Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Rozczarowanie to za mało (Szczury Wrocławia. Chaos - Robert J. Szmidt)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     08:30:00    Etykiety:, 
Ta recenzja potrzebowała czasu, by zostać napisaną. Każdego dnia, po przeczytaniu propozycji świata zombie przez pana Roberta, biłam się z myślami. Biłam to chyba nawet za mało powiedziane, ponieważ nie dowierzałam swoim odczuciom. Czy może być tak, że zawiodłam się na książce, którą tak wiele osób poleca?

ZOMO i zombie. Trzeba przyznać, dość niecodzienne połączenie, lecz przedstawienie apokalipsy w dawnych polskich realiach jest dość nietuzinkowym pomysłem. Tylko co się tak naprawdę dzieje, gdy pomysł jest jednym z ważniejszych plusów danej pozycji? Tak moi kochani, Riana poczuła się odrobinę oszukana. Gdy tylko chwyciłam pozycję w ręce wiedziałam, że będzie to niecodzienna odskocznia czytelnicza. W końcu otwarcie się przyznaję, że zombie lubię i lubić będę.

Warto przypomnieć wam pewną informację, że Autor postanowił zabić w swojej pozycji prawdziwe osoby. Oczywiście wykorzystując jedynie ich dane personalne, postanowił wylosować kobiety i mężczyzn, spośród tych, którzy polubili fanpage. No cóż, niecodzienny pomysł, nie spotkałam się z takim pomysłem nigdy wcześniej. Nawet i ja chciałabym zobaczyć, jak Adriana umarłaby i powstała nowo na łamach powieści. Jednak, gdy zagłębiałam się w treść coraz głębiej, przestałam żałować, że nie zostałam wylosowana.

Moim głównym zarzutem jest właśnie liczba osób zabitych. Ja naprawdę rozumiem, że gdy mamy do czynienia z pewną plagą, to logiczne, że pochłania ona wiele ofiar. Jednak wymienianie wszystkich z imienia i nazwiska jest nużące. Nie jestem również żadną feministką, co to to nie, jednak dostrzegłam, że wylosowane kobiety, w większości umarły i zarazem powstały w jednym momencie. No cóż, również zdaję sobie sprawę z tego, że w ZOMO miejsca dla kobiet nie było, ale bez przesady. Moim subiektywnym spostrzeżeniem jest to, że Pan Robert, mógłby wykorzystać powiedzmy pięćdziesiąt osób, a i tak byłoby to za dużo moim zdaniem. Przecież przyznacie, że nie przepadacie za tym, gdy pojawia się tryliard imion, nawet jeżeli są to postacie poboczne. I najgorsze jest to, że poznając historię, nie wiedziałam, czy z jakimś bohaterem mam się zżyć, bo będzie miał więcej do powiedzenia, czy jest tylko kolejnym zombie spośród wielu.

Lecz zostawmy już te nieszczęsne ofiary, przejdźmy do treści. No cóż, jeżeli chodzi o ZOMO, to nie jestem zbytnim znawcą historii, a nawet się przyznam, że niewiele wiem na ten temat, jednak cała otoczka zawarta w książce kompletnie mnie nie wciągnęła. Ciągle biegniemy z miejsca na miejsce, by tam przystanąć na chwilę, aby przeczytać kto sobie kogo zjadł, jak go zjadł i to by było na tyle. Miałam po prostu wrażenie, że pierwsze skrzypce gra tutaj obowiązek zabicia wylosowanych ludzi, a nie przedstawienie paniki, i całej otoczki związanej z taką epidemią.

To chyba kolejny przykład książki, która miała szeroko zakrojoną promocję, a ludzie jak baranki biegną do guziczka lubię to, by tylko zginąć. I tak oto machina się napędza i raczej moja recenzja jej nie zatrzyma. Oraz w moim mniemaniu (już nie zwracając uwagi na liczbę osób zabitych), jeżeli ktoś wykorzystuje moje dane w pozycji, to powinnam ją dostać gratisowo, a nie, że mam możliwość zakupienia edycji kolekcjonerskiej, do której nie-ofiary nie mają dostępu. Wiem, że uznacie, iż ściska mi tyłek z tego powodu, że nie umarłam w tej pozycji. Jednak po przeczytaniu tej pozycji, dziękuję siłom wyższym, że jednak się tak nie stało. Jest wiele innych, lepszych pozycji o zombie, nawet na ziemiach polskich, wskazuję tutaj szczególnie Infekcję Pana Wardziaka.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?