Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Biały kruk? (Szamanka od umarlaków - Martyna Raduchowska)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     08:00:00    Etykiety:, 


Jedna z tych książek, które trudno zdobyć. Nie ma dodruku, a co za tym idzie, mało jest egzemplarzy, których ludzie postanawiają się pozbyć. Mi się jednak udało, nabyłam ją, za dość niewygórowaną cenę. Umarlaki, któż ich nie kocha? Może i znajdzie się parę osób, których wywoływanie duchów, czy szamanizm zbytnio odstrasza, ale nie mnie. Przygotowałam się w łapacz duchów i wyruszyłam w podróż po zaświatach.

Ida Brzezińska świetnie wie, czego chce: normalnego życia. I gdyby to od niej zależało, w jej rodzinie na pewno nie byłoby ojca maga, matki czarownicy, babki jasnowidzki ani ciotki medium. Ani bez mała dwudziestu pokoleń podobnych wariatów. Tymczasem jednak – o, zgrozo - są. A geny sumiennie robią swoje, obdarzając Idę równie nadprzyrodzonym co niepożądanym szóstym zmysłem. Do tego jeszcze wredny, podły Pech o sadystycznych skłonnościach z upodobaniem krzyżuje jej plany, wpycha w szpony apodyktycznej ciotki, nęka stałą obecnością umarłych i wplątuje w aferę, od której na kilometry czuć pieprzem i imbirem – zapachem czarnej magii.

Mogłabym się skupić w tej recenzji wyłącznie na głównej bohaterce – Idzie, i byłoby dobrze. Ponieważ jest ona genialnie wykreowana. Z jednej strony jest kompletnie oburzona zaistniałą sytuacją, lecz z drugiej, stara się słuchać swojej zmarłej ciotki. Ach, ciotka, to kolejna wartość dodana, bezwzględna i wredna, ale zarazem kochana i nie można o niej na dłuższy czas zapomnieć. Ida nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy, jako szamanki od umarlaków, i Autorka dzięki jej wypowiedziom i przemyśleniom, pozwalała i nam czytelnikom, poznać ten świat od podszewki. Nie stosuje zagrania, że sami powinniśmy wiedzieć coś na ten temat, tylko właśnie wprowadza ona Idę, a zarazem nas, do tych tajników.

Dialogi i sytuacje są zabawne, chociaż w niektórych, będzie wiało grozą. Na wielki szacunek zasługuje tutaj wybranie miejsca akcji, jakim jest Wrocław. Pani Martyna, nie szukała inspiracji w zagranicznych miejscach, przecież Polska jest tak magiczna. A do tego dochodzi Pech. Został on tu nieco uosobiony, ale zarazem jest to nader ciekawe zagranie. Uważajcie, bo Pech nie śpi, tylko czeka, by rzucić Wam i Idzie kłody pod nogi.

Świat duchów, sposób ich wywoływania, są przedstawione klarownie i cieszę się, że Pani Martyna nie wymyślała aż nadto nowinek w tym temacie. Jeżeli oglądaliście filmy z tego gatunku, czy czytaliście książki na ten temat, na pewno nie zawiedziecie się przy Szamance. Wszystko ma tu swoje odpowiednie miejsce i porządek, a chaotyczność wprowadza tutaj jedynie Ida, z jej nieposortowanymi myślami. Ale to zdecydowanie mogłabym zaliczyć do plusów, ponieważ dzięki temu, książka wydaje się ciekawa i od czasu do czasu wieje w niej grozą.

Może i spodziewałam się więcej mrocznych historii i tego ciemnego klimatu, więc było go może odrobinę za mało. I z drugiej strony, pod sam koniec, czytelnik może poczuć się skołowany, gdyż nagle pojawia się wielu bohaterów pobocznych i przez to historia wydaje się zawiła. Ale to jedyne moje spostrzeżenia na temat tej pozycji. Reszta działa tutaj jak w zegarku. I już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kontynuację.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?