Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Autorzy w dzisiejszych czasach prześcigają się w pomysłach na książki, które mogłyby porwać całe rzesze czytelników. Każdy z nich chce osiągnąć sukces i nie oszukujmy się, niektórym te pomysły wychodzą tak dobrze i czasem żałujemy, że nie sięgnęliśmy po daną książkę później. Wszystko dlatego, że kac książkowy, który przytrafia się każdemu w życiu, w przypadku Plagi samobójców jest nieunikniony.

Wyobraźmy sobie sytuację, że w przyszłości wśród nastolatków szerzy się choroba, która doprowadza ich do samobójstwa. Rządy krajów starają się pomóc osobom cierpiącym na depresję, tylko co jeżeli, kuracja oznacza, że pozostanie z was puste naczynie bez tragicznych wspomnień? Sloane martwi się, że jeżeli trafi do Programu, to spowoduje to zawalanie się jej świata, bo będzie on pozbawiony Jamesa. Ale kto by się przejmował, w końcu nie będzie pamiętać złych rzeczy… Tylko, czy w tym przypadku miłość przetrwa wszystko?

Na premierę tej pozycji czekałam z utęsknieniem. To naprawdę jest pozycja bez której nie wyobrażałam sobie początku jesieni. Żałuję tylko, że tak bardzo mnie pochłonęła, a te pochłonięcie było tak wielkie i najprościej w świecie nie potrafiłam się od niej oderwać dopóty, dopóki nie ujrzałam ostatniej strony. Czasem powstają takie pozycje jak Plaga samobójców, gdzie żałujemy, że nie będziemy mogli jej przeczytać ponownie po raz pierwszy.

Sam pomysł na powieść, gdzie nastolatkowie zmagają się z depresją, która doprowadza wielu do ostatecznego kroku, jakim jest samobójstwo, to bardzo trafne zagranie. Po jej przeczytaniu sądzę nawet, że może być metaforą do naszego życia. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć sytuacji, gdy ktoś targnąłby się na swoje życie. Czy naprawdę są takie sytuacje, które mogłyby przekreślić nadchodzącą przyszłość? Tego nie jestem w stanie stwierdzić, ale Suzanne Young, skrzętnie skryła w tej powieści prawdę dotyczącą naszego świata. Wszystko dlatego, że zapewne każdy z nas starałby się pomóc osobie z takimi myślami. Tylko czy my, osoby nie zaznajomione z tym tematem i nigdy nie postawiwszy nogi na krawędzi, możemy mówić komuś, że po prostu życie jest piękne?

Właśnie ta lekkość przekazu ukazuje nam również główną bohaterkę i jego chłopaka w dość trudnym czasie w ich życiu. Staramy się za nimi kroczyć i kibicować im, by choroba ich nie dopadła, w końcu ich miłość jest taka wyjątkowa. Skoro mogą uznać, że ich miłość jest ponad wszystko, to czy jest jakaś nikła szansa, że popadną w tę mętnie złych myśli? Niestety tak. Owa plaga nie ma skrupułów i sądzę, że przedstawienie jej w sposób istniejącej, lecz niezbyt wytłumaczonej zarazy bywa okrutne, ale zarazem prawdziwe. Uważam, że ciężko być na przekór wszystkiemu i wszystkim, jeżeli są oni opatrzeni w szare barwy. Może nawet nie wypada im być szczęśliwymi?

Autora w niezwykle obrazujący sposób przedstawia nam przyszłe życie nastolatków. Znajomi głównej pary, powoli się wykruszają, albo to ze względu na wspomniane już samobójstwo lub poprzez Program, który robi z nimi coś takiego, że nawet oni sami nie są przekonani do tej metody. To wizja państwa opiekuńczego, a jak wiadomo, pomimo, że starają się oni działać w dobrym interesie, to nie zawsze wychodzi to na dobre. Dodatkowo obok tej sytuacji dostrzegamy zachowanie rodziców. I gdy zaczynamy wsiąkać w ten system, zadajemy sobie jedno pytanie: czy jest możliwe, by oni wiedzieli co jest najlepsze dla ich pociech? 
Trudno mi było sobie wyobrazić, że nadal nie rozumieją, czym jest Program. Zastanawiałam się, czy ta nieświadomość wynika z tego, że dorośli zawsze wypierają swoje problemy, wychodząc z założenia, że lepiej o niczym nie wiedzieć.
Walka z całym tym systemem wydaje się być walką z wiatrakami. Ponieważ wspomniany Program, działając oczywiście w dobrej intencji, potrafi nawet siłą, jak i postępem naukowym, doprowadzić do tego, że zmagania głównej bohaterki, jak i każdego bohatera, który przebywa w danym ośrodku, jest bezowocna. Więc z każda kolejną stroną staramy się odgadnąć, jakie jeszcze wymyślne kłody zacznie bohaterom rzucać pod nogi Autorka. I za każdym razem jesteśmy zaskakiwani, ponieważ w tej pozycji nic nie jest oczywiste.

Pisząc o tak trudnym temacie, nie sposób w pewnym momencie przesadzić, czy wręcz wyidealizować daną historię. Autorka zaskakuje i nawet czasami nie pozwala i nam ujrzeć tej historii w kolorowych barwach. Chciałabym nawet napisać, że nie liczy się z naszymi uczuciami, ponieważ potrafi przedstawić fabułę w bardzo mroczny sposób. Jednak nadal jest to powieść dla młodzieży, a sądzę, że i ci starci odnajdą w tej historii perełkę. 
Moje myśli zaprzątał jednak dziwny ból, który się we mnie zalągł. Nie umiałam go dokładnie umiejscowić ani wytłumaczyć, skąd się wziął. Przypominał tęsknotę – nie wiedziałam tylko, czy za mną samą, czy za kimś innym. Czułam, że brakuje jakiejś części mnie. I że być może nigdy już jej nie odnajdę.
Jeżeli więc sądzicie, że jesteście w stanie znieść fabułę, która nie nastraja na chwile przepełnione szczęściem, to sądzę, że to pozycja idealna dla was. Ja mogę wam tylko napisać, że nie mogę się już doczekać drugiej części zatytułowanej Kuracja samobójców, gdzie mam wielką nadzieję, moje serce ponownie nie pokruszy się na kawałki, jak to miało miejsce w Pladze samobójców.

Za tę pozycję dziękuję: Wydawnictwu Feeria Young

Mam nadzieję, że na tyle was zachęciłam, byście pędzili do księgarni raz dwa. Możecie ją szybciej zamówić tu: Empik
Sama mogę się przyznać do tego, że jestem furiatką. I chociaż nie biegam po mieście i nie biję przypadkowych osób, to czasem potrzebuję iść przysłowiowo do lasu i się wykrzyczeć. Dobrze, że las mam niedaleko.

Kosa jest chłopakiem prawie pełnoletnim, który stroni od chodzenia do szkoły, uczestniczy w bójkach klubowych i można by powiedzieć, że jest dość niereformowalny. Jednak jak się okazuje, buzują w nim całkowicie inne uczucia, które skrywa skrzętnie pod maską. Ale co do tego wspólnego mają realistyczne sny?

Debiutantów zawsze ochoczo biorę w swoje ramiona. W końcu to może być ta perełka, która odmieni nasze życie czytelnicze, a dodatkowo skłoni nas do tego, że po takie debiuty chętniej, jako społeczeństwo, będziemy sięgać. Czy Wściekły Pani Katarzyny spełnił moje oczekiwania? Sądzę, że po części tak, ale niestety jako całość, wywołała u mnie pewne zamieszanie. Tym razem przyznam się do tego, że wdepnęłam w niezły miszmasz. Czemu czasem tak jest, że okładka, jak i opis, nie oddają naprawdę charakteru danej powieści?

Już pal sześć tę okładkę, która moim zdaniem jest kompletnie źle dopasowana do tej powieści. Gdy ją ujrzałam, doszłam do wniosku, że wejdę w pewnego rodzaju romans, ot taką przykładną historię, dla tej ładniejszej płci. W końcu każda z nas uwielbia złych chłopców. Tylko jak się okazuje, wątek wspomnianych bijatyk, moim zdaniem również nie pasuje do tej historii. Nie wiem kompletnie jaki związek miałby on zaznaczyć z dość fantastyczną historią znajdującą się dalej. Czy było to właśnie te zagranie, by przyciągnąć czytelnika do tych złych chłopców, by później ukazać całkowicie inny charakter bohatera? Nie wiem. Mi zdecydowanie pomysł na tę postać się nie spodobał.

Nie przebierając jakoś specjalnie w wyrafinowanych słowach, mogłabym ten debiut przedstawić jako powieść obyczajową z wątkiem fantastycznym. I to ten drugi wątek bardzo mnie zachwycił, gdyż jednocześnie jest on połączony z mitologią, której zasadniczo nie lubię, ale pomimo, że wydaje się ten sposób kategoryzacji na szalony, to jednak jest on spójny i ciekawy. Może wszystko ze względu na to, że lubię zagłębiać się w takich historiach. Obyczajowy charakter odnosi się do samego życia głównego bohatera i poszukiwania przez niego muzyki idealnej. Bijatyki i zarazem niezwykle uwrażliwiony młodzieniec, wydaje się wam popadaniem skrajności w skrajność? Mi też tak się wydaje. Z tego względu miałam odczucia, że Pani Katarzyna niezbyt wiedziała, w jaki gatunek się wpasować. Dlatego tak naprawdę możemy odnaleźć tutaj wiele gatunków i z tego względu powieść wydaje się przerysowana i zagmatwana.

Pierwsze strony nie zachwycają. Jakoś napisane są dla mnie nieprzystępnym stylem, ale później ten styl diametralnie się zmienia. I to sprawiło, że nie potrafiłam zbytnio odczytać, co Autorka miała na myśli tworząc tę historię. Myślę, że gdyby pozbyła się buntowniczego charakteru głównego bohatera i skupiła się na wątku muzycznym i fantastycznym, to mogłaby z tego wyjść całkiem ciekawa powieść, która zawładnęłaby moim sercem. Nie twierdzę, że ostatecznie jest to źle skonstruowana historia, tylko wydaje mi się ona być zlepkiem kilku, nader szaleńczych pomysłów, które w odniesieniu do ogółu, nie wyglądają zbyt zachęcająco.

Stąd też wydaje mi się, że Pani Katarzyna szuka jeszcze swojego gatunku, w którym czułaby się idealnie. Szuka gdzieś ciekawości czytelnika i w jakiś sposób tę ciekawość nam dawkuje. Ale po przeczytanym Wściekłym, nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, do kogo miałaby ta pozycja trafić. Bo z jednej strony mamy tutaj aspekt obyczajowy, który zapewne skłoni niektórych czytelników do sięgnięcia po nią. Ale gdy spojrzymy na aspekt niecodziennych i bardzo realistycznych snów, które mają charakter fantastyczny, mogą tych pierwszych czytelników odstraszyć. Zarazem możemy spojrzeć na to z innej perspektywy, ponieważ osoby, pławiące się w fantastyce, mogą być zawiedzeni wątkiem obyczajowym. I tak w kółko. Musicie się chyba sami przekonać, czy historia niepokornego chłopaka, który podróżuje po meandrach muzyki idealnej, wtapiając się jednocześnie w fantastyczne doznania, jest wam bliska. 

Za tę pozycję dziękuję: Wydawnictwu Akurat
Od zawsze wiedziałam, że mieszkanie w aglomeracjach miejskich nie jest dobrym rozwiązaniem. Wolę poczuć ciszę na własnym ciele, nie użerać się z ogromem sąsiadów, którzy słuchają za ścianą głośnej muzyki, a przede wszystkim nie uczestniczyć w życiu innych. Odcięcie się od miasta sprawia, że nie obserwuję i nie jestem obserwowana. Właśnie ta antologia, ma przedstawić najgroźniejsze twory ludzkiej wyobraźni i czynów, które mają wspólny czynnik jakim jest miasto.

Wiele nazwisk znanych i tych nieznanych, jak dla mnie jest nie ladą gratką dla czytelników, którzy uwielbiają się pławić w opowiadaniach. Dzięki temu możemy poznać, jak autorzy radzą sobie z krótką formą. Oczywiście każde z opowiadań przedstawionych w tej antologii nie było idealne. Jedne wydawały się dla mnie ciekawsze od drugich, ale taka jest już zasada, która rządzi taką formą. Przecież gdy czytacie powieści, które niby są z tego samego gatunku, nie zawsze przypadną wam do gustu w takim samym stopniu.

Każdy lubi się bać w mniejszym, lub większym stopniu. Strach nas napędza. To opowiadania zarówno dla tych, którzy stronią od strasznych filmów, ponieważ literatura grozy nie zawsze musi pławić się w hektolitrach krwi i porozrzucanych flakach. Jednak to ten pierwotny strach, gdzie czujemy ciarki na plecach i boimy się odwrócić za siebie, powoduje, że brniemy w kolejne strony tych opowiadań, by móc się oderwać od codzienności.

Zapewne straszą w waszych miastach niektóre zaułki, historie przekazywane drogą pantoflową, jednak musicie przyznać, że ten dreszcz emocji, gdy poruszacie się daną ulicą, nawet w świetle dziennym oddziałuje na was emocjonalnie. Bo strach jest rodzajem emocji, którego ja w życiu poszukuję.

Antologia przeniesie was do miasta pełnego morderstw, duchów, czy przeróżnych paranormalnych tworów, których nie sposób wytłumaczyć. Zbiór opowiadań ma to do siebie, że nie musicie ich pochłonąć w jeden dzień. Możecie czytać po jednej historii dziennie, co da wam 22 wieczory przepełnione grozą.

Nie będę wam zdradzać fabuły danych opowiadań, lecz do moich ulubieńców zaliczam tekst Roberta Cichowlasa Spotkanie po latach i Bartosza Ryszkowskiego Kino „Wisła”.

Za tę antologię dziękuję: Wydawnictwu Forma


Co by tu dużo pisać, wczoraj przywitaliśmy jesień, czy nam się to podoba czy nie. Co roku przeżywamy to samo, na jedną porę roku czekamy bardziej, a o innej nawet nie chcemy myśleć. Ja osobiście bardzo lubię każdą porę roku. Chociaż przyznam, że takiej przysłowiowej polskiej jesieni bardzo mi brakuje. Gdy wspominam lata wstecz, to uważam, że pięknej, w ciepłych barach jesieni napotykamy mało, gdyż w większości jest to plucha i ciapa. Ale od czego są książki? Właśnie od tego, by nam umilić ten czas. Postanowiłam wam przedstawić trzy książki, do których mam nadzieję wrócić tej jesieni. 

Zanim przejdziemy do książek, mały poradnik, a raczej przedstawię wam przedmioty i te małe rzeczy, które umilą wam czytanie:

Kawa czy herbata?


Na te pytanie nie ma prawidłowej odpowiedzi. Jedni wybiorą mocną kawę, a inni słodką herbatę. Ja jestem zwolennikiem kawy, a raczej mleka z dodatkiem kawy;) A herbata? Najczęściej wybieram miętową z cukrem.

Coś do podjedzenia

 

Do wyboru do koloru, mamy tu: babeczki na szybko, panna cotę, albo mus czekoladowy z bitą śmietaną, albo ciastka, każdy lubi ciastka! W końcu czasem płaczliwe lektury musimy sobie co nieco osłodzić ;)

A jak ktoś nie lubi słodyczy (w ogóle jest ktoś taki?) To robimy sushi!

Ciepłe dodatki


Chociaż każdy uwielbia ciepły kocyk, to u mnie obowiązkiem są również grube skarpety i czasem przydają się rękawiczki. Naprawdę nie popadam w skrajność. Moje przygotowanie cieplne zrozumieją osoby, które mieszkają w domu, gdzie trzeba samemu rozpalić w piecu centralnym. A przyznam wam, że zdarza się tak, że wszyscy domownicy mają na rano i najgorzej ma ten, który przychodzi jako pierwszy. Do niego należy zadanie rozpalenia w piecu, a w dodatku, zanim dom się ociepli, to po prostu bywa chłodno ;)

Kiedy już mamy przy sobie coś do picia i oczywiście do jedzenia i dodatkowo jesteśmy przygotowani do chłodu, to zabieramy się za książkę, a raczej książki:

Harry Potter


Czasem mam wrażenie, że wszyscy uwielbiają Harry'ego tak jak ja, ale przecież to niemożliwe; bo tylko Riana jest tak wielką fanką! (wiem... każdy tak mówi;)) U mnie jesień nie ma możliwości bytu, przynajmniej bez jednej książki z serii o niezwykłym czarodzieju. Wszystko dlatego, że gdy za oknem jest wspomniana już plucha, to mam ochotę machnąć różdżką i odgonić złe chmury. Złoto-czerwone liście mam wtedy zamiar zostawić na długi czas na konarach, a słońce odrobinę przybliżyć. Marzenia, marzeniami, ale muszę już pędzić i to szybko! Minerwa McGonagall nie cierpi spóźnień...

Przeznaczenie bohaterów


Uff, udało mi się uniknąć spóźnienia, wszystko dzięki Thorginowi! On wie, że nie ma czegoś takiego, co można by nazwać mianem niemożliwego. Teraz możemy odpocząć, ale również nie na długo, w końcu czekają nas zaraz treningi. A ja przecież tak nienawidzę bijatyk... Thor może i jest dobry w te klocki, ale niech pomyśli, że ja jestem dziewczyną! Mogłabym się na przykład znaleźć na Królewskim dworze. Och te marzenia, jednak muszę wam się do czegoś przyznać... mam pewien dar...

Czas Żniw


Jestem augurem, a mówiąc ściślej: papilarnikiem. Pokaż swą dłoń, a powiem co cię czeka. Żyję w trudnych czasach; rok 2059 w Londynie jest naprawdę niestabilnym rokiem, gdzie każdy z nas musi się ukrywać. Słyszałam o pewnej Paige Mahoney. O tak, plotki się szerzą w naszym gronie, ponoć jest śniącą... A przecież wiecie co to znaczy...

Jak widzicie, książki potrafią nas kompletnie wrzucić do danego świata. Odczuwałam niemałą przyjemność w powrocie myślami do ukochanych książek. Jesień się dopiero rozpoczęła, a ja wiem, że zajrzę do tych światów namacalnie. Mogłabym je czytać na okrągło.

Post powstał w ramach akcji #jesienzfeeria. Wydarzenie możecie znaleźć TU. A najlepiej będzie, jak polubicie fanpage Wydawnictwa Feeria Young ;) A do jakich książek wy zamierzacie powrócić jesienią?
Myślę, że nie ma takiego człowieka na świecie, który chociażby raz nie poczuł, że jego serce jest zrobione ze szkła. Nie wszystko oczywiście musi się tyczyć miłości, jest wiele innych wydarzeń w życiu, które sprawiają, że czujemy jak nasze serce rozpada się na milion małych kawałeczków, a my sami stajemy się krusi i nie potrafimy normalnie funkcjonować.

David przechodzi załamanie, gdy jego narzeczona spada z klifu. Juli na specjalne życzenie ojca Davida, ma za zadanie rozweselić go. Jednak gdy wkracza do jego domu, czuje, że ogarnia ją groza i niepewność. I tak powolnymi krokami stara się dotrzeć do Davida, tylko nie wiedziała, że powoli będzie musiała odkrywać tajemnicę, która nie powinna zostać odkryta.

Ta pozycja wywołała u mnie wiele emocji i niestety dość skrajnych, jednak w ostatecznym rozrachunku mogę stwierdzić, że była to ciekawa lektura, ale to wszystko dzięki zakończeniu. To właśnie zakończenie gra tutaj kluczową rolę, gdyż wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni i nagle jesteśmy zaskoczeni. Wątki spajają się w całość i powodują to, że historia w większej mierze jest spójna.

Co tyczy się samego zamysłu na tę powieść: muszę przyznać jest dość oryginalny, z tego względu, że zagłębie się w lekturze skierowanej do młodzieży, która będzie łatwa i przyjemna. Jakże wielce się zdziwiłam, gdy pod sam koniec dostrzegamy w niej iście kryminalny charakter. Sama książka miała być wzorowana na gotyckim charakterze i muszę przyznać, czasem wielka posiadłość i wspomniane już klify potrafią czytelnika wprowadzić w taki klimat. Jednak ze względu na to, że jest to powieść dla młodzieży, klimat ten jest poplątany ze zwykłym życiem nastolatków, takim jak imprezy. Dlatego też, mroczny klimat dostrzegamy zazwyczaj w tej posiadłości. Takie istne pomieszanie z poplątaniem, które powoduje, że nie jest nam odpowiednio dawkowany strach, czy niepokój.

Mogłabym również polemizować odrobinę z okładką, która uparcie nasuwa mi myśl, że jest to powieść obyczajowa dla nastolatków. Więc gdy wkraczamy już w ten opisany przeze mnie klimat, czujemy się odrobinę skołowani. Fakt, samo przedstawione serce kieruje nasze myśli w tematy romansu i wielkiej miłości. Tutaj też to odnajdziecie, tylko uważam, że ten motyw jest najsłabszy, a raczej powinien on być bardziej wyszczególniony. Nie rozumiałam zbytnio zachowania Davida w stosunku do Juli, i pomimo, że historia czasem wydaje się niepotrzebnie rozwlekana, a co za tym idzie staje się momentami nudna, to nie czułam w niej tych uczuć, które miałam nadzieję tu uraczyć. Nie wspomnę już o diametralnej zmianie uczuć głównych bohaterów. Dość naciągane i niezbyt składne.

Jeżeli mamy już na względzie bohaterów, to nie są oni wykreowani najgorzej. W szczególności Juli zasługuje na duże brawa, ponieważ Pani Kathrin postanowiła zrobić z niej silną dziewczynę, z czasem niewyparzoną buzią. Odcinamy się tutaj od tych szarych myszek, których w literaturze jest pełno. Idealnie udało się Autorce odwzorować obłęd i przekonanie do tego, że opowieści opowiadane przez mieszkańców, mogą być prawdą. Nie jestem też Sherlockiem Holmsem, by uważać, że rozwiązanie tajemnicy było słabe i naciągane. Ja takiego obrotu sprawy kompletnie się nie spodziewałam, ba, moje typy padały na różnych bohaterów, ale ostatecznie nie trafiłam z osądem.

Pomimo, że nie mam możliwości przeczytania teraz drugiego tomu, to jednak sądzę, że powieść mogłaby zakończyć się na pierwszym tomie i pozostać osobną, jednotomową powieścią. Ale jak wiadomo, taki zabieg jest już rzadko stosowany i każdy z Autorów prześciga się w tworzeniu trylogii, czy sag.

Kiedy czytałam tę książkę, z każdą kolejną stroną uważałam ją za ciekawą, ale ostatecznie nieporywającą, i to właśnie ostatnie sto stron spowodowało, że historia zaczęła rozkręcać moją ciekawość według tego tytułu. Ostatecznie wychodzi na to, że polecam wam przeczytanie Serca ze szkła. Nie jest to książka wybitna, ale myślę, że umili wam czas podczas wtapiającej się w nas jesieni.

Za tę lekturę dziękuję: Wydawnictwu MUZA 

A na koniec mój autorski wierszyk, który idealnie wpasowuje się w tę historię:
Ja i klif, to część jeziora,
Kucając płaczę.
Gdyż wiem, że jest już pora,
Odszedłeś, więc skaczę.

Czasem mam wrażenie, że wydawcy zakładają na nas jakieś wnyki i nie ma możliwości, byśmy w nie nie wpadli. Tak moi mili, bo powiedzcie mi: jakim cudem nadchodzi taki okres w ciągu roku, że wiem, że mój portfel będzie piszczał?


7 dni - Eve Ainsworth [ZIELONA SOWA 23 wrzesień] Problem mobbingu i zastraszania w szkole to dość niecodzienny temat, chociaż ostatnio dość popularny. Nie mogę się jej doczekać.
Plaga Samobóbjców - Suzanne Young [Feeria Young 23 wrzesień] Recenzję na pewno będziecie mogli przeczytać i u mnie, napalam się na nią jak szczerbaty na suchara.
Aplikacja - Lauren Miller [Feeria Young 7 październik] Aplikacja rządząca naszym życiem? Zdecydowanie coś dla mnie.
Playlist for the dead. Posłuchaj a zrozumiesz - Michelle Falkoff [Feeria Young 3 listopad] Odrobinę mi tu pachnie Greenem, ale takie powieści bardzo lubię.
Pojedynek. Niezwyciężona - Marie Rutkoski [Feeria Young 18 listopad] "Gdy stawką jest wszystko, czy wolałabyś zachować głowę… czy stracić serce?" No właśnie, jestem ogromnie jej ciekawa.
W sieci umysłów - James Dashner [Albatros 30 wrzesień] Świat hakerów brzmi intrygująco. Biorę w ciemno!


Tajemny ogień - C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld [Otwarte 19 październik] Przeznaczenie jest zakorzenione w wielu książkach i pomimo tego, że przepraszam was bardzo, ale za twórczością Daugherty nie przepadam, to tej pozycji dam szansę.
Red Rising. Złota Krew - Pierce Brown [Drageus, wyd. II 19 listopad] Nie przepadam za zagraniami wydawnictw, które tworzą odmienne drugie wydanie danej powieści i zmieniają okładkę. No ale cóż, pozycja ta bardzo mi się podobała, więc na pewno nabędę i tę pierwszą część.
Red Rising. Złoty syn - Pierce Brown [Drageus 19 listopad] Druga cześć Red Rising, już nie mogę się doczekać.
Klejnot - Amy Wing [Jaguar 23 wrzesień] Nie wiem dlaczego, ale okłada przypomina mi rywalki, jednak temat jest zgoła odmienny - gdyż mowa tu o surogatkach. 
Sumonner. Księga 1. Początek - Taran Matharu [Jaguar 7 październik] Przywoływanie duchów? Proszę bardzo, ciekawe co z tego wyniknie.
Dzień 21 - Kass Morgan [Bukowy Las 7 październik] The 100 jako serial bardzo lubię, i chociaż jeszcze pierwszego tomu nie przeczytałam, to mam nadzieję to zmienić.



Wszystkie jasne miejsca - Jennifer Niven [Bukowy Las 21 październik] Miłość na skraju przepaści bardzo ciekawie brzmi. Nie mogę się jej doczekać.
Stigmata - Beatrix Gurian [MUZA 21 październik] Zadziwia mnie to, że jest to pojedyncza powieść. Reklamowany jako thriller dla młodzieży.
Serce ze szkła - Kathrin Lange [MUZA 23 wrzesień] Książka się czyta, a nawet za dwa dni będzie recenzja :)
Wściekły - Katarzyna Kebernik [Akurat 16 wrzesień] Niezwykłe połączenie życia kiboli, z muzyką i fantastyką? O tym dowiecie się za niedługo w recenzji :)
Rebelianci - Kristen Simmons [Dolnośląskie 7 październik] Chociaż Paragraf 5 nie był wybitny, to bardzo mnie zainteresował i mam nadzieję, że będzie to jeszcze lepsza lektura.
Pewnego dnia - David Levithan [Dolnośląskie 21 październik] Drugi tom dotyczący tajemniczego A. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, więc jestem ciekawa co znajdziemy w Pewnego dnia.



Co ze mnie zostało - Kat Zhang [Papierowy księżyc 30 września] Parę recenzji przedpremierowych skłoniły mnie do tego, że nie wyobrażam sobie października, bez przeczytania tej książki.
Książę Lestat - Anne Rice [Rebis 28 październik] Nie jestem pewna, czy napisanie 11 tomu z Kronik wampirów jest dobrym pomysłem, ale skoro kolekcjonuję cała serię, to i tej pozycji sobie nie odpuszczę.
Trollhunters. Łowcy Trolli - [Galeria książki 23 wrzesień] Bardzo lubię książki dla młodzieży. Myślę, że może być ciekawie.
Siódma dusza - Andrzej Wardziak [Videograf 28 październik] Już dziś Wam mówię, że macie na co czekać, bo książka warta uwagi. Moja recenzja tu: KLIK
Waga - Bartłomiej Basiura [Videograf 10 listopad] Książki Bartka bardzo lubię, dlatego Waga będzie musiała zdobić moją półkę.
Wszechświaty. Utopia - Leonardo Patrignani [Dreams 12 październik] Trzeci tom Wszechświatów. Pomimo, że dwóch pierwszych części jeszcze nie przeczytałam, to mam nadzieję, że to będzie dobra trylogia.


Zaginięcie - Remigiusz Mróz [Czwarta Strona 21 październik] Kontynuację Kasacji muszę przeczytać, w końcu to Mróz i zbyt wiele nie trzeba tłumaczyć.
Tajemnica nawiedzonego lasy - Anna Kańtoch [Uroboros 4 listopad] Chociaż Tajemnica diabelskiego kręgu leży na półce nieprzeczytana, to wiem, że drugi tom zakupię jak najszybciej.
Harry Potter i Kamień Filozoficzny - J. K. Rowling [Media Rodzina 6 październik] Jako rasowy Potteromaniak tej pozycji nie może zabraknąć na mojej półce.


A wy na co czekacie najbardziej?

Przemysław Piotrowski

Pan Przemysław jest byłym dziennikarzem sportowym jak i byłym śledczym w "Gazecie Lubuskiej". Jest absolwentem Uniwersytetu Zielonogórskiego, lecz również studiował za granicą; m.in. w Hiszpanii czy USA. Aktualnie pracuje w branży naftowej w Norwegii oraz co najważniejsze: jest Autorem książki Kod Himmlera. A resztę ciekawych i intrygujących rzeczy dowiecie się z poniższego wywiadu:

Adriana Bączkiewicz: Małe dzieci postrzegają świat całkowicie inaczej, niż dorośli. Jakie marzenia miał mały Przemek i czy się spełniły?
Przemysław Piotrowski: Chciał być gwiazdą futbolu i grać w reprezentacji Polski. Jak widać, marzenie wciąż pozostało tylko marzeniem.


Niedawno dla wielu osób zaczęła się szkoła. Jak Pan wspomina minione lata w szkolnych ławkach?
Bardzo przyjemnie. W szkole poznawało się przyjaciół, chodziło na pierwsze randki, oczywiście trochę się broiło, ale także kształtowało charakter i przyswajało wiedzę. Chyba większość ludzi z perspektywy czasu ocenia szkołę jako jeden z najwspanialszych okresów w życiu.


Lektury w szkołach to strasznie drażliwy temat, sądzi Pan, że książki w kanonie lektur są dostosowane do wieku osób, które muszą je przeczytać?
Szczerze mówiąc to nie wiem jakie zaszły zmiany i czy w ogóle jakieś zaszły. Myślę jednak, że pewne lektury należy znać. Krzyżacy, trylogia Sienkiewicza, Pan Tadeusz, Kamienie na szaniec czy Medaliony po prostu trzeba przeczytać. One kształtują charaktery, uczą historii, patriotyzmu ale także pokazują, że świat to nie bajka. Pamiętam też takie, które mnie strasznie męczyły i takie do których nawet nie podchodziłem. Na pewno o niektórych pozycjach można dyskutować.

Studiował Pan w Hiszpanii, jak i w Stanach. Co jest takiego w tych krajach, czego nie ma w Polsce?
W Hiszpanii podobała mi się pogoda, życie nocne, jedzenie oraz niesamowity luz i przyjazny charakter mieszkańców. W USA studiowałem w Charlestone, ale więcej czasu spędziłem w Nowym Jorku. I niech najlepszą odpowiedzią będzie to, że jeśli czegoś nie ma w Nowym Jorku, to nie ma nigdzie na świecie.

Jest Pan pasjonatem podróży. Gdzie jeszcze Pana nie było, a jednak chciałby Pan postawić swoją nogę?
Jak kiedyś pozwolą mi na to zdrowie, czas i warunki finansowe, to mam zamiar jeździć i zwiedzać świat jak długi i szeroki. Nie ma sensu wymieniać, bo zabrakłoby miejsca na Twoim blogu (śmiech).

Mam nadzieję, że się Pan ze mną zgodzi: jesteśmy społeczeństwem, który narzeka na brak czasu. Jak Pan sobie radzi z brakiem czasu? W Pana przypadku jest to skrupulatne planowanie, czy jednak zwykłe nastawienie, że na wszystko przyjdzie czas?
Nie planuję, nie lubię tego. Nie jestem typem człowieka „od – do”, który wszystko sobie wylicza i systematyzuje. Uważam, że wszystko da się ogarnąć, jak człowiek tylko tego chce.

Kontrowersyjny wywiad, wymaga również kontrowersyjnych pytań: Sprawa uchodźców jest dostrzegana dziś w każdym aspekcie życia,. Telewizja i Internet aż krzyczą do nas w tej sprawie. Jak Pan postrzega tę sytuację?
Pewnie narażę się niektórym osobom z mainstreamu, ale uważam, że to nie prowadzi do niczego dobrego. Miałem okazję mieszkać z muzułmanami przez pół roku pod jednym dachem i wiem, że ludzie wyznający islam, nigdy nie będą w stanie się z nami zintegrować. Widziałem też na własne oczy muzułmańskie getta w Londynie, Paryżu, Berlinie czy innych, często mniejszych zachodnioeuropejskich miastach i proszę mi wierzyć, że człowiek nie czuje się tam bezpiecznie. Tym bardziej kobieta. I ja swojej żony nigdy nie zabrałbym do takiej dzielnicy. Dla mnie największym problemem jest właśnie ten agresywny islam, który uważam nie za religię, a za bardzo groźną ideologię kryjącą się pod płaszczykiem religii. Chroniony przez gwarantowaną w państwach demokratycznych wolność wyznania może podstępnie rozprzestrzeniać się w cywilizowanych społeczeństwach. To ideologia, która gardzi wszystkimi, którzy nie chcą się jej podporządkować, nawołuje do dżihadu czyli mordowania niewiernych, dopuszcza pedofilię, niewolnictwo, gwałty i tortury na kobietach, a do tego wykorzystuje naiwność wrogów, którymi według islamu jesteśmy my. Nie chcę mieć za sąsiada człowieka, który uznaje mnie za wroga, bo tak mu każe jego Bóg.

Z aktualnych spraw rządzących życiem czytelników, jak i Autorów, jest Ustawa o jednolitej cenie książki. Jakie jest zdanie Pana w tej sprawie?
Uważam, że są plusy i minusy tej ustawy. Pewne rzeczy na pewno by uregulowała, ale jak zareaguje rynek w Polsce? Tego dowiemy się dopiero jeśli wejdzie w życie.

Już jest! Naukowcy wymyślili sposób, by móc przenieść się do przeszłości lub do przyszłości na jeden dzień. W jakie czasy by się Pan chętnie przeniósł i dlaczego?
Chciałbym zobaczyć starożytny Rzym. Od zawsze fascynowały mnie tamte czasy. Piękno architektury, mądrość prawa, początki demokracji w starciu z brutalnością walk gladiatorów, publicznych egzekucji czy wykorzystywania niewolników. Chciałbym zobaczyć jak funkcjonowały takie skrajności, jacy to byli ludzie.

Wyobraźmy sobie sytuację, że musi Pan zrezygnować z jednego ze zmysłów. Na który zmysł padłby wyrok oraz jakby Pan sobie bez niego poradził?
Nie chciałbym tracić żadnego i mam nadzieję, że to się nie stanie.


Gotować nie każdy potrafi, ale każdy uwielbia oddać się przyjemności jedzenia pyszności. Jaką potrawę mógłby Pan jeść bez ograniczeń?
Takiej całkowicie ulubionej to chyba nie mam, ale uwielbiam kuchnię polską, hiszpańską i tajską.



Żyjemy już w takich czasach, że nie potrafimy się obejść bez Internetu czy telewizji. Czas wolny spędzamy oglądając ciekawe filmy i seriale. Jaki film oraz serial poleciłby Pan swoim czytelnikom?
Do tej pory żaden nie przebił Gladiatora, z genialnymi rolami Russela Crowa i Joaquina Phoenixa. Ten film mogę oglądać w nieskończoność.


Wyobraźmy sobie sytuację, że może Pan przyszłym pokoleniom przekazać tylko jedną pozycję z literatury. Jaka byłaby to książka i dlaczego?
Jest ich cała masa, następnym pokoleniom przekazałbym natomiast trylogię Sienkiewicza. Jest ponadczasowa, świetnie się ją czyta, a do tego uczy historii i patriotyzmu.

Chociaż Kod Himmlera to Pana debiut, to jednak sądzę, że jako czytelnik, a teraz Autor, ma Pan wgląd w świat wydawniczy. Gdyby mógł Pan zmienić coś na rynku wydawniczym, czego ta zmiana by dotyczyła?
Chciałbym, aby Polacy bardziej przekonali się do polskich autorów. Wkurza mnie, że wszystko co zagraniczne, to musi być lepsze, bo jest np. w czołówce bestsellerów „New York Timesa”. I często tak podchodzą do tego wydawcy, że czasem lepiej zainwestować w zachodniego „średniaka” niż mocno postawić na polskich pisarzy. Czasem warto spróbować sięgnąć po coś swojskiego. Uważam, że w Polsce mamy autorów, którzy gdyby ich ojczystym językiem był angielski, regularnie znajdowaliby się w czołówce najlepiej sprzedających się książek na świecie.

Kod Himmlera to tak naprawdę książka o przeszłości, ale pójdźmy w kompletnie inną stronę. Jak Pan sądzi: co (już oczywiście nie nas, a nasze pokolenia) czeka za 200 lat? Wybór padnie na latające samochody, czy coś kompletnie innego?
Jeśli do tego czasu sami się nie wykończymy, to myślę, że prędzej czy później ruszymy w kosmos. Człowiek ma w sobie coś takiego, że dąży do nowych odkryć. A czy akurat będą latające samochody? Bardzo możliwe, przynajmniej nie będzie korków (śmiech).

Nie zdradzając fabuły Pana książki: czy wierzy Pan w taki obrót spraw dotyczących bunkrów, czy wręcz przeciwnie, jest to tylko Pana szeroko pojęta wyobraźnia?
Takie miejsca jak Riese zawsze będą rozpalać wyobraźnię. I najfajniejsze jest to, że tak naprawdę nic nie jest wykluczone, co zresztą potwierdziło ostatnie odkrycie złotego pociągu. Pisząc Kod Himmlera chciałem, aby taki był właśnie wydźwięk. Że teoretycznie naziście mogli robić w bunkrach to, o czym piszę w książce. A czy wierzę? Jest to jedna z teorii i wcale bym się nie zdziwił, gdyby robili coś podobnego.

Krytyka jeszcze nikomu nie zaszkodziła: czy obawiał się Pan, bądź obawia nadal, negatywnych recenzji na temat Kodu Himmlera?
Nie ma takiego człowieka, co wszystkim by dogodził. Na pewno znajdą się Czytelnicy, którym książka nie przypadnie do gustu i jestem na to przygotowany. Trzeba jednak szukać plusów, a mniej pozytywne, czy wręcz negatywne opinie oznaczają, że książka dociera do szerokiego grona odbiorców. Trzeba pamiętać też o tym, że ludzie różnie patrzą na świat, różnie go postrzegają i dla jednego pewna forma prowadzenia dialogu może wydawać się sztuczna, bo będąc chowanym pod kloszem i dajmy na to obracając się jedynie w towarzystwie koła gospodyń domowych lub stowarzyszeń katolickich nigdy albo bardzo rzadko spotykał się z wulgarnym językiem bądź pewnymi postawami całkiem normalnymi wśród innych grup. To tylko przykład, który pokazuje jak odmienne mogą być ludzkie postawy i pojmowanie świata, a tym samym podejście do książki. Pomijam natomiast wszystkich frustratów i hejterów, którzy często nawet nie przeczytają książki, a i tak wypisują brednie. Ogólnie negatywnych komentarzy nie da się uniknąć. Na szczęście do tej pory spotykam się głównie z pozytywnymi opiniami.

Według mnie, Pana debiut jest wręcz zaskakujący. Czy w dalekiej, bądź niedalekiej przyszłości, będziemy mogli jako czytelnicy, spodziewać się spod Pana pióra jakiejś innej pozycji?
Jestem w trakcie pisania drugiej powieści i mam nadzieję, że ukaże się na początku przyszłego roku. Fabuła będzie inna, a klimat mroczniejszy i cięższy niż w Kodzie Himmlera. Szykuję mocny thriller dla ludzi o mocnych nerwach. Mam nadzieję, że przekaz da Czytelnikowi do myślenia.

Czy nie byłoby wspaniałe by móc się czuć niczym Bóg? Nie ma wpływu na to, w jakiego Boga ty czytelniku wierzysz, a może i nawet tak jak ja nie wierzysz, jednak sądzę, że miło by było poczuć w sobie nieograniczone możliwości, które skłoniłyby nie jednego do składania nam pokłonów. Przecież dla każdego z nas jest już zapisany jakiś plan, ale może warto podkręcić śrubę i nakierować czyjeś losy na kompletnie inne tory?

Cztery osoby stanęły przed najważniejszym wydarzeniem ich życia, gdzie śmierć nie wydaje się wcale odległą wizją. Budzą się w klatkach w ciemnym zatęchłym pomieszczeniu i tak naprawdę nie wiedzą dlaczego się tutaj znaleźli. A może i wiedzą; w końcu nikt z nich nie pozostaje bez grzechu. Lecz czy na pewno?
Ale co innego mówić, co innego posiadać wiedzę na temat paniki, a co innego znaleźć się w takim miejscu i nie pozwolić się jej opanować.
Gdy podchodziłam do tej pozycji, zaznajamiając się wyłącznie z jej opisem, jak i okładką, myślałam, że przeczytam coś o polskiej Pile (mowa tu o filmie z Jigsawem). Odrobinę się przeliczyłam, gdyż pomimo tego, że pewna, niewielka część tej historii jest poświęcona sadyzmowi, to jednak główny temat, który powinien wam zaprzątać głowę to sam tytuł książki, który jest znaczący.

Coraz chętniej przekonuję się do thrillerów. Co, myślałeś/aś, że napiszę polskich Autorów? Do tego nie muszę się już przekonywać, ponieważ wiem, że często warto sięgać do rodzimej literatury, niż wychwalanych za oceanem gniotów; lecz nie o tym miałam pisać. Thrillery mają to do siebie, że powinny zbulwersować w pewien sposób czytelnika, a przede wszystkim wywołać dreszcz. W końcu polskim odpowiednikiem słowa thriller jest dreszczowiec. Kompleks boga należy do nurtu psychologicznego thrilleru. I czy wam się to podoba czy nie, umysł ludzki jest w stanie doprowadzić do takich czynów, o jakich wam się nie śniło.
Nie ma chyba gorszego uczucia niż to, kiedy z człowieka zaczyna uchodzić nadzieja, uciekając jak powietrze z przebitego materaca. Jej brak mąci zmysły, sprawia, że człowiek nie chce już dłużej walczyć, poddaje się, pragnie zamknąć oczy i pozwolić, aby reszta dokonała się sama. Obojętnie jak, byleby szybko i możliwe bezboleśnie.
Ta pozycja jest dla mnie o tyle ciekawa, właśnie ze względu na psychologiczny aspekt, którego nie jesteśmy w stanie tak naprawdę przewidzieć. Byłam bardzo zaskoczona takim obrotem sprawy. Lecz odczuwałam mały niedosyt ze względu na zbyt skromne opisanie rozwiązania tej sprawy. Nie mogę za wiele wam zdradzić, ale o interpretacji właśnie owego zachowania sadysty przeczytałabym szerzej.

Cztery mniemane ofiary otwierają Autorowi bardzo szeroką drogę do tego, by przedstawić ich życie w dość niecodzienny sposób. Czasem to sprawiało, że zbyt głęboko wchodziliśmy z butami w ich życie. Niekoniecznie uważam, by aż tak rozlegle opisywać niektóre sceny, ale nie mniej jednak pomysł na połączenie historii tej czwórki był zarazem prosty, ale i skomplikowany i wyszło bardzo ciekawie. Dodatkowo aspekt psychologiczny jest mocno zarysowany w tej historii i to sprawia, że nie ma możliwości, byście wy, jako czytelnicy, nie zaczęli robić rachunku sumienia. Rachunek sumienia dla bohaterów jest bardzo ważny i nikt z nich nie posiada czystej karty.

Pomimo tego, że Autor już na prawie samym początku przedstawia nam narzędzia tortur i mroczny klimat, który skłania nas raczej do podążania myślami do sadystycznych zabaw, to jednak ogromnej dawki gore tu nie uraczycie. Ale nie macie co załamywać rąk, ponieważ domysły, jak i klimat tej historii zadziwia i nie raz przyprawia o dreszcze.

Ciekawie zarysowana historia z wątkiem psychologicznym, który tak naprawdę jest tutaj najważniejszy. Nie ma możliwości by nie polecić wam Kompleksu Boga, ponieważ sądzę, że każdej osobie, która szuka dreszczyku emocji w lekturze znajdzie w niej coś dla siebie. Sami sprawcie sobie niemałą przyjemność w poznawaniu historii, której początek jest tak naprawdę kilka dekad wstecz.

Za ten thriller dziękuję: Wydawnictwu Videograf

Data wydania: 23.12.2015
Liczba stron: 240
Gatunek: Horror
Wydawnictwo: Videograf

Jakakolwiek dawka horroru czy grozy ma to do siebie, że musi w jakiś sposób wpłynąć na czytelnika. Nie zawsze muszą to być obrzydliwe sceny, które spowodują rozstrój żołądka, ale to dawka czegoś niewytłumaczalnego, co sprawia, że boimy się w nocy wystawić chociaż mały palec spod kołdry. Również jest tak, że każdy z nas inaczej reaguje na strach. Jedni nie są w stanie nawet obejrzeć jakiegoś horroru w telewizji, a co dopiero o nich czytać. Ja zaliczam się do drugiej grupy, gdzie uwielbiam te uczucie, gdy dobry horror wpływa na moją psychikę. Czy jest to już sadyzm?

Tragicznie zmarły wujek zostawia swojej najbliższej rodzinie dom, który jest oddzielony od cywilizacji, ale zarazem ma w sobie coś tajemniczego. Weekend nadchodzi, więc piątka znajomych postanawia spędzić go miło bez nadzoru dorosłych. Chaos i tragedia czyha na nich w tym domu, z którego tak naprawdę nie ma ucieczki…

Jak widzicie, opis może nie jest zatrważający, ale zaręczam wam, że każdy sympatyk grozy musi tę pozycję przeczytać. Filmowe produkcje są przyrównywane do różnych klas. Ja osobiście zaliczyłabym tę historię (jeżeli byłaby wyreżyserowana) do klasy b. I nie chodzi tutaj o to, że czuć w niej amatorszczyznę, bo tak nie jest. W końcu to druga pozycja Autora, po uwielbianym przeze mnie debiucie – Infekcji. Czuję, że Siódma dusza jest dopracowana w każdym detalu i chociaż jak wspomniałam, sam opis nie jest jakoś zbytnio wymyślny i jedyny w swoim rodzaju, to radzę wam ją przeczytać przy nikłym oświetleniu. Nawet pan Andrzej w przedmowie, poleca ją czytać wieczorem, przy zapalonych świecach.

Pozycja nie liczy sobie nadmiaru stron, w których odnaleźlibyśmy jakieś przypadkowe opisy i stosowane przez wielu Autorów zapychacze. Tutaj wszystko ma swój sens i ciąg przyczynowo-skutkowy jest zachowany w idealnej proporcji. Nie ma mowy o silnym wejściu, morderstwie na pierwszych stronach, bo po prostu w dobrze skonstruowanej powieści grozy tak się nie robi. Autor na początku historii bawi się z nami i robi to tak dobrze, że do końca nie wiemy co jest prawdą. Prawda której poszukujemy, jak i wytłumaczenia, które chcemy otrzymać, pojawiają się dopiero na samym końcu historii, co dla mnie jest niesłychanie dobrym zagraniem. Ale nie zapominajmy o całej fabule, która po prostu wgniata w fotel.
Tyle teraz horrorów i filmików w sieci obracających świat duchów w żart, że ludzie już przestali w nie wierzyć. Nie tylko wierzyć w duchy, ale i Boga, i we wszystko inne. Przestali wierzyć w zjawiska paranormalne, w demony, w cokolwiek, co wydarza się poza monitorem komputera czy telewizyjnym ekranem, w cokolwiek, czego nie da się „polubić”, lub do czego nie da się przesłać linka znajomemu. I na tym właśnie polegał sukces tej drugiej ciemnej strony mocy.
Tajemnice i niedopowiedzenia grają tutaj główne skrzypce. Sami próbujemy krzyczeć: nie idź tam! Nie odwracaj się! Tak to już bywa w opowieściach grozy i chociaż niejednokrotnie sobie wmawiamy, że my zachowalibyśmy się inaczej niż bohaterowie, to jednak sądzę, że i wielu z was wyłamałoby się z tego szeregu i postąpiliście idealnie jak wam narrator przykazuje. Nie sposób nie wspomnieć również o okładce, która jest tajemnicza i chyba skłonię się do tego, by uznać ją najlepszą okładką, którą widziałam w tym roku. Oczywiście zdradza ona pewne detale dotyczące Siódmej duszy, ale zarazem idealnie przedstawia nam jej klimat, który jest mroczny i niepozostawiający w czytelniku żadnej nadziei.

Rozwiązania, które zastosował Autor są niebywałe i dotyczą duchów, medium, jak i obłędu. Właśnie obłęd ma tu znaczenie kluczowe i co najważniejsze, że jest on idealnie opisany - w sposobie zachowania się bohaterów, czy ich czynów, które są podyktowane szaleństwem. Nienawiść, chęć ucieczki, jak i działanie w amoku przewijają się przez tę historię cały czas, co jednocześnie sprawia, że my sami zaczynamy czuć na ciele dreszcze i to one potęgują w nas strach, który nie znika aż do ostatniej strony Siódmej duszy.

Nie mam więcej słów, które w jakiś inny sposób mogłyby was zachęcić do tej lektury. Warto czekać na premierę tej książki, która będzie miała miejsce 28 października. Już wyobrażam sobie to, jak będziecie czytać ją późnym wieczorem, czy nocą, a wiatr będzie smagał mury waszych domów. A co, gdy wasz dom bądź mieszkańcy, skrywają równie mroczną tajemnicę? Bójcie się…

Za te dreszcze na karku dziękuję: Wydawnictwu Videograf

Każdy z nas jest po części szaleńcem i chociaż się do tego nie przyznajemy, to jednak tak jest naprawdę. Błąkamy się gdzieś po tym świecie i czujemy, że każdy zakątek jest dla nas za mały, a te najgorsze rzeczy przydarzają się tylko nam. Narzekamy, nie dostrzegamy innych, siedzimy w ciasnych klitkach niby własnych biur, gdzie wypruwamy sobie flaki za parę złotych. Ale nie tytułowa balsamiarka, ona ciągle szuka swojego miejsca i chociaż dalej nigdzie nie pasuje, to jednak nadal szuka…

Trupy, wszędzie trupy, ale jak to z nieboszczykami naprawdę jest? Są napompowani, czy może jednak powietrze  z nich uchodzi po śmierci? A może jednak wyglądają jakby chwilę temu zasnęli? Uprzedzam, nieżywi to nie jest jedyny temat tej historii, bo podążamy za główną bohaterką prawie od początku jej życia i podczas tej lektury wybałuszamy oczy z podziwu. Przecież to niemożliwe, by tak wiele różnych sytuacji mogły spotkać jedną osobę.

Groteska to idealne słowo, które opisuje tę historię. Pomieszanie z poplątaniem, a dodatkowo zobrazowane w realistyczny sposób. Tylko ktoś z wybitnym mózgiem mógłby stworzyć takie połączenie, które jednocześnie zachwyca i obrzydza. Czy w ogóle jest możliwe, by takie powiązanie miało sens? Zdecydowanie tak. Nawet dziś po skończonej lekturze nie mogę wyjść z podziwu. A dolną szczękę muszę przytrzymywać dłońmi, by się nie wietrzyła.

Jeżeli otworzycie tę pozycję na pierwszej stronie, już przebiegnie po waszym kręgosłupie dreszcz. Opisy, jak i dialogi kipią emocjami i niecodziennym podejściem. Mogłabym nawet stwierdzić, że w wielu przypadkach Autorka przedstawia nasze myśli, których sami boimy się wymówić na głos. Balsamiarka w niezwykle precyzyjny i nieszablonowy sposób ukazuje nam trudy każdego dnia, nawet postarała się o to, by przekazać nam zasady, które rządzą naszym polskim społeczeństwem.
- Ciągle czuję wierzganie – odezwała się Lena. – Jakbym jeszcze miała ją w środku. To był niezły cyrk ten cały poród. Przyj, nie przyj, przyj. Anyway, na koniec położyli mi ją na brzuchu. Wyglądała jak kurczak, taki bez głowy, prosto z mięsnego, i wszędzie ta krew. A oni, ci idioci, mówią: „Gratulujemy, córka.” No naprawdę, jakbym wygrała jakiś konkurs, a to, proszę bardzo, nagroda rzeczowa.
Nie ważne jaki szmat czasu zajmie wam ta lektura, to będziecie odczuwać przymus by chłonąć każde słowo, które pojawi się przed waszymi oczami. Będziecie chcieli ją w jednym momencie odłożyć, bo wasz mózg zmasakruje jakiś obrzydliwy opis, jednak z drugiej strony jesteście ciekawi, co nietuzinkowego Pani Kawczyńska przygotowała swojej bohaterce, a uwierzcie mi, to kompletnie nieprzewidywalna historia. Nie ma szans, byście przewidzieli co znajdzie się na kolejnej stronie, ba, nawet nie wiecie co za zwrot nastąpi w kolejnym zdaniu.
Wyznawała prostą życiową zasadę – co nas nie zabija, to nas wzmacnia. Tyle że to nieprawda – to nas zabija na raty.
Nie myślcie jednak, że jest to książka, która pozwoli wam się zrelaksować. Chociaż błądzimy pomiędzy różnymi uczuciami, bo czasem się zaśmiejemy z powodu dialogów, czy przemyśleń bezimiennej głównej bohaterki, to jednak gdzieś tam za zakrętem musicie wiedzieć, że mogą na was czekać larwy much, które mogą wam obrzydzić nadchodzący obiad. Nie piszę wam o tych obrzydliwych rzeczach, by was do niej zniechęcić, bo musicie pamiętać również o tym, że ta lektura mną osobiście zawładnęła. Ale równie dobrze może się okazać, że czytacie teraz wypociny szaleńca, który stara się was przekonać do odczuwania przyjemności z czytania ohydnych opisów. O tak, uważajcie, bo każdy z nas kiedyś umrze, szybciej lub później, a wtedy czeka nas jedynie spotkanie z bezimienną balsamiarką, która będzie dbać o wasze ciało, by dobrze prezentowało się w trumnie.

Nie mogę zapewnić, że jest to łatwa lektura, bo wcale taka nie jest. Musicie mieć dystans do samych siebie, jak i do otaczającego was świata, bo nie każdy ma na tyle mocny żołądek, by czytać o każdym szczególe dotyczącym nieboszczyków i ich ekskrementach (tak, trochę się tutaj tego znajdzie). A może aborcja to dla was za dużo? Jeżeli sądzicie, że etapy rozkładu ciała to dla was nic wielkiego, to sięgnijcie po nią raz dwa.

Za tę wspaniałą groteskową lekturę dziękuję: Wydawnictwu Videograf

Oczywiście wszyscy dobrze wiedzą kim jest Magda Gessler. Jedni ją uwielbiają, za dość cięty język i wytykanie błędów mniemanym restauratorom w programie Kuchenne Rewolucje, a ani wręcz za nią przepadają, właśnie ze względu na wywyższanie się. Ja osobiście należę do tej pierwszej grupy. I jakie nie byłyby zdania na jej temat, to wiadomo, że coś o restauracyjnym życiu wie i nie możemy jej zarzucić niewiedzy w tym temacie.

Gdy tylko zobaczyłam pozycję, w której wspomniana restauratorka przedstawia nam kompleksowy przewodnik po hotelach i restauracjach w Polsce, to nie mogłam się powstrzymać przed tym, by nie zgarnąć jej dla siebie. Zawsze lubimy podążać za kimś i słuchać jego rad, jeżeli wiemy, że dana osoba się na tym zna. Tak też podeszłam do tej pozycji. Czas poznać te restauracje i hotele na własnej skórze.

Przewodnik jest wydany bardzo schludnie i przede wszystkim jest mały, a co za tym idzie, jest poręczny. Ta poręczność sprawia, że idealnie pasuje do samochodowego schowka, gdzie może być wyciągnięty w każdym momencie, gdy akurat będziecie przejeżdżać obok jakiejś miejscowości i wasz żołądek będzie domagał się jedzenia. Dodatkowo, dla ludzi mobilnych, w każdej przedstawionej propozycji znajdziemy dokładny adres, jak i adres internetowy, czy telefon.

Już na pierwszych stronach mamy mapkę Polski z zaznaczonymi numerkami, które informują nas w przybliżeniu gdzie dana restauracja się znajduje. Numery te są chronologicznie uporządkowanie więc bardzo łatwo je odnaleźć na kolejnych stronach. Dodatkowo ta chronologia pozwala nam na poruszanie się po danych regionach. Zaczynamy od Pomorza, Kaszub i Kujaw, następnie jest Warmia, Mazury i Suwalszczyzna, aż a samym końcu przedstawione są restauracje i hotele w Małopolsce, Podhalu, czy Podkarpaciu. Polska zatem została podzielona na 6 regionów i zdecydowanie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.


Oczywiście na pierwszy rzut oka, w moim przypadku, padł na górny i dolny Śląsk, w końcu warto zacząć eksplorację od swoich terenów. Na moje szczęście na górnym Śląsku jest bardzo dużo restauracji polecanych przez Panią Magdę i nie mogę się doczekać aż do którejś wyruszę. Nawet mam już jedną na oku.


Nie da się nie zauważyć, że pewna część tych hoteli i restauracji oferuje swoje usługi za dość wysoką cenę. Lecz w końcu płaci się za jakość. Dzięki temu, że przy każdej pozycji widnieje adres internetowy, możemy wejść na daną stronę i w większości przypadków przejrzeć menu, które dostarczy nam informacji o cenie danych usług. Ale nie zrażajcie się, ponieważ znajdują się tutaj i takie restauracje, gdzie nawet wasz portfel nie zapiszczy. Tutaj szczególnie kieruję was do Lublina i do Ąki, która jest smaczna, niedroga i klimat również niecodzienny. Wiem, bo sprawdzona osobiście ;)


Pani Magda oczywiście w tym zbiorze poleciła również te restauracje, w których dokonała rewolucji, ale ja do takiego pomysłu się wcale nie zrażam, bo to w większości te propozycje, są dla osób o mniej zamożnym portfelu.

Osobiście dość często podróżuję po Polsce, a w dodatku lubię dobrze zjeść, więc taki przewodnik jest dla mnie drogocenny i od razu wyląduje w schowku samochodowym. A kto wie, może kiedyś zaoszczędzę i wybiorę się do tych restauracji i hoteli, które może i wydają się burżujskie, ale chyba raz na jakiś czas warto zaszaleć ;)

Za ten przewodnik dziękuję serdecznie: Wydawnictwu Pascal

Nie każdy lubi czytać książki, w których zakorzeniona jest historia. Zakorzenione to idealne stwierdzenie na temat tej lektury, bo to przeszłość odgrywa tutaj bardzo ważną rolę. Sama okładka zaprasza nas w jakieś niezbadane rejony, ponieważ zbyt wielu szczegółów to ona nie zdradza. Bardzo lubię odkrywać takie tajemnice i ogromnie się cieszę, że trafiła ona w moje ręce.

Sieć bunkrów Olbrzym w Górach Sowich jest naszym pierwszym przystankiem w Kodzie Himmlera, a następnie przenosimy się na Antarktydę, by ostatecznie wylądować w Polsce. Właśnie w Polsce wraz z Tomaszem Turczyńskim zaczynamy demaskować tajemnice, które po śmierci jego dziadka nie dają o sobie zapomnieć, a wręcz wpychają nas w wir wydarzeń, które mogą zmienić bieg historii.

Kod Himmlera to istna skarbnica wiedzy, domysłów, jak i wyobraźni Autora, która niejednemu czytelnikowi zagra na nosie. Nie sądziłam, że tak bardzo spodoba mi się pozycja, która ma w sobie zalążek wiadomości o II wojnie światowej. Coraz chętniej przekonuję się do takich historii, a co ważniejsze, odczuwam niemała przyjemność w poznawaniu tajemnic z tamtego okresu. Wiele bym dała, by przeczytać tę książkę jeszcze raz po raz pierwszy. To chyba moja najlepsza rekomendacja, jaką mogłabym wam przedstawić.

Gdy przeczytasz tę pozycję, będziesz siedział z rozdziawioną buzią. Zaczniesz się głowić, bo przecież nie ma możliwości by powstał tak dobry debiut. Tak moi drodzy, to pierwsza książka Przemysława Piotrowskiego i jest tak dobra, że zajmie ona jedno z najwyższych miejsc na waszej półce. Wszystko za sprawą tego czegoś, czego tak naprawdę nie da się opisać, ale jednocześnie sprawia, że tak ochoczo przewracamy kartki.

Zawsze gdy zabieram się za daną lekturę, to oglądam dokładnie okładkę, która mogłaby mi coś podpowiedzieć. W tym przypadku nie zdradza ona zbyt wiele. Później, w kilkanaście sekund wertuję książkę, by sprawdzić czy przeważają tu dialogi, czy może opisy. W tym przypadku, miałam odrobinę zawahania, ponieważ dialogów jest tutaj jak na lekarstwo. Ale jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy chłonęłam każde słowo bez żadnych przeszkód i ciągle chciałam więcej.

Autor sprawnie łączy przeszłość z teraźniejszością. Jest to thriller, a może i odrobina fantastyki w jak najlepszym wydaniu. Myślę, że Autor musiał się nieźle napracować, by połączyć wszystkie fakty w jedną spójną całość, a w dodatku dołączyć coś od siebie. W końcu bunkry odgrywają tu ważną rolę, a raczej to, co się w nich znajduje od 83 lat. Nie mogę wam nawet w najmniejszym stopniu zdradzić, co to jest, ale uwierzcie mi, że to was zaciekawi i jednocześnie zszokuje. Ta historia mogłaby się znaleźć na ekranach kin, bądź w grze komputerowej. O! To jest dobry pomysł!

Detale dotyczące odwiedzanych miast i wspomnień z historii potrafią przyprawić czytelnika o zawrót głowy. W tej książce tak wiele się dzieje, że nie ma tu miejsca na nudę. Jednak muszę wspomnieć, że czasem musicie ją czytać o pustym żołądku. Gdyż te detale dotyczące wielu okropności, które miały miejsce na przestrzeni wielu lat, są wręcz niepokojące i przyprawiające o rozstrój żołądka. Możliwe, że źle to zabrzmi: ale więcej proszę!

Niebywała intryga łącząca w sobie cechy powieści istnie szpiegowskiej i pomysł na tę powieść to wręcz majstersztyk. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że Autor zmieścił tak wiele treści, w tak niewielu stronach - w końcu pozycja liczy sobie tylko 341 stron. Piszę tylko, bo wiem, że historię obfitującą w tak wiele wydarzeń na przestrzeni wielu lat i miejsc na świecie, można by spokojnie rozwlec na trylogię. Kod Himmlera to skondensowana i niezwykle precyzyjnie spakowana sensacja o korzeniach historycznych, z perturbacjami politycznymi, jak i dawką horroru i grozy, która nie pozwoli wam zmrużyć oka choćby na chwilę. Ale nie martwcie się, dopóki nie pojawicie się w bunkrach, to nic wam nie grozi… No chyba, że traficie na… Nieważne, sami się przekonajcie.

Za lekturę tego niezwykłego debiutu dziękuję: Wydawnictwu Videograf

Któż z nas nie wierzył pięknym okładkom, zachwycającym opisom znajdującym się z tyłu, a nawet i ślepo podążał za wielkim napisem, który krzyczał do nas znad tytułu. W tym przypadku nie było wcale inaczej, trwałam w wierze, że ten napis zaprowadzi mnie do ciekawej lektury: Bezdyskusyjne najlepsza, jak do tej pory, space opera XXI wieku. Niestety, w moim przypadku trochę mogłabym z tym zdaniem polemizować.

Gdybym przedstawiła wam opis tej pozycji, pewnie wielu z was odeszłoby od czytania tej recenzji raz dwa. Gatunek, jakim jest space opera, po prostu trzeba lubić, by odnaleźć w niej radość z czytania. I już tutaj na wstępie napiszę, że ja uwielbiam takie klimaty; gdzie wkraczamy w świat fantastyki naukowej, podążamy za bitwami międzyplanetarnymi, poznajemy wyobrażenia danych Autorów na temat naszej przyszłości, może i odległej, ale zawsze przyszłości.

W przypadku Zabójczej sprawiedliwości mamy do czynienia z czymś niewyobrażalnym, ponieważ poznając imperium Radch, mamy wgląd w funkcjonowanie władcy jakim jest Anaander Mianaai, który jest wszechwiedzący i znajduje się jednocześnie w tysiącach ciał. Jednak głównym wątkiem, który znajduje się w tej pozycji to historia Breq, która jest cząstką sztucznej inteligencji w ludzkim ciele i szuka zemsty.

Musicie przyznać, istna kołomyja myśli, dotycząca szeregu sztucznych inteligencji, która dla nas, jest dość niezrozumiała. Moim zdaniem, jeżeli któryś z Autorów stara się nam przedstawić świat jakiego nie znamy, musi to zrobić w sposób szczególny, ponieważ nie mamy po prostu wiedzy na temat wymyślonych przez niego nazw, czy systemów rządzących danym światem. Właśnie tutaj tego zabrakło. Musze przyznać, że Pani Leckie miała bardzo genialny pomysł na przyszłość, możliwe, że już niekoniecznie naszą. Czytałam tę pozycję ponad tydzień, co dla mnie było po prostu męczarnią. Odkładałam książkę po kilkunastu stronach, ponieważ nie potrafiłam jej odpowiednio przetrawić. Wszystko wydawało mi się zawiłe i niezrozumiałe.

Jeżeli występuje sytuacja, że w książce jest przedstawiony słoń, a ja tak naprawdę nie mam możliwości, by wiedzieć kim lub czym jest ten słoń, to chciałabym się o tym dowiedzieć zaraz po tym, jak został on ukazany w treści, a nie po kilkudziesięciu stronach. Przykład słonia może i jest dość ekscentryczny i śmieszny, ale tak właśnie najlepiej wytłumaczyć wam mankament tej historii. Naprawdę po bardzo wielu stronach zaczyna nam się powoli klarować dana historia, na tyle, byśmy mogli czerpać z niej przyjemność. Chciałoby się wręcz napisać, że niewprawieni w boju czytelnicy, rzucili by tą książką w kąt na samym początku.

Wielkim problemem było również określeni płci bohaterów. Po przeczytanej pozycji nie mam kompletnie pojęcia, czy jest jakiś schemat na to, by jasno wam przedstawić tę sytuację, a dodatkowo, nie mamy szans by to zrozumieć. Wszystko ze względu na rasy, gdzie czasem nie są rozróżniane płcie, więc powstaje istna kołomyja. Gdy czytamy, że zawód, który wykonuje dana postać, jest kobiecy, to tak też tą osobę postrzegamy, a potem ku naszemu rozczarowaniu gówna bohaterka zwraca się do niej per on. Rozumiem, że jest to zabieg celowy, by ukazać nam kompletnie inne postrzeganie świata, ale dla czytelnika jest to niezrozumiałe i czasem sprawia, że patrzymy na to sceptycznym okiem.
– Jesteś bardzo ufny – powiedziałam, zgadując „rodzaj męski” – skoro pozwoliłeś takiemu biedakowi – wiedziałam, że Seivarden jest płci męskiej, to było łatwe – zaciągnąć taki dług. – Szynkarka nie odpowiedziała. 
Są również plusy, które mniej więcej równoważą moje zarzuty. Dla mnie odkryciem było ukazanie funkcjonowania serwitorów, którzy są ludzkimi częściami statków kosmicznych. Dość niecodzienny pomysł, który dodatkowo pobudził moją wyobraźnię. Również należy tutaj zaliczyć część psychologiczną tej historii. Wkraczanie w psychologię i uczucia, które towarzyszą głównej bohaterce, pozwala nam na dostrzeżenie jej przemiany i wraz z nią kształcimy się w sprawie szeroko pojętego dobra i zła. 

Właściwa akcja, która zaczyna w nas zasiewać zaciekawienie, pojawia się dość późno. Dlatego właśnie nie jestem w stanie polecić tej pozycji każdej osobie. Moim zdaniem osoba, która powinna sięgnąć po tę pozycję, to wytrawny wyjadacz fantastyki, który lubi się pławić w międzygalaktycznych wojnach, czy nowych i szokujących rozwiązaniach dotyczących naszej przyszłości. Czy jest dużo takich czytelników? Sądzę, że nie.

Za tę lekturę dziękuję: Wydawnictwu Muza