Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Już na wstępie muszę zapowiedzieć, że gdy słyszę o pewnego rodzaju paranormal romance, to z głębi głowy odzywa się moje pierwsze uwielbienie co do tego gatunku, które zapoczątkował Zmierzch. Krzyczcie i zgrzytajcie zębami, ale taka jest prawda i tego się nie wstydzę. Już wtedy wypracowałam swoją postawę, co do wampirów i wilkopodobnych człeków. Nie trawię wilków, czy wilkołaków. Dlatego sceptycznie podchodziłam do książki Anny Grędy. Zastanawiałam się czy moja niechęć do tych stworzeń będzie wpływać na odbiór tej pozycji?

Kiedy w mieście pojawiają się kłopoty z nowonarodzonymi wampirami, urządzającymi sobie bufet na ulicach, polując na niewinnych ludzi, Kira zwołuje swoich dawnych towarzyszy broni, by urządzić polowanie na wampira, który puszcza swoich nowo przemienionych pobratymców samopas. Łowczyni nie wie jednak, że w pobliżu czai się ktoś silniejszy i groźniejszy od niej, który nie ma zamiaru stać z boku i biernie czekać na dalszy ciąg wydarzeń.

Nie mogę zarzucić tej historii tego, że przyszedł jakiś czas podczas jej czytania, gdy nie chciałam przewrócić kolejnej strony. Pomimo, iż historia nie jest wybitnie ambitna, jak i brak jej świeżego powiewu czegoś unikatowego, to jednak przyjemnie się ją czytało. Nawet wprowadziła ona do mojego życia czytelniczego ten czynnik wow, który sprawia, że już nie pałam taką niechęcią do wilków. Może wielu osobom nie spodobać się wprowadzenie różnej maści paranormalnych stworzeń do tej pozycji, lecz ja taki zabieg uwielbiam. Mogę dzięki temu poznać daną rasę z punktu widzenia wyobraźni danego autora. Tu niczego nie mogę zarzucić, ponieważ Pani Anna wprowadza pewne unikalne czynniki, charakteryzujące te postacie na tle innych książek z gamy paranormal-romance.

Jednak zwracając uwagę na samą formę przekazu tej historii, można by jej coś zarzucić. Autorka przykłada bardzo dużą wagę do opisów. Znajdują się one wszędzie, nawet we wtrąceniach w dialogach. Zapewne myślicie, że to nic złego. Jednak gdybyście zerknęli na owe opisy, po krótkiej chwili kroczyłoby za wami znużenie. Nie było w tych opisach finezji, które by skłaniały mnie do tego, by ich nie omijać. Nie za każdym razem mam ochotę czytać jak dana osoba jest ubrana, czy jak wygląda pomieszczenie, do którego wchodzi bohater. Spowodowało to, że pozycja ostatecznie liczy sobie ponad czterysta stron.

Bohaterowie to inna bajka, ponieważ nie odczułam z nimi żadnego przyciągania. Nie było między nami chemii, lecz przecież nie jest to ich wina. Czuć w nich sztywność, jakiej nie poszczyciłby się Pinokio. Nad tym naprawdę Autorka powinna popracować. Nie chcę wam również zbyt wiele zdradzać z historii, ale akcja toczy się dość leniwie, a cały punkt kulminacyjny rozgrywa się w ciągu kilku stron. Sztucznie wyszła sytuacja rozgryzienia przez główną bohaterkę, kto jest złym twórcą nowych wampirów. Jednak końcówka danej historii zasługuje na uwagę.

W ostatecznym rozrachunku, coś jest w tej pozycji. Zapewne pozycja jest skierowana do nastolatków, lecz nie powinno być to wyznacznikiem zbytniej szablonowości, wolnej akcji i niewyróżniających się bohaterów. Wybór, czy zabierać się za Ogara Boga pozostawiam wam. Sami zdecydujcie czy taka forma fantastyki wam odpowiada.

Książka przeczytana w ramach akcji: Polacy nie gęsi i swoich Autorów mają

Niecodzienne słowo – Taktylny, tombola, tumult


Taktylny – dotyczy to wrażeń odczuwanych przez zmysł dotyku

Tombola – dawniej określano tak loterię fantową

Tumult – wrzawa, zgiełk

Film warty obejrzenia – Test, Transcendencja, To właśnie Anglia, Toy Story


Test – Może i film nie jest produkcją na wielką skalę, ale jest w niej coś tajemniczego. Wyobraźcie sobie, że czeka was test i jeżeli go rozwiążecie, to dostaniecie wymarzoną pracę. Tylko co, gdy kartka, którą macie przed sobą jest niezapisana? Ludzki mózg potrafi być kreatywny, a w dodatku nieobliczalny...

„Ośmiu kandydatów walczy o jedno stanowisko, lecz by je dostać - trzeba zdać test.”

Transcendencja – Znów jedna z wizji przyszłości, której mam nadzieję, że nie dożyję. Sądzę, że taki scenariusz w dalekiej przyszłości jest bardzo prawdopodobny. Skoro naukowcy rozpracowali, jaką mamy wielkość pamięci w gigabajtach, czy tam innych bajtach. To co to za problem w przeniesieniu naszych myśli i zachowań do komputera?
„Pracujący nad stworzeniem sztucznej inteligencji naukowiec zostaje postrzelony przez przeciwników. Zdesperowana żona podejmuje próbę przeniesienia jego umysłu z umierającego ciała do komputera.”

To właśnie Anglia – Skinheadzi to temat wdzięczny i zdecydowanie kontrowersyjny. Film pokazuje, jak łatwo wpłynąć na kogoś i co się z tym wiąże. W pewien sposób wzruszający film o poszukiwaniu samego siebie.
„Dwunastoletni Shaun dołącza do gangu skinheadów. Problemy pojawiają się wraz z powrotem dawnego członka grupy.”

Toy story- Pamiętajcie dzieciaki i te starsze dzieci, które czują się nimi wyłącznie duchem.: Zabawkami trzeba się grzecznie bawić. Nie wyrzucać, nie psuć, wręcz się nimi opiekować. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. W szczególności piosenki z tej bajki. Pamiętaj : „Ty druha we mnie masz”


Książka, która wywarła na mnie wrażenie: Turkusowe szale

Och Remi, znów się tutaj pojawiłeś. Jeżeli do tej pory czytelniku nie dałeś się zaMROZić, to czeka Cię w ciągu najbliższego miesiąca śmierć. Uwaga, ponoć to wiadomość potwierdzona przez amerykańskich naukowców.
„Nigdy bym nie pomyślała, że ja – fanka fantastyki sięgnie po historię sensacyjną. A jednak, było to moje pierwsze spotkanie z takim gatunkiem i mam nadzieję, że po tej recenzji uznacie tak jak ja: że warto sięgać po inne gatunki niż te, w których siedzimy na co dzień. Cieszę się, że te pierwsze spotkanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej.”

Książka, która wywrze na mnie wrażenie: Tajemnica Diabelskiego Kręgu

Pani Ania jest bardzo przesympatyczną osóbką i nawet nie spostrzegłam, kiedy zaczęłam kolekcjonować jej książki. Tajemnica diabelskiego kręgu najbardziej mnie ciekawi i mam nadzieję, że się nie zawiodę.
„Nie każdy zostaje wybrany przez anioły i zaproszony przez nie na tajemnicze wakacje w klasztorze znajdującym się w niewielkiej miejscowości Markoty. Tak się składa, że przydarzyło się to trzynastoletniej Ninie. Nie bardzo wie jednak, dlaczego – jest przecież bardzo zwyczajną dziewczyną. Czy aby na pewno?”



Autor i jego twórczość – Tolkien John Ronald Reuel

Chociaż mogę się poszczycić wyłącznie tym, że przeczytałam Hobbita, to na swoje usprawiedliwienie mam, że trylogia Władcy pierścieni czeka na półce. Chyba bym nie zgrzeszyła, pisząc, że jest to najbardziej znany Autor z kanonu fantastyki. Chociaż w dzieciństwie, wraz ze swoją przyjaciółką byłyśmy przeciwieństwami; ja odwieczna fanka Harrego, a ona Tolkiena. Nigdy nie potrafiłam jej zrozumieć, ale mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogły porozmawiać o jego twórczości.

Cytaty


„To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.”
Jonathan Carroll

„– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.”
Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata

„...ten, kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami.”
Carlos Ruiz Zafón – Cień wiatru
Jestem jedną z niewielu osób, które uwielbiają się zagłębiać w debiutach. Niestety takie zachowanie niesie ze sobą również ryzyko, że będąc jednym z pierwszych czytelników spotka mnie rozczarowanie. Jednak warto podjąć taką decyzję, by raz na jakiś czas poznać naprawdę dobrą historię.

Otrzymując wiadomość, że za jakiś czas nastąpi katastrofa lotnicza, zapewne uznalibyście to za jakiś żart. Tak samo było z dziennikarką telewizyjną ALLDAY, aczkolwiek wszystko się zmienia, gdy świat obiega informacja, że samolot wbił się w halę przylotów w Berlinie. Szef tajnej organizacji stara się wyjaśnić tę tajemnicę. Nikt by się nie spodziewał, że przyjdzie im się zmierzyć z czymś nieludzkim. A oiB I pracując za pomocą swoich algorytmów, nie rozumie tego co robi, lecz musi chronić.

Wkradający się w opis wspominany oiB I ma nadrzędne zadania w tej historii. Nie chcę jednak niczego więcej wam zdradzać, ponieważ ja odczuwałam niemałą przyjemność w poznawaniu tej historii od podstaw. Kłębiące się pytania w mojej głowie dobrze wróżyły czytaniu. Nie ma nic lepszego niż zaciekawienie; co takiego ciekawego wymyślił Autor? W szczególności, jeżeli mówimy o katastrofie lotniczej. Przecież nie tak dawno słyszeliśmy (o misji samobójczej?) jednego z pilotów samolotu pasażerskiego.

Zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, ze względu na to, że odnajdę w nim elementy science-fiction. Muszę przyznać, że pomysł na tę historię jest świetny w swojej prostocie. Możliwe przecież jest to, że gdzieś tam, jest coś ponad nami, co może wpłynąć na nasze zachowanie. Dlatego ten wątek zasługuje na uwagę i z każdą stroną będziecie wiedzieć coraz więcej. Tak, musze przyznać, na samym początku wszystko jest jedną wielką niewiadomą i zagmatwaniem zarazem.

Autor w swoim tekście przemycił również przemyślenia na temat otaczającego nas świata. Nie jest to jednak nagabywanie czytelnika by wierzył w to, w co wierzy Autor. Ja jednak z wieloma aspektami się zgadzam. W szczególności, że gdzieś tam jest lekarstwo na raka, ale o tym przeczytacie w Empatonie.

Muszę jednak się do czegoś przyczepić. Zawiłość to jeden z zarzutów, które mogę zarzucić tej historii. Przeskakujemy do różnych wydarzeń i poznajemy wiele osób, które są zamieszane w całą sprawę. Jednak zdaję sobie sprawę, że wszystko jest pierwiastkiem, który tworzy całość tej książki i są one potrzebne do zrozumienia jej treści. Ja nie jestem zwolennikiem wielowątkowości. Ci, którzy lubią thriller z domieszką czegoś innego i niebywałego to zdecydowanie pozycja dla nich.

Pomimo iż jest to debiut Autora, to należy go zaliczyć do udanych. Szkoda tylko, że postanowił on wydać swoją książkę wyłącznie w formacie e-booka i zdaję sobie sprawę, że forma self-publishingu przez wielu czytelników nie jest akceptowana. Jednak trzymam kciuki, by książka zyskała szerszy rozgłos. Okładkę też przydałoby się zmienić, ale to już moje subiektywne spojrzenie ;)

Za pozycję dziękuję Autorowi
Książka przeczytana w ramach akcji: Polacy nie gęsi i swoich Autorów mają

Edit:
Książka, a raczej e-book posiada nową okładkę. Musicie przyznać, tak jak ja, że jest genialna!

Nigdy bym nie pomyślała, że będę odczuwać taką przyjemność podczas czytania książki, którą tak naprawdę każdy może odebrać całkowicie inaczej. Właśnie z takim nieszablonowym podejściem kusi nas seria Kwadrat.

Ostrożnie humorystyczna i nieostrożnie zakręcona opowieść Miłki Malzahn, przenosi czytelnika do już nieistniejącego (albo istniejącego) białostockiego hotelu Ritz, w którym znajduje się (lub nie) portal, a za nim inne wymiary, chociaż najdziwniejsze rzeczy wydarzają się po "naszej" stronie. Warto wybrać się w podróż, zwłaszcza do nas (i po nas) samych.

Pani Miłka manewruje w swojej historii po dotąd mi nieznanych meandrach fantastyki, jak i innych gatunków. Sądzę, że nie można jej przydzielić do jednego nurtu. Jest to po prostu niemożliwe. Właśnie najpiękniejsze w tej historii jest to, że sam musisz czytelniku sobie odpowiedzieć na pytanie: co jest prawdą, a co fikcją? A czy tak naprawdę fikcja, jest wymysłem, czy może czymś, czego my nie potrafimy objąć umysłem?

Muszę przyznać, że musiałam się wkręcić w tę historię systematycznie, gdyż na początku ciężko było mi przestawić mózg na kompletnie inne doznania. Wprowadziłam go na wyższe obroty i nie sądziłam, że takie spotka mnie zaskoczenie. Nie jest to historia, którą przełkniecie raz dwa. Jestem pewna, że gdy ją przeczytacie, to długo ta historia zostanie w waszych głowach. Wszystko dlatego, że spotkacie się ze specyficznym stylem pisania, ale jednocześnie niezwykle barwnym i urzekającym.
Masz czas, ponieważ czas nie istnieje, masz wielką ciekawość, ponieważ ciekawości nikt dotychczas nie odwołał.
Na ponad stu stronach poznajemy trzy historie, które może i są lub nie są jednością. Starcy w Ritzu, Kosmos w Ritzu, Sezon na sardynki to trzy rozdziały powoli wprowadzające czytelnika w klimat Białostockiego Hotelu Ritz. Każda strona ma swój swoisty wydźwięk i w mojej głowie pojawiały się coraz to rozmaitsze myśli na temat bohaterów, jak i wydarzeń. W szczególności pokochałam część Kosmos w Ritzu, gdyż uwielbiam fantastykę w dość czystej postaci i jestem pewna, że nie raz wrócę do tej części. Co ja tam plotę, na pewno wrócę do całości tej pozycji, bo myślę, że na inne wnioski wpadnę po przeczytaniu tej pozycji po raz drugi, czy nawet trzeci.

Polecam książkę Pani Miłki starym wyjadaczom, którzy oczekują po lekturze czegoś więcej. To historia dla tych, którzy lubią poszukiwać między zdaniami drugiego dna, a przede wszystkim, są w stanie otworzyć swój umysł na kompletnie inne doznania. A ja chyba wyruszę szukać hotelu Ritz.

Za tę niezwykłą podróż dziękuję: Autorce oraz Wydawnictwu Forma

Jutro wybywam na Pyrkon, więc przez cały weekend nie będzie mnie w blogosferze, może kogoś z Was spotkam? :)
Któż z was nie chciałby się poczuć jak gwiazda rocka? Co dla ciebie znaczy uznanie wśród innych? Jak chcesz pokierować swoim życiem, jeżeli tak naprawdę nie masz szans na to by gdziekolwiek się wybić, a życie rzuca Ci pod nogi wyłącznie kłody? Czy nawet w takich sytuacjach jesteś w stanie wykrzesać w sobie uśmiech?

Amber mieszka z mamą i psem w „żółtku” – w szkolnym autobusie. Jednak jej status społeczny nie sprawia, że nie otacza innych osób swoim smutkiem. Jednocześnie szkoli Chrystusowe Diwy z Korei, należy do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa i w domu spokojnej starości walczy na słowa z Joan Sędziwą. Jak widzicie w jej życiu nie ma czasu na zastanawianie się nad tym jak sobie poradzić, ona po prostu to robi. Tylko co, gdy w jednej chwili traci grunt pod nogami?

Bez kitu! Książka mnie zaskoczyła, wprowadziła w taką historię, że nie mogłam się kompletnie od niej oderwać. Zapewne, ma w swoim zamyśle zszokować czytelnika, lecz nikt tak naprawdę nie chciałby się znaleźć w skórze Amber. Jednak z drugiej strony historia ukazuje, że cokolwiek by się nie działo, musicie być jak gwiazda rocka.

Przez początkowe kilkanaście stron nie potrafiłam zbytnio się obeznać w historii. Czasem nawet przemknęło mi przez myśl, że książka mi się nie spodoba i znów będę szła inną drogą niż pozostali czytelnicy, którzy zachwycają się twórczością Pana Quicka. Jakże wielce się myliłam. Książka po prostu w odpowiednim momencie ma za zadanie wkręcić czytelnika w historię Amber tak bardzo, że będzie ona towarzyszyć mu przez długi czas po zakończonej lekturze. Tak było ze mną. Bez kitu!

Nie spodziewałam się nawet tego, że się wzruszę. Ta historia jest wybuchową mieszanką. W jednej chwili uśmiechałam się sama do siebie, bo naprawdę sposób przekazania tej historii jest tak rzeczywisty, że w mojej głowie odtwarzał się film. Lecz później mam wrażenie, że nie chcę czytać dalej tej historii, bo ze względu na owe złe chwile tak boli mnie serce. Kibicowałam jej na każdej stronie, by dała radę i wyszła z tego, co życie jej zgotowało.

Autor ukazuje jak niektórzy z nas muszą ekspresowo dorosnąć, jak sobie poradzić i tak naprawdę, jakich błędów nie popełniać. Lecz wszystko kręci się wokół tego, że błędów nie da się uniknąć, i że każdy z nas czasem upadnie na kolana. To od nas zależy czy z tych kolan się podniesiemy. Tak naprawdę wiele osób chce nam wtedy pomóc, ale to my musimy wyciągnąć rękę by z tej pomocy skorzystać.

Autor wykreował swoich bohaterów w sposób niezwykły. Każda osoba zapada w pamięć na długi czas i chętnie poznałabym dalsze losy Amber i jej przyjaciół. Ta pozycja zdecydowanie zasługuje na miejsce honorowe na mojej półce. Bez kitu!
Gdy w moje ręce trafiła książka z serii Piętnastka, nie wiedziałam czego się spodziewać, ani jak ja odbiorę tę pozycję. Bo gdy trzeba czytać między wierszami, to wiele osób sobie taką lekturę odpuszcza. Ale nie ja!

Osiem to zbiór opowiadań, bohaterami których są psychopatyczni mordercy manipulujący osnową opowieści, anioły i demony, szekspirowscy protagoniści, zadziwiające istoty prowadzące długie, mailowe dysputy oraz zwykli ludzie. I wszyscy oni mają do przekazania własną prawdę.

Oprócz ośmiu opowiadań, czytelnik będzie miał nie lada gratkę, gdyż może zatrzymać się na dłuższą chwilę przyglądając się ośmiu rysunkom. Nie są to zwykłe bohomazy, czy jakieś malunki tworzone na szybko – przynajmniej ja tak je postrzegam. Są dość drastyczne i posiadają wiele znaczeń, w każdym szczególe danego rysunku. Należą do tych drastycznych i dość kontrowersyjnych, czuję się tak jakby wyszły z jakiegoś koszmaru sennego i zostały przemielone przez maszynkę do mięsa. Z zaznaczeniem, że naprawdę mi się podobają.

Zawsze będę to powtarzać: antologie (nawet tak krótkie), mają to do siebie, że nie wszystkie teksty kochamy tak samo. Każde z opowiadań to dosłownie kilka stron zapisanych słów znajdujących się na formacie 15cmx15cm (W końcu to seria Piętnastka). Kiedy zaczniesz się zagłębiać w pierwszych słowach, już będziesz wiedzieć, że poszczególne słowa musisz rozdrabniać na małe kawałki i wysublimowanym gestem umieszczać je w swoich myślach. Tak, zebrało mi się na poetyckie pisanie, ale i tak nie dorównuję w zamyśle i sposobie przekazania myśli, Panu Krzysztofowi.

Potwór i drzewo i Ulica portretów to moje dwa ulubione opowiadania, ale nie mogę wam zdradzić tego, o czym one są. Naprawdę są to teksty, które musicie sami poznać. Mogę zaręczyć, że mózg wam wybuchnie. Jednak takich eksplozji więcej proszę! Wiem, że nie jeden raz wrócę do tych opowiadań. Mam nadzieję, że wy również się przekonacie do krótkiej, niecodziennej formy i odnajdziecie przyjemność w tej mini antologii.

Za tę nietuzinkową odsłonę dziękuję: Wydawnictwu Forma
Co się dzieje, gdy masz tak wielkie nadzieje do książki, którą trzymasz w rękach, że tak naprawdę przewyższają to, co się w niej znajduje?

Oko Kanaloa: Szyfr Wtajemniczenia” to pierwsza część opowieści o młodej dziewczynie, która przypadkiem wpada na ślad tajemniczego stowarzyszenia. Chcąc dogłębnie poznać organizację, wchodzi w jej szeregi i dowiaduje się o istnieniu istot, które dotąd znała jedynie z bajek. Vis Maior (Siła Wyższa) okazuje się być tajnym bractwem, które ma na celu utrzymać świat w błogiej nieświadomości o zagrożeniu ze strony istot magicznych. Jego antagonista, Neftyda (Czarny Księżyc) w tym czasie próbuje dostać się do siedliska demonów i uwolnić je…

Nie spodziewałam się, że będzie to dość przeciętna historia dla nastolatków. Oczywiście nie ujmuję tej grupie społecznej niczego, tylko po prostu w swoim życiu trochę się tych historii naczytałam i po prostu oczekiwałam czegoś innego. Miałam nadzieję na inne, świeże spojrzenie. Na odnalezienie w młodzieżowej lekturze fantastycznej powiewu świeżości. Tutaj odrobinę czułam się, jakbym odgrzewała już kotlet, który tak bardzo znam. Oczywiście to tylko zarzut związany z historią i jej pomysłem, ale sposób opisania jej, to już coś innego.

Autorka sprawnie porusza się po dialogach i opisach i musze przyznać, że często na mej twarzy pojawiał się uśmiech. Dialogi są bardzo barwne i są chyba najmocniejszym aspektem tej książki. Nie mniej jednak nie mogę tylko z tego powodu podwyższyć oceny tej pozycji. Nie potrafię zrozumieć zagrania, że główna bohaterka, od tak, bez żadnych przeszkód, jest w stanie dostać się do skrzętnie skrywanego bractwa. Przecież nie jest to możliwe. Dlatego ta historia już na samym początku odrobinę straciła w moich oczach.

Wątek miłosny jest niestety przewidywalny i nie zaskakuje. Nawet po kilku tygodniach po przeczytaniu tej książki, jakby przez mgłę pamiętam, co było takiego wyrazistego w tej historii. A to chyba mówi samo za siebie. Ale pomimo wszystkich minusów, które mogę zarzucić tej historii, to czyta się ją przyjemnie. Poświęćcie więc kilka wieczorów, by odkryć ten debiut literacki. Może akurat macie ochotę na coś niezobowiązującego. Jeżeli kiedyś wyjdzie druga część tej historii, to z czystej ciekawości ją przeczytam. Mam nadzieję, że Autorka weźmie sobie niektóre moje uszczypnięcia do serca, bo czuję, że ma w zanadrzu jeszcze nie jeden pomysł, którym mogłaby mnie zaskoczyć. 
Stało się to, co było nieoczekiwane. Nastał czas na pożegnanie się z trylogią Rebecci Donnovan, która tak naprawdę od samego początku zawładnęła moim (już nie nastoletnim) sercem. Nie przeczę oczywiście, że są to wyłącznie pozycje dla młodych dorosłych, ale nie mniej jednak to do nich kierowana jest ta trylogia. Czy Autorce udało się w satysfakcjonujący mnie sposób zakończyć historię Emmy?

Emma postanowiła się odciąć od swojej przeszłości. Ale czy tak naprawdę jest to możliwe, by przeszłość, ot tak odczepić? W końcu ona kształtuje nas takimi, jakimi jesteśmy w teraźniejszości. Czy wybór, by chronić bliskich, odbije się na Emmie?

Wyczekiwałam tej historii dłuższy czas. Nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń, a w szczególności nie byłam do końca przekonana, czy Autorka we właściwy sposób zakończy historię. Najgorzej jest, gdy musimy się rozstać z nowymi bohaterami, a jeszcze gorzej, gdy poznajemy nowych i możemy się z nimi zaprzyjaźnić tylko na chwilę. Tak stało się w przypadku Biorąc oddech. Cole, och ten Cole. Zapałałam do niego miłością bezgraniczną i zbytnio Wam nie spojlerując, to on skradł moje serce w tej powieści. Nie mniej jednak zagościł tu tylko na chwile, ledwie mrugnięcie okiem, a jego temat się zakończył (czyżbym napisała to w takim sensie, że umarł? Nie, nie, nic z tych rzeczy).

Nie jestem psychologiem, by oceniać nieodpowiednie zachowanie Emmy. Nie jestem w stanie zamienić się z nią skórą, by móc zrozumieć jej pobudki, jednak Autorka w dość dobry sposób opisała całe zawirowanie, które krąży po głowie głównej bohaterki. Tym razem spotykamy się również z dwoma punktami widzenia. Prześlizgujemy się więc między myślami Emmy i Evana. Czy uważam, że jest to zabieg idealny w tej historii? Nie potrafię tego jednoznacznie określić. Niektóre momenty były lepsze od drugich, ale jednocześnie była to miła odskocznia.

Skąd więc tak naprawdę niższa ocena, w stosunku do poprzednich części? Moim zdaniem jest kompletnie inną, dość niespójną częścią z pozostałymi dwoma tomami. Niespójną w sensie charakteru tych książek, niż odskoczni od tematu. Nie mniej jednak nadal ciekawą i dość inną historią. W Biorąc oddech odczuwałam czystą przyjemność przez ok. pierwsze 40% historii. To była dawna Emma z problemami i dziwnymi pobudkami, których nie potrafiłam rozumieć. Późniejsza część to coś innego, niezbyt pasującą do poprzednich wrażeń. Możliwe, że to wszystko dlatego, że ja snułam całkowicie inne wyobrażenie o trzecim tomie. Może to wszystko dlatego, że zbytnio Evana nie lubię? Mam przecież prawo któregoś z bohaterów nie darzyć sympatią.

Na duże brawa jednak zasługuje kreacja bohaterów, którzy dorośli i w mniejszym lub większym stopniu kierują swoim życiem w sposób odpowiedzialny. Chciałabym nawet pokusić się o uwagę, że dorosłe życie nie jest tak usłane różami.

Ale ciągle chcę wam zaznaczyć, że to naprawdę świetna trylogia. Nie żałuję żadnej chwili spędzoną z tymi książkami. Zdecydowanie jest to seria, w której większą przyjemność będą odczuwać dziewczyny, ale za to wiek nie ma tutaj nic do znaczenia. Możecie po nią sięgnąć bez większych przeciwwskazań z mojej strony.

Za możliwość zapoznania się z zakończeniem dziękuję: Wydawnictwu Feeria

Niecodzienne słowo – Saksy, sanować, sardanapalowy


Saksy – mówi się tak na prace sezonowe podejmowane dawniej przez Polaków, głównie w Niemczech.

Sanować – dawniej oznaczało poprawianie, ulepszanie.

Sardanapalowy – dawniej oznaczało to coś wystawnego, szykownego, luksusowego.

Film warty obejrzenia – Siedem dusz, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Shrek, Skazani na Shawshank

Siedem dusz – Ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie, ze względu na smutny charakter. Zakończenie wgniotło mnie w fotel i dzięki temu filmowi zdobyłam swój tatuaż; czyli meduzę. Jeżeli jesteście ciekawi tego wzruszającego filmu, to musicie go obejrzeć!
„Mężczyzna przedstawiający się jako urzędnik podatkowy pojawia się w domach siedmiu śmiertelnie chorych dłużników, by sprawdzić jakimi są ludźmi. Ma dla nich niezwykły dar.”


Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street  - Och Johnny, znów się tutaj pojawiłeś i to w dodatku z takimi wspaniałymi aktorami jak: Helena Bonham Carter, czy Alan Rickman. Musical w połączeniu z thrillerem, to coś co uwielbiam.
„Golibroda wraca do wiktoriańskiego Londynu, by zemścić się na porywaczu żony i córki. We współpracy z sąsiadką otwiera zakład fryzjerski, dzięki któremu restauracja wspólniczki zaopatrywana jest w nadzienie do pasztecików.”

Shrek – Chociaż ten film animowany trochę mi się przejadł, ale musiałam go tu umieścić ze względu na mojego chłopaka, który mógłby go oglądać na okrągło.


Skazani na Shawshank – Chyba należę do tych ludzi, którzy mają sentyment do starych filmów. Wiecie, że film powstał na podstawie opowiadania Stephena Kinga?
„Historia niesłusznie skazanego na dożywocie bankiera, który musi przeżyć w brutalnym świecie rządzonym przez strażników i współwięźniów.”

Książka, która wywarła na mnie wrażenie: Splątany warkocz Bereniki

Tytułowa Berenika to kobieta sukcesu, która jako prawnik w jednej z Krakowskich firm świetnie sobie radzi. Dwadzieścia dziewięć lat to czas, kiedy powinna pomyśleć o zamążpójściu, dzieciach, lecz jest to dziewczyna, która nie potrafi dojść do ładu i składu. Lecz pewne wydarzenie sprawia, że serce zaczyna jej bić szybciej, chociaż sumienie podpowiada, że nie powinna brnąć w to dalej, bo jak wytłumaczyć innym, jak i sobie, że łączy ich coś więcej? Półtoraroczna tęsknota za ukochanym Piotrkiem, który wyjechał na kontrakt do Australii jest bólem w samym sobie. Tylko jak ona poradzi sobie samotnie w jego mieszkaniu, kiedy z ukochanym dzieli ich tysiące kilometrów? Berenika nie ma nic wspólnego z rozsądkiem, więc w jej mieszkaniu pojawia się dwóch nowych współlokatorów płci męskiej…

Książka, która wywrze na mnie wrażenie: Shadows



O prochach na moim blogu mogliście się już tak wiele naczytać, że aż mi wstyd, że przedstawiam wam jej kontynuację. Jak dobrze wiecie, niektóre wydawnictwa po wydaniu pierwszego tomu udają, że nic się nie stanie, gdy nie wydadzą kontynuacji. To stawia mnie w niezręcznej sytuacji, gdyż muszę się skłonić do czytania w oryginale. Ale dobrze, że mam je na półce, daleko sięgać nie muszę;)


Autor i jego twórczość – Shannon Samantha

Pokochałam ją za Czas Żniw, jeżeli jeszcze jej nie przeczytaliście, to co wy w ogóle jeszcze robicie przed monitorem komputera? Chociaż Samantha ma tyle samo lat co ja, to zazdroszczę jej tak wielkiego talentu i przede wszystkim wyobraźni. Nie mogę się doczekać Zakonu mimów, premiera już 22 kwietnia.

Cytaty


„Strzeż się tego, kto czytał tylko jedną książkę.”
Giovanni Giacomo Casanova – Pamiętniki

„Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi.”
Janusz Leon Wiśniewski – Samotność w Sieci

„Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią...”
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Chyba przestanę wierzyć niektórym rekomendacjom. Czasem się zdarza, że ślepo za nimi podążam. Zakupuję książkę, a później okazuje się ona kompletnym fiaskiem. No dobra, może nie takim okropnym fiaskiem, ale oczekiwałam po niej czegoś więcej.

Wiele się słyszy o historiach dziewczyn, które wyjeżdżają za granicę za chlebem, a tak naprawdę są sprzedawane do domów publicznych. Zostaje im zabrany paszport i bez znajomości języka nie mogą uciec oprawcom. Ewa znalazła się w takiej sytuacji i czy uda się jej uwolnić?

Mam chyba wiele do zarzucenia tej historii. Może mój odbiór zależy od tego, że szukałam czegoś konkretnego, wręcz brutalnego. Źle to całkowicie zabrzmi, ale chcę przeczytać prawdę, chciałabym by była ona odwzorowana w stu procentach. Tutaj moim zdaniem, wszystko było tak ogólnikowe, że miejscami nudne. Wątki poboczne są, ale według mnie nie mają wartości dodanej dla tej historii. Ja chciałam czytać wyłącznie o Ewie, ale niestety się rozczarowałam. Główna bohaterka była dla mnie kompletnie obojętna. Nie odszukałam w niej cech, które myślałabym, że znajdę w osobie prześladowanej i wykorzystanej.

Moim zdaniem zbyt wiele stron poświęcono na wprowadzenie, które tak naprawdę znajduje się w opisie książki. Może wszystko dlatego, że ja chciałam być zszokowana, może nawet chciałam poczuć obrzydzenie (czy zabrzmiało to źle?). Przecież z tym wiąże się handel kobietami. Moje wyobrażenie nie pokryło się z wykonaniem. Książka wydała się nudna i mogłabym nawet stwierdzić, że gdybym jej nie przeczytała, to nic by się nie stało.

Ciągle się zastanawiam, czy odebrałam te książkę prawidłowo. Czy może to ze mną coś jest nie tak? Mój smak w takich tematach jest bardzo specyficzny. Jestem fanką gore i to właśnie sprawia, że nie należę do większości czytelników, którzy nie lubią gdy przekracza się pewną granicę. Lecz nie o tym miałam pisać. Warto wspomnieć tutaj o zakończeniu tej historii, które może było w moim stylu, ale do całych wydarzeń zawartych w tej książce, to była gruba przesada.

O przykrych i trudnych doświadczeniach trzeba umieć odpowiednio pisać, by na czytelniku nie wywołać zażenowania. Zażenowanie to odpowiednie słowo na tę historię. Jest ot tak, dobrą historią, ale jeśli macie do czytania coś innego, to nie traćcie na nią czasu. Wiele was nie ominie.
Nastał czas na zakończenie serii o Niezgodnej. Gdy teraz tak się zastanawiam nad całą trylogią z perspektywy czasu, to jest ona przeciętna. Nie wiem dlaczego, ale pomimo, że uwielbiam takie klimaty, to uważam, że coś mi w niej nie pasowało. Zakończenie trylogii nawet mnie nie usatysfakcjonowało. Mogę śmiało stwierdzić, że cieszę się, iż serię mam za sobą.

Tris wraz z przyjaciółmi wyrusza poza granice ich miasta. Dzięki pomocy Wiernym starają się poznać prawdę. Jednak wszystko sprowadza się do tego, że tu również nie brakuje intryg, dążenia do władzy opatrzonych ogromną dawką kłamstw.

Trzeci tom mogę opatrzyć łatką znużenia. Po prostu mnie nie wciągnęła i męczyłam ją dłuższy czas. Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego nie dałam się ponieść temu tematowi. W moim przypadku odniosłam wrażenie, że pierwszy tom był najlepszy, a potem było tylko gorzej. Sądzę, że wiele osób ma takie same odczucia. Pokochaliśmy Niezgodną za frakcje, podziały i intrygi. W kolejnym zaczynamy rebelię, a w ostatnim szukamy odpowiedzi. Tylko czy tak naprawdę otrzymujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania?

Wierna wydała mi się odrobinę przegadana. Mniej więcej można by powiedzieć, że jest momentami nudna. Chociaż z drugiej strony akcja pędzi tak, że musiałam się czasem zatrzymać. To spowodowało, że wiele pobocznych wątków nie zostało wyjaśnionych. Autorka naprawdę miała plan na tę serię, ale niezbyt dobrze go wykonała. Właśnie te braki bolą mnie najbardziej. Czasem wydawało mi się, że Autorka biegnie sprintem do finału, by tylko skończyć tę serię. A przecież tak nie można.

Pomimo iż Tris dorasta - widać to w szczególności w ostatnim tomie, to jednak i tak kreacja jej, jak i innych bohaterów pozostawia wiele do życzenia. Z żadną, dosłownie żadną postacią, nie poczułam tego przyciągania. Nie powinniśmy zapominać, że to też ważna sprawa.

Mogę stwierdzić, że po Wierną sięgnęłam z czystej ciekawości. Zastanawiałam się jak historia się zakończy. Jednak po całym rozrachunku zastanawiam się, czy warto w ogóle było poznawać całą serię? Są inne trylogie, które powinny zaprzątnąć moim umysłem i uczuciami. Jeżeli więc jeszcze nie sięgnęliście po pierwszy tom, to dwa razy, a nawet trzy razy zastanówcie się, czy chcecie tracić czas na tę trylogię.

Chyba jednak, że pozostanę przy kibicowaniu ekranizacji, bo pierwsza część bardzo mi się podobała. Sądzę, że scenarzysta i reżyser, wyciągnie z tej serii jak najwięcej i stworzy coś nietuzinkowego. Słowa same cisną się na usta, że ekranizacja wydaje się lepsza od książki. Niestety.

Książka przeczytana w ramach akcji: Kiedyś przeczytam
Widzę magię, nawet ją czuję przez okładkę. Wmawiam sobie, że to będzie świetna przygoda, niestety na moich płonnych nadziejach się skończyło. Już na wstępie chcę powiedzieć, że nie jest to zła pozycja, ale trochę odbiegała od moich wyobrażeń.

Slanzer, młody adept magii, zostaje przyjęty do tajnej organizacji, która ma za zadanie kontrolować i regulować życie społeczne i polityczne w Asgarii. Nie będzie to łatwe zadanie, gdyż czasy są niespokojne - ojczyznę Slanzera rozrywają między sobą uniści i izolacjoniści, zachłanni politycy, ekolodzy, mniejszości seksualne i etniczne, a wreszcie także... istoty nie z tego świata. Kolejne misje, które wykonuje czarodziej, uświadamiają mu, jacy są ludzie i otaczający go świat. Boleśnie przekona się, że nie wszystko da się załatwić za pomocą magii.

Głównym zarzutem, który mogłabym zarzucić tej pozycji, to brak dynamizmu. Nie, że nie obfituje w ciekawe wydarzenia, bo takich mamy w tej pozycji całkiem sporo, tylko, że brak w niej połączeń dynamicznych. Skaczemy od jednego wydarzenia do drugiego, wręcz mogłabym napisać, że brak w niej płynności. To sprawiło, że czytanie tej pozycji szło mi dość opornie. Właśnie ta płynność odbiła się również na postaciach, które wydawały mi się płaskie i czasem były dla mnie pozbawione charakteru.

Autor starał się przemycić w tej historii wiele wątków, które dotyczą naszej rzeczywistości. Postanowił on ubarwić je w fantastyczny świat i zadanie uznaję za wykonane. Tylko ja nie lubię się doszukiwać drugiego dna w historiach. Dla mnie fantastyka, to fantastyka. Prawa, wyznania i naszych ideologii w to nie powinniśmy mieszać. Dostrzegamy tutaj problemy ekologiczne, homoseksualne, problem wejścia do Unii Europejskiej i nasz ulubiony temat, czyli urzędnicy. Naprawdę można by wymieniać bez końca, lecz to nie na tym polega.

Według mnie, nie było potrzebne oprawienie tych ideologii w świat fantastyczny. Właśnie to sprawiło, że historia nie wydała mi się zbytnio ciekawa. Ale to wcale nie znaczy, że nie odnajdziecie w niej perełki. Bo wszystko chyba zależy od naszego podejścia, jako czytelników. Nie sądziłam po prostu, że wdam się tutaj w tak wiele walk, które mają odzwierciedlenie w naszym normalnym świecie. Może trochę przesadzę, lecz jest to książka polityczna z dziwnymi kreaturami w tle. Tak, ja ją właśnie tak odebrałam, a że nie lubię się mieszać w sprawy polityczne, to trochę niezbyt mi się podobała ta historia. Lecz może właśnie to jest świetne zagranie Autora, którego ja nie umiem dostrzec?

Nie odpowiem Wam na to pytanie, sami sięgnijcie po tę książkę i przekonajcie się, czy Asgaria przypadnie wam do gustu.

Za książkę dziękuję Autorowi
Książka przeczytana w ramach akcji: Polacy nie gęsi i swoich Autorów mają
Niezwykle magiczna okładka, która przyciąga wzrok i nieschematyczny opis sprawiający wrażenie dopracowanej pozycji, to wabik na książkożerców takich jak ja. Jednak czasem zdarza się tak, że nie potrafię konkretnie wkręcić się w historię. Taki właśnie los czekał mnie tym razem.

Marvin, Marie, Sams i Hugh żyją niczym zwyczajni ludzie, zmagając się z codziennymi kłopotami. Nie zdają sobie sprawy, że w rzeczywistości są wcielonymi Wyższymi Istotami, które mają za zadanie ułatwić naszemu światu wkroczenie na wyższy poziom energii.

Nie potrafię tak naprawdę określić, co w tej książce jest nie tak. Pozycja ma ponad czterysta stron, a mi bardzo ciężko było przetrawić chociaż sto. Subiektywnie mogę stwierdzić, że chyba tylko wielcy wyjadacze, będą w stanie wkręcić się w tę historię. Widać w niej niezwykle dopracowany język, wręcz wysublimowane słownictwo. Jednak chyba zbyt wysublimowane jak dla mnie i to sprawiło, że czytanie tej pozycji jest męczarnią, przynajmniej dla mnie.

Książka jest podzielona na kilka głównych części. W jakimś stopniu oczekuję od Autora, bądź Autorki wprowadzenia, które mnie zachęci do siebie. Jednak poczułam się, jakbym została uderzona obuchem w głowę. Miałam nieodparte wrażenie, że ten świat, sposób wykreowania postaci i w szczególności sposób, w jaki Autorka chciała ukazać tę książkę, jest kompletnie niezrozumiały. Nawet zasięgnęłam opinii innej blogerki, która również była w trakcie czytania Posłańców przemian. Zapytałam, czy ona również nie potrafi się wkręcić w tę pozycję, czy tylko ze mną coś jest nie tak? Jak się okazało, nie jestem sama w swoim zagmatwaniu.

Jeżeli Autor stara się stworzyć świat fantastyczny, czy jak w tym przypadku, coś na wzór parapsychologicznego, czegoś co jest ponad nami, musi on w moim mniemaniu, odpowiednio przedstawić to zwykłemu śmiertelnikowi. Tak się nie stało. Gdy Marvin, Marie, Sams i Hugh, przechodzą przemianę, to to, co się dzieje, jest dla mnie po prostu niezrozumiałe. Nie potrafiłam sobie wyobrazić tych istot, co chcą przekazać i po co to wszystko. Czułam się, że ten świat i wyobrażenia, są wyłącznie w głowie Autorki i nie potrafi odpowiednio przekazać swojej wizji czytelnikom.

Nie chcę powiedzieć, że książka jest zła, czy dobra. Zostawiam ją bez oceny, ponieważ ja jej nie rozumiem. To nie jest porcja fantastyki, która mi się podoba. Sięgnijcie po tę książkę i sami się przekonajcie, czy pozycja ma coś w sobie, czy nie. Bo ja nie jestem w stanie wam przekazać nic więcej, niż to, że ja jej nie zrozumiałam. Była ona dla mnie dziwnymi wycinkami posklejanych historii.

Za egzemplarz dziękuję: Wydawnictwu Novae Res
Książka przeczytana w ramach akcji: Polacy nie gęsi i swoich Autorów mają


Cienka książką to jedna z moich ulubionych. Nie dlatego, że szybko ją przeczytam, a że będę mogła ocenić, czy dany Autor dobrze radzi sobie z krótką formą. Muszę przyznać, że według mnie, krótsza forma potrafi być obszerniejsza w treść niż nie jeden kolos. Jednak to zdolności Autora sprawiają, że książka jest dobra, bądź nie.

Tom nie jest zwykłym handlarzem. W knajpie „Piekielne Czeluści” przyjmuje zamówienia na magiczne zaklęcia i substancje. Pewnego dnia ulega zwykłej, ludzkiej namiętności. Rozpoczyna się walka o jego duszę Czy walczące o nią diabelskie demony poniosą klęskę?
Znów nastała magia, manewruję między magicznymi zaklęciami, miksturami i zaczynam się coraz bardziej wkręcać w tę historię. Co więc się stało, że ocena nie jest tak wysoka? Rozumiem, i z pewnym pobłażaniem traktuję debiuty pisarskie. Ja po prostu uwielbiam się w nich pławić, a nóż widelec, uda mi się znaleźć tę perełkę. Tutaj mamy do czynienia z handlarzem Tomem, który zbiera zamówienia zarówno od demonów, jak i aniołów. Sam zamysł i ta magiczna otoczka, jest dla mnie jak najbardziej na plus. Uwielbiam takie historie, które mają w sobie część alchemii, czy ukazują walkę dobra ze złem. Przecież jest to odwieczna walka między piekłem a niebem. Tylko co, gdy wszyscy spiskują?

Od krótkiej pozycji wymagam żwawej akcji, dopracowania w każdym detalu historii i niebanalnego charakteru powieści. Niestety, mogę zaliczyć w tym wypadku jedynie niebanalny charakter, wręcz arcyciekawy, w szczególności dla starszych wyjadaczy z pogranicza fantastyki. Żwawa akcja kuleje. Ciągle powtarzające się schematy, w stylu: dostał zlecenie, załatwia to, zapala papierosa, drink w postaci whiskey, umówienie się na spotkanie, wydanie towaru, otrzymanie zapłaty. Dopiero później wkrada się chochlik w postaci uczucia Toma do jednej z bohaterek. Niestety wątek miłosny i samo zakończenie, zostało zbyt szybko przeprowadzone. Brak w tym płynności. Właśnie, mogłabym określić tę książkę mianem braku płynności.

Znalazłam również dwa błędy logiczne, ale były one na tyle drobne, że w pewnym stopniu mogę je wybaczyć. Chociaż nie, nie jestem w stanie ich wybaczyć, bo to naprawdę krótka pozycja. Nie mniej jednak, czytałam ją z zapałem i nie mogłam się do niej oderwać. To naprawdę największa i najbardziej szczera rekomendacja, na jaką mogę sobie pozwolić w przypadku Handlarza. Bo są czasem takie książki, których akcja, czy wykonanie kuleją, jednak czytanie ich sprawia nam przyjemność. To jedna z tych książek, więc jeżeli masz dwie, może trzy godziny w zanadrzu i szukasz czegoś lekkiego w temacie fantastyki, to sięgnij po tę pozycję czym prędzej. 

Za propozycję handlowania dziękuję: Warszawskiej Firmie Wydawniczej
Thriller psychologiczny, to dla mnie dość nowy gatunek, bo nie sięgam po niego zbyt często. I naprawdę pragnę, by pozycja wgniotła mnie w fotel. Tego oczekuję po thrillerze, w szczególności psychologicznym. Co się jednak dzieje, gdy otrzymuje inną dawkę psychicznego zagrania?

Coraz częściej w dzisiejszych czasach dostrzegamy, że w wielu związkach, życie na kocią łapę jest na porządku dziennym. Jodi i Todd są tego przykładem. Żyją ze sobą od dwudziestu lat i niby na pierwszy rzut oka widać, że do siebie zbytnio nie pasują charakterami. Ale przecież przeciwieństwa się przyciągają, prawda? Wszystko się zmienia, gdy Todd przeżywa kryzys wieku średniego (przynajmniej ja to tak nazywam), i zaczyna myśleć o ułożeniu sobie życia z młodszą od siebie Natashą.

To zdecydowanie książka psychologiczna, lecz czy thriller? Niezupełnie. Mogłabym powiedzieć, że jest to dramat, może obyczajowa książka, lecz zdecydowanie nie thriller. Thriller ma wywoływać u mnie ciarki na plecach, każda strona ma wpływać na mój niepokój. Tutaj tego zabrakło, lecz na ogromne brawa zasługuje aspekt psychologiczny. Manewrując między rozdziałami zatytułowanymi Ona i On, poznajemy historię dwutorowo. Jesteśmy w stanie wejść w umysł Todda i Jodi. Możemy ich bez skrupułów oceniać i poznawać bliżej. Czasem nawet dowiadujemy się o ich skrywanych sekretach. Po prostu ich analizujemy.

Właśnie ten psychologiczny wątek sprawia, że to historia ciekawa i może odrobinę szablonowa, lecz zarazem coś w niej jest takiego, że z chęcią przewracamy kolejne strony. Brak w niej głośnego bum, ale kto by się tym przejmował? Wszystko chyba zależy od tego, na co się nastawiacie. Ja szukałam właśnie tego wybuchu, intrygi. Tutaj jej nie znajdziecie, ponieważ zagłębiamy się w przeszłości oraz teraźniejszości bohaterów. Jest to po prostu dopracowana analiza psychologiczna. Doszukujemy się w wydarzeniach, naleciałości z przeszłości. Stawiamy na szali ich złe występki i staramy się jedną i drugą stronę ocenić.

Jak ja oceniłam bohaterów? Są wyjęci z rzeczywistości. Nie rozumiem zbytnio pobudek Jodi do udawania, że wszystko jest ok, jak i Todda, który nie widzi problemu w zaistniałej sytuacji. Ludzie chyba tak normalnie by się nie zachowywali. Chociaż kto wie, nie jestem psychologiem, czy psychiatrą, więc nie mi to oceniać.

Nie mniej jednak, polecam wam przeczytanie tej książki. Jeżeli lubicie się pławić w książkach psychologicznych (może chcecie zostać psychologiem?) to polecam ją ogromnie. Lecz na pewno nie szukajcie w niej thrilleru, bo wtedy na pewno się zawiedziecie. Pomimo dostrzeżeniu w niej przeze mnie wad, powieść wypada dość dobrze i z przyjemnością oddałam się tej lekturze.

Za psychologiczną lekturę dziękuję: Wydawnictwo Znak