Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Uwielbiam książki, które intrygują swoją okładką, a przede wszystkim, gdy znajduję zachęcający opis, który tak naprawdę jest inny niż pozostałe. Właśnie tak stało się z Bezczelną Martyny Kubackiej. Wszystko dlatego, że my kobiety musimy się przyznać do tego, że czasem i my bywamy zgryźliwe, lecz główna bohaterka bije nas wszystkie na głowę.

Dziewiętnastoletnia Magda ma za sobą trudne dzieciństwo, które tak naprawdę wykształciło w niej niezły charakterek. Cięty język nie ma sobie równych, potrafi tak dogryźć, że w konfrontacji z nią, sam zapomniałbyś języka za zębami. Ma dość życia na garnuszku swojej przyjaciółki Dominiki. Postanawia poszukać pracy. Tylko gdzie osoba, bez wyższego wykształcenia, jak i doświadczenia mogłaby znaleźć pracę? Zbieg okoliczności powoduje, że dostaje pracę w Cybertronie – firmie zajmującej się projektowaniem stron internetowych. Wszystko byłoby ładnie i pięknie, gdyby wiceprezesem nie był przystojny Przemek, a prezesem vel. Nadętym bufonem, nie był jego brat bliźniak Tomek.

Możemy się zarzekać i stawiać opór powszechnemu stwierdzeniu, że nie lubimy twardych, wręcz aroganckich bohaterek. Tu się jednak mylimy, ponieważ czasami takie diaboliczne charaktery są naszym marzeniem. Przyznam się, że ja pragnęłabym, by od czasu do czasu bezczelnie komuś wyperswadować, co myślę o danej sytuacji. Takim oto sposobem stawiam Magdę na piedestale bezczelności. Otrzymuje ona ode mnie koronę i szarfę. Można by rzec, że przyklejam jej pewną łatkę, z którą ona sama powoli stara się walczyć. Tak moi mili, czasem pomimo przebojowości takiej wyszczekanej bezczelności, należy ją w pewnym stopniu ujarzmić. Tylko nie myślcie, że nagle bohaterka stała się potulnym i układnym barankiem. Co to, to nie.

Pani Martyna stworzyła naprawdę dobrą historię, jednocześnie kreując swoich bohaterów w sposób realny. Takie debiuty po prostu lubię czytać i mogę to robić na okrągło. Nie robię sobie nic z tego, że książka jest zaliczana do literatury młodzieżowej, a jak wiemy do tej grupy już jakiś czas się nie zaliczam. Nastolatki, jak i osoby starsze znajdą w tej historii silne charaktery, poszukiwanie własnego miejsca, mierzenie się z przeszkodami, jak i zaznają, czym jest miłość w dość ekstremalnym wydaniu. Właśnie o tym jest książka i jeżeli lubicie takie historie, to nie pozostaje mi nic innego jak ją wam polecić.

Nie mogę oczywiście całkowicie słodzić tej historii. Do minusów mogłabym zaliczyć pewną przewidywalność, co do przyszłych wydarzeń oraz dysproporcję między dialogami i opisami. Jednak muszę zaznaczyć, że pomimo możliwości przewidzenia rozwoju wydarzeń, to i tak Autorka dzięki genialnemu skonstruowaniu charakteru głównej bohaterki, wprowadza w niektórych przypadkach zaskoczenie. Co do opisów, w książce według mnie było ich odrobinę za mało, lecz jednoczesne wprowadzanie myśli bohaterki między dialogami, było świetnym zagraniem.

Książkę polecam kobietom, zarówno tym młodszym jak i starszym, które czasem chcą się odprężyć, przy jednoczesnym uśmiechaniu się przy danej lekturze. Bo właśnie Bezczelna jest lekturą, która sprawia, że uśmiech wpływa na usta i nie potrafi zejść nawet po długim czasie po przeczytanej lekturze.

Za tę świetną lekturę dziękuję Autorce.
Książka przeczytana w ramach akcji:

_______________________
I jak ziomki poziomki podoba się nowy wizerunek bloga? Przyszła wiosna, więc z wiosną zmiany. Blogger mnie nie lubi więc parę chochlików tutaj się znajdzie, ale wszystko w swoim czasie. Oczywiście ze slidera nie mogłam zrezygnować :) Ale szczerze, ja się nie obrażam :D

Niecodzienne słowo – Rachityczny, Rara avis, Rodomontada


Rachityczny – oznacza coś wątłego, nędznego, słabego.

Rara avis – z języka łacińskiego oznacza rzadkiego ptaka, białego kruka, czyli w ogólnym rozrachunku coś rzadkiego.

Rodomontada – dawniej określało się tak osobę, która była samochwalna i pyszałkowata.


Film warty obejrzenia – Repo Men – Windykatorzy, Ralph Demolka, Roboty

Repo men – Znów wizja przyszłości pod którą podpisuję się rękami i nogami. Zapytacie zapewne dlaczego? A więc sądzę, że w przyszłości, będziemy mieli możliwość zakupienia bionicznych części naszego ciała. Tylko będzie się to wiązało również z wielkimi wydatkami. A jeżeli nie spłacasz kredytu, to cóż, trzeba z ciebie to wyciągnąć. Film naprawdę dający do myślenia


Ralph Demolka – Film animowany, który zdobył moje serce ze względu na przekaz. Coś analogicznego do Toy story, że stare rzeczy wcale nie są złe i trzeba o nie dbać. Tym razem dowiadujemy się, że postacie z gier istnieją naprawdę, a to od nas zależy, czy będą nadal trwać w salonach gier.


Roboty – Radek Dupiel, pfu Radek Dekiel, to robot, który chce coś osiągnąć w swoim życiu. Tylko jak to naprawdę osiągnąć? Humorystyczna i z niezwykłym przekazem, zasługuje na uwagę każdej osoby, która tak jak ja, pławi się w filmach animowanych.


Książka, która wywarła na mnie wrażenie: Red Rising: Złota krew

Darrow to chłopak, który jest Helldriverem, wykonuje on bardzo trudną pracę w górniczej kolonii na Marsie. Jest czerwonym, a kasta do której należy, nie jest niczym przyjemnym. Głód, katorżnicza praca w trudnych warunkach, przewijają się na początku tej historii ciągle, lecz wszystko ma swój wyższy cel. W końcu mają przygotować tę planetę na kolonizację jej przez Ziemian. W życiu Darrow’a pojawiło się wydarzenie, które odmieniło jego los na kompletnie inny poziom, coś dla niego wręcz nieosiągalnego. Walki, ból, agresja, to słowa, które w ogromnym skrócie mogłoby opisać, co dzieje się w tej historii, lecz wszystko ma swój wyższy, określony cel. Czy Darrow sprosta wyzwaniu stawianemu przed nim?

Książka, która wywrze na mnie wrażenie: Rogi



Tak, obejrzałam film, a teraz chcę przeczytać książkę. Czy tylko ja nie wiedziałam, że Joe Hill, to syn Stephena Kinag?
„Ignatius Perrish budzi się pewnego ranka kompletnie skacowany. Jest pewien, że w nocy narobił głupstw, ale nic nie pamięta. W lustrze zauważa z przerażeniem, że wyrosły mu rogi…”
Edit: Książkę już przeczytałam i jednak zostaję przy uwielbieniu filmu, niż książki, ale o tym przeczytacie w recenzji za jakiś czas:)




Autor i jego twórczość – Rowling Joanne Kathleen

Chyba w tym temacie nie trzeba zbyt wiele tłumaczyć? Dzięki Rowling zaczęłam swoją przygodę z czytaniem. Tylko żeby było do śmiechu, ja zaczęłam Harrego, od drugiego tomu. Taak, genialne, wiem. Oczywiście później wróciłam do tomu pierwszego i tak to się wszystko zaczęło. Teraz marzę o nowym wydaniu książek Bloomsbury. Nie ma ktoś na zbyciu ok. 300zł? Byłam tak zafascynowana Harrym, że czytałam książki po angielsku. Jeżeli się nie mylę, zaczęłam od piątej części. Po prostu nie mogłam się doczekać polskiego wydania, wiec sięgnęłam po oryginał. Chyba wiele osób zawdzięcza jej swoje dzieciństwo, w tym ja. Dziękuję Pani Rowling! Pani książki będą pierwszymi, którymi uraczę swoje przyszłe pociechy.


____________________
Już za parę dni zobaczycie nowy szablon na blogu. Nie przestraszcie się, że trafiliście na inną stronę :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba, tak jak mi.
Tytuł oryginału: The Line
Data wydania: 22.05.2015
Liczba stron: 336
Gatunek: Fantastyka
Seria: Wiedźmy z Savannah
Tom: I
Ród | Źródło
Wydawnictwo: Feeria Young

Ciągle poszukuję książek o magii, które by mnie wciągnęły, a przede wszystkim zaskoczyły. Takim oto sposobem w moje ręce trafił pierwszy tom serii Wiedźm z Savannah.


Jeżeli ktoś nazwałby mnie wiedźmą, to zapewne bym się obraziła. Mercy – główna bohaterka Rodu oddałaby wiele, by być postrzegana, jako osoba obdarzona mocą. Niestety, jej siostra bliźniaczka – Maisie odziedziczyła całość mocy. Los stara się zadrwić z faworytki, gdyż to Mercy wyłowiła czerwony los oznajmujący, że to ona jest wybranką. Wszystko nabiera szybszego tempa, gdy głowa rodziny Taylorów umiera w dziwnych okolicznościach. Kto stoi za tą zbrodnią? Oraz co z narzeczonym Maisie, który nie potrafi oderwać wzroku od jej siostry?

Od dłuższego czasu nie miałam styczności z książka, która tak by mnie wciągnęła w wykreowany świat. Nawet chwilami się czułam, jakby ta historia wydarzyła się naprawdę. Że gdzieś tam w Savannah istnieje ród Taylorów, który trzyma granicę między naszym światem, a egzystencją demonów. Nareszcie spotkałam się z książką dla nastolatków, gdzie główna bohaterka wkracza w dorosłe życie. Oczywiście przypominając, że w Stanach Zjednoczonych pełnoletność otrzymuje się w wieku 21 lat. Kreacji charakteru Mercy nie mam nic do zarzucenia. Naprawdę była to bohaterka z krwi i kości, która popełnia błędy i stara się je naprawić.

Największym zaskoczeniem była tajemnica, a wręcz mogłabym powiedzieć, wieloletnie opowiadane kłamstwa, którymi częstowali główną bohaterkę. Odkrywanie tych tajemnic i doszukiwanie się prawdy wraz z nią, sprawiło mi wiele przyjemności. Dawno nie byłam tak często zaskakiwana, tego właśnie szukam w książkach. Książka musi mnie zaskakiwać, a nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będę miała rozdziawioną buzię cały czas.

Chciałabym się nawet pokusić o stwierdzenie, że znajdziemy tutaj kryminał, czy nawet thriller. W dodatku obcujemy z magią, a kto nie lubi się pławić w takich historiach? Któż z was nie chciałby czytać w myślach, czy wpływać na zachowanie innych? To tylko przykłady magicznych zdolności, które tutaj znajdziecie, a każda część będzie was zaskakiwać. Zdecydowanie mogę polecić tę historię wszystkim, nawet tym, którzy do wiedźm podchodzili dość sceptycznie.

Osoby, które lubią w takiej historii wątek miłości, nie zawiodą się. Nie jest on wcale przeszacowany, czy przesłodzony. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest dość gorzki, ale o tym przekonacie się, gdy sięgniecie po tę książkę.

Reasumując, to idealna historia na wiosenne dni. Sądzę, że poczujecie powiew magii, gdy będziecie przewracać kolejne strony tej książki. Ale na premierę musicie poczekać do 22 kwietnia. Z ręką na sercu, macie na co czekać ;)

Za tę magię dziękuję:
Jak wyobrażacie sobie nasz kraj za dziesięć lat? Czy naprawdę czeka nas coś drastycznego? A może jednak jest to zbyt krótki okres, by jakieś znaczące wydarzenia miały miejsce? Ja osobiście uważam, że na pewno coś się zmieni, a jak zmiany zauważył i wymyślił Autor?

By zbyt wiele nie zdradzać z fabuły, czytelnik będzie miał możliwość poznania kilku miejsc i wydarzeń, które lustrują ustrój polityczny, jak i zachowanie ludzi, którym przyszło żyć w roku 2024. Eksperymenty na ludziach, broń biologiczna, nowoczesny narkotyk i wojny na Bliskim Wschodzie są na porządku dziennym w przyszłości. Właśnie w takim kraju będziemy żyć według Pana Mateusza.

Od samego początku, gdy na swojej okładce egzemplarza dostrzegłam napis, że jest to tekst przed korektą, podchodziłam do niej sceptycznie. Jak się jednak okazało, od pierwszych wyrazów było to całkowicie niepotrzebne uczucie. Autor w genialny sposób opisuje swoje wyobrażenia na temat naszego kraju. Rozpoczyna historię od Dziennika Doktora Antoniego Skalskiego, gdzie wolnym tempem jesteśmy wprowadzeni w rzeczywistość przyszłych czasów. Następnie zostają nam przedstawione róże osoby i ich losy. Przecież wiadomo, że w różnych częściach danego kraju, jak i poza jego granicami, sytuacja wygląda całkowicie inaczej. To było naprawdę dobre zagranie, by ukazać jak najwięcej wydarzeń i swoich przemyśleń.

Pozycji nie można jej traktować jak antologii. Są to osobne rozdziały, opowiadające o różnych postaciach, które czasami mają ze sobą coś wspólnego. Najbardziej podobały się historie związane z Bliskim Wschodem i tożsamymi z nimi Wojnami Paliwowymi, czy zwykłymi opowieściami o normalnych obywatelach, którzy w danych czasach mają problemy z uzyskaniem pracy. Tylko nie myślcie, że jest to mniej więcej coś, co możemy dostrzec w dzisiejszych czasach. O nie, tutaj mamy kompletnie inny ustrój, zachowania obywateli, zdecydowanie inną politykę kraju. Świat się zmieni, a w tym świecie zmienimy się my.

Uwielbiam się pławić w historiach o przyszłości. Sama snuję własne wyobrażenia na ten temat i wiele z nich znalazłam w Karmazynowym niebie. Sam tytuł jest ciekawy i stanowi dużą część tej historii, bo już słońca w przyszłości nie ujrzymy. Niebo przesłonięte czerwonymi chmurami będzie naszą codziennością. Wszystko w tej historii zdaje się być przemyślanym i niesamowicie dopracowanym tekstem.

Jest jednak coś, co mogłabym zarzucić tej historii. Pomimo, iż książka jest otaksowana łatką science-fiction, to nie powinna ona ingerować w naszą teraźniejszość jak i przeszłość. Pan Mateusz właśnie zmienia naszą przeszłą historię. Te zagranie niezbyt mi się spodobało, bo wolałabym, by historia wybiegła wprzód, bez ingerowania w naszą historię. Gdyby „przeszłość” historii, była naszą przyszłością, historia byłaby bardziej realistyczna i wstrząsająca. A to, że Autor ingerował w naszą przeszłość historyczną np. z lat 90tych, sprawiało to w mojej głowie niezły mętlik, bo musiałam przyjąć za pewnik, że kiedyś było całkowicie inaczej.

Historia jest połączeniem wielu gatunków, gdyż znajdziemy tutaj działania zbrojne, kryminał, czasami nawet thriller, a nawet i powieść obyczajową. Jednak było to zaskakujące połączenie i chylę czoła przed wyobrażeniami Autora na temat naszej przyszłości. Polecam ją zarówno kobietom jak i mężczyznom. Jeżeli jesteście ciekawi, z czym będziemy musieli się zmierzyć, to gorąco zachęcam.
Idziesz sobie spokojnie ulicą, gdy nagle twoim oczom ukazuje się niezwykle klimatyczna okładka i to w niskiej cenie, chyba nawet nie musisz czytać opisu danej książki, już w swoich trzewiach czujesz, że to będzie dobra historia i spędzisz przy niej miłe chwile. Tylko co gdy po przeczytanej lekturze nie możesz wcale uznać, że były to miłe chwile?

Miranda, jako zwykła szesnastolatka zamieszkująca Pensylwanię, nigdy by nie pomyślała, że zderzenie asteroidy z księżycem wywoła tak fatalne skutki. W końcu wszyscy chcieli celebrować tę chwilę, spotkać się wspólnie na piknikach, lecz nagle życie zmienia się diametralnie, i Miranda musi sobie zadać pytanie, jak i czy w ogóle przeżyje?

Mówię głośne tak i proszę o więcej, to jedna z tych historii, które i może na pierwszy rzut oka wydają się nastoletnią paplaniną, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Autorka postanowiła wprowadzić nas w wir niezwykłych wydarzeń z perspektywy nastolatki, której świat nagle się załamuje, chociaż z drugiej strony kompletnie danego stanu rzeczy nie pojmuje. Bo tak naprawdę, co może wiedzieć szesnastoletnia dziewczyna o tym, jak przetrwać najbliższy i dalszy horyzont czasowy, gdy wokół panuje chaos?

Może moja wysoka ocena jest podyktowana również cechą, iż lubuję się w historiach, które dostarczają mi wrażeń apokaliptycznych. I Autorka naprawdę świetnie poradziła sobie z tym tematem, wywoływała u mnie wiele uśmiechu, jak również i rozerwała mi serce, ponieważ z tą rodziną zżyłam się bardzo mocno i, rozumiałam każde ich potknięcie i zarazem gorąco im kibicowałam.

Jeżeli mogłabym zarzucić jakiś minus tej historii, to odrobinę przewidywalny charakter oraz to, że będę musiała w najbliższym czasie pozostałe dwie części trylogii przeczytać w oryginalnym języku; znów trafiłam na serię, której kontynuację w języku polskim chyba nie ujrzę. Chociaż z drugiej strony, historia Mirandy kończy się w takim momencie, że nawet można by potraktować ją, jako jednotomową powieść.
Czasami łatwiej płakać nad nieznajomymi, niż myśleć o tych, których kochamy.
W tej książce nie ma miejsca na sentymenty, rzewne historie o nastoletnich miłościach, tylko o przetrwaniu, bo tylko ono jest najważniejsze. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że to jedna z niewielu książek, które mnie pozytywnie zaskoczyły. I niezależnie, czy jesteście młodzieżą, czy kimś starszym, ta historia na pewno wam się spodoba. Może dostarczy wam kilku informacji, co zrobić w sytuacji, gdy nagle jedyny scenariusz, jaki nas czeka, to światowa zagłada, która nie zwraca uwagi na to ile masz lat oraz czy byłeś na nią przygotowany.
Któż z nas w młodym wieku, jak i teraz, nie miewał koszmarów nocnych? Ja sama posiadałam ich parę i pamiętam o nich do dziś. Dla każdego koszmar może być czymś innym, jak i kimś innym. Gdyż koszmary nie muszą dotyczyć wyłącznie wydarzeń. Wielu autorów postanowiło stworzyć pozycję, która właśnie byłaby odzwierciedleniem koszmarów, jak im to wyszło?

Siedemnaście opowiadań składa się na tę antologię, poprzeplatana jest ilustracjami wykonanymi przez trzynastu ilustratorów. W ponad trzystu stronach, jedenaście autorów postanowiło stworzyć coś niezwykłego, mrożącego krew w żyłach.

Jeżeli sięgnięcie po tę antologię, wybór najlepszych opowiadań, będzie bardzo zróżnicowany. Wszystko zależy od tego, czego oczekujecie od takiego zbioru, ja miałam nadzieję na typowe gore, które mogłoby wpłynąć na mój umysł w sposób obrzydliwy. Niestety tutaj takich sytuacji jest bardzo mało, a opowiadania oscylują wokół tematu grozy, tajemniczości, która ma wpłynąć na wyobrażenia, czy sny czytelnika.

Nie mniej jednak, ja znalazłam w tym zbiorze kilka opowiadań, które przykuły moją uwagę. Sprawiły, że miałam wielką przyjemność czytania takich wytworów wyobraźni, gdyż jakby na to nie spojrzeć, koszmary są wytworem naszych skrywanych emocji i przeczuć.

Szambo i Pająk, to moi faworyci i do tej pory nie potrafię o nich zapomnieć. Szambo to historia o pewnym małżeństwie, które przeprowadza się do domu, które jest opatrzone według sąsiadów klątwą. Jak jednak później się okazuje, klątwa nie ma tutaj za wiele wspólnego z tą historią, a coś bardziej obrzydliwego. Pająk, któż nie boi się pająków? Zapewne każda lub większość dziewczyn, woła tatę bądź chłopaka do zadań ekstremalnych, jakimi są usunięcia tych insektów z widocznych miejsc. Ja wiem, że może nic nam nie zrobią (w końcu nie ma u nas czarnych wdów…), jednak jak pokazuje owo opowiadanie, niekiedy mogą być one niemiłosierne, chociaż początkowo się takie nie wydają.

Między tymi historiami znajdziemy również część łączącą owe opowiadania, która ukazuje, dlaczego owy zbiór został spisany. Niezwykle stosowne zagranie w takiej antologii. Nie sposób również nie wspomnieć o ilustracjach, które są świetnym dodatkiem. Ja osobiście przepadam za takimi rzeczami w antologiach, mogą być nawet nieudolne, lecz tutaj znajdziemy dopracowane grafiki, które przed danym rozdziałem wprowadzają nas w daną tematykę.


Osoby, które mieszkają na Roztoczu, mogą mieć pewność, że będą czuli się dość nieswojo, przechadzając drogami gdzie owe wydarzenia miały miejsce. Uważam, że nawet pomimo mojej oceny, powinniście przeczytać owy zbiór, ponieważ jest dość ciekawy. Jeżeli męczą was koszmary, to możecie sprawdzić, jakie mary wychodzą ze snów autorów.

Możecie również zajrzeć na stronę książki http://horrornaroztoczu.pl/, gdzie macie możliwość przeczytania fragmentu pierwszego tomu, a nawet go posłuchać.

Książka przeczytana w ramach akcji:
Dostajesz książkę do ręki i nie wierzysz. Pozycja liczy około ośmiuset stron, a w dodatku jest to większa pozycja niż pozostałe w twojej biblioteczce. Zaglądam do środka i modlę się by literki były większe, lecz też nie. Myślę sobie, że jestem zgubiona, lecz gdy powoli zaczęłam się zagłębiać w tej lekturze to doszłam do wniosku, że jedynie strach ma wielkie oczy.

Rebeka zarabia jako striptizerka i gdy nagle na jej drodze staje Sedrick, wszystko się zmienia. Okazuje się, że jest on menadżerem zespołu rockowego i tak oto tym sposobem, wprowadza on Rebekę w świat blichtru, intryg, namiętnego seksu. Tylko gdzie w tej historii jest miejsce na miłość?

Chciałabym napisać, że tę pozycje można połknąć raz dwa, lecz niestety tak nie jest, ze względu na jej objętość jak i wielkość jest to niezwykle trudne zadanie. Nie jest możliwe, by w ciągu jednego, bądź dwóch wieczorów przebrnąć przez niecałe osiemset stron. Może myślicie, że słowo przebrnąć, jest tutaj nie na miejscu, jednak w rzeczywistości ma wiele wspólnego z tą pozycją. Gdyby książka była o połowę krótsza, myślę, że moja ocena byłaby wyższa. Wszystko dlatego, że w połowie pozycji odczułam pewne znużenie, wręcz zaczęłam się zastanawiać: ile razy będę czytać o rozstaniu i powrotach Rebeki i Sedricka, lecz nie tylko.

Doszły mnie również słuchy (czytając opinie innych), że Na szczycie jest mocno inspirowana pozycją Za sceną Olivii Cunning, lecz niestety w tym wypadku nie mogę tego ocenić, ponieważ drugiej pozycji nie miałam możliwości przeczytać. Nie wpłynęło to jednak na moją ocenę, gdyż nie mam wiedzy by móc ją zakwalifikować do zapożyczeń. Nie mniej jednak uważam, że zapożyczenia ogólnego zamysłu nie jest złe. To wykonanie powinno ukazać kunszt danej książki.

Książka jest po prostu kontrowersyjna. Wręcz muszę napisać, że bardzo, ale dla mnie jest to ogromny plus. Sceny łóżkowe, w których dochodzi do różnych dziwnych sytuacji, jak i ilość osób w niej uczestniczących nie jest dla mnie czymś gorszącym. Przecież są i takie osoby, które lubują się w trójkątach, a nie mi oceniać ich zachowanie, czy preferencje. Autorka nie boi się ukazać dość niesmacznych sytuacji, które tak naprawdę mogą przydarzyć się każdemu z nas. Jednakże to objętość tej pozycji spowodowała, że w pewnym momencie było tego za dużo. Może gdyby historia została podzielona na dwie, może trzy części, to odbiór tej książki dla mnie byłby całkiem inny. To naprawdę jeden z głównych zarzutów, jakie mogłabym zastosować do tej pozycji.

Sposób ukazania tej historii, jest też bardzo skomplikowany. Wszystko dlatego, że w większości napotykamy się na dialogi. Z jednej strony sprawia to, że poznajemy daną sytuację bardzo szczegółowo, lecz z drugiej strony przydałby się czasem jakiś opis. Oczywiście opisy się tu znajdują, lecz są rzadko odskocznią od dialogów. Pozycja moim zdaniem powinna być zróżnicowana pod tym względem. Bohaterowie, również są barwni, a jednak dość często bywają irytujący ze względu na swoje zachowanie. To taka pozycja, w której znajdziecie parę niezdecydowanych osób, które będą wam działać na nerwy.

Jeżeli więc szukasz kontrowersyjnej pozycji, przepełnionej scenami łóżkowymi różnej maści i dewiacji, to naprawdę pozycja dla ciebie. Oczywiście z zastrzeżeniem, że jesteś kobietą, gdyż sądzę, że dla mężczyzn nie będzie ona atrakcyjna.

Za egzemplarz dziękuję:

Książka przeczytana w ramach akcji:
Gdy tylko zobaczyłam tę okładkę, to wiedziałam, że książka musi być moja. Zaczęłam przeszukiwać Internet by dowiedzieć się czegoś o Autorce. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że Przeznaczenie bohaterów jest początkiem… siedemnastotomowej serii. Tak moi mili, dobrze przeczytaliście. Muszę przyznać, że trochę mnie to zniechęciło, lecz po wkroczeniu w świat wykreowany przez Panią Morgan, moje myśli i serce krzyczy: więcej!

Thorgin to czternastoletni chłopak, którzy marzy o wstąpieniu do rzeszy nieustraszonego Legionu króla. Nic jednak nie wskazuje na to, by pobór zakończył się sukcesem. Jednak chłopak jest tak zdeterminowany, że za nic traktuje odmowę i wyrusza w podróż, by za wszelką cenę stanąć w szranki z innymi wybrańcami. A wszystko to za sprawą tajemniczej rozmowy z przypadkowo spotkanym druidem, który pozostawia w głowie chłopca więcej pytań, niż uzyskał odpowiedzi. Musicie jednak wiedzieć, że to dopiero początek magicznej i niepowtarzalnej historii.

Fantastyka z magią i teoriami spiskowymi to jest idealne połączenie. Wykreowany świat przez Panią Morgan mnie zachwycił. Takim oto sposobem pokochałam tę historię bezgranicznie. Za nic sobie robię, że Autorka stworzyła aż tyle tomów tej sagi. Wszystkie chcę i ogromnie pożądam. Może ta historia nie jest całkowicie inna od wszystkich, może i ma w sobie pewne podobieństwa do innych już przeczytanych przeze mnie książek, ale właśnie sposób przekazania tej historii, nietuzinkowi bohaterowie i wielowątkowa historia sprawia, że nie mogę wyjść z podziwu.

Już na samym początku, czytelnicy zacierają ręce, gdyż mamy do dyspozycji mapkę Kręgu. Ja uwielbiam takie dodatki. Moim zdaniem pisarze powinni być zobowiązani do tworzenia takich uzupełnień. To powoduje, że przedstawiony świat wydaje się dla nas realniejszy i bardziej przejrzysty.

Książka jest tak naprawdę o wszystkim. Poznajemy tutaj odrzucenie rodzicielskie, dążymy za marzeniami głównego bohatera i poszukujemy z nim odpowiedzi. Tak naprawdę Pani Rice ukazuje przez całą historię kształtowanie się charakteru głównego bohatera – Thora. Znajdziemy tutaj wiele wątków, które zaciekawią niejednego fantastycznego wyjadacza. Niech nie przerazi was na samym wstępie wiek bohatera. Bo chociaż książka kierowana jest do młodzieży, to sądzę, że i starsi odnajdą w niej perełkę. Po moim subiektywnym spojrzeniu na tę książkę, jest ona po prostu arcydziełem i ja się pytam: gdzie jest kolejny tom?!

Niesamowicie trafił do mnie styl Autorki i jej wyobraźnia. Zaskakuje ona czytelnika na każdym kroku i sprawia wrażenie dogłębnie dopracowanej. Kompletnie odstaje ona od reszty książek z tego gatunku. Największą wartością dodaną jest przedstawianie historii z różnych punktów widzenia. Nie towarzyszymy wyłącznie Thorowi, lecz czasem i Królowi, czy jego dzieciom. To sprawia, że poznajemy w szczegółach cały świat, a nie tylko wycinek historii głównego bohatera.

Świetnie skomponowane dialogi współgrają z opisami, które są ubarwione wyszukanym, a zarazem klarownym językiem. Bardzo rzadko zdarza mi się postawić historii najwyższą ocenę. Jednak, Przeznaczenie bohaterów w moim mniemaniu powinno otrzymać ocenę jeszcze wyższą. Tak moi mili, to jedna z tych historii, która porywa bezgranicznie do świata, gdzie chętnie byście się przenieśli i trwali w nim po wsze czasy. Niech rekomendacją będzie to, że przeczytałam ją w jeden dzień, a kolejne dni minęły mi wyłącznie na żalu, że tak szybko ją skończyłam. Niezależnie od tego czy jesteś nastolatkiem, czy może tak jak ja, starszym czytelnikiem, to historia Cię porwie. Musisz tylko otworzyć umysł, na całkowicie inne fantastyczno-średniowieczne doznania.

Za zakochanie się w początku tej serii dziękuję:


Niecodzienne słowo – Paignion, paginacja, palinodia


Paignion – są to krótkie, żartobliwe utwory poetyckie, najczęściej o tematyce miłosnej bądź erotycznej, obecne w antycznej poezji greckiej.

Paginacja – oznacza numerację kolejnych stron tekstu

Palinodia – utwór literacki, który odwołuje stanowisko, czy poglądy wyrażone w uprzednio napisanym dziele.

Film warty obejrzenia – Piraci z Karaibów, Podziemny krąg, Potwory i Spółka


Piraci z Karaibów – Każdy czasem chciał zostać piratem, nawet i ja. Ale czy to znaczy, że byłabym piratką? Śmiesznie brzmi te słowo, ale nieważne. Ważne jest to, że Jack Sparrow dzielnie podtrzymuje każdą kolejną część swoim charakterem. Można by nawet napisać, że to tylko ze względu na niego kocham całą tę serię. Arghh!

Podziemny krąg –  Pamiętam po dziś dzień, jak pierwszy raz obejrzałam podziemny krąg. I znów pojawia się seksowny przystojniak w postaci Brada Pitta. Czy też uważacie, że w moich percepcjach ciągle przejawia się Johnny Depp i Brad Pitt? Co tam przystojniaki, ale Helena Bonham Carter, to mój ideał aktorki. Więc muszę przyznać, że z takiego połączenia musi wyjść coś dobrego! Pamiętajcie: Pierwsza zasada kręgu – o kręgu się nie mówi.


Potwory i spółka – Nie mogło zabraknąć również filmu animowanego. Tym razem jednak, przedstawiam Wam potwory, bez których nie wyobrażam sobie moich młodszych lat. Bo chyba każdy czasem się bał potworów z szafy? Nie martwcie się, nie są takie straszne.


Książka, która wywarła na mnie wrażenie: Piąta fala



Piąta fala zaskoczyła mnie podejściem do zagłady ludzkości, a przede wszystkim sprawiła, że byłam zaskakiwana. Po przeczytaniu tej książki, zaczniecie się zastanawiać nad kiełkującymi w waszych głowach pytaniami: Czy kosmici są wśród nas? Czy tak naprawdę jest to możliwe? Jeżeli weźmiecie sobie do serca powieść Ricka Yancey’a, to niezaprzeczalnie będziecie doszukiwać się wszelkich znaków świadczących o tym, że nie jesteśmy na tym świecie sami.



Książka, która wywrze na mnie wrażenie: Pąk szkarłatnej róży



Na tę pozycję się zdecydowałam, ze względu na temat, jakim jest handel ludźmi..
„Kiedy wysiada na umówionym dworcu, ma przeczucie, że coś może być nie tak. Potęguje się ono wtedy, kiedy wraz z podejrzanymi mężczyznami trafia do domu, w którym zostaje od razu zamknięta. Ewa zaczyna domyślać się, że może zostać sprzedana do domu publicznego.”




Autor i jego twórczość – Pilipiuk Andrzej

Nie, jeszcze nie przeczytałam żadnej pozycji Pana Andrzeja, chociaż mam nadzieję, że w tym roku to zmienię. Zaczynam kompletować serię Oko Jelenia. Jednak oprócz tej serii, mam zamiar sięgnąć po Kuzynki. Wśród twórczości Autora znajdziemy również Jakuba Wędrowycza, jednak do tej serii nie jestem kompletnie przekonana. Chociaż kto wie?

Cytaty


„-Puchatku?
-Tak Prosiaczku?
-Nic- powiedział Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę - Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.”
Alan Alexander Milne – Kubuś Puchatek

„Pokój bez książek to jak ciało bez duszy.”
Gilbert Keith Chesterton

„Przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: "Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja".”
Clive Staples Lewis – Cztery miłości
Ciągle sobie powtarzam, że nie dam się zwieźć napisom na okładce, które chcą mnie przekonać do tego, że to przecież bestseler, a w dodatku jakiś przystojny mężczyzna łypie na mnie tajemniczo i zachęca jeszcze bardziej do sięgnięcia po tę pozycję. Zgadzam się, uległam i się zatraciłam. Ale jak to naprawdę wyglądało, gdy zapoznałam się z treścią?

Kiersten i Wes to przeciwieństwa, które ponoć się przyciągają. Tylko co, gdy te przyciąganie nie powinno mieć naprawdę miejsca? W końcu ona jest pierwszoroczniaczką, a on? No właśnie. Kim tak naprawdę jest? Czy jesteś w stanie poznać kogoś, gdy plotki krążące na jego temat sprawiają wrażenie, że nie chciałbyś zostawać z nim sam na sam? Wiele przemawia za tym, by Kiersten trzymała się od niego z daleka. Nawet czas nie jest ich sprzymierzeńcem, ale tylko on o tym wie…

Już na samym wstępie, muszę zwrócić uwagę na to, że jest to pozycja dla nastolatek. Może trochę starszych, ale wciąż nastolatek. Jak dobrze wiecie, ja już do tego grona się nie zaliczam, ale to nie przekreśla mojego parę lat młodszego mózgu, który uwielbia takie pozycje. Tylko proszę, niech będą zaskakujące. W tym przypadku niestety zaskoczenia zabrakło.

Ale pomimo tego braku zaskoczenia, historię Kiersten i Wesa czyta się przyjemnie i szybko, wręcz bezproblemowo. To sprawia, że może nie jest to lektura, którą każda osoba powinna przeczytać (w tym przypadku kładę nacisk na dziewczyny, gdyż mężczyźni, raczej nie odnajdą się w tej historii). To jednak na pewno nie zawiedziecie się okropnie gdy po nią sięgniecie.

Brak zaskoczenia jest spotęgowane tym, że historia jest nazbyt przewidywalna. Chociaż przyznam, że oczekiwałam trochę innego zakończenia tej historii. Lecz to tylko moje subiektywne spojrzenie na sposób wykreowania historii przez Panią Rachel. Może moja ocena wynika z tego, że ostatnio takich historii trochę się naczytałam i dlatego ta pozycja nie wydaje się zbytnio wyróżniająca? Wszystko też zależy od tego, czego oczekujecie po tej lekturze. Gdyż, jeżeli szukacie w niej miłości, która w rzeczywistości zbytnio nie miałaby możliwości istnieć, to zdecydowanie strzał w dziesiątkę.

Mogłabym się pokusić nawet o stwierdzenie, że historia jest nazbyt wyidealizowana, a rodzące się uczucie między tą dwójką nie zastało zbyt dobrze wykreowane. Może zabrakło stron, bądź zbytnio pobłażliwe potraktowana została cała historia. Tego nie wiem, lecz sądzę, że dla wielu z was pozycja może być miłą odskocznią od trudnych tematów. Ot tak, książka na jeden niezobowiązujący wieczór.

Pani Joanna Pypłacz jest z wykształcenia filologiem klasycznym. Od zawsze pasjonuje się literaturą, lecz nie tylko antyczną. Jej ulubione epoki to XVIII i XIX wiek. Kantabrię i Asturię, czyli dwie sąsiadujące ze sobą krainy, w których toczy się akcja Augusta Nachta zna bardzo dobrze z licznych podróży w tamte strony. Oprócz pisania opowiadań i wierszy, gra również na pianinie. A jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej to zapraszam na wywiad:

Każdy z nas kieruje własnym życiem, lecz czasem się zdarza, iż los sprawia, że lądujemy gdzieś, gdzie nigdzie byśmy się zapuścili, pracujemy w miejscu, o którym nigdy nie pomyślelibyśmy w młodych latach. O czym Pani marzyła w dzieciństwie? Czy marzenia się ziściły?
Odkąd sięgam pamięcią, moją największą zawsze pasją była literatura, a drugą muzyka. Zawdzięczam to oczywiście środowisku, w którym się wychowałam. Dorastałam przy dźwiękach Mozarta, Haydna i Schuberta, wśród piętrowych regałów z książkami i uczonych rozmów o poezji. Od najmłodszych lat podejmowałam próby literackie i skrycie marzyłam o tym, by kiedyś zacząć pisać „na poważnie”. Wraz z ukończeniem i publikacją pierwszej powieści, zaczęło się spełniać to wielkie marzenie.

Pracuje Pani w bibliotece, przyzna Pani, że to marzenie niejednego książkoholika (w tym moje), czy praca w bibliotece naprawdę jest tak świetna? Bo rozumiem, że dzięki temu łączy Pani pasję z zawodem?
Jako mała dziewczynka podkradałam mamie i babci książki, które raczej nie nadawały się dla siedmio-, ośmio- czy dziewięciolatki. Jednym z takich wczesnych „objawień” było Imię róży Umberto Eco, które pochłonęłam chyba w cztery wieczory. Potem odkryłam Decameron Boccaccia, opowiadania Herlinga-Grudzińskiego… Praca w bibliotece jest nie tylko spełnieniem marzeń książkoholika, lecz także niekończącą się podróżą w czasie. Opracowywanie starych druków zapewnia nieustanny i nieograniczony kontakt z najciekawszymi umysłami dawnych epok, daje możliwość wglądu w ich przekonania, w ich wrażliwość, a także w realia, w których ci ludzie funkcjonowali. To piękna praca, która nie tylko sprzyja literackiej pasji, lecz w naturalny sposób nieustannie ją stymuluje.  

Dla mnie granie na pianinie, to coś niezwykłego, chyba jestem osobą, której słoń nadepnął na ucho, kto zaszczepił w Pani tę pasję?
Mój ojciec jest wielkim melomanem. Uwielbia muzykę klasyczną, szczególnie opery. Mamy wspólnych ukochanych kompozytorów. Melomanką była też babcia ze strony mamy, po której odziedziczyłam zabytkowe pianino i pokaźny stos nie mniej zabytkowych nut.

Pani mąż Raúl, który jest rodowitym Hiszpanem, podziela Pani pasję czytania, jak i pisania?
Raúl ma umysł raczej ścisły, jest z wykształcenia inżynierem. Nie należy do grona książkoholików, ale za to podziela moje zainteresowania historyczne.

Opisała mi Pani, że to Pani mąż nauczył Panią języka hiszpańskiego od zera. Muszę przyznać, że gdy przeczytałam tę historię, widziałam filmową miłość. Czy swoją miłość mogłaby Pani również tak opisać?
Wiem, że może zabrzmi to bardzo pretensjonalnie, ale łączy nas niezwykła więź, rodem z kina. Skłamałabym mówiąc, że spełniło się moje kolejne wielkie marzenie, gdyż w przeszłości nawet nie śmiałam o czymś takim marzyć... To najpiękniejsza niespodzianka, jaką otrzymałam od losu.

Skąd czerpała Pani informację o dawnych wierzeniach, przekonaniach i gusłach, które wykorzystuje Pani w książce August Nacht?
Strony, z których pochodzi Raúl, to bardzo ciekawa część świata. Wędrując po Kantabrii i Asturii niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że w niektórych miejscach zatrzymał się czas. Większość informacji czerpałam bezpośrednio od mieszkańców tamtych terenów, znajomych, członków rodziny. Na północy Hiszpanii znajdują się liczne pamiątki nie tylko po Celtach i Rzymianach, ale nawet po jej prehistorycznych mieszkańcach. Pomimo upływu czasu, dawne mity, wierzenia i przesądy wciąż pozostają żywe. Oczywiście, przeczytałam parę opracowań etnograficznych, ale większość z tych starych legend znałam już wcześniej, z opowieści ustnych.  


Jeżeli mogłaby Pani wtrącić jedną pozycję do lektur szkolnych, co by to było i dlaczego?
To bardzo trudne pytanie... Jest tyle arcydzieł, które chętnie włączyłabym do kanonu! Myślę jednak, że wśród lektur bezspornie powinna znaleźć się choćby jedna powieść Dickensa.



Każdy słucha muzyki, sądzę, że bez tego nie mamy prawa funkcjonować. Lecz nie zapytam o piosenkę, która ciągle dźwięczy w Pani głowie, a o utwór, którego wręcz nie może Pani znieść?
W każdym utworze muzycznym można doszukać się rzeczy dobrych i złych. Coś może się komuś podobać lub nie i jest to kwestia bardzo indywidualna. Najbardziej irytują mnie paskudne wykonania moich ulubionych utworów.

Wyobraźmy sobie sytuację, że nie może Pani dłużej ujrzeć piękna tego świata, straciła Pani wzrok. Czego najbardziej będzie Pani brakować?
Myślę, że najbardziej brakowałoby mi widoku twarzy bliskich osób. Tęskniłabym też za ulubionymi książkami i nutami, pomijając już fakt, że nie wszystko wydrukowano alfabetem Braille'a. Utrata wzroku poważnie utrudniłaby mi nie tylko pracę, lekturę i naukę nowych utworów muzycznych, ale również swobodne pisanie, a bez tego nie wiem, jak mogłabym się obejść…

Coraz częściej dostrzegam, że ludzie odchodzą od jakiejkolwiek wiary. Czy sądzi Pani, że kiedyś w przyszłości Bóg nie będzie odgrywał ważnej roli w życiu zarówno indywidualnym, jak i społecznym?
Z biegiem lat z pewnością wzrośnie liczba osób przynajmniej oficjalnie bezwyznaniowych, ale nie sądzę, by kiedykolwiek religie całkowicie zanikły, gdyż byłoby to sprzeczne z psychologiczną i socjologiczną naturą człowieka. 

Niech wyobrazi sobie Pani, że wygrała na loterii milion złotych. Na co przeznaczy Pani te pieniądze?
Jakąś część z tego miliona na pewno zostawiłabym sobie, a resztę oddałabym potrzebującym.
               
Niby zwyczajny dzień, ale nie umie Pani znaleźć drugiej brakującej skarpetki, wlewa Pan do kawy skiśnięte mleko, biorąc prysznic nagle kończy się ciepła woda. Istny dzień na nie, jak Pani sobie radzi z takimi dniami?
Najlepsze lekarstwa na zły nastrój, który nieuchronnie nachodzi nas w takie dni, to dla mnie muzyka oraz lektura ciekawych książek. Ale i własna wyobraźnia, kreatywne podejście do życia. Na wiele pomysłów wpadłam właśnie w chwilach, gdy akurat sprawy uparcie szły nie tak jak powinny i desperacko usiłowałam się oderwać od nieprzyjemnej rzeczywistości wymyślając jakąś historię. Czasem nawet pech potrafi stać się nieoczekiwanym źródłem inspiracji! Coś się tak „ciekawie” nie udało, że można by to z powodzeniem wpleść w fabułę.

Autor czy Autorka książek, to dla mnie osoba, która czyta dużo książek. Jak jest z Panią? W jakich gatunkach i twórcach się Pani pławi?
Jestem uzależniona od książek. Moja domowa biblioteka rozrasta się w zastraszającym tempie... Zdecydowanie najbardziej lubię literaturę osiemnasto- i dziewiętnastowieczną, zarówno dłuższe jak też krótsze formy. W zależności od nastroju, czasem sięgam po sążniste powieści, a czasem po utwory liryczne. Do moich ulubionych autorów należą, między innymi, Ann Radcliffe, Thomas Hardy, Wilkie Collins i Edgar Allan Poe.

Gotować nie każdy potrafi, ale każdy uwielbia oddać się przyjemności jedzenia pyszności. Jaką potrawę chciałby Pani jeść każdego dnia?
Jestem wegetarianką. Uwielbiam orzechy oraz sałatki z dużą ilością zieleniny i oliwek.

Uważam, że wszystko w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Czy Pani również tak sądzi?
Podzielam Pani zdanie. Nierzadko różne wydarzenia w moim życiu, nawet takie z pozoru przypadkowe i pozbawione większego znaczenia, później okazywały się mieć miejsce „po coś”. Kiedy patrzę na niektóre sprawy z perspektywy czasu, zaczynam rozumieć ich miejsce i rolę w tej całej układance. Hiszpanie często mawiają: todo pasa por algo. Po naszemu: nic nie dzieje się bez przyczyny.

Każdy z nas uwielbia inną porę roku, która pora roku mogłaby dla Pani trwać wiecznie i dlaczego?
Najbardziej lubię wiosnę i jesień. Obu towarzyszy mgła i aura tajemniczości. Każda ma swoją magię, swój klimat. Na równi kocham świeży zapach wiosennych kwiatów oraz specyficzny aromat jesiennych liści.

Już jest! Naukowcy wymyślili sposób, by móc przenieść się do przeszłości lub do przyszłości na jeden dzień. W jakie czasy by Pani się chętnie przeniosła i dlaczego?
Najchętniej przeniosłabym się do drugiej połowy osiemnastego wieku. Podoba mi się w niej prawie wszystko, od mody po muzykę. Imponuje mi elegancja i estetyczne wyrafinowanie żyjących wówczas ludzi, ich zamiłowanie do nauki, głód wiedzy, nienasycona ciekawość świata oraz bardzo specyficzna uczuciowość. To epoka wielkich artystów, wynalazców i filozofów. Chciałabym się w niej znaleźć choćby przez jeden dzień.

Deszcz głośno bębni w szyby, a Pani siedzi w swoim pokoju z książką w ręku, popijając ulubioną herbatę. Nagle, do Pani uszu dobiega głos prezentera telewizyjnego, który ogłasza, że świat skończy się za 24 godziny, gdyż w stronę ziemi zmierza ogromna asteroida. Jak spędzi Pani ostatni dzień swojego życia?
Ostatni dzień życia chciałabym spędzić z moim mężem a potem zginąć razem z nim. Za każdym razem, kiedy patrzę na zdjęcia szkieletów dwojga ludzi z Pompejów, którzy umarli trzymając się za ręce, myślę, że taka wspólna śmierć jest najpiękniejsza, zwieńcza wspólnie spędzone życie.

Gdzie i jak, widzi Pani siebie za dwadzieścia lat?

Mam nadzieję, że uda mi się napisać jeszcze parę książek...

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów Pani Joanny.




Mogłoby się wydawać, że książki fantastyczne, w dodatku wydane przez debiutujących autorów, nie mają już nic do zaoferowania, ale to wcale nie jest prawda.

Na odległej wyspie, w tajemnicy przed resztą świata, mieszkają Vartiomis. Czuwają nad bezpieczeństwem ludzkiej rasy - całkowicie nieświadomej zagrożeń ze strony Obcych Gatunków. Kilka lat temu na zamku Vartiomis wydarzyła się jednak niewyjaśniona tragedia, a nad przyszłością samych strażników zawisło groźne fatum...

Historia jest połączeniem przeszłości oraz teraźniejszości bohatera. W czasie teraźniejszym poznajemy Annę i Vertigo. To właśnie na drodze Anny staje Vertigo i to w dość niezwykłej sytuacji. Ratuje on ją przed Srebrnymi Wilkołakami. Vertigo jednak nie wie o sobie za wiele, wręcz można by napisać, że nie wie o sobie nic, dopóki nie spotyka Vincenta, który rozjaśnia mu umysł, lecz to on sam musi przypomnieć sobie swoją przeszłość…

Klimatyczna okładka, która nie zdradza wiele, to moim zdaniem przepis na sukces. Jeżeli jesteście fanami fantastyki, takiej prawdziwej, bez wielkich udziwnień, to powinniście ślepo sięgnąć po tę lekturę. Autorka bardzo sprawnie porusza się między dialogami i opisami, co dla wielu debiutantów jest katorgą, lecz nie dla Pani Aleksandry. Takie debiuty warto czytać pomimo, iż dla mnie nie była genialna, ale jest bardzo dobrą odskocznią od innych polskich debiutantów.

Autorka przede wszystkim zaskakuje czytelnika. W szczególności uważajcie na końcówkę książki, ona potrafi wgnieść w fotel. Manewruje ona między pospolitą fantastyką, w której dostrzegamy dawne zrzeszenie ludzi, które posiada własną tajemnicę. Jednocześnie wplata ona w swoją historię istoty paranormalne jak: wilkołaki, wampiry czy demony. Mogłoby się zdawać, że owe połączenie może być odrobine błahe, lecz nie w tym wydaniu, ponieważ wszystkiego dowiadujemy się w odpowiednio dobranej chwili. To sprawia, że często jesteśmy zaskakiwaniu w niepospolity sposób, a to ogromny plus.

Ja po prostu lubię czytać fantastykę i rzadko się zdarza by pozycja mi się nie spodobała. Uwielbiam zagłębiać się w wyobrażenia autorów, co do innych światów, czy czasów. Dołączającej do tej historii, wątek szkoleń i owego zrzeszenia Vartiomis jest to pozycja, która blisko ma do ideału.

Odrobinę niższa ocena jest spowodowana niezbyt udanym wątkiem romantycznym. Moim zdaniem to on tutaj kuleje, coś mi się w nim nie sklejało, wydawał się dość sztuczny, lecz według mnie, nie gra on tu głównych skrzypiec. To cała otoczka i wykreowany świat, mają przyciągnąć czytelnika, a w szczególności owiana tajemnicą historia Vertigo. To są te świetne smaczki, które sprawiają, że się oblizuje, jakbym przed chwilą zjadła jakiegoś dobrego łakocia. Bo właśnie ta pozycja jest takim łakociem, na jaki każdy powinien mieć smak.

Za porcję dobrej fantastyki dziękuję:
Podróże w czasie zawsze mnie interesowały, ale często zdarzało się tak, że gdy zagłębiałam się w takiej literaturze, to uznawałam, że niezbyt dobrze Autorzy chcieli mnie zaciekawić tym tematem. Wszystko się zmieniło, gdy sięgnęłam po książkę Rysy Walker.

Szesnastoletnia Kate nigdy by nie pomyślała, że gdy spotka się ze swoją babcią, to zmieni się jej życie całkowicie. Bo co byście pomyśleli, gdy przekonywałabym was do tego, że podróże w czasie są możliwe? Medalion, który trzyma w rękach mieni się niebieskim blaskiem. Jest on jednocześnie znakiem, że Kate ma odpowiednie predyspozycje do tego, by naprawić teraźniejszość za pomocą podróży do roku 1893. Musicie jednak pamiętać, że mieszanie w przeszłości sprawi, że teraźniejszość może wskoczyć na kompletnie inną linię czasu. Czy Kate sobie poradzi? Z czego będzie musiała zrezygnować?

Sam początek lektury jest dość trudny w odbiorze. Ciągle pokonywałam schody mojej niewiedzy, co do podróży w czasie. Jednak jednocześnie ciągle miałam nadzieję na punkt kulminacyjny, który wchłonie mnie w tą historię. Na całe szczęście się go doczekałam i to było przyjemne podróżowanie wraz z Kate po różnych liniach czasu. Pierwsze sto stron książki rzuca w czytelnika tak wiele informacji, o możliwościach podróży w czasie, że czasem czułam się dość zagubiona. Może wszystko jest spowodowane tym, że zwykłemu śmiertelnikowi bardzo ciężko wyobrazić sobie tak skomplikowaną historię. Jednak, jeżeli nadal czytacie moją recenzję, musicie wiedzieć, że to naprawdę świetna historia.

Niezłym zagraniem było przeniesienie nas do końca XIX wieku. Ja osobiście wiele bym dała, by móc naprawdę żyć w tych czasach. Autorka wprowadziła nas w te czasy bardzo sprawnie i to sprawiło, że czułam się odpowiednio dostrojona do tej historii. Dokładnie odwzorowywane stroje i sposób przekazania nam tej wiedzy był wspaniały. Już nie mogę się doczekać, gdzie w następnym tomie wyruszymy z Kate. Autorka ma po prostu w sobie dar ukazywania danych czasów w genialny sposób.

Gdy przeczytałam, że będę miała do czynienia z szesnastoletnią dziewczyną, podchodziłam do tego pomysłu nieco sceptycznie. Niepotrzebnie. Bohaterka jak na swój wiek, jest bardzo dojrzała i zdaje sobie sprawę z tego, że musi podejmować równie dorosłe decyzje. W końcu wszystko zależy od niej. Kate i jej Babcia to bohaterki, które wyróżniają się na tle innych bohaterów. Sama chciałabym mieć taką babcię.

Nie mam żadnych obiekcji przed tym, by każdemu czytelnikowi polecić Kroniki Chronosa. To świetnie zarysowana historia, jak i wyobraźnia. Znajdziecie tutaj odrobinę miłości, thrillera i sporą dawkę fantastyki, która opowiada o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Polecam ogromnie.

Zapomniałabym napisać o magicznej okładce. Mam słabość do łączenia koloru niebieskiego i czarnego. Klimatyczna i przyciągająca wzrok, czego chcieć więcej?

Za wspaniałą podróż dziękuję:

Bardzo krótka pozycja niesie za sobą wielkie ryzyko i to od autora, bądź autorki danej książki zależy, czy będzie ona dobra i trafi do swoich czytelników, czy wręcz przeciwnie i okaże się fiaskiem.

19-letnia Alice przeprowadza się do nowego domu. Już pierwszej nocy ma niezwykły sen. Śni jej się Melodia - kraina, w której jest rzeka nut, deszcz nut, las nut i... On - Trevor. Chłopak, który kradnie jej serce. Co zrobi Alice, gdy sen stanie się pewnego dnia rzeczywistością? Czy zostanie na zawsze z Trevorem w Melodii, czy wróci do realnego świata i zwykłego życia?

Nie spotkałam się nigdy wcześniej z takim pomysłem. Gdzieś w danym opisie znalazłam ten czynnik WOW, który przyciągnął mnie do siebie, lecz z drugiej strony miałam na uwadze to, że jest to niespełna stustronicowa pozycja, ale przecież do odważnych świat zależy. Uznałam, iż nawet, gdy książka niezbyt mi się spodoba, to przecież nie stracę na nią dużo czasu. Jednak w głębi miałam nadzieję, że tym razem będę się mylić.

Niestety, moje nadzieje okazały się być wysuszone niczym pustynia, z każdą kolejną stroną czułam wzrastającą irytację główną bohaterką. I znów stoję przed dylematem: patrzę w lewo, widzę świetny, genialny pomysł, a gdy zerkam na prawo, dostrzegam słabo wykreowanych bohaterów w jeszcze gorszej skonstruowanej fabule.

Ciąg wydarzeń był dla mnie kompletnie niezrozumiały. Czułam się jakbym przeskakiwała z kwiatka na kwiatek i zbytnio nie zwracałam uwagi, co było za mną, a co dopiero przede mną. Sposób przekazania pomysłu był dla mnie nielogiczny. Zachowanie Alice również balansowało między schizofrenią, a ogłuszeniem. Nie potrafię inaczej tego opisać, gdyż naprawdę nie cierpię bohaterek, które nie wiedzą czego chcą.

Można by zrzucić winę na krótką formę, gdyż nie sposób w takiej krótkiej pozycji odpowiednio rozwinąć danego tematu. Lecz wtedy nasuwa się pytanie: dlaczego nie został ten temat poszerzony? Po tej plątaninie myśli raczej wina leży po stronie stylu pisarskiego autorki. Debiut niestety w tym wypadku nie jest udany. Talent, który gdzieś tam się skrywa, powinien być jeszcze przez dłuższy czas szlifowany.

Nie chcę was kompletnie zrażać do tej pozycji, gdyż sądzę, że młodsze osoby mogłyby odnaleźć w niej coś cennego. Ot tak zwykłą powieść, które nastolatki lubią. Lecz z drugiej strony nie chcę obrażać tej grupy wiekowej. Myślę, że sami musicie zdecydować, czy niestabilnie emocjonalna bohaterka i odrobinę bezsensowny rozwój wydarzeń jest wam na rękę. Jeśli tak, to sięgajcie po nią raz dwa.

Za egzemplarz dziękuję: