Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Pamiętacie moje zachwyty nad pozycją 2049? Dziś przedstawiam Wam wywiad z Panem Rafałem. Jest on mężczyzną zamieszkującym Warszawę, gdzie pracuje w agencji reklamowej jako copywriter. Poza pisaniem, robi zdjęcia, maluje obrazy i zajmuje się swoim psem. Z wykształcenia jest anglistą, a w literaturze i muzyce szuka twórców, "którzy wymykają się ramom gatunku i starają się robić wszystko po swojemu, z różnym skutkiem.". Przyznacie, że Pan Rafał to istna mieszanka wybuchowa ekspresji, lecz podążajcie dalej i zaczytajcie się w wywiadzie:

W informacjach, jakie uzyskałam od Pana, otrzymałam stwierdzenie, że napisał Pan ok. 20 książek. W książce 2049 mamy do czynienia z przyszłością, a w pozostałych pozycjach, jakie gatunki się pojawiają?
2049 to pierwsza powieść nawiązująca do gatunku science-fiction, którą napisałem. Prawie wszystkie pozostałe moje próby literackie były osadzone w teraźniejszości pomiędzy szarymi blokami z wielkiej płyty, ale na szczęście już mnie samemu ten temat się znudził.

Dość niedawno miałam możliwość przemierzania ulic Warszawy. Dla mnie sprawiło ono wrażenie wiecznie zagonionych ludzi, którzy nie potrafią się zatrzymać chociażby na chwilę. Jak jest z Panem? Również biegnie Pan na metro, chociaż wie Pan, że za dwie minuty odjedzie kolejny?
Nie gonię. Spaceruję. Gdy się szybko biegnie, wiele szczegółów umyka, a bez nich ciężko zrozumieć i skomentować rzeczywistość. Duże miasta z racji swojej wielkości wymuszają pośpiech, ale ostatecznie to od ciebie zależy czy będziesz gdzieś biec. Ja staram się mieć nad tym wystarczającą kontrolę, by nie musieć gonić czasu. Pędzę tylko wtedy, gdy siedzę za kierownicą, ale robię to dla przyjemności.

Każdy z nas kieruje własnym życiem, lecz czasem się zdarza, że los sprawia, że lądujemy gdzieś, gdzie nigdzie byśmy się zapuścili, pracujemy w miejscu, o którym nigdy nie pomyślelibyśmy w młodych latach. O czym Pan marzył w dzieciństwie? Czy marzenia się ziściły?
Mam wiele marzeń i część z nich udało mi się zrealizować. Jednym z nich od zawsze było wydanie książki. Teraz muszę wymyślić sobie nowe. W dzieciństwie zawsze chciałem zostać wampirem i mieć wielki zamek na szczycie góry, ale tego chyba nie uda mi się osiągnąć.

Maluje Pan obrazy, robi zdjęcia, gra na gitarze i w dodatku pisze książki. Skąd tak rozległe spektrum pasji?
Jak to kiedyś powiedział Harmony Korine – to wszystko jest częścią tej samej wizji. Jeśli masz coś do powiedzenia, jest wiele sposobów, by to wyrazić. Staram się nie nudzić w życiu, więc próbuję różnych rzeczy. W jednych radzę sobie nieźle, w innych efekty są koszmarne, ale to nie ma znaczenia, póki to, co robię sprawia mi radość.

Pracę magisterską napisał Pan o bitnikach (nawet sama musiałam sprawdzić w Internecie, z czym to się je). Skąd takie zainteresowanie danym tematem?
Pamiętam jak na pierwszym roku studiów przeczytałem „Skowyt” Ginsberga, wulgarny, brutalny i pełen emocji wiersz, który przewrócił moje pojęcie o tym co wolno, a czego nie wolno napisać. W liceum nie przerabialiśmy takich rzeczy. Chwilę później poznałem Kerouaca, Burroughsa i oczywiście Huntera S. Thompsona i tak już zostało.



Jeżeli mógłby Pan polecić swoim czytelnikom jedną pozycję literatury, co by to było i dlaczego?
Nie wierzę, że istnieje uniwersalna książka, która zadowoli wszystkich czytelników na Ziemi, bo każdy ma inne preferencje. Ja zawsze szukam literatury, która się nie boi być inna, walczy ze sztampą i testuje wytrzymałość czytelnika. Dla mnie taką pozycją było „House of Leaves” Marka Danielewskiego.



Każdy słucha muzyki, sądzę, że bez tego nie mamy prawa funkcjonować. Lecz nie zapytam o piosenkę, która ciągle dźwięczy w Pana głowie, a o utwór, którego wręcz nie może Pan znieść?
Ostatnio staram się codziennie poznawać jedną nową kapelę, więc słucham najróżniejszych dźwięków. Kolega z pracy podrzucił mi francuskie Naive, mają świetny kawałek „Luna Militis”, który chodzi za mną od kilku dni. Unikam natomiast typowej popowej papki z radia. Moim zdaniem muzyka popularna została stworzona dla ludzi, którzy tak naprawdę nie lubią muzyki.

Ma Pan flat coated retrievera, wyczytałam w Internecie, iż jest to pies, który należy do rasy aportujących psów. Czy często trenuje Pan swojego psa? Jaka historia wiąże się z powstaniem owej przyjaźni?
To bardzo długa historia :) Na psa z żoną decydowaliśmy się kilka dobrych lat. Szkolimy go sami z różnymi skutkami. Chivas – bo tak wabi się nasz flat – miał wpływ na powstanie „2049”, dużą część książki wymyśliłem spacerując z nim po lesie.



Wyobraźmy sobie sytuację, że musi Pan zrezygnować z jednego ze zmysłów. Na który zmysł padłby wyrok oraz jakby Pan sobie bez niego poradził?
Jako mieszkaniec dużego miasta, który często porusza się komunikacją miejską wybrałbym zmysł powonienia.



Coraz częściej dostrzegam, że ludzie odchodzą od jakiejkolwiek wiary. Czy sądzi Pan, że kiedyś w przyszłości Bóg nie będzie odgrywał ważnej roli w życiu zarówno indywidualnym, jak i społecznym?
Prędzej w społecznym niż indywidualnym. Świat będzie się stawał coraz bardziej laicki. To nieuniknione.

Skoro już mówimy o przyszłości, myśli Pan, że przyszłość, jaką opisał Pan w swojej książce jest możliwa? Czy tylko jest to wyobrażenie, które niewiele będzie miało styczności z naszym życiem?
2049 opowiada o przyszłości, ale tak naprawdę jest satyrą naszych czasów. Kult celebrytów, elitaryzm i ogromne podziały społeczne – to już mamy wszędzie wokół. Jeśli chodzi o technologię, jest ona tłem dla wydarzeń opisanych w mojej powieści, ale chciałem żeby także odzwierciedlała to co jest, lub to, co będzie niebawem możliwe. Sądzę, że szyby i stoły w naszych mieszkaniach mają duży potencjał aby stać się przestrzenią reklamową.

Niech wyobrazi sobie Pan, że wygrał na loterii milion złotych. Na co przeznaczy Pan te pieniądze?
Wydam je zupełnie racjonalnie. Kupię dwa mieszkania, jedno po to, by nie stawać się zakładnikiem banksterów i nie brać kredytu hipotecznego, drugie jako zabezpieczenie na przyszłość, żebym nie musiał na stare lata być na łasce naszego dysfunkcyjnego systemu emerytalnego.

Niby zwyczajny dzień, ale nie umie Pan znaleźć drugiej brakującej skarpetki, wlewa Pan do kawy skiśnięte mleko, biorąc prysznic nagle kończy się ciepła woda. Istny dzień na nie, jak Pan sobie radzi z takimi dniami?
Humorem. Czasem trzeba się po prostu roześmiać. Uśmiech jest dużo skuteczniejszy i zdrowszy od napinania się.

Autor czy Autorka książek, to dla mnie osoba, która czyta dużo książek. Jak jest z Panem? W jakich gatunkach i twórcach się Pan pławi?
Czytam sporo, ale nie tylko książki. Czytam artykuły o technologiach, o wszechświecie, zapomnianych religiach, psach, grach i samochodach. Nie mam ulubionych gatunków czy epok. Najwięcej przyjemności sprawia mi czytanie autorów, którzy piszą książki, które sami chcieliby później przeczytać. Czuć z kilometra kiedy książka powstała z potrzeby tworzenia, a kiedy dla kasy. Jestem na to szczególnie wyczulony. 


Gotować nie każdy potrafi, ale każdy uwielbia oddać się przyjemności jedzenia pyszności. Jaką potrawę chciałby Pan zjeść, jeżeli byłby to ostatni posiłek w Pana życiu?
Pozwoli Pani, że zacytuję bohatera mojej książki: „Pizzę z szynką parmeńską i rukolą. Do tego zimny browar”.



Już jest! Naukowcy wymyślili sposób, by móc przenieść się do przeszłości lub do przyszłości na jeden dzień. W jakie czasy by Pan się chętnie przeniósł i dlaczego?
Przeniósłbym się na sam koniec historii czasu żeby zobaczyć jej finał i być może dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodziło.

Wiele osób emigruje, gdyby miałby Pan taką możliwość, porzuciłby Pan Polskę?
Już dwa razy to zrobiłem wyjeżdżając na krótko do Anglii, ale przenosząc się gdzieś zarobkowo głównie walczysz o przetrwanie. Na dłuższą metę jest to nie do wytrzymania. Natomiast jeśli miałbym wystarczająco dużo środków, żeby zamieszkać gdziekolwiek chętnie zamieniłbym Polskę na południową Kalifornię albo Nową Zelandię. Nie jestem szczególnie przywiązany do jednego miejsca. Praktycznie co chwila gdzieś się przeprowadzam.

Deszcz głośno bębni w szyby, a Pan siedzi w swoim pokoju z książką w ręku, popijając ulubioną herbatę. Nagle, do Pana uszu dobiega głos prezentera telewizyjnego, który ogłasza, że świat skończy się za 24 godziny, gdyż w stronę ziemi zmierza ogromna asteroida. Jak spędzi Pan ostatni dzień swojego życia?
Nie oglądam telewizji, więc pewnie nie dotarłaby do mnie ta informacja. A tak na serio to z rodziną i przyjaciółmi, bo to najważniejsze, co mamy w życiu.

Gdzie i jak, widzi Pan siebie za piętnaście lat?
Nie wiem gdzie będę za piętnaście dni, a co dopiero za 15 lat. Życie zaskoczyło mnie tak wiele razy zwrotami akcji, że wolę już nic nie planować. Wiem, że będę pisał, bo to integralna część mojego życia, jak jedzenie albo spanie. Poza tym, wszystko jest możliwe. 
Widzę zapowiedź, czytam opis i czuję w kościach, że to książka dla młodszych. Zastanawiam się, stawiam na szali za i przeciw i biorę w ciemno gatunek, który dla mnie już dawno powinien być zabroniony. Książka trafia w moje ręce i jestem oszołomiona, nigdy nie pomyślałabym, że spodoba mi się pozycja dla młodszych.

Kilku kolegów ze szkolnej podstawówkowej ławki zdobywa cenną informację jak przedostać się do Krainy Marzeń. To co kotłuje się wam w głowach na temat marzeń, to nic, gdyż to co znajdziecie się w niej to coś niezwykłego, a wyobraźnia autora nie ma granic. Więcej takich książek proszę!

W krainie marzeń są inne zasady i reguły, coś co u nas nazywa się zwyczajnie, to tam nazwa wygląda i dźwięczy całkowicie inaczej (Kto by pomyślał, by łąkę nazwać jako kwiatoplacek?) W końcu pomyślcie, co wy byście dodali w takiej krainie? Może trawa byłaby jadalna? Sama zastanawiam się nad tym, co absurdalnego mogłabym wymyślić i już w mojej głowie kiełkuje się kilka wspaniałych myśli.

Ta książka jest zarówno dla młodszych jak i starszych. Widziałam siebie za parę lat, gdy czytam tę historię swoim dzieciom, bądź przekazuję im w ręce tę historię. Niesamowita dawka fantastyki i wyobraźni, napisana w sposób klarowny i przede wszystkim przyciągający czytelnika. Dlatego możecie być pewni, że jeżeli macie pociechy w wieku podstawówkowym, to wiecie, co im sprezentować, by wieczorami się nie nudziły, a kto wie, może sami trafią do takiej krainy?

Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że dla dorosłej osoby ta książka może okazać się takim skarbem. Trafia swoją prostotą, a zarazem nieprzewidywanymi rozwiązaniami wydarzeń, w umysł czytelnika. Jeżeli stoicie przed decyzją, czy jako osoby dorosłe, sięgać po książki przeznaczone dla młodszych: to mówię gromkie tak. Nawet dorośli muszą mieć jakąś drogę do beztroskich chwil i właśnie taką dawkę serwuje Kamień Wyobraźni.

Nie mam pojęcia, czy pod pseudonimem Martines znajduje się kobieta czy mężczyzna, osoba starsza czy młodsza, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, bo z tego miejsca mogę stwierdzić, że niezależnie, jakim człowiekiem jest autor, ma niezwykle wybujałą wyobraźnię, która procentuje tak niezwykła historią.

Uwielbiam wydawnictwo, za tak wspaniałe oprawy graficzne okładki, ponieważ ta, dla młodej osoby będzie niezwykłym wycinkiem historii i pozwoli już w młodym umyśle stworzyć ścieżkę do tworzenia własnych światów. Plastyczny język i pomysł królują w tej historii, a ja się cieszę, że mogłam poznać tę historię i radzę wam wydać te parę groszy, byście i wy nie zapomnieli o tym, jak świetnie jest czuć się dzieckiem!

Za powrót do dzieciństwa dziękuję:
Kolejna antologia trafiła w moje ręce, tym razem jednak przygotowałam się na dawkę literatury, którą lubię, czyli mroczną z pewnym dodatkiem realizmu, który sprawiłby, że włosy staną mi dęba na karku, tak przynajmniej sądziłam po przeczytanym opisie na okładce książki…

Opis właśnie wywołał na mnie duże wrażenie, ponieważ sądziłam, że spędzę strasznie chwile z krótką formą, jednak okazało się trochę inaczej. Tak naprawdę horroru i grozy to tutaj jest jak na lekarstwo. Jest tu istny przeplataniec gatunku, gdyż odnajdziemy odrobinę fantastyki, wspomnianej grozy, thrilleru i powieści psychologicznej. Może to tylko moje wrażenie, że blurb wprowadził mnie w błąd, gdyż użyte słowa „Z Archiwum X”, groza, horror, chyba jasno obrazują, w jaką sferę będę wkraczać. A według mnie było tego za mało i należałoby odrobinę zmienić opis.

Nie mniej jednak świetne opowiadania. Oczywiście w zależności od czytelnika, jedne okazują się być lepsze od drugich, ale to już jest domena antologii. Zawsze będzie opowiadanie, które sprawiło, że ziew był nieunikniony, lecz znajdą się i te pełne realizmu, dające do myślenia. Muszę przyznać, że pierwszy raz zauważyłam w stylu pisania, męski charakter. Zazwyczaj tego nie dostrzegam, lecz tutaj po prostu czuć to w tekście, poprzez detale elektroniczne czy motoryzacyjne, występujące w tych opowiadaniach.

Przypadek śmierci, Świetlik, Kuracja to według mnie najlepsze opowiadania znajdujące się w tej antologii, nawet zastanawiałam się czy wpisać tutaj pierwsze opowiadanie Miasto X, lecz niestety te opowiadanie było dla mnie pomysłem zapożyczonym, dlatego nie znajduje się ono w tych najlepszych. A może wam spodoba się inne opowiadanie?

Gdy odwracasz już ostatnią stronę książki, nagle dostrzegasz, kim, bądź czym są owe tytułowe szmaciane lalki. Ja osobiście posiadam własną interpretację tytułu i uważam, że z psychologicznym aspektem Autor poradził sobie w zadowalającym stopniu. Długo się zastanawiałam nad tym jak ocenić tę pozycję. Bo z jednej strony dostrzegam tu wielki talent w konstruowaniu zdań i zaciekawieniu czytelnika własną wyobraźnią, lecz z drugiej strony pomysły są odrobinę oklepane.


Opowiadania są po prostu dobre, przyjemnie się je czyta, ale nie zachwycają. Zapewne innym czytelnikom, którzy na co dzień nie czytają antologii, owy zbiór może okazać się genialnym rozwiązaniem i może być opatrzony znakiem zachwytu, lecz nie dla mnie. Nie mniej jednak sądzę, że jest to dobry zbiór opowiadań z różnych gatunków, które posiadają w sobie wspólny mianownik, jakim są emocje i nasze skrywane lęki, w dość miękkim, przyjemnym wydaniu.

Za egzemplarz dziękuję:

Książka przeczytana w ramach akcji:

PROBLEMY CZYTELNICZE

1. Masz 20 tys.  książek do przeczytania. Jak decydujesz co przeczytasz jako pierwsze?
Ojacie, ale jesteście hojni, obiecuję zajmować się nimi należycie. Będę je pielęgnować i odkurzać codziennie oraz obliguję się do czytania przynajmniej jednej książki dziennie. Jeżeli bym tak zrobiła w przybliżeniu zajęłoby mi przeczytanie całej biblioteczki 54,79 lat. W tym momencie opadły mi ręce, bo nie sądzę, bym je wszystkie przeczytała. Ale jeżeli mam się zdecydować, co wybiorę pierwsze, to zdecydowanie książka Autora, którego znam i wielbię. Początek zawsze musi być wystrzałowy!

2. Jesteś w połowie książki i stwierdzasz, że kompletnie Ci się nie podoba. Kontynuujesz ją, czy przerywasz?
Jeżeli jest to egzemplarz do recenzji, to brnę dalej w owych odmętach nudy i flaków z olejem, lecz jeżeli jest to książka z mojej biblioteczki, to rzucam ją w kąt i zapominam o niej raz dwa (zazwyczaj przeznaczam ją do wymiany). Naprawdę nie ma sensu marnować czasu na książki, które są po prostu nie w naszym guście, czy stylu.

3. Kiedy zbliża się koniec roku, a Tobie pozostało kilka(naście) książek do zakończenia jakiegoś wyzwania. Czy starasz się je jak najszybciej nadrobić?
Raczej taka sytuacja mnie nie zastanie, bo jestem osobą dość systematyczną i nie jestem gołosłowna, jeżeli powiedziałam sobie, że przeczytam daną ilość, bądź gatunek, robię to zdecydowanie i niezaprzeczalnie, ale z drugiej strony nie sądzę, bym obudziła się powiedzmy 20 grudnia z ręką w nocniku, gdy patrzę na stos, który by mi oznajmił, że zostało mi 10 książek. Jeżeli miałabym na to czas, to oczywiście zbieram tyłek w troki i staram się spełnić wyzwanie, ale oczywiście nic na siłę.

4. Okładki serii, którą kochasz w ogóle do siebie nie pasują. Jak sobie z tym radzisz?
Nie zwracam na to, aż tak wiele uwagi, oczywiście jest mi smutno, że nie wyglądają tak pięknie jakbym tego chciała, ale z drugiej strony, to przecież nie koniec świata. Każdy ma swój zamysł na okładki, może komuś podobają się różne okładki w serii. Kto wie, może kiedyś i mi się spodoba taka postać rzeczy?

5. Wszyscy kochają książkę, której nienawidzisz. Z kim dzielisz się swoimi uczuciami?
Z chłopakiem, tylko z nim rozmawiam na temat książek. A muszę przyznać, że to kompletne moje przeciwieństwo, bo on nie czyta w ogóle książek. Przynajmniej jemu mogę się uzewnętrznić, nie myśląc jednocześnie o tym, by zbytnio mu nie spojlerować treści.

6. Czytasz publicznie książkę i nagle zaczynasz płakać. Jak sobie z tym radzisz?
Nigdy nie płaczę przy książkach, więc to dla mnie trochę abstrakcyjna sytuacja.

7. Kontynuacja książki, którą kochasz właśnie pojawiła się na rynku, ale ty nie pamiętasz zbyt dużo z poprzednich tomów. Co robisz? Przeczytasz jeszcze raz wszystkie tomy?
Nie, mam wielką nadzieję, że Autor bądź Autorka ma tak wielką wiedzę i profesjonalizm idzie z nią w parze, że przytacza informacje z poprzednich tomów. To naprawdę wielki plus. Ale nigdy mi się nie zdarzyło by czytać serię od nowa, bo nie pamiętam co się w nich działo, zawsze coś w głowie zostaje ;)

8. Nie chcesz nikomu pożyczać swoich książek. Jak grzecznie odpowiesz osobom, które Cię o to proszą?
Ja nie biblioteka, książek nie wypożyczam. Może i jestem egoistyczna, ale co mnie to, poza tym nie mam wśród znajomych ludzi czytających, więc zbytnio ten problem mnie nie dotyczy :)

9. Czytelnicze A.D.D. Zacząłeś i odłożyłeś w tym miesiącu pięć książek. Jak radzisz sobie z czytelniczym zastojem?
Nie posiadam takiego zastoju i raczej też nigdy nie odkładam książek.

10. Ciągle wychodzą nowe książki, a ty bardzo chcesz je przeczytać. Ile tak naprawdę kupujesz?
Nie kupuję nowości, czekam, aż stanieją, bądź będą jakieś promocje, to że akurat teraz przeczytam nowość niczego nie zmieni, więc odkładam ją na późniejszy czas.

11. Po tym jak kupisz nowe książki, które bardzo chciałeś przeczytać, jak długo leżą na twojej półce zanim się za nie zabierzesz?
Od roku do dwóch, tak, tak jestem okropna, ale popadłam w manię zbieractwa pozycji i tak to później wygląda. Szczerze jest mi bardzo źle z tego powodu, ale ze względu na promocję nie jestem w stanie się powstrzymać przed kupowaniem pozycji w korzystnych cenach.

LBA

1. Gdybyś miał/a wybrać ostatnią książkę jaką przeczytasz w swoim życiu, jaka by to była?
Zdecydowanie przeczytałabym Harrego Pottera, by przenieść się w sferę magii, by móc odejść w spokoju, kto wie, może do Hogwartu?


2. Czy planujesz w przód lektury do czytania, czy wybierasz po prostu losową pozycję z półki?Jestem dumnym planowiczem wypraw, więc i w sprawie wirtualnych wypraw czytelniczych, muszę wszystko zaplanować (tutaj akurat ze względu na egzemplarze recenzenckie), ale w sprawie moich pozycji, również lubię planować co mnie będzie czekać w najbliższym czasie : )


3. Co sądzisz o e-bookach i audiobookach?
E-booki czytam chętnie nawet, gdy mam papierową wersję, to zgarniam i e-booka by móc czytać je wygodnie w łóżku, bo musicie przyznać, że czasem książki są naprawdę ciężkie i w pozycji leżącej po prostu źle się je czyta. A audiobooki? Nigdy nie korzystałam z żadnego, ale chyba niezbyt jestem przekonana do tej formy.


4. Twój ulubiony cytat, dlaczego?
Nie posiadam żadnego ulubionego cytatu, po prostu nie mam pomięci do takich form.


5. Muzyka podczas czytania? Jeśli tak, to jaka?
Żadna, nie lubię gdy mnie coś rozprasza, szum i ogólny jazgot dnia powszedniego rozumiem, ale nigdy nie czytam, gdy w tle leci muzyka.


6. W jakim najdziwniejszym miejscu zdarzyło Ci się czytać?
Chyba nic mi nie przychodzi do głowy, nic super nadzwyczajnego. Może kiedyś to zmienię?


7. Przywołaj w umyśle najszczęśliwszy moment w swoim życiu i opisz go w kilku słowach.
Ostatnia premierowa ekranizacja Harrego. Dzięki niej zdobyłam swojego chłopaka :)


8. Do jakich fandomów należysz?
Chyba niestety do żadnego, jakoś jestem bezosobowa jeżeli chodzi o taką formę fantastyki.


9. Czy czytasz blogi inne niż te książkowe? Jeśli tak, to jakie?
Czytam i to dużą ilość, w moich obserwowanych znajduje się ponad 80 blogów, na które systematycznie zerkam, więc dość sporo tych blogów jest.


10. Książki na podstawie filmów i gier komputerowych. Co o tym myślisz?
Chyba jeszcze nie przeczytałam żadnej takiej pozycji, więc nie wiem jak się odnieść, ale dla fanów filmów i gier to może być ciekawa odskocznia, by poznać dany świat głębiej.


11. I tak bardziej walentynkowo. Czym powinien odznaczać się idealny chłopak/dziewczyna?Powinien być taki jak mój chłopak: ma wady i ma zalety, jest normalnym człowiekiem, który nie sprawia mi przykrości, jest moją bratnią duszą, w dodatku często gęsto, a nawet mogę pokusić się o stwierdzenie, że zawsze, myśli o tym samym co ja. Czego chcieć więcej?

Dzięki za nominację, czy tam coś podobnego: Pisane myślami, Oli
Idzie wiosna, zaraz, zaraz, coś mi się pomyliło, to Mróz nadchodzi po raz enty i to w dodatku w kompletniej nowej odsłonie! Miałam już możliwość poznania twórczość Remigiusza od strony historycznej, jak i fantastyczno-kosmicznej, ale teraz czas na powieść prawniczą? Co ja plotę, kompletnie nie mam pomysłu jak nazwać ten gatunek, w którym teraz pozwala nam się babrać Autor. Chyba was nie zdziwi jak napiszę, że znów możecie sięgać w ciemno w jego twórczość?

Warszawa i prawniczy świat zaprasza w swe nieskromne progi. Nieskromne, ponieważ Joanna Chyłka, należy do osób, której nie chcielibyście zajść za skórę. Pani prawnik wraz ze swoim nowym aplikantem (tak naprawdę popychadłem) Kordianem Oryńskim, starają się dowieść niewinności jednego ze swoich klientów, którego wina jest wręcz niezaprzeczalna. W końcu spędził z zamordowanymi ofiarami w swoim mieszkaniu aż dziesięć dni, tylko kto by pomyślał, że wraz z głównymi bohaterami zostaniemy wplątani w niezwykłą i głęboko idącą intrygę?

Trzymam książkę w rękach, myślę sobie: jest dobrze, będzie dobrze, a tak naprawdę jest źle, jest wręcz okropnie. Czemu znów mi to zrobiłeś Remigiuszu, że swoją kolejną książką rozbiłeś mój świat? Jest źle, bo ja już nie mam nawet słów jak opisać talent Autora, ciągle mnie czymś zaskakuje, manewruje on między gatunkami, co dla mnie, jak i innych czytelników zapewne jest czymś niewykonalnym. A jednak on pokazuje, że da się, że można stworzyć coś z kompletnie innego gatunku, a w dodatku być w nim tak dobrym. Czemu więc jest okropnie? Bo nie wiem jak on to robi, że nawet, gdy sobie obiecuję, że będę dawkować sobie jego następną książkę, to i tak pochłaniam ją raz dwa, a później po prostu zostaje mi kac książkowy. Uważajcie, tak właśnie na czytelników działa Mróz.

Akcja jest ciekawa, jest wręcz arcyciekawa, a co dopiero zakończenie! Jest to jedna z tych historii, która zapadnie w Twojej głowie na dłużej i nie da o sobie zapomnieć przez długi czas. Gdy zapewne dowiedziałeś się, że wchodzimy w tej książce w odmęty prawa, to czułeś się zdegustowany. Tak, ja też tak się czułam, nie wiedziałam czego się spodziewać, nawet przemknęła mi myśl, że prawnicza paplanina może mi się nie spodobać, ale byłam w ogromnym błędzie. Każde słowo chłonęłam jak gąbka i przewracałam kolejne strony, tylko by dowiedzieć się, co będzie dalej.

Właśnie to jest domeną Mroza, że tworzy historie w sposób przystępny dla zwykłego śmiertelnika i jednocześnie wprowadza go w tajniki danego fachu. Wręcz poczułam się, jakbym to ja była aplikantką w firmie prawniczej. Może tak naprawdę, po przeczytanej historii wcale nie jestem już takim laikiem w dziedzinie prawa? Autor potrafi rozbudzić w czytelniku ciekawość w stosunku do danego gatunku, który przedstawia. Twierdzisz, że nie kręcą Cię kryminały czy thrillery? Nic straconego, rozpocznij poznawanie tego gatunku od powieści Mroza i już z tych gatunków nie wyjdziesz. Gwarantuję Ci to.

Za każdym razem jestem zaskoczona rozwojem wydarzeń, nigdy bym nie pomyślała, że tak historia się zakończy, a może nie zakończy, tylko jest początkiem czegoś innego? To właśnie jest ten talent, gdzie Autor używa rozwiązań, na które ja bym kompletnie nie wpadła.

Co mogę powiedzieć więcej? ZaMROZiłam się na dobre i nawet się z tego cieszę. A Ty czytelniku, nie powinieneś mieć żadnej obiekcji przed sięgnięciem po tę lekturę, bo naprawdę obudzi w Tobie duszę prawnika. Och i zapomniałabym: Zakochałam się w Chyłce… Ups, chyba źle zabrzmiało, ale tak, niezwykle świetnie wykreowana postać. Macie może do niej namiary? Spotkałabym się z nią w jakiejś meksykańskiej knajpce…

Za tajemnice świata prawniczego dziękuję:


Książka przeczytana w ramach akcji:
Dam dam daradamdam daradamdam daraaadaaam. Czy już ten mały wstęp, ukazujący moje zdolności muzyczne, coś wam mówi? Tak, Pieśń Lodu i Ognia dotarła i do moich uszu, jak i oczu i do tej pory nie daje o sobie zapomnieć. W moim przypadku na początku było to jedynie zafascynowanie serialem, ale jako osoba, która uwielbia pławić się w książkach, przekonałam się i do tego, by sięgnąć po książki Pana Martina. I jak zapewne sądzicie, zakochałam się po uszy. Chociaż jak to bywa w miłości, czasem nadchodzą te gorsze chwile, gdy ukochanemu trzeba wyrzucić, co zrobił źle.

Gra o tron dopiero się rozpoczęła, a końca nie widać, spiski rozgrzewają do czerwoności, a ziemia powoli zostaje skuta lodem, gdyż jak mawiał Eddard Stark: zima nadchodzi. I w tym wypadku się nie mylił.

Seria Pieśni Lodu i Ognia ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy i muszę przyznać, że dobrze się z tym czuję, bo Pan Martin naprawdę stworzył świetną historię. Można by go wrzucić do wora wielkich twórców, pfu raczej ustawić go na piedestale czołowych twórców fantastyki. Wykreował on taki styl, że nie sposób mu nie bić brawa, gdyż w czterech literach ma swoich czytelników i tworzy kontrowersyjną serię, pełną bólu, cierpienia i zaskakujących zwrotów akcji. Czego tak naprawdę więcej byście chcieli? Wszystko w tej historii jest na swoim miejscu (no może poza tym, że gdy zaczynamy darzyć uczuciem danego bohatera, to wiemy, że za niedługo umrze). Ma to jednak swoisty urok, bo twórczość i wyobraźnia Martina nie ma granic i za to mu dziękuję.

Jak już wcześniej wspomniałam, moja przygoda rozpoczęła się od serialu i uważam, że był to dobry wybór. Ponieważ dzięki temu, gdy czytam zlepki kolejnych zdań potrafię przywołać sobie w pamięci twarz danego bohatera, bo musicie uważać, ilość i mnogość bohaterów o podobnych imionach jest zatrważająca i dla zwykłego laika jest tego po prostu za wiele by móc się rozeznać w historii. Nie mniej jednak Autor ma lekkie pióro i potrafi dzięki wyrazom wykreować tak znaczące i wyróżniające się postacie, że zapadają one na dłużej w pamięci.

Osobiście posiadam własnych faworytów książkowych i to te rozdziały czytam najchętniej. Do tych osób należą Arya (najmłodsza córka Eddarda) i Daenerys Targaryen. To dwie postacie i w dodatku kobiece, wyróżniają się na tle tej historii, ale co ja plotę, tutaj każdy jest wyjątkowy.

Chociaż czytanie pierwszej części trochę mi zajęło, to uważam, że to nie jest czas stracony, ja po prostu się nią delektowałam i dawkowałam ją w odpowiedniej dawce, by moje serce nie pękło na pół. Jeżeli uwielbiacie fantastykę, to naprawdę musi być to pozycja, którą należy przeczytać. Zapamiętajcie również to, że to nie jest to historia na jeden wieczór, bo któż by przeczytał 777 stron w jeden dzień? (No cóż, jakiś świr by się znalazł)

Mam nadzieję, że to ponadczasowa opowieść fantastyczna, która będzie się cieszyć ogromną popularnością, nawet wtedy, gdy serial zakończy swoją żywotność, lub gdy kiedyś w przyszłości seria zostanie zakończona, gdyż jak na dzień dzisiejszy mamy możliwość rozciągnięcia przyjemności na pięć tomów, a dalsze się piszą… taką mam przynajmniej nadzieję.
Pierwsze spotkanie z twórczością Autora, i to, jakie spotkanie! Można wręcz rzec, że klasa sama w sobie, a jednak czy wyobraźnia Pana Quicka przyciągnęła mnie do siebie, czy wręcz przeciwnie?

Spoglądając na tytuł, jak i na okładkę, nie miałam kompletnie pojęcia, w jakie sfery wchodzę. Z jednej strony po przeczytanym blurbie, miałam ogromną ochotę przeczytać tę pozycję, lecz z drugiej strony stała ona zakurzona chyba już od połowy zeszłego roku. Finley, który rzadko kiedy używa słów do komunikowania się, nagle staje się człowiekiem, który musi zaopiekować się inną zbłąkaną duszą. Nigdy zapewne nie sądził, że tak wiele przeszkód stanie mu na drodze do zdobycia tego, czego od wielu lat pożąda najbardziej.

Już na samym wstępie mogę stwierdzić, że książka jest bardzo dobra, wciągająca, z pewnym czynnikiem inności, po który tak często uwielbiamy sięgać. Pod lupę weźmy głównego bohatera – Finleya. Niespotykanie małomówny, który dąży do swoich marzeń z zaciekłą determinacją, jednocześnie próbujący odnaleźć się w społeczeństwie, które go otacza. Tylko nie myślcie, że w jego przypadku jest to takie proste, gdyż jest jednym z niewielu białych, zarówno w mieścinie jak i szkole. Można by z jednej strony nazwać go ciamajdą, który jest zamknięty w swoim świecie, ja akuratnie za takimi bohaterami niezbyt przepadam, ale swoją determinacją i siłą walki przekonał mnie do siebie.

Historia, w moim mniemaniu ma szokować, wciągać w czytelnika w rejony, które zwykłemu śmiertelnikowi nawet się nie śniły, a jednak z drugiej strony jest to opowieść o nastoletnim życiu, tylko opatrzona łatką inności. Nie sądzę, by taka historia mogła wydarzyć się w rzeczywistości, ale co ja tam wiem o życiu? Autor posługuje się niezwykle plastycznym językiem, który sprawia, że nie jesteśmy w stanie się od niej oderwać chociażby na dłuższą chwilę. Nietuzinkowa historia kryminalna, dodaje smaku tej potrawie czytelniczej. Nie skłania wprawdzie ona do przemyśleń, lecz do stania w kącie i obserwowaniu jak historia jest w stanie się pokręcić.

Obserwator gwiazd… któż z nas nie jest jednym z tych, którzy spacerując spogląda na niebo? Poszukując spadających komet, jednocześnie sprawiając, że myśli fruną gdzieś w niesamowite rejony. Czas się zatrzymać, zastanowić się o głębszych przemyśleniach. Niezwykle przyjemna lektura książki, nietuzinkowy wymiar powieści i wspomniana inność, działa na plus dla odbioru tej pozycji. Chociaż to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Quick’a to jednak sądzę, że i inne historie przeczytam z równie wielkim zapałem, co Niezbędnika obserwatorów gwiazd.

Jeżeli, zarówno młody jak i starszy czytelnik, potraktuje tę historię, jako pewnego rodzaju odskocznię, to spędzi przy tej lekturze, niezwykle miłe chwile, chociaż chciałoby się wręcz napisać, że dość krótkie. Bo gdy po nią sięgnięcie, to jeden wieczór i po książce. Jestem ciekawa, jaką inność zaserwował nam Autor w pozostałych jego książkach.

„A może jednak nauczyłem się dzięki koszykówce czegoś o życiu: obchodzisz innych ludzi tylko wtedy, gdy możesz pomóc im wygrać. Jeśli nie możesz tego zrobić, przestajesz się liczyć.”


Niecodzienne słowo – Naturyzm, negacja, nekrofagia


Naturyzm – życie w zgodzie z przyrodą, ze środowiskiem naturalnym

Negacja – zaprzeczenie, odrzucenie.

Nekrofagia – inaczej kanibalizm.

Film warty obejrzenia – Noc oczyszczenia, Niezgodna, Nowe szaty króla

Noc oczyszczenia – Tym razem horror i to w czystej postaci. Co byście powiedzieli na to, że raz do roku w Stanach Zjednoczonych jest organizowana noc oczyszczenia, podczas której możecie mordować, gwałcić i co wam się żywnie podoba, a konsekwencje? Żadne. Taki rozwój rzeczy spowodował, że przestępczość w ciągu całego roku jest bliska zeru. Uważam, że ten motyw jest świetny, lecz skończcie na oglądaniu pierwszej części, bo druga jest kompletnym niewypałem.


Niezgodna – W tym przypadku podeszłam do ekranizacji jeszcze przed przeczytaniem książki (taka zasługa mojego chłopaka, który książek nie czyta, więc nie obchodzi go to, czy ja już książkę przeczytałam), lecz wywarła na mnie duże wrażenie, ciekawi aktorzy, którzy wspaniale wpisali się w daną historię. Ekranizacja powieści zasługuje na piątkę.


Nowe szaty króla – Świetny film animowany z moich młodych lat. Człowiek piastujący wysokie stanowisko, nagle zostaje przemieniony w lamę? Z tego musi wyjść coś świetnego i właśnie takie jest w rzeczywistości. Izma jak i Kronk są cudownymi postaciami, ubawicie się do łez


Książka, która wywarła na mnie wrażenie: Niewolnica – A.M. Chaudiere

Pierwsza z książek polskich autorów, do których miałam przekonanie. Anię poznałam osobiście i to świetna dziewczyna, od razu wstąpiłyśmy na ten sam tok rozumowania. Lecz nie o tym miałam pisać, książka jest genialna. Magowie, elfy wampiry, tutaj wszystko się miesza, lecz to mieszanka wspaniała, jednocześnie Autorka podchodzi do tego tematu całkowicie inaczej od wszystkich, a Ty chciałabyś zostać czyjąś niewolnicą?

Książka, która wywrze na mnie wrażenie: Na granicy zmysłów – Przemek Kossakowski




Program telewizyjny, oglądam bardzo często, gdyż intrygują mnie niezwykłe przeżycia Pana Przemka i mam ogromną nadzieję, że i w papierowej wersji nie zawiodę się chociażby na chwilę. Bo może szamani i uzdrowiciele naprawdę mają w sobie coś szczególnego?


Autor i jego twórczość – Neill Chloe


Autorka przyciągnęła mnie do siebie swoją serią z wampirami, gdzie pierwsze część ma tytuł: Niektóre dziewczyny gryzą. I tak, może i są zbytnio młodzieżowe, ale naprawdę dwie części bardzo polubiłam, tylko jak to zwykle bywa, pomimo, że seria liczy sobie więcej książek, to znów moje nadzieje na to, by została reszta przetłumaczona, chyba nigdy się nie spełni.

Cytaty


„-Nie zakochałeś się jeszcze we właściwiej osobie?
-Niestety, moją jedyną miłością pozostaję ja sam.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej.”
Cassandra Clare – Miasto Kości

„- Na pustyni jest się trochę samotnym.
- Równie samotnym jest się wśród ludzi.”
Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę

„Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.”
Phil Bosmans
Drugi tom trylogii Niezgodnej, to nowe poprzeczki stawiane przed kontynuacją, kompletnie postrzelone zamysły, które krążyły w mojej głowie, lecz tak naprawdę, czy Autorce można pogratulować kontynuacji?

Otwarta wojna, nie wiadomo, komu zaufać, a przede wszystkim czy można zaufać najbliższym i samemu sobie? Tris jest niezgodną, można by rzec, że wszystko od tego się zaczęło, lecz należy pamiętać, że coś, co było początkiem zawsze ma swój nieoczekiwany koniec.

Zbuntowana różni się od swojej poprzedniczki, nie stawia poprzeczki wyżej, jest po prostu inna. Zakochałam się w pierwszej części ze względu na frakcje, na zadania stawianymi przed ochotnikami, tutaj natomiast mamy do czynienia z wojną, sojuszami i poszukiwaniu samych siebie. Ale chyba należy zaznaczyć, że w drugim tomach trylogii właśnie tak bywa, tutaj zauważam znów ten schemat, którego szczerzę, nie znoszę w książkach. Lecz widocznie takie zamysły się sprawdzają i przyciągają czytelników z całego świata. Więc tak naprawdę trudno dostrzec w niej kontynuację, poza kilkoma charakterystycznymi cechami, jakimi jest opatrzona historia głównej bohaterki.

Gdybym przerwała czytanie tej części ok. 40 stron przed końcem, zapewne bym się zawiodła i oceniła ją gorzej od części pierwszej, lecz to właśnie koniec tej historii nastraja czytelnika na ciąg dalszy historii. Wprowadza w czytelniku zalążek niepewności, a zarazem przekazano mu informację, dzięki której może sam tworzyć obrazy w swojej głowie. To zakończenie drugiego tomu, wbija w fotel i sprawia, że trylogia jest warta przeczytania, a już za parę miesięcy warta obejrzenia.

Z jednej strony nadchodząca ekranizacja, wymusiła na mnie sięgnięcie po drugi tom, czy jestem zaskoczona? Odrobinę tak, lecz jednocześnie jestem zawiedziona, ponieważ postawa, jak i działania bohaterki niezbyt mi się podobały, nawet mogę stwierdzić, że przewracając strony czułam się poirytowana jej zachowaniem. Lecz zapewne miało to w sobie swoisty wydźwięk, ukazania destrukcyjnego, jak i zarazem niezgodnego charakteru Tris

Autorka nadal trzyma swój styl pisania w ryzach, gdyż potrafi płynnie poruszać się między wątkami. Jednak, czegoś brakuje w tej historii, zapewne nie mam na myśli tutaj wydarzeń, bo pojawiają się ciągle i czasami wręcz zaskakują, chciałoby się tylko napisać, że oczekiwałam czegoś innego. Tak, to bardzo trafne stwierdzenie, myślałam, że będę podążać inną ścieżką historii, myślałam, że znajdę się za murem, który otacza zniszczone Chicago. Do tej wędrówki, zaprasza mnie trzeci tom (przynajmniej takie mam wrażenie) i pomimo niedociągnięć, denerwujących postaci, które mnożą się w tej historii, nie mogę nie stwierdzić, że: trzeci tomie, przybywam!

Odkryłam, że ludzie mają wiele warstw tajemnic. Wydaje ci się, że kogoś znasz, że go rozumiesz, ale jego pobudki zawsze są przed tobą ukryte, schowane w jego sercu. Nigdy ich nie poznasz, ale czasem postanawiasz zaufać.”
Naprawdę pierwszy raz stoję przed trudną decyzją, jak ocenić książkę, której kompletnie nie zrozumiałam? Zapewne wam się wyda, że to nie możliwe, by przeczytać daną pozycję, a jednak z drugiej strony po skończonej lekturze, nie wiedzieć, co tak naprawdę w tej historii się wydarzyło.

Gdy tylko zerknęłam na opis, który już na samym początku zachęca do sięgnięcia po nią: „Każdy rozsądny człowiek wierzy w bajki…”, myślałam, że czeka mnie wspaniała historia, może i w pewien sposób zagmatwana, lecz obarczona pewną dozą tajemniczości. Okazało się całkowicie inaczej, ponieważ nie byłam w stanie jej zrozumieć.

Mogłoby się wydawać, że wszystko kręci się wokół Marii i jej wielkiego wynalazku, a wokół niej krążą szpiedzy, którzy chcą pozyskać tę wielką tajemnicę, lecz jedynie to powoduje, że jesteśmy zakręceni tak bardzo, że nie wiemy, co jest istotą tej książki. Przynajmniej ja nie jestem w stanie określić, co Autorka miała na myśli.

Z jednej strony mamy tutaj wiele polskich miejscowości, zahaczamy nawet o powojenną Warszawę, a z drugiej jest to filozoficzna książka. Nie jestem w stanie inaczej jej określić, bo moim zdaniem, książka jest bardzo trudna w odbiorze. Czasem się czułam, jakbym była po prostu głupia by móc zrozumieć, co ta historia chce mi przekazać.

Już na samym początku widzimy słowa jak: KGB, Mosad i nagle sprawiają one, że nie jestem już zainteresowana tą pozycją. Ale nie daję za wygraną, brnę w treści dalej, a im mocniej się zagłębiam, tym bardziej czuję się, że jestem w lesie. Tylko nie w takim zwykłym lesie, tylko jakimś niezrozumiałym otoczeniu, gdzie wszystko jest nierzeczywiste, wręcz czasami absurdalnych.

Czytając dialogi, często miałam wrażenie, że jedna osoba mówi o pierniku, a druga opowiada mu o wiatraku. Co ma piernik do wiatraka? Właśnie, jestem kompletnie zagubiona, do tej pory nie wiem, o czym miała być historia, chociaż z jednej strony sądzę, że Autorka chciała przekazać nam nasze polskie społeczeństwo, jego wady. Tylko po prostu w takiej formie, jak Autorka stara się nam ją przekazać, jest dla mnie niezrozumiała, a po paru stronach chcemy rzucić nią w kąt. Bo jak można czytać książkę, której nie jesteśmy w stanie zrozumieć?

Zostawiam tę pozycję bez oceny, ponieważ nie umiem się do niej odnieść, nie wiem czy książka jest źle skonstruowana, czy po prostu nie jestem w stanie zrozumieć jej geniuszu. Ani jej nie polecam, ani nikomu nie odradzam, gdyż sądzę, że większą wartość tej powieści znajdą osoby, które się pławią w filozofii, połączonej z absurdem. Książkę mogłabym przyrównać do wierszy, których kompletnie nie rozumiem.

Ciągle w tej recenzji używam słów nie rozumiem, ale inaczej nie da się tego opisać…
Jak wyobrażacie sobie nasze życie, społeczeństwo i cały nasz egzystencjalizm za 35 lat? Latające samochody, czy może jednak już nas wtedy nie będzie, bo nadejdzie apokalipsa zombie? Sama mam milion pomysłów na minutę, a każdy z nich wydaje się równie prawdopodobny, co poprzedni. Lecz Pan Rafał Cichowski połączył tak wiele różnych elementów i wykreował nasz świat z tak wieloma detalami i przemyśleniami, że takiej wyobraźni to możemy mu tylko pozazdrościć.

Ketra – miasto położone kilometr nad ziemią, wydaje się miejscem błogim, wręcz idealnym, lecz dla Roberta Welkina, nie jest już jego miastem. Został pozbawiony tego przywileju i czas teraz rozpocząć nowe życie, kompletnie od zera. Lecz wszystko nie jest takie, na jakie wygląda, a w dodatku takie życie nie wydaje się proste.

Coś czuję w moich skostniałych kościach, że to będzie najbliższy hit nowości wydawniczych. Jest to świetnie skonstruowana wizja przyszłości, a co najgorsze (a może najlepsze?) owe wyobrażenie Pana Rafała, wydaje mi się wielce prawdopodobne. Naprawdę wiele z owych rozwiązań, z których będziemy mieli możliwość korzystać w przyszłości, wydają się być sensowne, a jednocześnie są po prostu genialne. W każdym zdaniu mamy cząstkę tego innego świata, w końcu, nie tylko otoczenie się zmienia, lecz również i ludzie. Brawa to za mało, gdyż wciągnęłam się w tę historię bez reszty.

Świetna konstrukcja sprawiła, że poczułam, iż Autor wie, co chce napisać oraz w jakim stylu powieść utrzymać i mu się to udało. Zastosowanie kursywy przybliża nas do przyszłego świata i każdy detal wydaje się być w odpowiednim miejscu. Każdy trybik tej skomplikowanej historii współgra ze sobą, więc powiedzcie mi, czego chcieć więcej? Więcej treści. To moje jedyne zastrzeżenie, taką historię, można by rozpisać przynajmniej na kilkuset stronach więcej, a może nawet stworzyć z niej chociażby duologię (mam cichą nadzieję, że będzie i drugi tom)?

Robert Welkin jest bohaterem tragikomicznym. Naprawdę. Nie można inaczej o nim napisać, niż właśnie w ten sposób, bo gdy widzimy, jak ciągle ma pod górkę, to zaczynamy dostrzegać, że nasze życie w ostatecznym rozrachunku nie jest wcale takie złe. W jednym zdaniu? To bohater o wielu twarzach, a waszym jedynym zadaniem jest to, by go pokochać bezwarunkowo.

Nie mniej jednak, takie perełki lubię odnajdywać i cieszę się, że mogłam ją przeczytać, bo naprawdę uważam, że Pan Rafał ma wielki talent, a to przecież dopiero debiut, oj i to jaki debiut! Jeżeli lubicie się pławić w rozmyślaniach o przyszłości to książka 2049 zdecydowanie was zaprowadzi w tak niesamowite odmęty, że postradacie zmysły. Bo nawet kobiety lubią przeczytać o szemranych interesach, czy morderstwach bez skrupułów. A właśnie takie smaczki na was tutaj czekają, lecz nie tylko. Tutaj po prostu znajdziecie wszystko, odrobinę romansu, science-fiction, kryminału, thrilleru, no po prostu wszystkiego, czego dusza zapragnie. Więc tak naprawdę szufladkowanie tej historii jest błędem.

Kompletnie inną bajką jest okładka, o której trzeba tutaj wspomnieć, prosta i klimatyczna, a w szczególności przyciągająca wzrok. Sami musicie przyznać, że taka okładka skłoniłaby was do sięgnięcia po nią i poczujcie się natchnieni ową recenzją do zakupienia jej, bo mogę wam powiedzieć, że nie będziecie zawiedzeni.

Za egzemplarz dziękuję:

Książka przeczytana w ramach akcji:
Czasem zdarzają się takie pozycje w czytelniczym życiu książkoholika, że najchętniej rzucilibyśmy nimi o ścianę, bo widać, że mają w sobie ogromny potencjał, ba, są genialne w swoim zamyśle, jednak sposób ukazania treści pozostawia wiele do życzenia.

Strażak Mocny po przeszczepie twarzy umiera tragicznie i trafia do miejsca zwanego Otchłanią. Jest to przedsionek raju, który każdy może wymyślić, ale nie każdy do niego trafi. O tym decydują Sprawiedliwi w zależności od tego, kto jakim był za życia.*opis znajdujący się na książce.

Powyższy opis, przyznacie szczerze, że skłania czytelnika do zagłębienia się w wyobraźnie Pana Wiesława. Ja jestem urzeczona takimi tematami, ponieważ już na wstępie wiedziałam, gdzieś tam głęboko, że nie będzie to żadna literatura o wierze, lecz rodzaj fantastyki, z którą tak lubię przebywać. I nie myliłam się co do tego, ponieważ istota Wymyślonego raju jest dla mnie magicznym wątkiem i tutaj mogłabym zacząć bić brawa, lecz potem zauważam pozostałe aspekty, niedociągnięcia i tutaj moje ręce nieruchomieją w połowie gestu.

Pomysł, właśnie to jedna z tych niewielu rzeczy, która tutaj zagrała. Gdy brnęłam w kolejnych stronach, zastanawiałam się, czemu ja wcześniej nie wpadłam na taki pomysł? Ową Otchłań można określić mianem czyśćca, lecz jest to wyjątkowe miejsce, pełne wielu ścieżek, a my sami, jak i bohaterowie, nie wiemy, dokąd nas ta droga doprowadzi. Czy koniec tej historii będzie szczęśliwy, czy może wręcz przeciwnie?

Głównym minusem, wręcz przodującym wśród innych jest sama konstrukcja zdań. Oczywiście napis na egzemplarzu informuje mnie, iż jest to tekst przed korektą i w stu procentach to rozumiem, nie zwracam więc uwagi na błędy. Lecz błędy błędami, ale konstrukcja zdań, czy wypowiedzi jest tragiczna. Tragiczna w takim sensie, że nie potrafiłam nadążyć za tekstem i do tej pory nie potrafię zrozumieć, czy owy zabieg był stosowany specjalnie, czy jest to po prostu niewiedza Autora, co do konstrukcji zdań. Ponieważ Autor posługuje się dość dziwnym językiem. Każde zdanie zdaje się być inwersją zdania normalnego. Postaram się wam podać przykład:

„Może dziwić ludzi, dlaczego uśmiechnięci są, dlaczego piwko piją, oni wszystko widzieli już, śmierć muska ich po policzkach, czasem kilka razy dziennie; przyjaciel w szpitalu jest, ale wiedzą, że będzie żył, co dalej będzie, to czas pokaże, nie wolno się załamać, wtedy zamiast pomagać, szkodzić będą i sobie, i też innym;”s.18

Możliwe, że nie pojmuję takiego stylu, mogę się nawet pokusić o zastanowienie, że może w tym jest geniusz, ale ja po prostu tego nie dostrzegam. Zdania są krótkie i obojętnie, czy patrzymy na dialogi, czy opisy, po każdym przecinku można by postawić słowo STOP, jak to bywało dawniej w telegramach. Właśnie taki odczytuję tu styl i niesamowicie mnie on zmęczył.

Autor porusza wiele skrajnych i trudnych tematów, zapewne takich, jakich nie jeden bałby się wprowadzać do swoich pozycji, za to również należy się plus. Zdradzę tylko, że czyny księdza są dość drastyczne. Nie mniej jednak z powodu wspomnianej narracji nie odczuwałam w ogóle, by bohaterowi byli jakkolwiek wykreowani. Co stronę zdawało mi się, że ukazują nam inną, lecz nie zawsze, swoją stronę. Jakby bohaterowie byli zlepkiem wszystkiego.

Po prostu nie zrozumiałam tej pozycji, chociaż ogromnie chciałam ją pojąć, bo znów muszę przypomnieć, że pomysł jest genialny. Może wy odbierzecie ją inaczej. Dlatego pomimo niskiej oceny ją polecam, możliwe, że komuś z was przypadnie do gustu, lecz dla mnie jest ona czymś abstrakcyjnym.

Za egzemplarz dziękuję:

Książka przeczytana w ramach akcji:


Spoglądam na okładkę i czuję te dziwne przyciąganie, zerkam na opis i słowa sprawiają, że przyciąga mnie do siebie na bardzo bliską odległość. Właśnie tak na was podziała ta pozycja, gdy będziecie mieli możliwość trzymania ją w swoich dłoniach. A czy tak naprawdę treść spełniła moje oczekiwania? A może okładka i opis zaprzepaściły wszystko i były najlepszymi atutami tej historii?
August Nacht to nieślubny syn hiszpańskiego arystokraty księcia de Valsombra. Gdy chce przypomnieć o sobie swojemu ojcu, ten go zbywa i nie uznaje go. Rok 1791 oznacza, że zemsta oraz inne wierzenia są na porządku dziennym i tym razem nie jest inaczej. Klimat XVIII wiecznej Hiszpanii daje o sobie znać, a przede wszystkim dawne gusła..

Już od pierwszych stron czuć całkowicie inny klimat. Każde zdanie jest skrzętnie dopracowane w taki sposób, by przenieść nas w dawne czasy, lecz to nie wszystko. Sposób opisywania tej historii ma w sobie świetny zalążek grozy i klimatu, którego nie znajdziecie w innej pozycji. Muszę przyznać, że pierwszy raz spotykam się z takim gatunkiem, ponieważ powieść gotycka chyba nie jest zbytnio obleganym tematem, a jednak zaszczepił we mnie całkowicie miłe odczucia.

Książka jest bardzo dobra, tylko czasami miałam wrażenie, że mnie nudzi, po prostu nie była zbytnio zrównoważona. Myślałam, że na każdej stronie znajdę gusła dawnych lat, co jednak się nie spełniło w 100 procentach, ale w większej części zdecydowanie mnie zachwyciła. Nie każda pozycja musi być idealna, by spodobała się czytelnikowi i tutaj moje ogromne brawa dla Autorki.

Pani Joanna ma w sobie dar przenoszenia w czasie, a któż z was nie chciałby mieć takiej magicznej mocy? Jestem wręcz zdziwiona sytuacją, podczas której, gdy czytałam ową powieść, przenosiłam się do dawnych czasów i gdy odkładałam ją, czułam się, że powinnam być gdzie indziej.

Niezwykły klimat i sposób prowadzenia narracji jest niespotykany i przyciąga czytelnika zdecydowanie. Nie oczekujcie tutaj fantastyki, a raczej pogańskie wierzenia, lekkiego dreszczyku na plecach i wielkiej dawki informacji. Bo czy wiecie na przykład gdzie szukać mandragorę i jakie wierzenia się z nią wiążą? Właśnie te tajemnicze skrawki wyobraźni i wierzeń dawnych ludzi są wspaniałe w swojej prostocie.

Musicie sami się przekonać czy taki typ literatury wam się podoba, czy powieść gotycka ma prawo istnieć w polskim wydaniu. Moim zdaniem, zdecydowanie tak, a ja już wyruszam szukać innych pozycji z owego gatunku, bo debiut Pani Joanny zachęcił mnie do tego zdecydowanie.

Za świetną książkę dziękuję:
Kontynuację postanowiłam przeczytać w późniejszym czasie, gdyż gdy sięgnęłam po nią od razu po przeczytaniu Krwawego Szlaku, to jakoś mnie nie wciągnęła. Możliwe, że zbyt szybko chciałam poznać drugą część i w pewnym momencie czułam przesyt. W tym przypadku Dzikie serce musiało swoje odczekać, by znów Pani Young mnie zaskoczyła.

Saba, gdy w poprzedniej części uratowała swojego brata, sądziła, że nic jej teraz nie przeszkodzi w zaszyciu się gdzieś wraz z nim i ich siostrą, lecz do szczęścia brakuje jej jeszcze Jacka. Ale wszystko zaczyna się komplikować, bo to przecież niemożliwe, by Jack ją opuścił na zawsze i to w dodatku w tak okrutny sposób.

Już teraz muszę wam napisać, że ta część odrobinę mnie rozczarowała. Nie jakoś znacznie, lecz w taki sposób, że nie pokochałam jej tak bardzo jak pierwszej. W moim mniemaniu pierwsza część była powiewem świeżości, a w tej czegoś zabrakło. Nie mniej jednak nadal była ona bardzo dobra. I sprawiła, że nawet, gdy wyjdzie trzecia część, to od razu po nią sięgnę.

W tej części nie odczułam takiej bliskości rodziny jak w poprzedniej. Saba stała się dość egoistyczna, a nagle jakby cały trud, który jej towarzyszył w Krwawym szlaku, nagle teraz się ulotnił, a jej najważniejszym celem jest odzyskanie Jacka. Dlatego tę część określiłabym, jako pisaną w innym charakterze, lecz nadal nie zapominając o wielu przygodach, które jej towarzyszą. Właśnie te przygody nadają tej historii niebywały charakter, zwroty akcji potęgują uczucie nasycenia.

Jednak nadal to wszystko nie było tym, czego się spodziewałam, może oczekiwałam czegoś więcej? I ciągle myślę, że pomimo tego, iż jest to kontynuacja, wydaje się mi być zgoła inną historią, z tą samą główną bohaterką. Saba w tej części również inaczej się zachowuje, stawia sobie inne priorytety, dostrzegamy jak zmienia się jej charakter. Tylko dlaczego uczucia przesłaniają jej całe postrzeganie świata? W wątku miłosnym autorka zmierzała niebezpiecznie do trójkąta miłosnego, którego wielu czytelników nie lubi. Lecz wybrnęła z niego obronną ręką, już się boje, co zaserwuje nam w następnym tomie.

Niemniej jednak dystopia, którą przedstawia Pani Young, jest czymś nowym. Cała ta otoczka, wykreowanie danego świata sprawia, że ta historia jest wyjątkowa. W mojej głowie powstawały obrazy mrocznej pustyni, która zmierza, aż do horyzontu, a może jeszcze dalej.

Tutaj też należy wspomnieć, że może w najbliższym czasie ujrzymy ekranizację Kronik czerwonej pustyni, co niezwykle mnie intryguje i zachwyca, bo nie mogę się doczekać, aż Sabę ujrzę na ekranie.

Jeżeli więc macie przed sobą Krwawy szlak, to bez wahań sięgnijcie po nią, jak i po jej kontynuację, ale dajcie jej swoje odleżeć. W moim przypadku się to sprawdziło, bo gdybym zaczęła ją czytać od razu po zakończeniu pierwszego tomu to nie sądzę, że moja ocena wyglądałaby, tak jak wygląda dziś.