Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Spotkanie z ostatnią spowiedzią, było dość niecodziennym spotkaniem, ponieważ po przeczytaniu drugiego tomu uznałam, że do trzeciego na pewno nie dotrę, bo sądziłam, że niczego nie stracę nie dowiadując się, czego dotyczy tytułowa ostatnia spowiedź, jakże wielce się myliłam.

Prawie na wstępie, musiałabym również zastrzec, że nie rozumiem, dlaczego wokół tej serii jest tyle szumu oraz co w niej jest takiego pięknego, że inne osoby uważają ją za arcydzieło. Fakt, miłość między Aly a Brandinem jest iście filmowa, można by nawet pokusić się o napisanie słowa, że to muzyczna miłość. Moim zdaniem cały fenomen polega na tym, że któżby nie marzył o miłości jak z bajki? Sama w dawnych czasach durzyłam się gwiazdach filmowych, czy muzycznych. Jakże to musiałoby być piękne spotkanie i jeszcze bardziej, jaka cudowna historia. Jest jednak jedno „ale”. Tym „ale” właśnie zajęła się Nina Reichter, która postanowiła nam przedstawić, że z taką miłością nie ma żartu.

Pani Nina ma w sobie zalążek, który mogłabym określić, jako rozpruwacza. Może to dość obsceniczne nazwanie danej sytuacji, lecz potrafi ona po prostu zepsuć wszystko. Już myślimy, że związek obojga już jest na prostej, a tutaj znów ściana, której nie da się przejść, a omijanie jej nie ma w sobie dużo plusów. Po prostu czasem podczas czytania tych perypetii, dochodziłam do wniosku, że to wręcz niemożliwe, by pod nogi było rzucane aż tyle kłód. Ale co ja tam mogę wiedzieć o miłości z tabloidów.

Kiedy przyznajesz się do czegoś przed kimś, wie o tym jedna osoba. Kiedy musisz się przyznać przed samym sobą, masz wrażenie, że wiedzą o tym wszyscy.

Te książki, można kochać, lub nienawidzić. Miłość do nich może wiązać się z tym, że zazdrościmy temu związku, lecz zarazem nienawiść również się do tego nawiązuje. Lecz nie można Autorce zarzucić, że nie potrafi ona napisać, czegoś wciągającego. Ponieważ nawet mnie, ta historia wciągnęła i przeczytałam ją w jeden dzień. I gdy nagle teraz zdaję sobie z tego sprawę, to zaczynam się głowić, dlaczego nie spodobała mi się bardziej?

Mogę śmiało stwierdzić, że trzecia część jest najlepsza w całej trylogii, jest zaskakująca i nieprzewidywalna. A to, ogromny plus, ponieważ czy jest jeszcze możliwość by czymś zaskoczyć czytelnika? Widocznie Pani Ninie udało się to znakomicie. Może i stworzona miłość nie jest sielankowa, chciałoby się wręcz napisać, że taka miłość nie ma prawa bytu. Więc jeżeli chcecie przekonać się, jak w perfidny sposób zaskoczyć czytelnika, to musicie sięgnąć po tę kontynuacje, a zarazem ostatni tom.
Ale ja przy tobie już nie boję się wieczności.

Najśmieszniejsze dla mnie jest to, że na serwisie Lubimyczytac.pl, gdy spojrzycie na opinie (których trochę się pojawiło), to pierwsze kilka stron to opinie, które zachwalają daną książkę. Posiadają one niezliczoną liczbę „plusów”, a te, które krytykują książkę, mają po kilka „plusów”. Przypadek? 
Retrum to książka, która interesowała mnie od samego początku. Nie zwracałam uwagi na jej ocenę oraz opinie innych, w tym przypadku wcale mnie to nie interesowało. Zamknęłam się na świat blogosfery w tej sprawie i gratuluję samej sobie, że mi się to udało, gdyż jak zaczęłam zagłębiać się w tej książce, poczułam ogarniające mnie spełnienie.

Chritian cierpi z powodu śmierci swojego brata bliźniaka, lecz gdy pewnego dnia na cmentarzu spotyka trzy osoby o bladych twarzach z fioletowymi ustami, to jego życie zmienia się całkowicie. Tylko czy, poznanie ich było naprawdę dobrym pomysłem? A może jeszcze ktoś inny czai się w jego otoczeniu?

Nie sądziłam, że trafię na książkę, która śmierć traktuje w sposób naturalny, bez wielkich uniesień, lecz nie do końca. Już od pierwszych stron wiemy, że ta pozycja będzie wyjątkowa, coś z nurtu, jakiego nigdy jeszcze nie czytałeś. Pan Miralles stworzył tak niesamowitą scenerię, z wieloma wypowiedziami, które do dnia dzisiejszego zapadły mi w pamięci. Nie jest to zwykła pozycja dla nastolatków, gdzie znajdziemy zwykłą miłość, odrobinę paranormalności, czy kryminału, ta książka jest ponad to wszystko.

Nie należy czytać jej szybko, bo nigdy nie wiesz, które zdanie utkwi Ci w pamięci. Nie wspominając już o tym, że każdy z krótkich rozdziałów jest rozpoczynany cytatem wielu wielkich autorów, które idealnie się wpasowują w przyszłe wydarzenia zawarte w książce. I chociaż napisałam wam, że nie powinno się jej czytać szybko, to ja pochłonęłam ją w jeden dzień, ponieważ nie potrafiłam się od niej oderwać.

Christian jest nastolatkiem, jakich wielu. Zaczyna szukać swojej drogi, więc często ulega wpływom innych, to spowodowało, że wydał się on wyciągnięty ze świata rzeczywistego. Może i jest trochę nieszablonowy, ze względu na jego gust muzyczny jak i czytelniczy, lecz czuję, że jest naprawdę dobrym chłopakiem, który trafił w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Nawet przyznam, że gdybym była na jego miejscu, to raczej postąpiłabym tak samo. Zapewne zapytacie: Ale o co chodzi? A nie, nie, to już musicie sami odkryć.

Czytając jego wypowiedzi, czy wydarzenia, które są zawarte w tej krótkiej książce, nie myślałam, ze chłód i przerażenie spowodowane obecnością cmentarza i śmierci tak mnie oplecie. Bo to naprawdę inna historia niż wszystkie, ma w sobie wszystkie cechy, które sprawiają, ze niezależnie od tego, czy sięgnie po nią młody czy starszy czytelnik, to znajdzie w niej coś intrygującego. Ja się tylko dziwiłam, że moje zaskoczenie będzie się pojawiać na każdej stronie.

Intrygujące zwroty akcji, dobrze wykreowani bohaterowi i tajemnica rządzi Retrum. Wszystkiego dowiecie się w niej w odpowiedniej chwili czytania. Jedyne, czym się smucę, to to, że jakoś nie słyszę, by miała zostać przetłumaczone druga część Retrum. Lecz pomimo tego, książka kończy się w takim momencie, że nawet jeżeli nie będziemy możliwości przeczytania kontynuacji, to i tak to było świetne spotkanie z wyobraźnią Autora.

„(…) – Nie czuję, żebym robił coś szczególnego.
- Pozwalasz mi być sobą. To najlepsze, co ojciec może zrobić dla swojego dziecka”

„Właśnie wtedy poczułem nagły smutek. Zdałem sobie bowiem sprawę, że te ptaki wiedzą dokąd zmierzają, a ja nie.”

„- My, ludzie, jesteśmy przewidywalni. Wszyscy w różnych momentach życia gramy w tych samych filmach. Twój w tej chwili jest filmem miłosnym.”


„To hipokryzja i pycha – twierdzić, że rozumie się ból, którego się nie doświadczyło. Dlatego zawsze wkurzają mnie ludzie mówiący: „Wiem, co czujesz.”.”


Książki o aniołach, to strasznie wdzięczny temat, lecz jest ich tyle, że autor bądź autorka, muszą wiele się napracować, by stworzyć historię inną od wszystkim, z czymś, co sprawi, że będzie to perełka wśród całej rzeszy takich książek.
Czy we śnie można spotkać wielką miłość? Ania podejrzewa, że życie drwi z niej okrutnie i prowadzi na manowce obłędu, ale nawet sobie nie wyobraża, jakie szalone wydarzenia staną się wkrótce jej udziałem. Nawiedzający ją we śnie chłopak okazuje się jak najbardziej realny, obdarzony niezwykłym talentem wczytywania się w ludzkie dusze. A ta, której poszukuje, należy właśnie do Ani. Co takiego niezwykłego kryje się w dziewczynie, że trafia w sam środek walki między upadłymi i aniołami. I czy miłość będzie dla niej wyzwoleniem, czy kolejną udręką.

Może zacznę od tego, że pomimo zamysłu Autorki, książka nie odznaczyła się niczym nowatorskim, lecz zarazem była dobrą i przyjemną lekturą, która umiliła mi kilka następujących po sobie dni. Gdy zaczęłam czytać pierwszy rozdział byłam zachwycona, coś sprawiło, że zalążek pewnej tajemnicy jest gdzieś głęboko ukryty w tej historii i rozwinie się on w coś pięknego. Jednak stało się tak, że nie byłam zaskoczona.

Na odbiór danej książki zawsze wpływa wiele czynników, lecz głównym jest to, ile już książek przeczytaliśmy z danego tematu. Jeżeli w waszym czytelniczym życiu pojawiło się już wiele tytułów, które nawiązują do aniołów, to ta historia może wydać się taką, która nic nowego nie wnosi. Lecz, jeżeli rozpoczynacie wędrówkę po świecie skrzydlatych istot, to jak najbardziej wam ją polecam. Debiut pisarski Polskiej Autorki, jest naprawdę czymś bardzo dobrym.

Motyw wyśnionej miłości między Anią, a Adamem, może i wydaje się trochę pospolity, lecz jednak jest w nim coś intrygującego. Jest nim sekta Castus Ignis, tutaj mogłabym wywołać z moich ust wiele ochów i achów, ponieważ motyw sekty, w moim mniemaniu w tej książce był najlepszy, dość nietuzinkowy i ciekawicie przedstawiony.

Akcja jest dynamiczna, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że nudnych momentów w niej nie znajdziecie. Bohaterzy odznaczają się w swojej paranormalności trochę innymi cechami, do jakich jesteście przyzwyczajeni, lecz do końca nie jestem w stanie stwierdzić, czy było to trafne zagranie, lecz trzeba napisać, że dość niespotykane. Nie mniej jednak, irytujące w tej historii jest właśnie miłość dwójki bohaterów, wszystko wydarzyło się za szybko, zbyt nierealistycznie, nawet zwracając uwagę na fantastyczny charakter tej książki. A może jednak tak jest, gdy się jest przeznaczonym komuś od zarania dziejów?

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o okładce, która według mnie przyciąga wzrok, jest w niej coś intrygującego. Płomienne skrzydła ćmy (mam nadzieję, że dobrze trafiłam), które znajdują się na oczach modelki są strzałem w dziesiątkę.

To kolejna pozycja, która ukazuje, że polscy Autorzy mają coś ciekawego do powiedzenia, do przekazania nam czytelnikom, a my, możemy tylko się cieszyć, że tak dobre książki możemy czytać. Moja ocena, jest związana tylko z tym, iż nie ma tu dla mnie zbyt wiele zaskakujących przeżyć, ale była naprawdę dobra.

Książka przeczytana w ramach akcji:
To jedna z tych pozycji, które zakupiłam w ciemno, przyciągająca mnie do siebie niezwykłą okładką, która zapraszała mnie do jakichś mrocznych wydarzeń. Konkretnej fantastyki, która mogłaby mnie przenieść do innych czasów, lecz jednocześnie, by nie była przesadzona w powtarzających się schematach, lecz jak ostatecznie odebrałam tę pozycję?

Cassandra Spencer już na samym początku książki pokazuje nam rogi. Oj, żeby to były tylko małe rogi, lecz są wręcz ogromne. Dziewczyna zdecydowana, zawadiacka, a w szczególności odważna, nawet jeżeli mówimy tutaj o ilości alkoholu, którą w siebie wlewa. Jedna z takich imprez źle się kończy, a jej późniejszemu życiu przyświecają w myślach zielone zawistne oczy. Po kilku perypetiach, trafia ona do piekła, a podróż po nim może wywołać ciarki, gdyż jej piekłem jest przeniesienie się do V wieku. A tam sprawy wyglądały całkowicie inaczej, niż w dzisiejszych czasach.

Gdy zagłębiałam się w tej książce, czułam, że mi się spodoba, coś było w sposobie opisywania scen, kreacji bohaterów, że wiedziałam, iż będzie to moje odkrycie. Niestety stało się trochę inaczej, gdyż historię można podzielić na dwie części. Autorka świetnie sobie poradziła z tworzeniem jakby prologu, który wciąga czytelnika niezwykle w daną historię. Później ukazuje nam czasy współczesne, które są moim zdaniem najlepszą częścią, a niestety później zaczynamy mieć motywy fantastyczne i tutaj niestety niezbyt przyjemnie się czułam, lecz nie do końca.

Autorka w swoich myślach posiadała wspaniały pomysł, lecz z wykonaniem wyszło trochę gorzej. Moim zdaniem owa opisana teraźniejszość, dotycząca naszych czasów, jak i danej bohaterki, było świetne, ponieważ stworzyła ona charyzmatyczną postać, która wie czego chce, wiele przeszła w życiu, lecz nie bała się wziąć uzd w ręce i poprowadzić ich do swojego nowego życia. Wszystko się psuje, gdy wchodzi moment fantastyczny, lecz nie mniej jest bardzo ciekawy. Tylko właśnie kreacja bohaterki tutaj kompletnie upadła. Nagle Cassandra stała się ogromnie niezdecydowana, zbyt dziecinna, to sprawiło, że historią nie byłam tak bardzo zainteresowana jak na początku.

Może i zbyt krytycznie podchodzę do tego typu „występku”, ale naprawdę na początku twierdziłam, że to główna bohaterka jest najlepszym aspektem, dla którego będę czytać tę historię, a całe dodatki, jak wydarzenia, czy wątek miłosny, to tylko tło. Z tego względu, nie mogę jej ocenić tak dobrze jakbym chciała.

Nie mniej jednak polecam Wam tę książkę, gdyż możliwe, że Wam spodoba się bardziej, zwracając uwagę na wątek fantastyczny, który jest bardzo ciekawy i pozwala nam wybrać się w podróż do V wieku, jak i również do dobrze wykreowanego piekła. Wybór pozostawiam Wam.

Znów przedstawiam wam książkę, którą przeczytałam po obejrzeniu ekranizacji. Nie należę do osób, które uważają to za grzech, bo właśnie film może nas skłonić do tego, że chcemy daną książkę przeczytać jeszcze bardziej.

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość). A Ty, którą frakcję wybierzesz, gdy nastanie odpowiedni czas? Szesnastoletnia Beatrice zrezygnowała ze swojej dotychczasowej frakcji na rzecz odkrycia przygody, by móc sprawdzić, czy jej niezgodność naprawdę ma coś do rzeczy.

„Ci, którzy chcą władzy i ją osiągają, żyją w ciągłym strachu, że ją stracą.”

Czy ekranizacja zmieniła coś w moim odbiorze tej książki? Oczywiście, że nie, ponieważ film jest bardzo dobrze odwzorowany, a dzięki niemu mogłam danych bohaterów sobie wyobrazić. Niezgodna jest tym typem literatury, po który sięgają nastolatkowie, którzy uwielbiają tak jak ja pławić się w dystopiach. I chociaż w wielu książkach dostrzegamy podział społeczeństwa ze względu na różne cechy, to jednak nadal chętnie po nie sięgamy. Czasami się wręcz zastanawiam, że skoro tak wiele osób w swojej wyobraźni tworzy taki przyszły świat, to czy coś tak naprawdę jest na rzeczy i taka przyszłość nas czeka?

Jednym z minusów tej książki jest wiek bohaterki. Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak wiele autorów, tworząc swoich bohaterów, polega na wykreowaniu nastolatków w dość młodym wieku. Gdyż gdy wspominam siebie, gdy miałam szesnaście lat, to aż rumienią się moje policzki. Jak taka osoba, mogłoby uratować świat, wiedzieć co chce robić w życiu? Lecz pomimo tego, że taki zabieg jest często stosowany, ma to swoje odpowiednio konotacje, że grupą docelową książki mają być młode osoby. Ale jak możemy dowiedzieć się z wielu statystyk i wypowiedzi, książki dla młodzieży czytane są przez osoby dorosłe, w tym także ja. Może i nie ma co narzekać, możliwe, że jest to tylko moje spostrzeżenie. Tak naprawdę gdy czytam książkę, w tym przypadku Niezgodną, to ja w głowie widzę już na pewno pełnoletnią bohaterkę.

Każda książka z gatunku dystopii będzie mnie niesamowicie interesować i zawsze będę do niej podchodzić nieco pobłażliwie, ponieważ mam do nich słabość. Bohaterka Beatrice też pojawi się w moich myślach na dłuższy czas i nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po kontynuację (tym razem mam nadzieję, że przeczytam drugi tom jeszcze przed ekranizacją, która ukaże się w marcu).

Pani Roth ukazała bohaterkę w sposób dość niezwykły, gdyż postawiła na stworzenie postaci, która już na samym początku musi podjąć najważniejszą decyzję w jej życiu. Ukazuje na tym przykładzie, że niezależnie od waszego wieku, będziecie musieli podejmować czasem dość trudne wybory.

Autorka nie posługuje się skomplikowanym językiem, pozwala nam lekko płynąć między wydarzeniami czy wypowiedziami bohaterów. Wątek miłosny również się pojawia, lecz uważam, że w tym wypadku nie jest on nazbyt nachalny, wręcz jest idealny w tej historii.

Wiele zależy od naszego podejścia do takiej literatury. Przed sięgnięciem przed tą serią musicie się zastanowić, czy dystopia to gatunek, w który lubicie się zagłębiać oraz czy nie macie problemów z odbiorem książek dla młodzieży. Jeżeli lubicie zagłębiać się w takie historie jak ja, to ogromnie wam ją polecam, bo można spędzić przy niej niesamowite chwile.


Dziękuję za nominację Ines Lavender i nie przedłużając:

1. Miejsce, którego nie odwiedziłabyś za żadne skarby świata.
Takich miejsc jest wiele, nie odnoszą się one do mojego strachu, czy obrzydzenia, lecz do konkretnej kultury, która tam występuje. Jestem fanką Polski, więc jeżeli myślimy o zagranicy, nigdy nie wyjechałabym do Indii. Kompletnie dla mnie nieznana kultura, okropne drogi, według mnie nic ciekawego.

2. Ulubiona piosenka (w obecnym momencie).
Bardzo rzadko zdarza się bym słuchała jakiejkolwiek muzyki, ale jeżeli już mam coś wybrać:


3. Na jaką stronę zaglądasz najczęściej (nie chodzi mi o blog)?
Lubimyczytac.pl, jestem tam wręcz nagminnie, by móc szukać kolejnych perełek książkowych

4. Jak nazwałabyś superprzystojnego bohatera książki?
Jeff, nie wiem dlaczego ale te imię bardzo przyjemnie mi się kojarzy, lecz jeżeli miałabym wybrać polskie imię to zdecydowanie byłoby to imię Jakub

5. Najzabawniejsza sytuacja, która Ci się przydarzyła w życiu?
Ciężko przypomnieć sobie taką sytuację, ogólnie chyba dużo takich sytuacji było w moim życiu, ale kompletnie nie jestem w stanie ich tak opisać by i wam się one wydały zabawne.

6. Przeczytałaś, odłożyłaś, zapomniałaś.
Miasto wampirów – Ellen Schreiber. Wiecie, kompletnie nie pamiętam o czym była…

7. Ładne imię do bierzmowania (praktyczne pytanie :P).
Polecam Ci moje imię z bierzmowania, chociaż ja już teraz z religią nie mam wiele wspólnego, a raczej już nic wspólnego nie mam, to polecam Ci imię: Laura

8. Jaką książkę obecnie czytasz?
Niezbędnik obesrwatorów gwiazd - Matthew Quick

9. Premiera 2015 (książkowa, filmowa, muzyczna), której nie możesz się doczekać?
Książka – Chłopcy 4. Jakub Ćwiek
Film – Zbuntowana
Muzyczna – nie jestem dobra w tym temacie ;) Ale Grubson mógłby coś ciekawego wydać :D

10. Co wybrałabyś: całą bibliotekę książek, czy książkę, która nie została jeszcze wydana (albo nigdy nie zostanie), a ty uważasz, że ta książka jest wspaniała, cudna i musisz ją przeczytać, bo masz przeczucie, że ci się naprawdę bardzo spodoba? (W owej bibliotece są wszystkie książki, które lubisz, ale nie ma TEJ książki).
Stawiam na całą bibliotekę, kto wie, czy w niej nie odnajdę jakiś innych perełek? Jestem jednym z tych czytelników, którzy uważają, że czas spędzony przy jakiejkolwiek książce nie jest czasem straconym.

11. Jak wyobrażasz sobie swój wymarzony kącik do czytania?
Zamkniętą celę z wygodnym łóżkiem i dobrym oświetleniem, nic innego mi nie jest potrzebne.


The Name Game Book Tag,

A - Akademia Wampirów – Richelle Mead
Jedna z pierwszych serii, które kiedyś zaczęłam czytać i się w niej zakochałam, może było to z dobrych parę lat temu, jeszcze zanim cała saga była gdziekolwiek i jakkolwiek rozpoznawalna. Niezależnie od opinii innych, głęboko tkwi w moim sercu

D - Dzikie serce – Moira Young
Całkowicie niedawno przeczytana pozycja, musiała swoje odleżeć. Jestem w niej zakochana z jednego względu, iż pokazała mi, że czasami na daną lekturę jest zły czas i w innym terminie należy do niej ponownie podejść

R - Retrum. Kiedy byliśmy martwi - Francesc Miralles
Książka, która wpłynęła na mnie dość pesymistycznie, wiele w niej zlepków liter układające się w zdania sprawiły, że wiele cytatów z tej książki zapadło mi w pamięć.

I – Invocato – Agnieszka Tomaszewska
Jedna z tych książek, o której nie da się zapomnieć, a jednocześnie wiesz, że za niedługo nadejdzie ten czas, że przeczytasz ją raz jeszcze i znów się zakochasz i będziesz płakać, gdyż nie wiesz, gdy ukaże się drugi tom.

A - Anna we krwi – Kendare Blake
Książka dla młodzieży, podeszłam tak do niej i bardzo mi się spodobała, lekka lektura, z odrobiną krwi. Kto nie lubi takich lektur?

N – Niezgodna – Veronica Roth
Film obejrzany dawno temu, a pierwszy tom sagi przeczytany dopiero niedawno, mam nadzieję, że wyrobię się z drugim tomem jeszcze przed premierą filmową drugiej części :)

A – Anielska – Cynthia Hand

Jedna z tych książek, która wiem, że mi się podobała, lecz jeżeli miałabym sobie przypomnieć szczegóły, to niezbyt pamięć pozwala mi na takie występki. Chyba będę musiała jeszcze raz sobie ją przypomnieć.
Czasami się zastanawiam, jak to jest możliwe, że sięgam po książki, które w normalnych okolicznościach niezbyt by mnie do siebie przekonały. Twórczości Pani Ahern jeszcze nie poznałam, nawet nie obejrzałam filmu Ps. Kocham Cię, gdyż po prostu nie przepadam za historiami miłosnymi, a jednak w blogosferze zawarzało nad tym tytułem. Należy też wspomnieć, że nie jest to wyłącznie zasługa osób czytających książki, lecz również tych, co oglądali film, bo poczułam się zachęcona do jej przeczytania.

Niezwykle się zdziwiłam, gdy przewertowałam książkę na samym początku (jak to zwykle mam w zwyczaju). Dostrzegłam, że cała książka składa się z wiadomości, e-maili, kartek, listów, wycinków z gazety. Pomyślałam wtedy, czy naprawdę jest możliwe, by autorka stworzyła tak genialną książkę, ponoć pełną wzruszeń i bólu, ale jednocześnie obfitującą w śmiech, za pomocą zwykłych wiadomości? Uwierzcie, że pomysł był strzałem w dziesiątkę.

Rosie i Alex, przyjaciele od piaskownicy. Zapewne wielu z was pomyśli, że nie jest możliwe, by przyjaźń między kobietą i mężczyzną utrzymała się dłuższy czas. Życie, rzuca wiele kłód pod nogi Alexowi i Rosie, lecz jak sobie z tym wszystkim poradzą, jak będzie wyglądać ich życie?

To opowieść niezwykła, o czekaniu, o dorastaniu i radzeniu sobie z dorosłością. To kompletnie niezwykła mieszanka, która ma w sobie tak wiele składników, że czytelnik niezależnie od swojej płci, czy wieku, odnajdzie w niej coś dla siebie. Naprawdę jestem ogromnie zaskoczona, że byłam ciągle targana różnymi emocjami. Nie jestem w stanie opisać uczuć, jakie mi towarzyszyły podczas jej czytania. Kompletna rozsypka towarzyszyła przewracaniu stron, ciągle się głowiłam, co jeszcze może się zepsuć, i czy kiedykolwiek ich drogi się spotkają? Ja już tę tajemnicę znam, ale jej odkrycie zostawiam wam samym.

Byłam niezwykle pod ogromnym wrażeniem, że sposobem zapisu tej historii, autorka potrafiła wprowadzić mnie w daną sytuację, a przeskoki czasowe w ogóle nie przeszkadzały. W końcu to historia dziejąca się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Niewiele jest książek, które powodują, że buzia mi się uśmiecha. Sam początek jest świetny w swojej prostocie, gdyż napotykamy się na korespondencję kilkuletnich dzieci, a jak to często bywa, błąd goni błąd, lecz jest to niezwykle osobliwy charakter tej historii.

Może wydać się wam to odrobinę dziwne, ale sądzę, że Pani Ahern, oddała dzięki tej formie wszystkie odczucia, rozmyślania, przedstawienie wydarzeń, czy nawet rozmowy w postaci czatu. Wiele mnogich historii i perypetii wpłynęło na mnie kojąco. Jeżeli tak wyglądają wszystkie książki z kategorii literatury kobiecej, czy nawet młodzieżowej, to ja biorę je w ciemno.

Czytając tę historię, zdajesz się być kibicem ich uczuć, bohaterowie, których trochę się tutaj nazbierało, starasz się wspierać, służyć silnym ramieniem, w razie porażek, czujesz się po prostu, że należysz do tej wielkiej rodziny. Zapadający w głowę bohaterowie, ponadczasowa opowieść, w głównej mierze o przyjaźni i problemach z nią związanych, opiszę więc ją jednym zdaniem:

Niezwykle wzruszająca, wręcz wzruszająco niezwykła…

Za wkroczenie w tę piękną historię dziękuję: Wydawnictwu Akurat

Bartłomiej Basiura urodził się w 1991 r. w Knurowie (to również moje rodzinne miasto:)), lecz mieszka w Ornontowicach. Jest Autorem wielu kryminałów, recenzje dwóch z nich mogliście przeczytać tu: Uczeń Carpzova, Zamknięta Prawda. Można by wiele się o nim rozwodzić, lecz co powiecie na wywiad z Bartłomiejem? 


Adriana Bączkiewicz: Może zaczniemy od mocnego wejścia, czy sądzisz, że kara śmierci powinna być stosowana?
Bartłomiej Basiura: Faktycznie mocne wejście, ale dopuszczam tylko jedną odpowiedź. Opowiadam się przeciwko karze śmierci, bez żadnych wyjątków. Są inne sankcje, których dolegliwość ma być odpowiednio dopasowana do winy, ale dyskusja na ten temat jest oparta przede wszystkim na teoretyzowaniu, którego staram się unikać.

Czytając Twoje książki mamy do czynienia z przestępczością, torturami, ale również bronią. W Stanach Zjednoczonych każdy ma możliwość zakupienia broni, myślisz, że jest to dobry pomysł, by każdy miał możliwość zakupu pistoletu?
Po raz kolejny muszę odpowiedzieć negatywnie, bo również w tej kwestii opowiadam się przeciwko legalizacji. Są różne sytuacje zagrożenia życia, ale amerykańska wizja posiadania broni i przedstawiane argumenty sprowadzają się do choroby błędnego koła, gdzie napięcie i strach kumuluje się i prowadzi do historii jak ta opowiedziana w filmie „Słoń” Van Santa.

Ale jest też inna strona. Pamiętam jak przy okazji „Zamkniętej Prawdy” zarzucano mi, że zbytnio ułatwiam moim bohaterom dostęp do broni, a w Polsce nie tak łatwo uzyskać pozwolenie. Zawsze pozostaje jednak szara strefa, również w Polsce, gdzie konkretny towar można dostać niezależnie od uprawnień, niekoniecznie legalnie.


Wybierając miejsca wydarzeń w Uczniu Carpzova, obrałeś sobie znane Ci okolice. Czym taki wybór był nacechowany? Bo muszę przyznać, strach teraz pojawić się Gliwicach.
Na szczęście historie opowiedziane w moich książkach to jedynie efekt uboczny działania mojej wyobraźni. „Uczeń Carpzova” to książka poświęcona miejscu mojego dorastania. Pochodzę z niewielkiej miejscowości w województwie śląskim – Ornontowic, w Gliwicach uczęszczałem do Liceum, potem nadszedł czas na studia, a wybór padł na Kraków. „Uczeń” powstał po pierwszym roku poza domem, co dało mi szanse spojrzeć na wcześniejsze miejsca z innej perspektywy, docenić sielskość wsi, pewne tradycje i określony sposób myślenia.
Powieść ta jest skoncentrowana przede wszystkim na regionach Śląska, przyznam się szczerze, że było to nie lada ułatwienie, bo opisywanie miejsc, które znam, jest zdecydowanie prostsze, sprawia, że opisywane historii są bardziej realne. Miejscem akcji kolejnych kryminałów jest natomiast Kraków. Wielu polskich autorów na siłę próbuje amerykanizować swoje historie, nie oceniam tego negatywnie, ale nie chcę tego powielać. Czytelnicy amerykańskich i skandynawskich bestsellerów dopiero próbują się przyzwyczaić do polskich realiów, ale w końcu granicą jest wyłącznie wyobraźnia, a droga po najmniejszej linii oporu nie zawsze jest satysfakcjonująca.

„Wystarczy przekroczyć granicę Śląska, a zobaczy się zupełnie inny obraz. Jednym się to podoba, drugim nie.” Do której grupy Ty się zaliczasz?
Swego czasu uchodziłem za lokalnego patriotę, nigdy nie wstydziłem się, że pochodzę z Ornontowic, zresztą nie wyobrażam sobie na dłuższą metę życia w wielkim mieście. Ale zaprzeczyłbym samemu sobie, gdybym powiedział, że inne miejsca mi się nie podobają. Uwielbiam podróżować, korzystam z każdej możliwej sposobności, nie ma lepszej inspiracji niż podróż, nowo poznani ludzie i różnice, które w trakcie tego typu przygód można dostrzec. Zamykanie drzwi od pokoju i ograniczanie prowadziłoby w moim przypadku do śmierci naturalnej mojej pasji jaką jest pisanie. Są pewnie osoby, które w tym momencie powątpiewają, ale zacytowany w pytaniu fragment wydaje mi się znajomy, wydaje mi się, że nawet znam autora, dlatego jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że to przekroczenie granicy nie dotyczy wyłącznie Śląska, ale ma znaczenie zdecydowanie szersze.

Z czego wynika postanowienie, że masz zamiar skończyć pisanie na określonej liczbie książek? Myślisz, że w przyszłości w Twojej głowie nie będą się kotłować nowe pomysły na inne książki?
Mam w tej chwili dwadzieścia trzy lata i jestem w trakcie pisania już mojej szóstej książki, po której zabraniam sam sobie kolejnych tego typu projektów. Moja wyobraźnia potrzebuje drzwi wyjściowych, ale traktuję to wszystko jako pasję, na którą w tej chwili niestety nie mogę sobie więcej pozwolić. Uwielbiam pisać, cieszę się na samą myśl, ale jest to zarazem niezwykle czasochłonne, w dodatku przez ostatnie lata nie potrafiłem nauczyć się dawkowania, bo na to nie da się poświęcić godziny tygodniowo, wymaga to pełnego zaangażowania, na czym tracą inne elementy. Jestem człowiekiem, który jeśli ma coś robić, w grę wchodzi wyłącznie 100%, a w związku z tym, że nie jestem w stanie tyle dać, muszę z czegoś zrezygnować.
Pomysły na pewno będą, od tego nie da się uciec, ale może spożytkuję je w inny sposób

Powoli odzwyczajamy się od pisania długopisem czy piórem. Ciągle tylko komputery i stukanie palców o klawiaturę z literkami. Sądzisz, że nadejdzie taki czas, gdy zapomnimy nawet jak mamy się podpisać?
Mam nadzieję, że to tylko i wyłącznie pesymistyczna wizja świata, która nigdy się nie spełni. Ale masz rację, odzwyczajamy się i ważne abyśmy doceniali tę umiejętność i ją praktykowali. Sam piszę na komputerze, ale to wyłącznie elektronika, która jest zawodna i wtedy do gry wchodzą podstawowe narzędzia.

Stworzyłeś postać Ucznia Carpzova. A czyim uczniem jesteś Ty?
Tutaj nie ma nauczyciela, zadania wyznaczam sobie sam. Największe znaczenie mają moi bohaterowie, to oni stawiają poprzeczkę odpowiednio wysoko. Stworzyłem Ucznia Carpzova i sam stałem się jego uczniem, bo chcąc osiągnąć wyznaczony przeze mnie cel, starałem się dobierać każde słowo jak najlepiej aby oddawało jego charakter.
Jeśli twoje pytanie dotyczy natomiast moich autorytetów pisarskich to mogę tu wymienić amerykańskiego pisarza Jeffery’ego Deayera, ale on co najwyżej sprawił, że zainteresowałem się kryminałami.
To, co piszę, sposób w jaki to robię, tematy, które poruszam, są determinowane przede wszystkim przez środowisko, w którym się obracam. Niebagatelne znaczenie ma sposób, w jaki wychowywali mnie rodzice. Język kształtuje się sam poprzez praktykę, dostrzegam różnicę z każdą następną książką.
Wszystko to kombinacja umiejętności, które chciałbym przyswoić, staram się mierzyć wysoko i iść przed siebie. To punkt wyjścia, a kolejne cele pojawiają się w trakcie pracy.

„Są rzeczy ważne i ważniejsze” – słowa te powtarzane są bardzo często w Twojej książce. Co jest dla Ciebie ważne, a co ważniejsze?
Mam problem z priorytetami. Gdy pisałem te słowa, obawiałem się, że kiedyś ktoś zada mi to pytanie, a ja dyplomatycznie niczym premier Wolski będę musiał uciec do innego tematu. Ale ucieczka na dłuższą metę nie jest rozwiązaniem, a jedynie ślepą uliczką. 
Co jest ważne? Poczucie, że robi się to, na co się ma ochotę. Czasem jest wewnętrzna potrzeba, aby dokonać konkretnego wyboru, nakierowanego na daną potrzebę. Nie można działać na przekór sobie, podjąć się rzeczy, z którymi nie czujemy się dobrze. 
Co jest ważniejsze? Dla mnie to satysfakcja, której pożądam. Chcę być zadowolony z efektów tego, co zakwalifikowałem jako ważne.

Zdradziłeś mi, że wręcz musisz pisać, ponieważ Twoje myśli buzują, by móc przelać je na papier. Czy każdego dnia masz takie uczucie?
To stan, który towarzyszy pisaniu. Gdy się już zacznie, myśli się o tej całej historii, poświęca się czas na budowanie kolejnych powiązań niezależnie czy się stoi pod prysznicem, czy właśnie czeka się na wykład. Może dlatego z zasady szybko piszę książki, bo nie potrafię na dłuższą metę znieść tego obciążenia. Wraz z ostatnią kropką wszystko w momencie znika, kamień spada z serca, oddycham normalnie. Tak jakbym pozbył się jakiegoś brzemienia. Pomiędzy kolejnymi literackimi projektami zwykle robię chwilę przerwy, a potem znowu to samo.

Napisałeś w swojej książce „Śmierć to tylko początek”, według Ciebie zdanie jest prawdziwe? Jak rozumiesz te słowa?
Gdybym uznał, że „Śmierć to koniec” – moje książki byłyby dość ubogie w treści. Czasem zbyt dużo dywaguje, sięgam po filozofię, dla mnie początek w odniesieniu do życia i śmierci to metafizyka, która nie niesie rozwiązań i zadowalających odpowiedzi, wręcz przeciwnie. To zdanie jest tak prawdziwe jak i fałszywe, bo śmierć jest końcem, ale wyłącznie pewnego etapu, który można dla ułatwienia przyrównać do aktu w widowisku teatralnym. Czyli zarazem rozpoczyna coś nowego. Tak samo jest z kropkami. Nawet gdy wydaje się, że to już ta ostatnia, niespodziewanie może pojawić się kolejne zdanie.

Pomyślmy o czymś kompletnie abstrakcyjnym. Uznajmy, że nie pławisz się w kryminałach, w takim razie, w jakim gatunku napisałabyś swoją książkę?
Pojawiła się propozycja romansu jak i bajki dla dzieci. Nawet jeśli to abstrakcyjne gdybanie i zamykam oczy próbując wyobrazić siebie w innym świecie, to kryminał powraca jak bumerang. Ale prawda jest taka, że gdybym miał sam zakwalifikować gatunkowo swoje książki, to jest tam odrobinę romansu, komedii, thrillera, dramatu, a nawet political fiction. Brakuje chyba jedynie fantastyki, która nigdy mnie do siebie nie przekonała. Widocznie moja wyobraźnia jest ograniczona.

Jak postrzegał świat mały Bartłomiej?
Zawsze byłem dość pokaźnych rozmiarów. A tak poważnie. Miałem tendencje do komplikowania sobie świata, wszędzie dostrzegałem jakieś drugie dno, może właśnie dlatego nie przepadałem za matematyką, gdzie w każdym najprostszym równaniu widziałem podstępy. I tak stałem się humanistą i zacząłem pisać książki. Z komplikowania sobie życia na własną prośbę nie zrezygnowałem.


Wyobraź sobie, że wygrałeś na loterii milion złotych. Co zrobisz z tymi pieniędzmi?
Umieszczę na lokacie albo zainwestuję. Z zasady nie podejmuje decyzji pod wpływem chwili, ważę potrzeby, ustalam priorytety. Jestem natomiast skrytym łasuchem, więc w ramach celebracji zwycięstwa, zaopatrzyłbym się w kilka kilogramów żelek, czekolad i innych pyszności.






Jeśli miałbyś wpływ na to, by jedną książkę umieścić w kanonie lektur, jaka książka by to była i dlaczego?
Kanon lektur? Niestety moje książki trzeba odłożyć na bok. Pierwsza książka, która przychodzi mi na myśl to „Puste krzesło” Deavera. Przeczytałem ją mając niespełna piętnaście lat, ale pamiętam ją do dziś. Świetna psychologiczna analiza, sztampowy kryminał, który zadziwia swoją precyzją i sposobem budowy napięcia.





Autor czy Autorka książek, to dla mnie osoba, która czyta dużo książek. Jak jest z Tobą?
W tej chwili powinienem się zawstydzić i zniżyć wzrok udając, że nie słyszałem pytania. W moim przypadku czytanie stało się niezwykle rzadkie. Często sięgam po książki, co jednak związane jest przede wszystkim ze studiami i ma niewiele wspólnego z przyjemnością. A gdy mam już chwilę wolnego, korzystam z tego przywileju i zaczynam pisać.


Jeżeli jesteśmy w temacie książek, myślisz, że czytanie stało się modne?
Moda. Niewiele mam do powiedzenia na ten temat. Wolałbym aby czytanie nie wiązało się z modą, aby sięganie po książki nie wynikało z jakiegoś trendu, do którego inni chcą się włączyć, żeby być fajni, a raczej z naszej osobistej potrzeby.
Nawet jeśli statystyki raczą nas informacjami, że liczba sprzedawanych książek spada, zawsze znajdzie się choć mała garstka chętnych aby zatopić się w słowach. Jakiś czas temu zaczął się bum na kryminały skandynawskie, nie mam nic przeciwko, żeby przerzuciło się to na tytuły polskich autorów.


Czas na trochę samokrytyki, myślisz, że swoje książki mógłbyś jeszcze dopracować, czy zmienić?
Oczywiście! Dochodzę do wniosku, że gdybym kiedykolwiek określił moje książki jako perfekcyjne i genialne, byłby to znak, że coś ze mną nie tak. Zawsze może być lepiej. Teraz, z perspektywy czasu, kiedy sięgam do tytułów, które tworzyłem kilka lat temu, śmieję się, bo widzę jak wiele się zmieniło – język, poruszane tematy, poglądy, sposób budowania narracji, dialogi. Wraz z wiekiem zmienia się perspektywa, mimo to zostawiam wszystko w kształcie, który powstał wraz z ostatnią kropką, bo jedna zmiana determinowałaby kolejne rozdziały i tak naprawdę zmieniała fabułę, co w moim mniemaniu mija się z celem.


Gotować nie każdy potrafi, ale każdy uwielbia oddać się przyjemności jedzenia pyszności. Jaką potrawę mógłbyś jeść bez ograniczeń?
Niedawno były święta, pierwsze co przychodzi mi na myśl to kapusta z grochem i suszonymi grzybami receptury mojej babci, ale nie trudno się domyśleć, że w tym przypadku wchodzą pewne ograniczenia, a gdybym jadł ją nie tylko od święta, z czasem by spowszedniała. Jak już wcześniej wspominałem, jestem łasuchem, więc mój wybór pada na francuski deser - Crème brûlée.


Jak wyobrażasz sobie swoje życie za dziesięć lat?
Usiądę sobie na wygodnej kanapie, spojrzę na album ze zdjęciami z wieczorów literackich, który zdążył przykryć kurz, wtedy otrę łzę z sentymentem wracając do czasów kiedy byłem piękny i młody. Po chwili przybiegnie do mnie synek, usiądzie na kolanach i zapyta dlaczego na tylu książkach jest jego nazwisko, a ja się tylko uśmiechnę z nadzieją, że nie będę musiał odpowiadać na krępujące pytania, gdy pewnego dnia dorośnie na tyle, aby je przeczytać.



Zapraszam na strony Bartłomieja: KLIK  KLIK2
Jeżeli w książce występuję jakaś cząstka magii, to wręcz nie mogę się powstrzymać przed tym, by jej nie zakupić i przeczytać w jak najszybszym tempie. Chociaż w przypadku Kręgu, nie byłam zbytnio przekonana po blurbie, że pozycja mi się spodoba, ponieważ muszę nawet przyznać, że nie miałam pojęcia, że aż taka magia, we mnie uderzy.

Engelsfors, to mała mieścina, w której pewnego dnia zaczynają się dziać nieprzyjemne rzeczy. Młody uczeń liceum zostaje znaleziony martwy w szkolnej ubikacji. Wszyscy uważają, iż był on samobójcą, jednak sprawa wygląda całkowicie inaczej. Podczas jednej z nocy, gdy księżyc przybrał czerwoną barwę, sześć dziewczyn, które nie były ze sobą zbytnio związane, zostały usidlone niezwykłą mocą, by wyruszyć sobie na spotkanie. Podczas niego dowiedziały się, że posiadają niezwykłe umiejętności, a ich życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo.

Musicie w tej książce nastawić się na pewien rodzaju mętlik w głowie. Ponieważ od samego początku historia jest dzielona między wielu bohaterów i to wpływa na to, że poznajemy historię z różnych pespektyw. Jesteśmy zasypani imionami i zdarzeniami, które po pewnym czasie się splatają, a za każdym rozdziałem w naszej głowie pojawiają się same znaki zapytania.

Nie sądziłam, że książka jest w stanie mnie na tyle porwać, by siąść spokojnie w swoim łóżku i nieprzerwanie ją czytać, dopóki nie dotrwam do samego końca. A muszę przyznać, że wyczyn to był nie mały, ponieważ nie jest to krótka lektura. Nie mniej jednak, wydarzenia i sposób dawkowania nam emocji jest wręcz oszałamiająca.

Na początku sądziłam, iż będę miała styczność z typową młodzieżówką, z utartymi schematami i wypowiedziami, które niewiele będą wnosić dla dorosłego już czytelnika. Cieszę się, że zostałam wprowadzona w pole, ponieważ ukazuje mi to, ileż wspaniałych historii czeka mnie w swoim czytelniczym świecie.

Jest to niezwykle emocjonujący thriller z domieszką dobrej fantastyki. Nietuzinkowy thriller, który ma w sobie dużą dawkę zagadek, a Autorka w odpowiedniej chwili zdradza nam rąbek wytłumaczenia, takie zachowanie zasługuje na gromkie brawa. Gdy wtapiam się powoli w historię, która mnie zaskakuje prawie na każdym kroku, nie mogę wyjść z podziwu, że trafiłam na coś tak nieszablonowego.

Lekki styl przeskakiwania z wątku na wątek, jest genialny w swojej prostocie. Jak już wspomniałam książka przeznaczona jest dla młodzieży i tutaj mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać, lecz zaznaczając tutaj pewną adnotację, że starsi czytelnicy odnajdą w niej wiele dobrego.

Bohaterowie są dość barwni, nie są dziecinni, na co mógłby wskazywać ich wiek. Wielu z nich uważa się za dorosłych, gdzie seks, czy alkohol nie są dla nich używkami nieznanymi. Są pomieszaniem z poplątaniem normalnymi nastolatkami, których spotykamy na ulicy, jednak mają oni magiczne zdolności, lecz nikt oprócz nich, nie może o tym wiedzieć.

Polecam tę książkę każdemu, niezależnie od płci, będziecie z tej serii zadowoleni. A ja? Szukam wolnego czasu, by móc zasięgnąć po drugi tom.
Po poprzedniej części Powód by oddychać byłam w rozsypce, w szczególności, że tytuł książki jest tak niesamowicie połączony z jej treścią. Więc gdy ujrzałam, że drugi tom nosi nazwę Oddychając z trudem to wiedziałam, że to spotkanie z wyobraźnią Autorki wprowadzi mnie w trudną historię, a może najtrudniejszą historię, z jaką musiałam się do tej pory zmierzyć.

Mogłoby się wydawać, że wszystko jest na prostej drodze do szczęścia, lecz Emma nie wiedziała, że jej życie tak się zmieni. Zamieszkała wraz ze swoją matką, a sprawy jeszcze bardziej się komplikują. Co tym razem przygotowało jej życie? Czy kłody rzucane pod nogi wreszcie się skończyły, a może wręcz przeciwnie?

Muszę przyznać, że z jednej strony obawiałam się sięgnąć po drugi tom serii Oddechy, gdyż zastanawiałam się, czy Autorka posiada w sobie determinacje, by dorównać swojej pierwszej części. Na całe szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne, lecz muszę tutaj zaznaczyć, że w moim mniemaniu kontynuacja jest całkowicie inna, nie tylko mam na myśli temat, lecz całą konstrukcję.

Inność polega na innych problemach, które są stawiane przed Emmą. Pani Donovan wprowadziła czytelnika w większym stopniu na grunt psychologiczny. Tym razem musimy się zderzyć z ogromną, wręcz przeogromną dawką uczuć, emocji i problemów, które bardzo często dotyczą nas samych. Czytając stronę za stroną dostrzegamy problem alkoholizmu, odrzucenia, a w szczególności skonfrontowania się z przeszłością.

Wątek miłosny między Evanem a Emmą również jest przedstawiony całkowicie inaczej, jednocześnie jest to lepsza odsłona, bardziej doroślejsza. I nie wiem czy to było możliwe, ale jednak: skłania ona do innych, nowych refleksji, a my znów współczujemy głównej bohaterce, lecz tym razem z całkowicie innego powodu. Wykreowanie tak realistycznej bohaterki było nie lada wyzwaniem, a ja znów czuję, że stała się ona dla mnie kimś bliskim.

Sam tytuł nie odnosi się wyłącznie do naszej głównej bohaterki, bo również odczułam to na własnej skórze, że podczas czytania tej książki pojawił się u mnie trud w oddychaniu. Jesteśmy tak przytłoczeni bólem psychicznym, że słowa i oddech stają w gardle, a my z drżącymi rękami przewracamy kolejną stronę. Jest wręcz niemożliwe, by Rebecca Donovan stworzyła tak realistyczną fabułę, że czuję, iż powinna zostać ona zekranizowana.

Pierwsze skrzypce w tej powieści zagrała Rachel – matka Emmy. Niezwykły zwrot, który pozwolił nam na wtargnięcie na cudzy teren, bez jakiegokolwiek zaproszenia. Czytałam całą historię na jednym oddechu, stojąc zawsze gdzieś w kącie. Byłam z Emmą zawsze i wszędzie. Chciałoby się wręcz napisać, że owe wtargnięcie było niezwykłym przeżyciem, lecz znów jednym z tych, których nie chciałabym poznać na własnej skórze.

Polecam tę kontynuację każdemu, nawet mężczyzna odnajdzie w tej historii wielką wartość. Jeżeli jeszcze nie sięgnęliście po serię Oddechy, to czas najwyższy by to zmienić. A ja z niecierpliwością czekam na tom trzeci, tylko jak długo wytrzymam na bezdechu?

Za poznanie tej poruszającej historii dziękuję:

Sama okładka, jak i opis wprowadził mnie w niezłe zakłopotanie, ponieważ już od samego początku chciałam sięgnąć po tę książkę, jednak przez jakiś czas się przed nią wzbraniałam. Nie byłam pewna, czy będę potrafiła się w nią zatopić, w szczególności, gdy po obejrzeniu w szybkim tempie stron, nie dostrzegłam żadnych dialogów. Pomyślałam: Jak to możliwe?

Saba w jednej chwili traci grunt pod nogami. Jej brat bliźniak zostaje porwany przez tajemniczych jeźdźców, ojciec zostaje zabity, a ona zostaje sama ze swoją młodszą siostrą. Tam gdzie był jej brat Lugh, była i ona, dlatego nie mogła pozwolić na to, by został on jej wiecznie odebrany, wyrusza za nim w pościg, obiecując mu, że go znajdzie za wszelką cenę. Tak rozpoczyna się jej wędrówka i ciężkie chwile w całkowicie nowym świecie, którego wcześniej niedane jej było zobaczyć.

Już na samym początku muszę sprostować wcześniejsze zdanie o dialogach. Oczywiście, że występują, lecz trochę w innej postaci, co odebrałam nieco z przymrużeniem oka. Ponieważ w większości książek, znajdziemy dialogi wypunktowane od myślników, tutaj tak nie jest, oto przykład: „To ja sobie chyba daruję, mówię.” Brak myślników i przecinki odznaczające sposób wykonania tego dialogu (nawet nie wiem jak to po polsku określić), jest dziwaczny i po pierwszych stronach mózg jednak przyjmuję to już za cechę i wcale nie przeszkadza to w odbiorze tej historii. Może ktoś z was wie, dlaczego została tutaj zastosowana taka forma rozmów?

Nie mniej jednak, pomimo tego książka jest genialna. Dawno nie miałam tak, by historia mną zawładnęła, a ja tylko bym oczekiwała, co znajdziemy na kolejnej stronie. Autorka wykonała kawał świetnej roboty, tworząc dla nas niecodzienne uniwersum, który w większości jest pustynią, lecz żądzą w niej niezwykłe prawa. Barter jest czymś codziennym, niezliczone bijatyki i rozlew krwi, nie jest czymś, co powinno was zdziwić w tej historii.

Kreacja bohaterów jest bardzo realistyczna. Relacja między Sabą i Emmi (jej młodszą siostrą) jest nacechowana wieloma względami, jakie i wy posiadacie, gdy koło waszego boku myszkuje młodsze rodzeństwo. Nie odczuwa do niej więzi, a wyłącznie pewną powinność, a to sprawia, że wydaje się ona wyjęta z świata rzeczywistego. Saba jest twardą dziewczyną, która musi sprostać wielu wyzwaniom, mocne i zdecydowane bohaterki to coś, co uwielbiam dostrzegać w książkach.

Dystopia to taki gatunek, po który chętnie sięgam i dziwię się, że tak długo zajęło mi dotarcie do tej lektury. Niewątpliwym smaczkiem dla mnie teraz jest, że Ridley Scott nabył prawa do zekranizowania tej książki. Czegóż chcieć więcej. Ta książka naprawdę zasługuje na zekranizowanie, ponieważ gdy przewracałam kolejne strony w mojej głowie odtwarzał się film w zwolnionym tempie. Chwytałam te smaczki, jako coś niecodziennego, bardzo wysublimowanego, a jednocześnie czegoś prostego. Ponieważ Autorka kieruje tę książkę dla młodzieży, więc nie znajdziemy tutaj niezrozumiałych słów, potajemnych przejść do myśli głównej bohaterki czy jej towarzyszy. Jest to nieskomplikowana książka, która opowiada o świetnej historii.

Najważniejsze: Jest to książka zaskakująca. Nigdy nie wiesz, co może zdarzyć się na kolejnej stronie. Nie masz pojęcia, czy Saba wyjdzie z opresji cało i czy w ogóle uda jej się znaleźć brata. Historia dorasta wraz z główną bohaterką, tworzą się nowe więzi zarówno z jej siostrą, jak i nowo poznanym mężczyzną Jackiem. W takim książkach nie może zabraknąć wątku miłosnego, ale jest on świetnie opisany.

„Jeśli uratujesz komuś życie trzy razy, odtąd jego życie należy do ciebie. Dzisiaj ocaliłaś mi życie, to raz. Jeszcze dwa razy i będę cały twój.”

Chciałam też wspomnieć o tym, że gdy przeczytałam od razu pierwszy tom, to sięgnęłam raz dwa po drugi, tutaj niestety po połowie książki odłożyłam ją na bok. Nie potrafię określić, co się takiego stało, że druga część nie zawładnęła mną tak jak pierwsza. Postanowiłam, że jednak zakończę spotkanie z twórczością Moiry Young wyłącznie na krwawym szlaku. Nie chcę sobie psuć opinii na temat tej książki. Po pierwszą część sięgajcie, więc bez żadnych obaw, jestem pewna, że wam się spodoba. A co do drugiej... Może to nie był mój czas by od razu się zagłębiać w kontynuacji, dam jej jeszcze jedną szansę, ale to już w późniejszym terminie.

Niecodzienne słowo – Lebalistyka, legastenia, lukratywny


Labelistyka – jest to określenie na zbieranie naklejek. Czy ktoś z nas w młodym wieku nie zbierał naklejek?

Legastenia – jest to zaburzenie, które powoduje trudności w czytaniu i pisaniu, a objawia się tym, że nie rozróżnia się podobnie brzmieniowo lub graficznie liter.

Lukratywny – jest to słowo, które opisuje coś, co przynosi duży zysk.

Film warty obejrzenia – Leon zawodowiec, Listy do M.


Leon Zawodowiec – Chyba nikogo mój wybór nie zdziwi, bo jak tu nie kochać Leona, który jest małomówny, ale zarazem słodki, nie wspominając o zakończeniu. Jeden z tych filmów, których jeżeli nie obejrzałeś to marsz do telewizora!


Listy do M. – Chociaż święta już dawno za nami? Gdzie ten czas przeleciał? To jednak Polska produkcja jest bardzo dobra, nastrojowa i nie wpasowuje się w wyłącznie klimat świąteczny. Nawet, jeżeli obejrzycie go dziś, to i tak się przy nim rozpłyniecie oraz da wam wiele do myślenia.


Książka, która wywarła na mnie wrażenie: Literat


Agnieszka Pruska swoim Literatem wprowadziła mnie małymi kroczkami w kryminał, gdzie mamy do czynienia z seryjnym mordercą, który ma wiele wspólnego z tytułem. Co on może oznaczać? Przekonacie się, gdy sięgnięcie po tę książkę.

Autor i jego twórczość – Leśniak Paweł



Całkiem niedawno mieliście możliwość przeczytania na moim blogu recenzji dwóch pierwszych tomów Równowaga i Zachwianie, które wprowadziło mnie w diaboliczną stronę życia Desmonda. Brutalna, wręcz typowo męska literatura, ale taka, przy której nawet kobiety odnajdą swój skrawek. Nie mogę się doczekać, aż zasięgnę po trzeci tom. Należy również wspomnieć, że Pan Paweł świetnie radzi sobie z ołówkiem:

Cytaty


„Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich.”
Andrzej Sapkowski – Krew elfów

„(...) ludzie mają wrodzony talent do wybierania właśnie tego, co dla nich najgorsze.”
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny

„Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego.”
Oscar Wilde – Portret Doriana Graya



Zarzekałam się, że nie założę twarzoksiążki, ale już jest!:

Spoglądasz na opis książki i bum! Od razu wiesz, że musisz ją zdobyć. Nieważne jest to, że czujesz w swoich kościach, iż już coś podobnego czytałeś i pomimo tego sięgasz po nią.  Nagle powoli opływają twoje ciało i myśli tak realistyczne sceny, wyraziści bohaterowie, że zaczynasz marzyć o tym, by nigdy nie poczuć na własnej skórze tego, co oni musieli przeżyć. Bo któżby chciał poczuć na własnym ciele i umyśle jak to jest, zachorować na raka?

Już od samego początku Autorka sprawia, że zapinamy pasy bezpieczeństwa, bo wiemy, że na samym początku będziemy mieć tak brutalne zderzenie z rzeczywistością Zaca, że gdybyśmy ich nie zapieli, to wylecielibyśmy przez przednią szybę. Zac wprowadza nas w trudy życia z białaczką, serwuje nam kolejne statystyki znalezione w goglach. Dni przemijają, a Zac ma już dość swojej mamy, która przebywa z nim w szpitalnej celi 24 godziny na dobę, a wszystko się zmienia, gdy do dwójki „wprowadza” się nowa dziewczyna…

Najlepszą rekomendacją, którą mogę wam przekazać, to sytuacja, jaka u mnie nastąpiła: otworzyłam książkę na pierwszej stronie  i przez cały dzień nie mogłam się od niej oderwać. Pani Betts tak konstruuje zdania, że nie sposób nie odbierać ich osobiście. Tworzy tak wyraźne postacie, że zapadają w pamięć na dłużej, a cała otoczka bólu i cierpienia przyciąga czytelnika jeszcze bardziej.

Nie byłam do końca przekonana, czy historia mi się spodoba, czy może gdzieś z tyłu głowy będę porównywać ją do znanej książki Greena i jakże wielce się myliłam. Ponieważ czy jest jakaś zasada, że gdy ktoś już napisał o nastolatkach, którzy walczą z rakiem, to nikt inny już tego tematu nie może poruszyć? Nie ma takiej zasady i należę dodatkowo do osób, które nie mają większych uprzedzeń i nawet nie wiecie jak się z tego cieszę. Gdyż trafiłam na świetną książkę, niezwykle klimatyczną, otoczoną bólem i niezwykle trudnym tematem, a jednocześnie odnalazłam w niej kilka, a nawet kilkanaście przebłysków słońca. Bo czy właśnie nie o to chodzi w takich książkach, by dać odrobinę nadziei?

Książka ma też w sobie wiele prawdy i autorka bardzo realistycznie oddaje środowisko związane z chorobą jaką jest rak. Zastosowany zabieg przedstawienia dwójki głównych bohaterów, którzy są całkowicie inni, posiadając przeciwstawne odczucia dotyczące sytuacji, w której się znaleźli jest wspaniałym zabiegiem. Nie możecie jednak przewidzieć, którą postawę byście obrali, gdyby rak wybrał was.

Może stwierdzicie, że piszę o tej chorobie, jakby było to zwykłe przeziębienie. Moim zdaniem tak jest, przynajmniej z jednej strony: nigdy nie uchronisz się przed przeziębieniem, tak samo jest z rakiem. Nigdy nie wiesz, czy w twojej nodze, mózgu, czy w innej części ciała nie ukrywa się mały, ale jakże straszny potwór. Zac & Mia to książka, która ma nas wprowadzić w ten temat, jednocześnie ukazując, że choroba nie dotyka wyłącznie osób starszych. Bo co byś zrobił, gdybyś się dowiedział, że musisz pożegnać się ze swoimi włosami, często oczekując na przeszczep?

Zac i Mia, jako bohaterowie to cudowne przeciwieństwa, które ukazują tę historię z dwóch różnych światopoglądów. Najwspanialszą myślą, jaka pojawiła się podczas tej historii, to kilka zdań, które wywołały we mnie niezwykle długie rozmyślanie. Pomyślcie, że macie dziesięć procent szans na przeżycie, jestem pewna, że uważacie, że to strasznie mała liczba, a co, gdy wam powiem, że daję wam dziesięć procent szans, że wygracie w następnym losowaniu lotto? No właśnie, punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia.

Niezależnie, w jakim wieku jesteś, czy którą płeć reprezentujesz oraz czy temat jest w twoim guście, ja ci zaręczam, że odnajdziesz w tej historii wiele zdań, które chwycą cię za serce. Przewracając strony nie wiesz, gdzie ostatecznie zawędrujesz wraz z bohaterami, a najważniejsze jest to, że nie będziesz miał czytelniku pojęcia, czy Autorka swoją historią wyrwie ci serce, czy cię oszczędzi.

Za poznanie tej poruszającej historii dziękuję: