Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Bo wystarczy tylko mgnienie (9 mgnień wiosny byłego cara - Miłka O. Malzahn)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     09:00:00    Etykiety:, 

Odkąd trafiłam dość przypadkiem, a raczej przypadek znalazł mnie, na książkę Pani Miłki Kosmos w Ritzu, to wiedziałam, że trafiłam na Autorkę, która swoją nieszablonowością, będzie potrafiła mnie skłonić do całkowicie innego myślenia. Bo właśnie tak działają lektury Pani Miłki na czytelnika.

Nie oszukujmy się, wiem, że wielu z was nie przepada za wprawianiem w ruch swoich szarych komórek, w szczególności, gdy owa nieszablonowość ma skłonić nas do kompletnie innego spojrzenia na daną pozycję. Wszystko za sprawą tego, że 9 mgnień wiosny byłego cara jest pozycją na tyle nietypową, że chyba tylko wytrawni czytelnicy odnajdą w niej coś dla siebie. Nawet mam wrażenie, że Autorka nie pisze wcale pod publikę, a wręcz przeciwnie, ukazuje w nich swoją duszę. Duszę człowieka, który miesza w sobie zamiłowanie do postrzegania świata realnego, czasem w dość nierealnej odsłonie.

Ta pozycja, to właśnie takie lekkie mgnienie chwili, ponieważ za wiele czasu ona wam nie zabierze, gdyż ma tylko 60 stron, a w dodatku uraczycie w niej fotografie, a raczej kolaże, które wpasowują się w tę historię idealnie. Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że Pani Miłka, jak i jej myśli, są abstrakcją, ale abstrakcją tak dobrą, że niezależnie o czym będzie ona pisać, to i tak do mnie to trafi. Nie za sprawą wymyślnych słów, czy pomysłów, a raczej wykonaniem, do którego nie potrafię przyczepić złej łatki.
Wiosna to nie tylko pora roku, podążająca za kalendarzem, to pora naszego wnętrza wzbudzana przez odczucia i myśli.
Ta króciutka książka to istne balansowanie na krawędzi. Krawędź zaczyna i kończy się tam, gdzie nasza wyobraźnia dąży. Dodatkowo pozwala ona nam dojrzeć pewną przyszłość, ale i zarazem przeszłość i to czasami dość dawną. W tym przypadku poznajemy cara Aleksandra III, cesarza Rosji, króla Polski i wielkiego księcia Finlandii. Ja z historii jestem na bakier, ale tak jak przedstawiła go Autorka, to aż nabrałam chęci na dowiedzenie się o nim czegoś więcej. I tak, odrobiłam już zadanie domowe z tego tematu ;)

W szczególności ta pozycja nasuwa nasze myśli na tory, gdzie mamy nauczyć się dostrzegać. To co jest wokół nas, ale nie tylko. Pamiętajcie, że nie wszystko co niestworzone i niewyobrażalne, musi być omamami. Może to było właśnie takie jedno mgnienie wiosny. I chociaż za oknami jesień, to warto otworzyć swoje myśli na kompletnie inne doznania, które stara nam się dostarczyć Autorka. A w dodatku poznacie Białowieżę – rodzinną miejscowość Autorki.
Czy kiedy kupujemy dom lub kawałek gruntu, czujemy najszczersze zadowolenie z tego, że oto posiedliśmy „własną” ziemię (i ją zasiedlimy)? Tak! Czy jest nasza? No tak. Tymczasem tę „naszą” ziemię w ciągu tysiącleci za własną uznawało wiele innych istnień. […] Spokojnie można założyć, że pieczęć własności stawiało na niej wielu ludzi.
Ta recenzja jest problemem, bo jak opisać nie opisane? Jak przedstawić coś, czego przedstawić się nie da. Słychać w niej szum wiatru, czuje się ziemię, w której niechybnie się grzęźnie, dostrzega się deszcz na czymś nieoczywistym. Jeżeli bliskie jest ci coś niezwykłego, to sięgnij po nią jak najszybciej.

Za tę dawkę nieoczywistego dziękuję Autorce.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?