Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Riana rozmyśla: Nic nie jest tym, na co wygląda



Autor:  Adriana Bączkiewicz     10:48:00    Etykiety: 

Każda osoba, która w jakiś sposób stara się pisać recenzje, pewnego dnia wstaje i myśli: że albo coś robi źle, albo że straciła zapał do wszystkiego. Do czego, i jakich myśli prowadzi blogowanie?

Dlaczego Ujrzeć Słowa?

Może zacznijmy od samego początku, gdy Ujrzeć Słowa powstało. W ogóle wiecie jaki szok przeżyłam, gdy podczas tworzenia logo mojego bloga uświadomiłam sobie, że skrót to : US? Z Urzędami Skarbowymi nie mam nic wspólnego, tak w gwoli ścisłości. Lecz powróćmy do początku. Nie wiem kiedy blog wpadł mi do głowy, nie mam nawet pojęcia kiedy czytanie książek przed snem w łóżku stało się moją codziennością. Gdzieś mam przebłyski tego, skąd pojawiła się taka nazwa, a nie inna oraz jaka książka wywołała aż tak silne emocje, by się swoją opinią (nawet najkrótszą) podzielić z innymi.

Nazwa wpadła do głowy przy okazji jednego konkursu, w którym musiałam rozszyfrować pseudo jednej z blogerek (której blog uległ zawieszeniu rok temu) TAJUS. Myślałam, myślałam i doszłam do takiej konkluzji:
T - Trwogą
A - Analfabety
J - Jest
U - Ujrzeć
S – Słowa
Niby nic twórczego, ale gdzieś wryło mi się na tyle w pamięć, że gdy jakakolwiek opinia chciała powstać, i myśl o założeniu bloga była coraz bliższa, to wtedy właśnie przypomniałam sobie ten konkurs i w szczególności moją odpowiedź.

Pierwsze kroki w pisaniu recenzji

Książka, która mnie zainspirowała, do powiedzmy prototypu recenzji, to: Wieczni – Alma Katsu. Ogromnie się w nią wkręciłam. I musiałam coś na jej temat napisać. W przeszłości bez bloga było to tylko zdawkowe zdanie w opinii na lubimyczytac.pl. Następnie swoje trzy grosze do stworzenia bloga miała kolejna wygrana w innym konkursie, a mianowicie wygrałam u Autorek e-booki ich książek. A były to Mroki – Katarzyny Szewioła-Nagel i Niewolnica – Anny Chaudiere. Pierwsze poszły Mroki pod osąd i przepadłam. Powstał blog, pierwszy post, pierwsza recenzja i tak trwam z wami do dzisiaj. Jak widzicie na moim przykładzie, małe błahostki potrafią odmienić w jakiś sposób życie.

Oczywiście dzisiaj mam ochotę wydrapać swoje oczy, gdy czytam moje starsze recenzje. Ba! Mam ochotę je sobie wydrapać gdzieś do momentu pół roku wstecz. Gorzko przychodzi mi przyznanie się do tych wszystkich błędów, na jakie narażony jest bloger, który uważa, że jego miejsce w sieci jest najważniejsze i trzeba tylko czekać na sukces. A więc moi mili: życie osoby, która pisze recenzje (nawet tak jak w moim przypadku nieprofesjonalne), jest trudne i spodziewajcie się w nim wiele dołków, w które niechybnie wpadniecie.

Jak to powinno wyglądać?

Nawet do teraz błąkam się pomiędzy moimi myślami, czy to co tworzę jest w jakiś sposób zadowalające? Czy coś jeszcze mogę poprawić? Oczywiście, że tak. Sami zapożyczamy z innym blogów szablony, pomysły na zdjęcia, pomysły na konstrukcje i styl postów. Nawet jeżeli się do tego nie przyznajecie, to tak jest w rzeczywistości, że może przez przypadek coś zauważyliście u kogoś innego i w jakiś magiczny sposób tworzycie takie coś u siebie. Każdy człowiek jest podatny na wpływy, a bycie indywidualistą, może przysporzyć wielu kłopotów, ale zarazem wiedzcie, że jest to trudna i kręta droga. Ja sama nie wiedziałam i do tej pory nie wiem jak ostatecznie wszystko powinno wyglądać.

O czym tak naprawdę mam pisać, a w szczególności jak? Nie ma na ten temat jednoznacznej odpowiedzi. Twórzmy tak, byśmy my czuli się na swoim blogu dobrze. Byśmy byli zadowoleni ze swoich tekstów, nawet gdy są upaćkane babolami. Nawet wtedy, gdy tylko my uważamy, że nasze teksty są najważniejsza i tylko one mogą przywoływać atencję innych. Nie ma zasady, która jasno by określiła, jak osiągnąć sukces w naszym gronie. Ja nie uważam, bym jakikolwiek sukces osiągnęła, a raczej nie sądzę, że niektóre sukcesy, nie są osiągnięciami w waszych oczach.

Pamiętajcie o przyjemności

Czytanie książek ma być przyjemnością, ale czasami taką przyjemnością nie jest. Nie będę się rozpisywać na temat wielu rzeczy, o których dobrze wiecie. W końcu trudne życie blogera już wam kiedyś nakreśliłam, ale po prostu czasami nie chcemy zawieść nas samych. A czasem mam również wrażenie, że nie wiem dokąd dążę z tym moim pisaniem. Nie jestem tym typem blogera, który powiedzmy się tutaj doszkala, a w zaciszu pisze swoją genialną książkę. Nie, ja raczej pozostanę w kręgu odbiorców literatury, i wcale się z tym źle nie czuję. Tylko gdzie zaciera się linia między przyjemnym czytaniem, a obowiązkiem?

Nie martwcie się, albo wręcz martwcie się: nie mam zamiaru was opuszczać, chociaż może i mój tekst nie jest spójny zbytnio do tego co chciałam wam opisać, a co opisane zostało. Nie wiem jak długo będę cieszyć się blogowaniem, nie wiem jak długo będę odczuwać z tego nieopisaną przyjemność. Nawet i teraz zdarzają się pewne rysy na szkle, że gdzieś tam brakuje mi czasu. Brak czasu nie jest wcale żadną wymówką, bo po prostu to wskazuje na to, że źle organizuje sobie czas. Mogłabym się skłonić do tego, że staram się nie popadać w pewnego rodzaju marazm, gdzie książki byłyby moim jedynym hobby (chociaż jak dzisiaj na to spojrzę, to jedyna moja rozrywka).

Czy koniec jest bliski?

Cykl Riana Rozmyśla właśnie ma mnie nakierowywać na takie tory w myśleniu, by całkowicie nie zaprzepaścić sobie wiele możliwości, które czekają mnie w życiu. Nie czas na poklepywanie mnie po plecach, czy mówienie, że tak naprawdę wszystko ma swój początek i koniec. W moim przypadku koniec jeszcze nie nastał i obym nie widziała go gdzieś za zakrętem, bo byłoby mi po prostu przykro. Jak widzicie wiele może się zmienić za sprawą wielu przypadków, a nawet czasem za sprawą jednego malutkiego. To wystarczy by tchnąć w was nowe doznania i ukazać wam nowe rozwidlenia. Na razie cieszę się, że spełniam się w tym co robię i chociaż czasami jest tak trudno poradzić sobie ze wszystkim, to jednak przeskakuję każdą kolejną poprzeczkę i mówię sobie: nie wiesz nawet co czeka cię jutro. Blogowanie nie jest łatwe, jest cholernie trudne i zajmuje mnóstwo czasu (przynajmniej wtedy, gdy jesteś perfekcjonistą jak ja). Jednak pomimo wszystko warto. I jeżeli jakimś cudem przeczytałeś/aś ten tekst do końca, to gratuluję, mi by się nie chciało.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?