Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Wzorzec zbrodni - Warren Ellis (Recenzja przedpremierowa)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     17:07:00    Etykiety:, 


Książka Wzorzec zbrodni już od samego początku wywołuje w nas niebywałe emocje. Tekst widniejący na okładce, zapowiada bardzo ciekawą lekturę, w końcu jest przyrównywany do filmu pt: „Siedem”. Film pamiętam jakby przez mgłę, chociaż pamiętam, że mi się podobał, nie mniej jednak nie jestem w stanie odnieść się do tego zdania: „Bezkompromisowy kryminał, który wstrząśnie Wami niczym film Siedem”. Jednakże, mogę przyznać z ręką na sercu, że emocje jakie będą Wam towarzyszyły przy tej lekturze, mogą być wręcz nie do opisania.

Jest to tego typu powieść, w której nie można wiele zdradzać w recenzji, by nie ukazać zbyt dużo szczegółów, które mogłyby Was nakierować na jakikolwiek trop, co do rozwiązania tej historii. Zaczyna się ona dość typowo, rutynowa akcja kończy się dość nietuzinkowo, wieloletni partner Johna Tallowa – naszego głównego bohatera, ginie od strzału w głowę. Jego mózg pozostający na ścianie, ukazuje tylko jak szybko można zakończyć życie i to w dodatku z ręki jakiegoś ekscentrycznego nagiego mężczyzny, który wpadł w szał, gdy dowiedział się, że za niedługo musi wyprowadzić się ze swojego mieszkania. Przyznacie, że to dość błahy powód by odejść z tego świata. John zapewne gdyby na tym zakończyła się akcja w mieszkaniu, szlochałby i pogrążałby się w rozpaczy, niestety odpocznie chyba dopiero po śmierci. Podczas nieudanej akcji, w drzwiach jednego z mieszkań widnieje dość duża dziura, która powstała po wystrzelonym pocisku. Postanawiają więc wyważyć drzwi i jakże wielki to był błąd. Mieszkanie jest prawie w każdym możliwym centymetrze „przystrojone” ogromną liczbą broni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po wstępnych badaniach balistycznych, są to pistolety, z których przez minione dwadzieścia lat zostały wystrzeliwane pojedyncze pociski w jednym celu: zadania śmierci ofiarom. Tak rozpoczyna się gonitwa z czasem, z tajemnicami, lecz nie sądzicie chyba, że do waszych zadań będzie należeć wyłącznie wytypowanie sprawcy, o nie, macie tutaj ogrom zagadek, które tylko czekają byście je odkryli.

Nie potrafiłam przed przeczytaniem tej pozycji ocenić, czy będzie to dobrze dopracowana książka, lecz poszukiwania na temat autora rozwiały moje wszystkie wątpliwości, bo oprócz pisania jest on również scenarzystą. Pracował nad takimi seriami jak X-men, Daredevil. Byłam więc pod ogromnym wrażeniem, jego dopracowania szczegółów powieści. Każde zdanie, wydaje się być pieczołowicie doszlifowane. Taki zabieg sprawia, że możemy dostrzec realizm wydarzeń, oraz odnaleźć się w tym świecie bez większego problemu.

Tallow jest takim bohaterem, którego nie da się nie polubić. Może na początku jest człowiekiem zbyt pospolitym, ciągle narzekający na swoją monotonię i odcinającym się od normalnego świata. Jego znalezisko zmienia wszystko, powoduje, że inne piony policji, jak CSU i ECT, zaczęły na niego wylewać kubły szlamu. Według nich, lepiej byłoby gdyby nie ruszał tej sprawy, lecz przecież nie zrobił tego specjalnie. Nikt nie byłby zachwycony tym, by rozwiązywać ponad 200 spraw morderstw sprzed nawet dwudziestu lat. Wydaje się to być niemożliwe, lecz Tallow przechodzi pewną zmianę wewnętrzną, podczas której nie jest w stanie zostawić tej sprawy, chce ją rozwiązać. Tylko co jeżeli sam staje się kozłem ofiarnym?
Scarly wpatrywała się w niego jak urzeczona.
- Sam w to nie wierzysz.
- A ma to jakieś znaczenie? – zapytał Tallow i wyszedł.
Myślę, że zagadka jak i dopracowanie szczegółów dotyczących np. broni, robią tutaj wielkie wrażenie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele w tej historii, lecz pomimo swoich zawiłości spowodowanych ilością lat, które trzeba prześwietlić, nie jest to jedyną łamigłówką, którą z głównym bohaterem musimy rozwiązać. Bo jak to bywa w wielkich miastach, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Każdy z bohaterów jest kimś wyjątkowym, nie dostrzeżemy tutaj szablonowości. W większości przypadków będziemy mieli wrażenie, że są oni dość specyficzni, lecz dzięki temu, historia nabiera niebywałego wyrazu. Książkę czyta się niesamowicie szybko i ledwo spojrzymy na zegarek, a już jesteśmy na samym końcu historii, to zdecydowanie ogromny plus.

Niestety nie brakuję tutaj pewnych negatywnych wrażeń, przynajmniej w mojej ocenie. Niższa ocena wynika wyłącznie ze względu na zakończenie. Uważam, że zbyt szybko wszystko się zakończyło, bez wielkich spektakularnych zdarzeń, wszystko miało miejsce wyłącznie na kilku stronach powieści. Pomimo tego i tak polecam ją wszystkim, którzy lubują się w kryminałach, ze względu na dopracowanie detali, świetny zamysł dotyczących zbrodni, czy pisany język. Chętnie sięgnę po kolejną powieść autora, a to już chyba mówi samo za siebie.

Dziękuję za możliwość odkrycia tajemnicy morderstw Wydawnictwu: Sine Qua Non.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?