Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Tułaczka po katowickim dworcu (Ciemność płonie - Jakub Ćwiek)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     08:30:00    Etykiety:, 
Poznawanie twórczości Pana Jakuba rozpoczęłam od Chłopców. Niezwykle mi się ta seria podobała, na półce również czeka Kłamca, i oczywiście nie mogłam się powstrzymać przed sięgnięciem po Ciemność płonie. Chociaż muszę przyznać, że miałam pewne obiekcje. Sądziłam, że zwykłe opowiastki do mnie nie trafią, a tu proszę, takie zaskoczenie, w dodatku są to niezwykłe opowieści.

Katowice Główny to miejsce, przez które przewijają się dziennie tysiące ludzi. Większość pojawia się tam na moment, część została na znacznie dłużej. Bezdomni. Wybrani. Niegdyś mieli rodziny, pracę, wiedli mniej lub bardziej szczęśliwe życie. Dziś mają tylko siebie i stare, śmierdzące dworcowe hale. Wybrała ich bowiem Ciemność. Zapłonęła i nigdy już nie zgasła.

Już na samym początku, muszę napisać, że ja miałam tę „przyjemność” przechadzania się po starym dworcu w Katowicach. I musicie wiedzieć, że najprzyjemniejsze miejsce do spacerów, czy nawet czekania na pociąg, to nie było. Nie mniej jednak, nawet nie pomyślałabym, że Pan Jakub stworzy tak genialną książkę, która odsłoni mankamenty dawnego dworca w tak fantastyczny sposób. Może nie fantastyczny, a w sposób przelania do tej historii dawki grozy.

Może moja wysoka ocena jest właśnie odzwierciedleniem tego, że wiem, jak dworzec wyglądał i czasem wieczorne czekanie na pociąg, można było przyprószyć dawką horroru. Właśnie na podstawie odczuć osobistych, Autor dodał do tej historii mroczną historię, która sprawia, że ciemność płonie. Nawet zamieszczenie w tej historii religii i egzorcyzmów nic nie dało, w końcu ciemność rządzi się własnymi prawami.

Akcja zaskakuje czytelnika na każdym kroku, a bohaterowie, są wykreowani realnie i co najważniejsze, każdy z nich zyskuję naszą przychylność. Nie wszyscy bezdomni na dworcu, muszą być menelami z pod najciemniejszej gwiazdy. Według Pana Jakuba, Wybrańcy – główni bohaterowie, są zmuszeni do przebywania wieczorami i nocami na dworcu, bo gdy tego nie zrobią, zostaną oni skazani na wieczne potępienie w ogniu i nicości. Osoby wrażliwe nie mają czego szukać w tej pozycji, ponieważ nie brakuje tutaj obrzydliwych scen i dosadnych dialogów.

Nawet czasem zastanawiałam się nad tym, że ta historia mogłaby ujrzeć światło dzienne na srebrnym ekranie. Czuję w kościach, że można by stworzyć z niej wielki hit kinowy. To właśnie zasługa Autora, że w tak przejrzysty i niekonwencjonalny sposób ukazał tę historię. A my tylko myślimy o tym, co będzie czekać nas na kolejnej stronie. Ja po prostu jestem zaskoczona całą otoczką tej historii, wykorzystaniu w niej tak wiele szczegółów, które dostrzegł Autor podczas przebywania na dworcu; opowieści dworcowe właśnie ukazują, co a przede wszystkim kto miał wpływ na tę książkę.

Może to i dobrze, że dworzec jest już odnowiony i nie będzie mi dane czekać na peronie, gdy z tyłu głowy będzie gdzieś się odzywać ta historia. Bo gdyby się nie zmienił, to chyba miałabym stracha, a nawet i pełno w gaciach, że któryś z bezdomnych, będzie chciał mi ukraść moją monetę, a ja wtedy będę skazana na wieczną tułaczkę po dworcu…

Za tułaczkę po Katowickim dworcu dziękuję: Wydawnictwu SQN

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?