Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Cała nadzieja w Paryżu - Deborah McKinlay (Recenzja przedpremierowa)



Autor:  Adriana Bączkiewicz     18:48:00    Etykiety:, 
Chyba nie ma takiej osoby, która by nie marzyła o Paryżu. Co ja staram się Wam wmówić, to ja marzę o stolicy Francji, chciałabym poznać urok tego miejsca na własnej skórze. Nie twierdzę, że nigdy się o tym nie przekonam, lecz czy marzenia nie są piękniejsze od powstającej rzeczywistości? Lepiej marzyć, niż zawieść się na niespełnionych iluzjach?

Jackson Cooper i Eve Petworth to osoby po wielu przejściach. Mają na własnych karkach po kilkadziesiąt lat, lecz ciągle do czegoś dążą, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich wymiana listów, czy e-maili sprawi, że ich życie nabierze szybszego, lepszego tempa. A w szczególności dorosną, wreszcie dorosną do swych skrywanych marzeń. Eve to osoba, która zmaga się z własnym ja, jej lęki doprowadzają ją do przykrych sytuacji, podczas których nie potrafi wziąć oddechu w swe płuca. Można by rzecz, prawie każdego dnia odkąd pamięta, obok niej kroczy paraliżujący strach nie dający o sobie zapomnieć. Nieudany związek, śmierć własnej matki i przeszkody, które musi pokonywać każdego dnia z własną córką Izzy nie należą do nazbyt przyjemnych. Wspomniany kontakt z pisarzem, zaświeca w jej tunelu słabo świecącą iskierkę pewnego rodzaju normalności. Owy Pisarz Jack, również nie ma za sobą kolorowego i pełnego miłości związku. Przechodzi kryzys wieku średniego, nie zdając sobie z niego nawet sprawy. Czy przyjacielska wymiana zdań, pomoże im wreszcie dorosnąć? Powieść oprószona tyloma smakowitymi potrawami, musi w końcu zakończyć się szczęśliwe, w końcu przez żołądek do serca, lecz czy na pewno?

Sięgnęłam po tę książkę, bo chciałam się zmierzyć z powieścią obyczajową. Jak dobrze wiecie, na co dzień nie chwytam się takich grzbietów, mogę wręcz napisać, że uważam je za najgorszy gatunek w literaturze. A tu proszę, takie zaskoczenie. Piękna okładka, nawet nie oddaje piękna życia codziennego dwojga głównych bohaterów.

Połączenie historii z różnymi nowinkami dotyczących różnorakich potraw, jest według mnie strzałem w dziesiątkę. Już na wstępie muszę Wam powiedzieć: Nie czytajcie tej powieści, gdy jesteście głodni, bo zdecydowanie żołądek Wam przylgnie do kręgosłupa na dobre. Nie wiem dlaczego, ale dzięki temu prostemu zabiegowi, wydarzenia wydawały mi się bardzo realistyczne i ogromnie kuszące. Może i w literaturze, autorzy bardzo często stosują taki trik, lecz jako laik w tej dziedzinie, mogę stwierdzić jednoznacznie: poproszę więcej takich smakowitych kąsków. Jako kucharka wyśmienita (samokrytyka się ceni), już zacieram ręce ze względu na dwa przepisy, które znajdują się na samym końcu książki. W szczególności, że już za niedługo Święta Bożego Narodzenia (czy ja to naprawdę napisałam?). Znajdziemy tam przepis na: Babciny piernik bożonarodzeniowy i ciasteczka orzeszkowe babci Cooper. Musicie przyznać, że smakowicie brzmi.

Nie będę zbytnio rozwodzić się na temat bohaterów, bo każdy ma swoje za uszami, a w dodatku są dość oryginalni we własnej prostocie. Cały czas niecierpliwie czekałam na zakończenie, gdyż zdanie na okładce książki, ciągłe tłukło mi się w głowie: „Zakończenie zaparło mi dech w piersiach”. Tym razem się nie zawiodłam, jest dość nietuzinkowe i chwyta za serce i jest nieprzewidywalne, a to ogromny plus. Chociaż Paryż jest wyłącznie takim dążeniem do czegoś, było go według mnie odrobinę za mało. 

Czyta się ją lekko, szybko i przyjemnie. Nie musimy się nad niczym zastanawiać, tylko zalać sobie kubek z ulubioną herbatą i wtulić się w koc, by zatracić się bez reszty w tej dość zwykłej historii, która ostatecznie okazuje się dość niezwykła. Polecam ją więc każdemu, kto chciałby odnaleźć niezwykłą historię.

Za smakowity kąsek w postaci tej literatury dziękuję wydawnictwu Feeria.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?