Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Wywiad - Joanna Pypłacz



Autor:  Adriana Bączkiewicz     09:00:00    Etykiety:, 

Pani Joanna Pypłacz jest z wykształcenia filologiem klasycznym. Od zawsze pasjonuje się literaturą, lecz nie tylko antyczną. Jej ulubione epoki to XVIII i XIX wiek. Kantabrię i Asturię, czyli dwie sąsiadujące ze sobą krainy, w których toczy się akcja Augusta Nachta zna bardzo dobrze z licznych podróży w tamte strony. Oprócz pisania opowiadań i wierszy, gra również na pianinie. A jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej to zapraszam na wywiad:

Każdy z nas kieruje własnym życiem, lecz czasem się zdarza, iż los sprawia, że lądujemy gdzieś, gdzie nigdzie byśmy się zapuścili, pracujemy w miejscu, o którym nigdy nie pomyślelibyśmy w młodych latach. O czym Pani marzyła w dzieciństwie? Czy marzenia się ziściły?
Odkąd sięgam pamięcią, moją największą zawsze pasją była literatura, a drugą muzyka. Zawdzięczam to oczywiście środowisku, w którym się wychowałam. Dorastałam przy dźwiękach Mozarta, Haydna i Schuberta, wśród piętrowych regałów z książkami i uczonych rozmów o poezji. Od najmłodszych lat podejmowałam próby literackie i skrycie marzyłam o tym, by kiedyś zacząć pisać „na poważnie”. Wraz z ukończeniem i publikacją pierwszej powieści, zaczęło się spełniać to wielkie marzenie.

Pracuje Pani w bibliotece, przyzna Pani, że to marzenie niejednego książkoholika (w tym moje), czy praca w bibliotece naprawdę jest tak świetna? Bo rozumiem, że dzięki temu łączy Pani pasję z zawodem?
Jako mała dziewczynka podkradałam mamie i babci książki, które raczej nie nadawały się dla siedmio-, ośmio- czy dziewięciolatki. Jednym z takich wczesnych „objawień” było Imię róży Umberto Eco, które pochłonęłam chyba w cztery wieczory. Potem odkryłam Decameron Boccaccia, opowiadania Herlinga-Grudzińskiego… Praca w bibliotece jest nie tylko spełnieniem marzeń książkoholika, lecz także niekończącą się podróżą w czasie. Opracowywanie starych druków zapewnia nieustanny i nieograniczony kontakt z najciekawszymi umysłami dawnych epok, daje możliwość wglądu w ich przekonania, w ich wrażliwość, a także w realia, w których ci ludzie funkcjonowali. To piękna praca, która nie tylko sprzyja literackiej pasji, lecz w naturalny sposób nieustannie ją stymuluje.  

Dla mnie granie na pianinie, to coś niezwykłego, chyba jestem osobą, której słoń nadepnął na ucho, kto zaszczepił w Pani tę pasję?
Mój ojciec jest wielkim melomanem. Uwielbia muzykę klasyczną, szczególnie opery. Mamy wspólnych ukochanych kompozytorów. Melomanką była też babcia ze strony mamy, po której odziedziczyłam zabytkowe pianino i pokaźny stos nie mniej zabytkowych nut.

Pani mąż Raúl, który jest rodowitym Hiszpanem, podziela Pani pasję czytania, jak i pisania?
Raúl ma umysł raczej ścisły, jest z wykształcenia inżynierem. Nie należy do grona książkoholików, ale za to podziela moje zainteresowania historyczne.

Opisała mi Pani, że to Pani mąż nauczył Panią języka hiszpańskiego od zera. Muszę przyznać, że gdy przeczytałam tę historię, widziałam filmową miłość. Czy swoją miłość mogłaby Pani również tak opisać?
Wiem, że może zabrzmi to bardzo pretensjonalnie, ale łączy nas niezwykła więź, rodem z kina. Skłamałabym mówiąc, że spełniło się moje kolejne wielkie marzenie, gdyż w przeszłości nawet nie śmiałam o czymś takim marzyć... To najpiękniejsza niespodzianka, jaką otrzymałam od losu.

Skąd czerpała Pani informację o dawnych wierzeniach, przekonaniach i gusłach, które wykorzystuje Pani w książce August Nacht?
Strony, z których pochodzi Raúl, to bardzo ciekawa część świata. Wędrując po Kantabrii i Asturii niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że w niektórych miejscach zatrzymał się czas. Większość informacji czerpałam bezpośrednio od mieszkańców tamtych terenów, znajomych, członków rodziny. Na północy Hiszpanii znajdują się liczne pamiątki nie tylko po Celtach i Rzymianach, ale nawet po jej prehistorycznych mieszkańcach. Pomimo upływu czasu, dawne mity, wierzenia i przesądy wciąż pozostają żywe. Oczywiście, przeczytałam parę opracowań etnograficznych, ale większość z tych starych legend znałam już wcześniej, z opowieści ustnych.  


Jeżeli mogłaby Pani wtrącić jedną pozycję do lektur szkolnych, co by to było i dlaczego?
To bardzo trudne pytanie... Jest tyle arcydzieł, które chętnie włączyłabym do kanonu! Myślę jednak, że wśród lektur bezspornie powinna znaleźć się choćby jedna powieść Dickensa.



Każdy słucha muzyki, sądzę, że bez tego nie mamy prawa funkcjonować. Lecz nie zapytam o piosenkę, która ciągle dźwięczy w Pani głowie, a o utwór, którego wręcz nie może Pani znieść?
W każdym utworze muzycznym można doszukać się rzeczy dobrych i złych. Coś może się komuś podobać lub nie i jest to kwestia bardzo indywidualna. Najbardziej irytują mnie paskudne wykonania moich ulubionych utworów.

Wyobraźmy sobie sytuację, że nie może Pani dłużej ujrzeć piękna tego świata, straciła Pani wzrok. Czego najbardziej będzie Pani brakować?
Myślę, że najbardziej brakowałoby mi widoku twarzy bliskich osób. Tęskniłabym też za ulubionymi książkami i nutami, pomijając już fakt, że nie wszystko wydrukowano alfabetem Braille'a. Utrata wzroku poważnie utrudniłaby mi nie tylko pracę, lekturę i naukę nowych utworów muzycznych, ale również swobodne pisanie, a bez tego nie wiem, jak mogłabym się obejść…

Coraz częściej dostrzegam, że ludzie odchodzą od jakiejkolwiek wiary. Czy sądzi Pani, że kiedyś w przyszłości Bóg nie będzie odgrywał ważnej roli w życiu zarówno indywidualnym, jak i społecznym?
Z biegiem lat z pewnością wzrośnie liczba osób przynajmniej oficjalnie bezwyznaniowych, ale nie sądzę, by kiedykolwiek religie całkowicie zanikły, gdyż byłoby to sprzeczne z psychologiczną i socjologiczną naturą człowieka. 

Niech wyobrazi sobie Pani, że wygrała na loterii milion złotych. Na co przeznaczy Pani te pieniądze?
Jakąś część z tego miliona na pewno zostawiłabym sobie, a resztę oddałabym potrzebującym.
               
Niby zwyczajny dzień, ale nie umie Pani znaleźć drugiej brakującej skarpetki, wlewa Pan do kawy skiśnięte mleko, biorąc prysznic nagle kończy się ciepła woda. Istny dzień na nie, jak Pani sobie radzi z takimi dniami?
Najlepsze lekarstwa na zły nastrój, który nieuchronnie nachodzi nas w takie dni, to dla mnie muzyka oraz lektura ciekawych książek. Ale i własna wyobraźnia, kreatywne podejście do życia. Na wiele pomysłów wpadłam właśnie w chwilach, gdy akurat sprawy uparcie szły nie tak jak powinny i desperacko usiłowałam się oderwać od nieprzyjemnej rzeczywistości wymyślając jakąś historię. Czasem nawet pech potrafi stać się nieoczekiwanym źródłem inspiracji! Coś się tak „ciekawie” nie udało, że można by to z powodzeniem wpleść w fabułę.

Autor czy Autorka książek, to dla mnie osoba, która czyta dużo książek. Jak jest z Panią? W jakich gatunkach i twórcach się Pani pławi?
Jestem uzależniona od książek. Moja domowa biblioteka rozrasta się w zastraszającym tempie... Zdecydowanie najbardziej lubię literaturę osiemnasto- i dziewiętnastowieczną, zarówno dłuższe jak też krótsze formy. W zależności od nastroju, czasem sięgam po sążniste powieści, a czasem po utwory liryczne. Do moich ulubionych autorów należą, między innymi, Ann Radcliffe, Thomas Hardy, Wilkie Collins i Edgar Allan Poe.

Gotować nie każdy potrafi, ale każdy uwielbia oddać się przyjemności jedzenia pyszności. Jaką potrawę chciałby Pani jeść każdego dnia?
Jestem wegetarianką. Uwielbiam orzechy oraz sałatki z dużą ilością zieleniny i oliwek.

Uważam, że wszystko w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Czy Pani również tak sądzi?
Podzielam Pani zdanie. Nierzadko różne wydarzenia w moim życiu, nawet takie z pozoru przypadkowe i pozbawione większego znaczenia, później okazywały się mieć miejsce „po coś”. Kiedy patrzę na niektóre sprawy z perspektywy czasu, zaczynam rozumieć ich miejsce i rolę w tej całej układance. Hiszpanie często mawiają: todo pasa por algo. Po naszemu: nic nie dzieje się bez przyczyny.

Każdy z nas uwielbia inną porę roku, która pora roku mogłaby dla Pani trwać wiecznie i dlaczego?
Najbardziej lubię wiosnę i jesień. Obu towarzyszy mgła i aura tajemniczości. Każda ma swoją magię, swój klimat. Na równi kocham świeży zapach wiosennych kwiatów oraz specyficzny aromat jesiennych liści.

Już jest! Naukowcy wymyślili sposób, by móc przenieść się do przeszłości lub do przyszłości na jeden dzień. W jakie czasy by Pani się chętnie przeniosła i dlaczego?
Najchętniej przeniosłabym się do drugiej połowy osiemnastego wieku. Podoba mi się w niej prawie wszystko, od mody po muzykę. Imponuje mi elegancja i estetyczne wyrafinowanie żyjących wówczas ludzi, ich zamiłowanie do nauki, głód wiedzy, nienasycona ciekawość świata oraz bardzo specyficzna uczuciowość. To epoka wielkich artystów, wynalazców i filozofów. Chciałabym się w niej znaleźć choćby przez jeden dzień.

Deszcz głośno bębni w szyby, a Pani siedzi w swoim pokoju z książką w ręku, popijając ulubioną herbatę. Nagle, do Pani uszu dobiega głos prezentera telewizyjnego, który ogłasza, że świat skończy się za 24 godziny, gdyż w stronę ziemi zmierza ogromna asteroida. Jak spędzi Pani ostatni dzień swojego życia?
Ostatni dzień życia chciałabym spędzić z moim mężem a potem zginąć razem z nim. Za każdym razem, kiedy patrzę na zdjęcia szkieletów dwojga ludzi z Pompejów, którzy umarli trzymając się za ręce, myślę, że taka wspólna śmierć jest najpiękniejsza, zwieńcza wspólnie spędzone życie.

Gdzie i jak, widzi Pani siebie za dwadzieścia lat?

Mam nadzieję, że uda mi się napisać jeszcze parę książek...

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Pani Joanny.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?