Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

To, że spodziewałam się wystrzałowej lektury to za mało powiedziane. Diabły i złe uczynki to zawsze coś, co uwielbiam w lekturach. Dla niektórych może to być już przeżytek, bo co można nowego w tym wymyślić? Można całkiem dużo, ale niestety nie każdy powinien tego tematu dotykać.

Och Kasie, co ja bym zrobiła, gdybym nie poznała twoich książek? Jestem po prostu oczarowana pozycjami Kasie West, wiem, że żadna jej pozycja mnie nie rozczaruje. Tutaj trzeba się tylko zachwycać - nie pozostaje nic innego.

Jakiekolwiek karcianki zawsze kojarzyły mi się z czymś prostym, wręcz banalnym. Bo jak tak naprawdę gra może być ciekawa, skoro do dyspozycji mamy tylko i wyłącznie karty? A no może, i W cieniu tronu jest ciekawą propozycją na zimne, chłodne wieczory.

Jak wielką trzeba się odznaczać głupotą, kiedy tak naprawdę napala się na książkę, bo w końcu pierwszy tom podobał się ogromnie, a potem łapie nas ogromne znużenie. Trzeba było przeczytać opis, zanim się po tę książkę sięgnęło. Głupia ja.

Książki to niejedyne moje zamiłowanie, są nimi równie gry planszowe. Mogę wreszcie wam się pochwalić, że wraz z nową współpracą z Foxgames rozpoczynamy serię recenzji, którą zawsze miałam ochotę się z wami podzielić. Na rynku gier bez prądu jest cała masa różnych produktów na nudne wieczory, ale jak wybrać tą najlepszą? Przychodzę wam z pomocą i przedstawiam wam nIQczemnych, których nigdy nie będziecie mieli dość. Ta gra nie ma szans się znudzić, dlaczego?

Zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do serii, w których w kolejnych tomach pojawiają się inni główni bohaterowie. Wtedy zazwyczaj zaczynam się zastanawiać, czy dany autor robi to z własnej chęci przekazania całkowicie innej historii w wykreowanym już od podstaw świecie, czy po prostu nie ma pomysłu na ciągnięcie wątku z poprzednich tomów. Jednak Jessica Sorensen was nie zawiedzie.

Ostatnio czytam chyba tylko i wyłącznie książki o miłości. Kiedyś się zarzekałam, że nie jestem fanką takich powieści, ale potem pojawiło się new adult i young adult i po prostu przepadłam. Takie historie z twistem, mogłabym czytać cały czas i chyba nigdy mi się nie znudzą. To druga książka autorki, którą przeczytałam i muszę przyznać, że jestem niezwykle zaskoczona.

Po Sandersonie można się spodziewać wszystkiego. Fantastyka na najwyższym poziomie, dobrze, a może nawet i fenomenalnie wykreowani bohaterowie i świat, to coś co wiedziałam, że tu znajdę, ale przyznam szczerze, że to całkowicie inna książka niż pozostałe.

W przypadku tej pozycji, czekałam na nią z niecierpliwością, a raczej na jej polskie tłumaczenie, ponieważ widziałam ją na zagranicznych stronach, gdzie była bardzo wychwalana. Coś w niej jest szczególnego, ponieważ pochłonęłam ją przez jedną noc. Od samego początku wiedziałam, że będzie to dość niezwykła historia.

Odkąd sięgam pamięcią, Beau Bennett był moim najlepszym przyjacielem. Kochałam się w nim, zanim wszystko się zawaliło. Teraz chłopak chce ode mnie czegoś więcej, ale nie jestem w stanie mu tego dać. Wszystko się zmieniło. Chciałabym móc powiedzieć mu dlaczego, ale nie potrafię.
Nie wiedziałam, jak bardzo go potrzebuję, póki nie wyjechał na studia, a ja zostałam kompletnie sama.
Pewnego dnia do miasta zawitał Asher Hunt.*

To kolejna historia, gdzie tak naprawdę na samym początku zostaje zadany cios emocjonalny bohaterce. Dzięki temu poznajemy jej losy od tej najgorszej strony i wiemy, że przez najbliższe rozdziały będziemy towarzyszyć jej w uporaniu się z pewną traumą. Jednak Lisa De Jong idzie o krok dalej i nie ukazuje nam ścieżki w stronę słońca. To nie jest tak, że na początku zdarzyło się coś okropnego, a dalej będzie lepiej. Nie, tutaj będzie jeszcze gorzej.

Autorka bawi się z czytelnikiem, ponieważ już myślimy, że wszystko będzie dobrze, ale widocznie życie pisze własne scenariusze. Nie uważam, że to lektura, która jest dość odkrywcza, ponieważ ma wiele podobieństw do Promyczka Kim Holden. Nie potrafiłam się wyzbyć tego uczucia, w szczególności podczas gdy był zawarty w książce kolejny, bolesny, moment. Zapewne inaczej bym ją oceniła, gdybym Promyczka nie czytała, ale jednak do końca nie związałam się z lekturą Kiedy pada deszcz, chociaż muszę przyznać, że była to dość wyjątkowa lektura.

Rozbija nasze serce na kawałki, a my staramy się je pozbierać, ale chyba się nie da. Tak wiele chciałabym wam tutaj zaspojlerować, może nie że chciałabym, ale w tej historii były dwa momenty, które wydały mi się nie na miejscu i chyba dlatego niżej oceniam tę pozycję. Zawiodłam się w przypadku zakończenia, które chyba pod względem psychologicznym w normalnym życiu nie mogłoby mieć miejsca. Oraz nie podobało mi się to, że swoją tajemnicę wyjawiła nieznanej osobie, a wieloletniemu przyjacielowi o niczym nie powiedziała. Było pewne wytłumaczenie, które mówiło dlaczego bała się powiedzieć o tym przyjacielowi, ale to trochę takie naciągane, by wprowadzić w historię innego bohatera. 

Poza tymi dwoma wątkami historia była genialna. Czytało się ją szybko i w szczególności rozczulały mnie serwetki z krótkimi liścikami. Miłość bywa przewrotna, i w przypadku tej pozycji też tak jest. Przyjemnie się ją czyta, pomimo, że czasami zakuje was serce. Można przy niej popłakać, chociaż mnie osobiście nie ruszyła ani trochę, ale również i uśmiechnąć. Zawsze jest nadzieja na lepsze jutro. 

W przypadku tej pozycji, dużo zależy od tego czy po pierwsze sięgniecie po Promyczka Kim Holden, czy Kiedy pada deszcz Lisy De Jong. Osobiście bardziej polecam tę pierwszą, ale i ta lektura nie była zła, była dobra, odrobinę przewidywalna, ale przyjemna.

Tytuł oryginału: When it rains
Data wydania: 22.06.2016
Liczba stron: 550
Seria: Rain
Tom: I
Kiedy pada deszcz | Kiedy wszystko się zmienia
Gatunek: Romans
Wydawnictwo: Filia
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Kontynuacje danej serii to często pole minowe, nigdy nie wiemy na co trafimy - może być bardzo dobrze, albo wręcz przeciwnie i możemy się załamać, że seria doszczętnie została zniszczona. Czy Jessice Sorensen udało się sprostać wyzwaniu? Tak, zdecydowanie tak.

Bez zbędnych słów:

To już ostatnie zdobycze w tym roku, aż się dziwię, że to wszystko tak szybko przeleciało. W moim życiu prywatnym jest tyle zmian, że głowa mała tak naprawdę. Mam nadzieję, że może gdzieś za 2 miesiące powrócę z nowymi siłami blogowymi, znaczy te siły cały czas są, ale niestety są inne sprawy, które "zabierają" mi czas, ale na czytanie (chociaż po wielkich trudach) zawsze się znajdzie czas ;)

Zawsze jestem zafascynowana książki, które są inne od wszystkich, które są nieszablonowe, zapewniają moc wrażeń i z jednej strony, które są dziwne. Tak, dobrze czytacie, dziwność to zawsze aspekt, który poszukuje w książkach, ponieważ to sprawia, że książka jest wyjątkowa.

Książki Brandona Sandersona po prostu wbijają w fotel. Ten, kto chociaż raz się skusi na jego książkę (niezależnie od serii), poczuje miłość bezgraniczną do autora i jego twórczości. Mogę to śmiało napisać: Sanderson jest moim guru, może nawet królem-bogiem?

Każdy z nas szuka tej jedynej, prawdziwej miłości. Jedni znajdują ją w młodości, inni muszą do niej dojrzeć, ale zawsze gdzieś jej wyczekujemy, chociaż nawet się do tego nie przyznamy. Uważamy, że ten moment gdy zobaczymy swoją przyszłą dziewczynę czy chłopaka, będzie jak wybuch supernowej, coś nieoczekiwanego i zwalającego z nóg. Henry też tak uważał, a okazało się, że było to całkiem zwyczajne i niepozorne spotkanie, które, dopóki nie przeczytacie tej książki, nie dowiecie się czy zapewniło mu miłość.

Gdy tylko zobaczyłam tę zapowiedź, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Przyciągała mnie do siebie zarówno okładka, jak i opis, który w jakiś sposób zaskakuje i daje do myślenia, że może nas czekać w niej niezwykła przygoda, poprzeplatana mrocznymi wątkami.

Książki dla dzieci, albo raczej ujmę to nieco inaczej: dla młodszej młodzieży, na ogół nie są zbytnio wymagające. W przypadku Poradnika dla smoków nie jest wcale inaczej, ponieważ nawet liczba stron nie przytłoczy niewprawionego czytelnika, ale za to takiemu, który już niejedną książkę w życiu przeczytał, na pewno otworzy oczy na nowe, fantastyczne horyzonty.


Czasem mam wrażenie, że mocnymi książkami z gatunku young adult czy new adult najprościej w świecie się kiedyś przeję. Ale za każdym razem sobie to wmawiam i tak naprawdę nie mam racji, ponieważ zawsze mnie kolejna pozycja czymś nowatorskim zaskoczy.

Zawsze będę miała do serii Więźnia labiryntu pewien sentyment. Nie oceniałam jej jakoś wysoko, ale to była jedna z pierwszych serii, które mnie w jakiś sposób urzekły. Po skończonej trylogii zabrałam się za Rozkaz zagłady, który był osadzony przed wydarzeniami znajdującymi się w trylogii, ale teraz nastał czas Kodu gorączki, gdzie wreszcie dowiemy się jak to się wszystko zaczęło.

Bez zbędnych słów przechodzimy do konkursu:

Zawsze miałam obiekcje co do osób, które czytały i zachwycały się nad Małym księciem. Ja nie rozumiem jego fenomenu i porównywanie Paxa do tej książki jest błędem, ponieważ Pax jest milion razy lepszy.

Czasem mam wrażenie, że o niektórych książkach nie jestem w stanie napisać czegokolwiek logicznego. Bo jak napisać recenzję książki, którą ubóstwia się nad życie i jest to klasyka nad klasykami? To od Draculi rozpoczęła się moja droga po kwriopijcach, dlatego tym bardziej było mi miło do niej wrócić.


Po pierwsze ta książka jest tylko i wyłącznie dla osób odważnych.
Po drugie, jest to pozycja dla osób, które nie mają żadnego tematu tabu.
Po drzecie, musicie mieć otwarte umysły by do niej podejść, a więc pozbądźcie się jakichkolwiek uprzedzeń.
Po czwarte, jest to zdecydowanie pozycja warta polecenia.

Do tej lektury nie jest łatwo podejść. Intryguje okładką i zdecydowanie wyróżnia się swoją tematyką. Dodatkowo jest to historia sprzed wielu lat, czy jest w stanie zaciekawić i pochłonąć dzisiejszego czytelnika?

Czy tylko mi się zdaje, że październik przeminął raz dwa? Kompletny brak czasu na cokolwiek zawitał u mnie. Dzień zawsze zaczyna się tak samo i kończy tak samo. Praca, później remont, i wątpliwy czas na czytanie i sen. Cel uświęca środki, ale nie powiem, że jest łatwo, jest cholernie ciężko, ale trzeba zagryźć zęby. Dlatego na stronie jest ciszej niż zazwyczaj, ale chyba mi to wybaczycie?

Piękna okładka, która od razu rzuca się w oczy i ten opis - nic tylko sięgnąć po książkę i się w niej zanurzyć. Muszę się jednak przyznać, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Rainbow Rowell i tak wiele osób ją zachwalało, oceny na różnych serwisach związanych z książkami aż mnie oszałamiały. Wiedziałam, że będzie to coś dobrego, w końcu tyle osób nie może się mylić. Jak widać ponownie wpadłam w pewnego rodzaju pułapkę, a mi pozostaje zastanawiać się: co ludzie widzą w tej książce?


Jesień to czas, kiedy jak jest ładna pogoda, to jest pięknie, kolorowo, wręcz radośnie lub wręcz odwrotnie, gdy za oknem plucha, zimno i mokro, to mamy ochotę owinąć się kocem i spędzić ten czas przy książce. Chcę wam zatem polecić trzy książki, bez których tak naprawdę nie ma dla mnie jesieni. Ja już te książki przeczytałam i zakochałam się w nich bezgranicznie, jeżeli wy jeszcze tego nie zrobiliście, to jesień, jako pora roku, nadaję się na ten czas idealnie:

Nie jestem wielką znawczynią twórczości Cecelii Ahern, w końcu przed Skazą, przeczytałam od niej jedynie Love, Rosie. Ale nie sądzę, by to miało jakikolwiek wpływ na mój odbiór, ponieważ autorka postanowiła wkroczyć w kompletnie inny gatunek. Czas na pewnego rodzaju dystopię.

Nareszcie trafiłam na thriller, który zawładnął mną w pełni. Nie sposób się było od niego oderwać i z niecierpliwością czekałam, jak sprawa zostanie rozwiązana. Uważajcie, trzymajcie się oparć fotela, bo może być niebezpiecznie.


Do jakiejkolwiek magii, zawsze będę lgnąć i będę jej zawsze pożądać. To taka iskierka, i chociaż się wydaje, że wszystko już zostało wymyślone, że fantastyka jest już do cna wyczyszczona przez innych autorów, to jednak pojawia się ktoś taki jak Susan Dennard i potrafi ona zaskoczyć.

Jakoś nie umiałam się zebrać do tego, by napisać recenzję drugiego tomu. Po wspaniałym początku od razu zabrałam się za czytanie kolejnego, a nawet mam już za sobą trzeci tom. Zakochałam się w tej serii bez pamięci to fakt, jednak trochę mi zabrało czasu jej czytanie.

Nie spodziewałam się tak dobrej lektury. Są różne głosy na jej temat, jednym się podoba, drugim przychodzi przesyt taką tematyką, ale jeżeli będziecie po nią sięgać sporadycznie, to na pewno wam się spodoba, pomimo tego, że nie jest to aż tak przyjemna lektura.

Przychodzi taki dzień w życiu książkoholika, w którym musi pozbyć się części biblioteczki. A więc przedstawiam wam książki do sprzedaży. Jeżeli ktoś jest zainteresowany niech pisze na: kontakt@ujrzecslowa.pl, tytuł "książki".
Wysyłam za pomocą poczty polskiej lub paczkomatu. Przy zakupie większej ilości książek, możliwe negocjacje. Dajcie książkom nowy dom, na pewno z was ktoś je pokocha :)
Oczywiście, kto pierwszy ten lepszy, wszystko odbywać się będzie wg. daty i godziny e-maila który do mnie przybędzie pierwszy :) Postaram się na bieżąco aktualizować listę...


To jest historia inna niż wszystkie, ze względu na to, że napisało ją samo życie. Nikt z was na pewno nie jest na taką książkę przygotowany, ale gwarantuje wam, że przeczytanie, a przede wszystkim kupienie jej, przyniesie wam, jak i innym wiele dobrego.

Każdy z was zapewne wie, że wydawnictwa uwielbiają zastawiać sidła na nas, biednych książkoholików, którzy swoje ostatnie zaskórniaki wydają na książki, bo przecież smutno by im było, gdyby stały na półkach sklepowych. Oto na co, moim subiektywnym zdaniem, należy zwrócić uwagę w przeciągu następnych trzech miesięcy:

Piąty tom oznacza jedno - to już koniec, nie ma już nic. Tak moi mili, czas na zakończenie serii o Gregorze wybrańcu. Ciężko z jednej strony napisać o niej coś innego, niż we wcześniejszych częściach, skoro była tam samo dobra jak poprzedniczki, a może i nawet odrobinę lepsza?

Chciałoby się napisać tutaj coś pokrzepiającego wasze skołatane serca. Może coś w stylu, że wreszcie się pohamowałam z ilością książek, które przybyły do mnie we wrześniu. Jednak nie będę oszukiwać was, ani tak naprawdę siebie. Książek przybyło tyle, że aż głowa boli. Ale jest jeden plus i aż sobie się dziwię: pierwszy raz w tym roku, nie kupiłam ani jednej książki! Normalnie powód do dumy, tylko jakoś ani trochę nie przedkłada się to na ilość książek, które do mnie przywędrowały, było ich tylko 37... ;)


Każdy wie kim są wampiry. Wiele z nas (bo oczywiście i ja się tutaj zaliczam), marzy o tym, by nieśmiertelność była możliwa. Plany jakie układam sobie w głowie prawie każdego dnia, są niebywałe i ciągle poszerzają własne horyzonty. Nawet bym nie tęskniła za wschodami słońca, w końcu nie lubię wstawać z kurami. Pozbycie się jestestwa w dziennym świetle, też nie byłoby takie złe, pomyślcie o omijających was korkach, tłumu ludzi spotykanego na każdy kroku. Teraz tylko zostaniecie wy i bezgraniczna noc. Niby wydaje się wszystko na odpowiednim miejscu, ale marzyć każdy lubi. Gorzej, gdy marzenia się spełnią, a oczekiwania nie będą pokrywały się ze stanem faktycznym. Louis de Pointe du Lac właśnie przeżywa takie katusze.


Czasem wystarczy jedna przeczytana książka danej autorki czy autora, by wiedzieć, że każda kolejna będzie równie dobra. Chłopak na zastępstwo bardzo mi się podobał i nie mogłam się doczekać aż wreszcie się dorwę do kolejnej pozycji. Padło na Chłopaka z sąsiedztwa. I tak, znów przepadłam.

W literaturze na pewno znajdziecie mnóstwo wykorzystań alternatywnych światów. Nawet mogę się założyć, że różnych wersji Londynu jest od groma. Ale ja i tak chętnie zagłębiam się w takich tematach, może ze względu na to, że świat, który tak naprawdę znamy, jest przepełniony szarością i bezsensownością i to właśnie dlatego szukamy różnych alternatyw?



Jak zwykle daliście mi niemały orzech do zgryzienia z waszymi odpowiedziami, ale wiadomo jak to jest... wygrać może tylko jedna osoba...

Kto by się spodziewał, że to już siódmy tom serii Driven. Ktoś z was na pewno może pomyśleć, jejku, przecież tego jest za dużo, można się znudzić, ale powiem wam że tak nie jest. Wszystko za sprawą tego, że od tomu piątego tak naprawdę, można czytać historie oddzielnie, nie znając głównej trylogii.

Ostatnio zarówno przez e-mail, jak i wiadomości na Instagramie, zostałam zalana falą zapytań dotyczących tego, gdzie można zdobyć moje zakładki magnetyczne. Cieszę się ogromnie, że jesteście chętni je zakupić, oddać nerkę czy nawet posunąć się do niecnych czynów ;) Sprzedawać nie mam zamiaru takich zakładek (przynajmniej jeszcze nie teraz), ale postanowiłam zorganizować wymianę.

Już od dawien dawna słyszałam o tej książce bardzo wiele. Prawie każdy zachwycał się nad nią, ale wiecie jak to bywa, ta książka była niedostępna (istny biały kruk), wszystko za sprawą wyczerpanego nakładu. Ale wydawnictwo Zysk i S-ka postanowiło to zmienić i dziś możemy się nacieszyć książką, w nowej oprawie i to w jakiej oprawie!

Nigdy nie możemy być przygotowani na to, co może stać się z naszym światem. Nie musi być to wcale kataklizm nadchodzący z kosmosu, może to być coś, co zaszyje się między nami jak pluskwy. Tak, dobrze myślicie, zombie nadchodzą, a świeżego mięsa nie brakuje.

Ja tę książkę po prostu musiałam przeczytać. Tylko gdy dowiedziałam się o tym, że wychodzi film, to obejrzałam sobie trailer i pomyślałam: kurde, może być dobre. Nagle potem się okazało, że to film na podstawie książki. Wydawnictwo postanowiło ruszyć z kopyta i wydać ją już teraz. Jestem już po lekturze i jak mi się podobało?

Chyba każdy wam to powie, a może nawet i wy jesteście zaintrygowani tą książką z jednego powodu: napis na okładce, który sugeruje nam, że nie będzie tu happy endu. Mnie ten napis aż zelektryzował i wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Kto z nas nie lubi sobie popłakać? Czy ostatecznie zgadzam się z tym napisem? Szczerze trochę bym na ten temat polemizowała.

Chciałam po prostu zmierzyć się z serią, która od jakiegoś czasu się na mnie czaiła, gdzieś tam za rogiem ciągle na mnie spoglądała i mnie szturchała. Nareszcie udało mi się zdobyć jeden z najnowszych tomów serii S.T.A.L.K.E.R., a raczej o Fabrycznej Zonie i co z tego tak naprawdę wyszło?

Postanowiłam dla was kochani, stworzyć pewien konkurs. Tak o, bez okazji, no bo wiadomo, szkoła i te sprawy (w moim przypadku praca) trzeba wam więc osłodzić nadchodzącą jesień :)


Postanowiłam zrobić dla was zbiór najładniejszych okładek, które do tej pory zawitały u mnie na półkach. A więc zaczynamy (kolejność alfabetyczna)