Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Wywiad - Anna Gruszka



Autor:  Adriana Bączkiewicz     10:06:00    Etykiety:, 

Anna Gruszka jest Autorką książki : Splątany warkocz Bereniki, jeżeli chcecie dowiedzieć się o niej czegoś więcej, to zapraszam na wywiad:

Adriana Bączkiewicz: Gdybym ja stworzyła tak dobrą książkę, to wręcz chciałabym się pochwalić całemu światu, a przyjęła Pani politykę, że będzie się Pani ukrywać przed mediami. Boi się Pani słów krytyki, dotyczącego Pani debiutu, czy może jest jakiś inny powód?
Anna Gruszka: Nie ukrywam się aż tak bardzo, najlepszy dowód to właśnie nasza rozmowa. Wydaje mi się jednak, że ani moja twarz, ani nazwisko nie zmienią odbioru powieści. Nie boję się krytyki, bo wiem, że jest ona nieunikniona w takich sytuacjach. Przyjęłam zupełnie zmyślony pseudonim – gruszki są po prostu pyszne – żeby zachować coś dla siebie. Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale „Berenika” to moja osobna przestrzeń, nieobciążona „gębą” kobiety pracującej, matki, żony, czyjejś córki lub znajomej. Miejsce, w którym czuję się sobą i którym mogę dowolnie dysponować.


Akceptując Pani wolę, postaram się dowiedzieć czegoś innego, wręcz niezobowiązującego: Co lub kto był inspiracją do napisania Splątanego warkocza Bereniki?
Bezpośrednią inspiracją był wiersz „Z tytułem i dedykacją na końcu” mojej ulubionej poetki Haliny Poświatowskiej. A jego ostatnie dwa wersy; „dla ciebie choć nie wierzę w powroty” pojawiły się w zmienionej postaci jako tytuł albumu przygotowanego przez Berenikę dla Piotra. Moja Berenika otrzymała imię właśnie po Berenice Haliny Poświatowskiej. Wykorzystałam także historię egipskiej królowej Bereniki, której warkocz złożony w ofierze bogom zajaśniał na niebie. Moja bohaterka nie obcina jednak włosów, byłoby to zbyt melodramatyczne, natomiast kilka lat przed kluczowymi wydarzeniami robi sobie tatuaż swojego gwiazdozbioru.


Berenika, to bardzo niecodzienne imię, co sprawiło, że bohaterka posiada takie imię, a nie np. Aleksandra?
Bohaterka też jest pod wieloma względami „niecodzienna”, wiec takie też jej imię.


Skoro mowa już o imionach, wiele osób uważa, że imiona mają w sobie pewną moc, która może określać nawet istotę charakteru danej osoby. Anna oznacza: „pełna wdzięku, łask”. Czy się Pani z nim zgadza?
Nie wierzę, że imię i jego znaczenie nadaje nam charakter. Teraz w piaskownicach siedzą Antki, Antosie, Lenki i Marysie. Kilka lat temu ich miejsce zajmowały Zuzanny i Julki. Niewiele osób przy wyborze imienia kieruje się jego znaczeniem. To raczej sprawa przypadku, mody imienniczej i rodziców, a nie przeznaczenia i magii.


Z niewielu informacji, jakie Pani mi zdradziła w krótkiej notce, napisała Pani, że jest wieśniaczką. Co jest takiego wspaniałego w mieszkaniu na takich terenach?
Mieszkam na wsi od urodzenia z przerwą na studia. Decyzja o pozostaniu tutaj nie wynikała z tego, że nie lubię miasta. Uwielbiam wyjazdy do teatru, kina, lubię gwar miasta, ale tylko przez chwilę. Gdy wracam do siebie, zamykam bramę wjazdową i odcinam się od świata. Biorę kubek z herbatą i wychodzę do ogrodu. Siadam na ławce pod drzewem i przyglądam się mojemu światu. Uwielbiam „grzebać” w ziemi. Wiosną spaceruję od kwiatka do kwiatka i witam się z nimi, gadam z pąkami magnolii, a późnym latem liczę orzechy na najmłodszym drzewku – nienormalne, prawda? Pewnie wyglądam podczas tego obchodu jak nawiedzona, ale nie przejmuję się tym. Ważne, że jestem szczęśliwa, że dzieci mogą mieć za domem wielką huśtawkę i jeszcze większą trampolinę, że mogą biegać bez przeszkód po podwórku, a my nie będziemy się stresować, że wpadną pod samochód. Tak właśnie wygląda nasze miejsce na ziemi.


Tereny wolne od harmidru są ostoją spokoju, jak Pani spędza czas relaksacyjny?
Czytam, słucham muzyki, siedzę w ogródku, czasami po prostu siedzę i nie myślę o niczym.


Już niedługo nastąpi u nas czas świąt Bożego Narodzenia. Jak u Pani wygląda cała otoczka związana z tym świętem?
Staram się utrzymać zdrową równowagę pomiędzy obłąkańczym „bieganiem ze ścierką”(świat się nie zawali, jeśli zostaną jakieś pyłki na podłodze), stołem uginającym się od jedzenia i zakupami ponad miarę. Boże Narodzenie dla mnie to okazja do stwarzania rodzinnych tradycji. Nie chcę, by moje dzieci, wspominając święta za kilkadziesiąt lat, miały przed oczami zmęczonych i rozdrażnionych rodziców z obłędem w oczach, bo kapusta się przypaliła. Wolę, żeby pamiętały bałagan w kuchni podczas pieczenia i dekorowania kruchych ciasteczek, które już stały się naszą świąteczną tradycją. Żeby zapamiętały ubieranie choinki i szczęśliwą rodzinę. Kiedy byłam dzieckiem, wyjadałyśmy z siostrą opłatki jeszcze przed kolacją wigilijną, a babcia zawsze ratowała jeden przed nami, żebyśmy mieli czym się podzielić. Dziś to samo robią moje dzieci, bo ja je tego nauczyłam, czyli przekazałam im już jakieś rodzinne zwyczaje ; )


Gotować nie każdy potrafi, ale każdy uwielbia oddać się przyjemności jedzenia pyszności. Jaką potrawę mogłaby Pani jeść bez ograniczeń? (Oczywiście, jeżeli nie odkładałby się on w postaci tłuszczyku w naszych ciałach :)
Pizza, makarony, słodycze, a na „deser” bigos! A żeby dobrze popłynęło, to olbrzymie ilości posłodzonej herbaty i owoce. W kuchni raczej jestem nierozgarnięta, mam opanowanych kilka potraw i nimi staram się zaskakiwać, tylko jak po 10 latach podawania tego samego makaronu można jeszcze kogoś zachwycić? Za to uwielbiam słuchać opowieści o jedzeniu. Znajomi często opowiadają mi, co smacznego jedli, a ja słucham. Moja przyjaciółka, która zwiedziła kawał świata, z każdego wyjazdu przywozi mi smaczną opowieść, w której smak jest równie ważny jak sposób podania i rozmiar talerza.


Każdy z nas słucha czasem muzyki, Pani ulubione utwory znalazły się w książce, lecz jaka piosenka jest Pani sercu najbliższa?
Nie mam jednej ulubionej, bo na każdym etapie życia inny tekst jest potrzebny i pasuje do naszych emocji. Jestem przywiązana do polskich utworów, bo dla mnie oprócz muzyki są bardzo ważne słowa. To chyba Kasia Nosowska powiedziała kiedyś, że śmieszą ją wypowiedzi typu; „Ta piosenka odmieniła moje życie”. Też wydaje mi się to trochę naciągane. Ja powiedziałabym, że taki czy inny tekst w najlepszy sposób oddaje moje obecne myśli, uczucia lub życiowe zawirowania. Obecnie słucham „Rzeźbę dnia” Renaty Przemyk.


W moim mniemaniu zwierzęta domowe to bardzo ważny aspekt życia, czy posiada Pani futrzastych przyjaciół?
Czy posiadam? Bardziej odpowiednie byłoby pytanie; czy mój kot posiada panią? Tak, oczywiście, mój kot posiada bardzo oddana panią. Nauczył ją, że trzeba się koniecznie obudzić po drugim miauknięciu, bo inaczej wetknie swój mokry i zimny nos w mój nos i się przestraszę. Nauczył mnie, że trzeba 20 razy dziennie otwierać mu drzwi lub okno, bo on zawsze jest po złej stronie. Dosyć szybko pojęłam, że nie mogę iść spać przed północą, bo on jeszcze nie wrócił ze spaceru. Nauczył mnie też, że na widok myszy - mniej lub bardziej żywej - się nie krzyczy. Jeszcze tylko pojmę, że mój fotel należy do niego, a klawiatura nie służy do pisania, i będę ideałem. ; )  Zwierzęta uczą pokory.


Żyjemy już w takich czasach, że nie potrafimy się obejść bez Internetu czy telewizji. Czas wolny spędzamy oglądając ciekawe filmy i seriale. Jaki film oraz serial poleciłaby Pani swoim czytelnikom?
Od wielu lat jestem fanką „Przyjaciół”, a od ponad roku „Teorii wielkiego podrywu”. Lubię filmy inteligentne i jednocześnie takie, przy których nie muszę się zbytnio angażować emocjonalnie. Często oglądam też filmy, które już znam, bo nie stresuję się, że zakończenie nie będzie po mojej myśli. Tak jak nie mam ulubionego gatunku powieści, tak i nie mam ulubionego gatunku filmowego. Ponieważ nie jestem znawczynią gry aktorskiej, podczas oglądania staram się skupiać na emocjach, fabule, plenerach i pięknych ludziach. Większość filmów muszę opłakać, jestem totalna beksą filmową, płaczę nawet na „Szybkich i wściekłych”, „Transporterze” i wszystkich „X-menach”.


Myślę, że każdy autor książek, w tym i Pani, w wolnych chwilach czytuje książki. Jaką książkę wspomina Pani miło, oraz jaka książka zaprząta Pani myśli w tej chwili?
Czytam - nie wiem, czy dużo. Wolę przeczytać jedną książkę na tydzień, nawet dwa tygodnie, ale dokładnie ją przeanalizować. Muszę mieć czas na posmakowanie języka, wyszukanie perełek, czy to wśród bohaterów, czy też w wydarzeniach.  Nie popieram czytania na akord, (chociaż niektórzy muszą), żeby potem móc powiedzieć, że w roku przeczytałam 200 książek. I co z tego? Czy potrafisz je wszystkie opowiedzieć, co z nich zapamiętałeś? Z książkami jest tak samo jak z muzyką.  Nie potrafię wymienić jednej pozycji. W tym roku strzałem w dziesiątkę są; „Balladyny i romanse”, „Sońka”, „Magiczne lata” oraz „Dostatek”.  Mam swoją metodę czytania - lubię mieć rozeznanie w twórczości danego pisarza, więc jeśli mi się spodoba jakaś powieść, sięgam po następną tego samego autora. Czytam, porównuję konstrukcje fabuł i bohaterów, analizuję język.  Czasami są wielkie zaskoczenia („Magiczne lata” i „Łabędzi śpiew” – jeden autor, a tak diametralnie różne powieści - perfekcja!). Takim sposobem „przerobiłam” Gretkowską, Bondę, Karpowicza, Moore’a, Szczygielskiego, Pratchetta, Somozę, Zafona, Świetlickiego. Ostatnio przeczytana książka to „Rogi” – zabawna i jednocześnie przerażająca. Podobała mi się.


Jest Pani chomikiem, jeżeli chodzi o książki, czy jednak wędruje Pani do biblioteki?
Chętniej pożyczę komuś moją najnowszą kieckę niż książkę. A dopóki pożyczona powieść nie wróci na swoje miejsce na półce, jestem chora! Zdarza mi się też, że pożyczam od kogoś książkę i ona mi się bardzo spodoba, wtedy muszę ją mieć, muszę! Z biblioteki korzystam bardzo rzadko, zazwyczaj wtedy, gdy zauważę, że w ostatnich miesiącach przybyło mi na półce kilkanaście tytułów i może trzeba iść na odwyk. Niestety, książki są drogie, ale ja kupuję zazwyczaj te z kategorii „używane” lub powystawowe - czasami są w rewelacyjnym stanie i niczym nie różnią się od nowych. Zbliża się gwiazdka, więc mam nadzieję na nową dostawę. Moja rodzina, ja i znajomi uważamy, że książka to najlepszy prezent i nie traktujemy jej jak „zapchajdziury”, lecz jako główny podarunek. Wyznaję zasadę, że nie istnieje coś takiego jak nadmiar książek, jedyne co nam dokucza, to brak półek.


Co Pani sądzi o rodzimych pisarzach? Czytuje Pani ich książki?
Ostatnio zakochałam się w Karpowiczu – perfekcyjny język, doskonałe pomysły na fabułę i bohaterów, dowcip! Do pełnego zestawu brakuje mi tylko „Niehalo”. Jego „Balladyny i romanse ”uważam za książkę dekady – mojej dekady. Jak już wspominałam wcześniej, mam za sobą fantastyczną i odważną w poglądach Gretkowską. Natomiast pierwszą przeczytaną przeze mnie powieścią Bondy była  „Florystka” – do tej pory unikałam kryminałów i powieści detektywistycznych, ale po prostu nie mogłam się oderwać od jej książek. Szczygielski, Świetlicki, kontrowersyjny Witkowski.  Wspaniali Pilch i Myśliwski – chociaż nie są moimi ulubionymi pisarzami, to bardzo cenię ich twórczość. Polscy klasycy! Uważam, że nasza literatura jest na wysokim poziomie i nie mamy się czego wstydzić, jednak cały czas pokutuje przekonanie, że inni piszą lepiej. Powinniśmy poznawać twórczość rodzimych autorów, bo to oni właśnie tworzą historię polskiej literatury i kultury, a nie obcy pisarze. Wystarczy spojrzeć na nowości wydawnicze danego miesiąca – większość utworów to dzieła zagraniczne. Wydawcy sami przyznają, że polski autor (nie wspominając już o debiutantach) to ryzyko.


Lektury w szkołach to strasznie drażliwy temat, sądzi Pani, że książki w kanonie lektur są dostosowane do wieku osób, które muszą je przeczytać?
Oj, bardzo drażliwy.  Kanon lektur zmienia się co kilka lat, a mimo to jego podstawę stanowią polskie klasyki – „Krzyżacy”, „Kamienie na szaniec”, „Siłaczka”, „Zemsta”, „Dziady”, „Balladyna”, a ze światowej „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Chłopcy z placu broni” i „O psie, który jeździł koleją”. Pewnym urozmaiceniem jest „Oskar i pani Róża”. Z jednej strony to dobrze, że omawia się takie teksty - młodzież nigdy sama, z własnej i nieprzymuszonej woli nie sięgnęłaby po takie tytuły, więc to jedyna okazja, żeby mieć z nimi kontakt. Z drugiej zaś strony; jak w kontekście „Harrego Pottera”, „Igrzysk śmierci” czy sagi o wampirach wyjaśnić czternastolatkom problemy Stasi Bozowskiej, Zbyszka z Bogdańca czy Nemeczka? Rozumiem, że chodzi tu o przekazanie idei, postaw życiowych, ale młodzież większości tych tekstów nie rozumie, bo nie rozumie realiów tamtego świata, świata bez komórek i komputerów oraz magicznych różdżek, które każdy człowiek XXI wieku ma w kieszeni;).


Napisała Pani książkę poniekąd erotyczną, kto według Pani, sięgnie po tę książkę?
Podejrzewam, że w większości to będą jednak kobiety, chociaż w komentarzach na blogach oraz na fejsie Papierowego pojawiają się też mężczyźni i muszę przyznać, że jest to miłym zaskoczeniem. Mój ulubiony komentarz od mężczyzny; „polubiłem patrzeć w gwiazdy”, powtarzam sobie w chwilach gorszego nastroju;).  Wydaje mi się, że każdy sięgnie po nią z innych powodów. Większość, chociaż się do tego nie przyzna, ze względu na rozbudowaną warstwę erotyczną. Inni - zachęceni tajemniczą dziewczyną na okładce, jej imieniem lub samym tytułem. Może będą i tacy, którzy przeczytają ją ze względu na krytyczne opinie – ja często tak robię. I ostatnia grupa to wielbiciele Wydawnictwa. Liczę też na astronomów;). Mam jednak nadzieję, że bez względu na to, z jakich powodów ktoś sięgnie po „Splątany warkocz Bereniki”, nie rozczaruje się.


Moim zdaniem ukazuje Pani Berenikę jak i jej związek w dość nowoczesny sposób. Myśli Pani, że w dzisiejszych czasach osoby są wyzwolone z jarzma potulnej seksualności?
Chyba zaczynamy się otwierać na nowe doznania, seks nie jest już takim tematem tabu jak kilkanaście lat temu. Obecni dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatkowie wiedzą więcej na temat anatomii i swoich potrzeb, dzięki czemu mogą się cieszyć seksem. Nadal jednak brakuje nam odpowiedniego słownictwa – używamy wulgaryzmów lub nazw z podręcznika do ginekologii. „Uprawiamy seks” niczym marchewkę na działce, „odbywamy stosunek płciowy”, „kochamy się” ewentualnie „bzykamy”, reszta to już wulgaryzmy. A ten odsądzany od czci i wiary nieszczęsny Grey? Gdy biedaczek pojawił się na rynku, zawrzało. Najczęstsze głosy to krzyk; „pornografia!”, a skąd ci krzykacze o tym wiedzieli? Pewnie musieli przeczytać. I tu wychodzi nasze zakłamanie. Robimy to, o czym ktoś inny ma odwagę pisać, ale nigdy się do tego nie przyznamy. „Co? Seks? Ja nigdy!” Przyznaję się bez bicia, czytałam całą trylogię i nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Tak, jest to pornografia. Chyba najboleśniejszy dla społeczeństwa był ten przeskok z grzecznego seksu małżeńskiego, o którym się nie mówi, do tak wyuzdanych scen. Innym zagrożeniem jest jednak dostępność pornografii - dla młodzieży, ludzi o jeszcze nieukształtowanej psychice to bardzo zgubne, ale to temat na inną, bardzo długą rozmowę.


Wrócę jeszcze do dosyć rozbudowanego wątku erotycznego w powieści. Czy miał on być głównym tematem utworu?
Nie chciałam, aby „Berenika” była powieścią stricte erotyczną. Głównym problemem miała być samotność bohaterki, jej ciągła tęsknota za drugim człowiekiem i za miłością, wieloletnie czekanie na kogoś najważniejszego w życiu. Rozwiązłość Niki miała być kontrastem dla tych pragnień i uczuć. Jej sposobem na okiełznanie tęsknot i lęków. Wiem jednak, że ten wątek erotyczny znacznie przesłania inne problemy.


Każdy związek jest narażony na zdradę, czy uważa Pani, że zdradę można wybaczyć?
Nie wiem. To chyba zależy od układu i uczuć między zdradzającym i zdradzanym.


Ile Pani jest w Berenice?
Bardzo dużo i jednocześnie bardzo mało. Oddałam jej moją muzykę, moje książki, mojego ulubionego drinka i potrawy, moje buty, moją emocjonalność, małe natręctwa i obsesje, niektóre lęki. Bohaterka, wygłaszając swoje poglądy na niektóre tematy, wyraża też moje myśli. Podzieliłam się z nią także kilkoma wydarzeniami z życia, które jednak nie odgrywają kluczowej roli w fabule. Wszystko zaś, co dotyczy jej dziwnych i bardzo kontrowersyjnych zachowań, należy do niej. Codzienność Bereniki znacznie różni się od mojego życia.


Czy tworzenie tej historii w jakiś sposób wpłynęło na Panią?
Dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie. Przeanalizowałam niektóre swoje decyzje i postawy. Przypomniałam sobie kilka przykrych i zabawnych wydarzeń ze swojego życia. Zwerbalizowałam myśli, które zawsze mi towarzyszyły, ale nie potrafiłam ich sprecyzować. Odważyłam się podjąć małe kroczki, które doprowadziły mnie do spełnienia swojego marzenia – wydania książki.


Deszcz głośno bębni w szyby, a Pani ciągle siedzi w swoim pokoju z książką w ręku, popijając ulubioną herbatę. Nagle, Pani uszu dosięga głos prezentera telewizyjnego, który ogłasza, że świat, jaki znamy zakończy się za 24 godziny, gdyż w planetę zmierza ogromna asteroida. Jak spędzi Pani ostatni dzień swojego życia?
Gdybym była osobą stanu wolnego, uderzyłabym na jakąś imprezę, ewentualnie zorganizowałabym ją u siebie.  Ale ponieważ mam rodzinę, to przede wszystkim zadbałabym, żeby dzieci nie czuły lęku.  Zrobiłabym stos gofrów z bitą śmietaną, a potem zapakowalibyśmy się wszyscy do łóżka i czekali, grając w jakąś planszówkę. Pamiętam jeden koniec świata. To była wiosna, zjeżdżaliśmy samochodem z wysokiego wzniesienia przepiękną drogą, wzdłuż której stały kwitnące dzikie jabłonie. Słońce, błękitne niebo, ptaszki. Media grzmiały od kilku dni o katastrofie i tylko wariaci na nią czekali. Byłam wtedy na takim etapie życia, że zbliżający się koniec świata był moim najmniejszym problemem, a mimo to miałam dobry humor. Prowadzący jednej ze stacji radiowych powiedział; „właśnie nastąpił koniec świata”, a my jechaliśmy sobie spokojnie dalej.  Według Miłosza koniec świata jest w nas - to nasze tragedie, których ani świat, ani ludzie nie zauważają. Wydaje mi się, że bardziej powinniśmy się bać naszych prywatnych końców świata niż tych wymyślanych przez oszołomów dla oszołomów.


Jakie jest Pani marzenie?
Oprócz tych obowiązkowych i konwencjonalnych, czyli pokój na świecie, zdrowie i szczęście w rodzinie jest jeszcze jedno - książka z płytą zawierającą muzykę do powieści. Czytasz, a w słuchawkach płynie muzyka ilustrująca wydarzenia, oddająca emocje i uczucia bohaterów. Chciałabym, żeby moja „Berenika” taka płytę dostała. Na razie mam tylko spisane tytuły piosenek. Może kiedyś…


Bardzo dziękuję Autorce bloga, która zaprosiła mnie do siebie. Korzystając z okazji, chciałam także złożyć życzenia z okazji nadchodzących świąt. Aby zbliżające się dni były źródłem radości, spokoju, ciepła rodzinnego i chwil na refleksję. Serdecznie pozdrawiam – Anna Gruszka.

A ja z tego miejsca chciałabym podziękować Pani Ani, ponieważ dzięki niej, poznałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, a was jedynie mogę zachęcić, byście sięgnęli po Splatany warkocz Bereniki - wypieki na twarzy gwarantowane!

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?