Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Star Carrier. Pierwsze uderzenie - Ian Douglas



Autor:  Adriana Bączkiewicz     08:28:00    Etykiety:, 


Książki z nurtu science-fiction, zawsze mnie interesują, ponieważ jestem bardzo ciekawa jak pisarze postrzegają przyszłość na ziemi lub poza nią. Sama mam jakieś przemyślenia, jak będzie wyglądał świat w przyszłości, lecz czasem wyobraźnia pisarzy przerasta moje jakiekolwiek myśli na ten temat. Jak było tym razem?

Władcy Galaktycznego Imperium Sh’daar w XXV wieku uważają, że gatunek ludzki, jest bardzo blisko osiągnięcia transcendencji. Wszechświat nawet przed nami staje otworem, więc dla wspomnianych władców, jest to dla nich jak i całego galaktycznego świata zagrożenie, co jednoznacznie oznacza wyrok powstrzymania naszego rozwoju, nie cofną się nawet przed eksterminacją. Ludzie jak to mają w zwyczaju, nie są w stanie zaakceptować takiego obrotu rzeczy, stają oni do walki międzygalaktycznej z najpotężniejszymi obcymi. Czy im się to uda?

Ian Douglas wprowadza nas w tak skomplikowany świat, że głowa może wam, jak i mi wybuchnąć już na pierwszych stronach historii, lecz nie myślcie, że to zły znak. Takich wybuchów więcej poproszę. Tak jak już wspomniałam, od pierwszej strony mamy tu tak wiele skomplikowanych nazw, związanych z przyszłą technologią, że na początku nie byłam pewna czy cokolwiek rozumiem ze zlepków tych słów. Jednak okazało się, że tak wsiąknęłam w tę historię, że nie wiem, jak udało mi się przeczytać tę książkę, czyżby była to jakaś nowa czasoprzestrzeń? Niezaprzeczalne tak, nie wiem jak Autor tego dokonał, ale potrafi przyciągnąć czytelnika, by zatracił się całkowicie w wykreowanym przez niego świecie. Właśnie ten żargon wojskowy, militarny i zdecydowanie związany ze skomplikowaną fizyką sprawił, że dla mnie to było za dużo, ale historia, która się kryje pod tymi dziwnymi słowami jest wręcz genialna.
Niestety, to ludzie, a w szczególności politycy sprawili, że zaczynał mieć wątpliwości, czy ludzkość powinna mieć nadzieję na przetrwanie.
Muszę się wam do czegoś przyznać, pierwsze 70 stron, to prawdziwa mordęga dla mnie, laika w sferze science-fiction, męczyłam po parę stron dziennie, a potem bum, jeden dzień i połknęłam pozostałe 360 stron. Historia zaczęła nabierać charakteru i trochę mniejszego nawiązywania do skomplikowanych nazw. Nie martwcie się, każda niezrozumiała nazwa jest tłumaczona przez Iana (chociaż ja nadal tego nie ogarniałam), ale im bardziej wsiąkniecie w tę historię, tym więcej będziecie rozumieć i zapewniam Wam, niecodzienne rozrywka murowana.

Utworzenie obcej rasy, musiało być dla autora skomplikowanym działaniem, gdyż ich wielopoziomowa możliwość posługiwania się różnymi mózgami, jest wręcz nie do opisania. Cała książka jest dzielona na rozdziały jak i również mogłabym rzec na podrozdziały, opisywane z różnego punktu widzenia, nawet znajdziemy tutaj wypowiedzi i myśli Turuschów (obcych). Ciągle mam ochotę pisać, jaka to skomplikowana, a zarazem ciekawa historia, tak wiele wątków sprawiło, że po skończonej książce myślałam tylko o tym, by jak najszybciej zdobyć kolejne części.

W takich historiach, jako czytelnik, zawsze znajdujemy perełki w postaci zdarzeń czy osób, o których wolimy czytać bardziej niż o innych, ja również taką sytuację tutaj znalazłam. Z niecierpliwością czekałam na jakąkolwiek wzmiankę o Trevorze Grey’u. Zapałałam do niego miłością, jaką tylko można obdarzyć fikcyjnego bohatera. Pomimo swojej misji, należy do technofobów, co jest dość niecodziennym zjawiskiem, gdy wszystko, co go otacza jest skomplikowaną techniką połączoną z fizyką.

Jak już wspomniałam wcześniej, mniemana zagłada człowieczeństwa jest spowodowana tym, że jesteśmy blisko transcendencji, czyli wykorzystywania nanotechnologii i robotów i to w ogromnej mierze. I jak to zazwyczaj bywa, całkiem niedawno przeglądając kanały w telewizji, dostrzegłam reportaż o pierwszym człowieku cyborgu. Jeżeli Was zaciekawiłam odsyłam do tego linku: [KLIK]. Czyżby obca cywilizacja, miała podstawy do tego, by nas zlikwidować?

Reasumując, niezwykle wciągająca książka, dająca początek czegoś innego, lepszego, wprowadzająca nas w świat niezwykłych wyobrażeń, wojny międzygalaktycznej, a nawet i uczuć. Mnogość retrospekcji, innych punktów widzenia, stwarza nietuzinkową możliwość przyszłości. Gorąco polecam.

Za tę nieziemską wyprawę dziękuję:

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?