Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Wolę ekranizację (Rogi - Joe Hill)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     08:00:00    Etykiety:, 
Znacie te okropne uczucie, gdy czytacie książkę po obejrzanej ekranizacji i pierwowzór uważacie za nudny? Właśnie w przypadku Rogów, taka przypadłość u mnie nastąpiła. Pomimo tego, że nie wyznaję zasady, że obejrzenie filmu przed przeczytaniem książki to wielki grzech.

Co byście powiedzieli na to, gdy pewnego ranka wstajecie z łóżka nieźle skacowani, a na waszym czole widnieją rogi? Właśnie z takim problemem powitał nowy dzień Ignatius Perrish. Z każdą kolejną chwilą przekonuje się, że nowe twory nie są wyłącznie jego wymysłem, a nawet dzięki nim, a może raczej przez nie, wokół niego dzieją się dziwne rzeczy. Boryka się on z przeświadczeniem innych ludzi, że to on zabił swoją ukochaną, a to przecież nieprawda. Tylko kto stoi za tym morderstwem? Rogi mogą mu w tym przypadku pomóc…

Nie sposób nie wspomnieć na samym początku o ekranizacji, która bardzo mi się podobała. Możecie krzyczeć i zagryzać zęby, ale ja lubię takie historie. Było w niej wszystko co uwielbiam, więc nie miałam obaw przed sięgnięciem po książkę. Jednak się okazało, że z każdą kolejną stroną czułam znużenie. Nie historią i wyobraźnią Autora, lecz sposobem jej ukazania. Chyba nawet mogłabym wam napisać, że gdybym nie oglądała filmu, to czasem ciężko byłoby mi się odnaleźć w wątkach.

Pan Hill w Rogach bardzo często stawia na opisy. Ja nie jestem zwolennikiem takiej formy, więc może dlatego się nudziłam? Oczywiście większość recenzji, które znajdziecie w Internecie będzie ją zachwalać i mówić: jaka świetna, że ekranizacja jest okropna. Lecz nie znajdziecie tego u mnie. Nigdy, ale to nigdy wam nie napisałam, że moje spojrzenie jest właściwe. Mogę tylko napisać wam o tym, jakie uczucia mną targały podczas czytania tej historii. Więc u mnie możecie się dowiedzieć: zostańcie wyłącznie przy ekranizacji.

Jednego czego nie można zarzucić synowi Kinga, to brak wyobraźni. Potrafi odpowiednio skierować nasze zainteresowanie na kompletnie innego bohatera, gdy niepostrzeżenie morderca czai się gdzieś w krzakach. Nie cofnę czasu, bo to przecież niemożliwe, więc może moje podejście do obejrzenia ekranizacji w pierwszej kolejności zepsuło wrażenie o książce? Może ktoś z was ma odwrotną sytuację i uważa, że się mylę?

Nie mniej jednak, polecam wam zarówno ekranizację jak i książkę. Tak, nie jestem takim człowiekiem, ze narzucam swoją percepcję czytelnikom. Uważam, że może wy macie inny gust. Możliwe, że macie trochę więcej cierpliwości, by przebrnąć przez opisy, by odkryć w niej błyszczącą gwiazdę? Czujcie się nominowani do przeczytania tej książki ;)

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?