego drugiego gatunku będzie znikoma ilość, że będzie to dodatek, który miałby wytłumaczyć całą otoczkę przyszłego świata. Ale nie! Teraz mogę śmiało stwierdzić, że to wątek romansu jest dodatkiem do całej kosmicznej historii. Wiem, że możecie się przerazić, ale nie ma obaw. Ponieważ jeżeli dla was otoczka dziwnych kosmicznych spraw nie jest priorytetem, to dostrzeżecie w tej historii przejmującą opowieść o miłości. I to nie jest tak, że będzie tu cukier puder, lukier i inne słodkości, ponieważ miłość między bohaterami rozwija się stopniowo, a mogę wam zaręczyć, znajdziecie tutaj wiele sytuacji, gdy i wasze serce przestanie bić.
Ale ona nie wie, jak bardzo wszystko może się zmienić, kiedy wrócimy do cywilizacji. A ja nie mam zamiaru rozliczać jej z obietnic, których nie będzie w stanie dotrzymać.
Sam wstęp do historii i jej powolne poznawanie było dość ciekawym doświadczeniem. Wszystko dlatego, że sądziłam, że z jednej strony cofnęłam się w czasie, a zarazem ruszam do przyszłości. Wytworne damy, żołnierze i cała ta etykieta przypominała mi dawne czasy, ale przecież wiedziałam, że historia dzieje się w przyszłości. Niezły mętlik w głowie, ale ostatecznie wyszło to bardzo dobrze.
Wolałabym, żeby dalej zachowywał się jak dupek. Niechęć łatwiej przełknąć niż współczucie.
Jestem pełna podziwu dla tej historii. Przepadłam i roztrzaskałam się wraz z bohaterami w tym promie kosmicznym. Razem z nimi przeżywałam ich wzloty i upadki i ostatecznie nie żałowałam żadnego słowa, które przeczytałam. Zarówno wątki fantastyczne, romansowe i obyczajowe, są na odpowiednio wysokim poziomie i chociaż może się wydawać, że nie ma możliwości by połączyć to w jedną dobrą całość, to się mylicie. To kosmiczna wyprawa w odmęty przyszłości i miejcie tylko nadzieję, że taki los w przyszłości nas nie spotka. Nie sposób ogarnąć ją rozumem, ją trzeba poczuć i pokochać.
A jednak jej uroda urzeka mnie może nawet bardziej niż wcześniej, ponieważ teraz w jej rysy jest wpisana opowieść o przetrwaniu.
Za tę lekturę dziękuję: Wydawnictwu Otwarte

Z tego miejsca zapraszam Was również na fanpage serii:

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?