Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Odkąd rok temu trafiła w moje ręce pierwsza cześć przygód Julii, wiedziałam, że pozostanie ona w moim sercu na dłuższy czas, a z papierowymi egzemplarzami nie będę chciała się rozstać jeszcze przez długi czas. Wtedy z niecierpliwością wyczekiwałam dnia premiery drugiej części, następnie trzeciej, zarazem ostatniej części trylogii o dziewczynie, która czuje się obco we własnym ciele. Gdy mój wzrok przebiegał po kolejnych zdaniach Daru Julii, zaczęłam sama w sobie krzyczeć: Nie czytaj tak szybko, delektuj się. Niestety, to były tylko pobożne życzenia. A przy moim nawale pracy, pochłonęłam ją w ciągu dwóch dni i niesmak pozostał do dziś. Nie martwcie się, nie chodzi o zawód pisarski, a o zawód, iż moje spotkanie z tytułową bohaterką właśnie się zakończył.

Julia i w tym tomie nie daje o sobie zapomnieć, zmienia swoje życie i sposób postrzegania przez nią świata. Zrozumiała, iż w obliczu wojny, musi się wziąć w garść i postanowić, co zrobić z życiem swoim, jak i innych. Julia przechodzi metamorfozę pod okiem Warnera, staje się kobietą twardą, stanowczą i przede wszystkim pragnącą zemsty. Komitet Odnowy powinien zacząć martwić się o swoje istnienie, bo nie ma nic gorszego, od kobiety, która posiada ogromną siłę, a jej zdeterminowanie jest w stanie zmienić bieg historii. Warner towarzyszy Julii prawie na każdym kroku, a jego miłość, da o sobie znać nie jeden raz i wcale nie na krótki czas. Czy Julia znajdzie sprzymierzeńców, do swojej na pierwszy rzut oka samobójczej misji? Czy odnajdzie swoich przyjaciół, w pogrążonym wojnie świecie? Tego dowiecie się w części, która wszystko wytłumaczy i spowoduje, iż będziecie musieli zbierać szczękę z ziemi.
Słowa, myślę sobie są takie nieprzewidywalne. Żaden pistolet, miecz, armia ani król nie mogą się mierzyć z potęgą jednego zdania. Miecze mogą ranić i zabijać. Słowa zagnieżdżają się w naszych ciałach i pasożytują w nich jak robactwo. Niesiemy je ze sobą w przyszłość, nie mogąc się od nich uwolnić.
Nie spodziewałam się, że autorka może mnie czymś zaskoczyć, a jednak jej się udało. Zmiana, jaka nastąpiła w zachowaniu głównej bohaterki, spowodowała, że jeszcze bardziej ją pokochałam. Szara myszka, ciągle użalająca się nad sobą, stała się stanowczą osobą, która swoimi postanowieniami i zachowaniem mogłaby przewodniczyć nie jednej organizacji, stawiając czoła wyzwaniom, nowo powstałego świata. Lecz nie martwcie się, Julia nadal będzie musiała walczyć z własnymi demonami, tylko demony te, będą dotyczyły jej uczuć. O Adamie również nie zapomnimy w tym tomie, lecz konflikt wszystkich czytelniczek pomiędzy Adamem i Warnerem, może nieco zmienić kierunek. Więcej nie zdradzę.

Autorka zdecydowanie należy do tych, którym należą się pokłony za stworzenie takiej historii, o której nie chce się i nie można zapomnieć. Wnioski, które wysnuwałam z poprzednich części, dotyczące Julii jak i wydarzeń z nią związanych, legły w gruzach już na początkowych stronach historii. Nie mogłam zrozumieć takich obrotów spraw, dopóki nie doczytałam ostatniej strony. Gdy Twoje oczy będą śledziły ostatnie zdanie, zrozumiesz wszystko, a zarazem nic. Tak, zakończenie jest jedynym aspektem, który mi się nie podobał, ale tylko ze względu na to, iż wszystko wydarzyło się tak szybko i zostawia w czytelniku pewną dozę niepewności co do następnego dnia bohaterki. Lecz tą historię będziemy musieli dopisać sami, więc niezależnie jak bardzo, będzie Wam to zakończenie przeszkadzać, to sądzę, iż jest to zabieg celowy, który ma za zadanie sprowokowania dyskusji. Lub wręcz odwrotnie, może pewnego dnia autorka powróci do Julii i sprawi czytelnikom ogromną radość, kontynuując tą jedyną w swoim rodzaju wyprawę, do świata paranormalnego. A waszą jedyną zagwozdką, będzie czy Julię pokochacie, czy wręcz znienawidzicie.

Reasumując, jeżeli macie lub chcecie mieć tą powieść w swojej biblioteczce, niezależnie czy w rzeczywistej, czy wirtualnej, doceńcie lekkie pióro Tahereh Mafi i jej wyobraźnię, która potrafi wywołać tak sprzeczne emocje.
I niestraszny mi strach, nie pozwolę mu już sobą rządzić. To strach powinien się mnie bać.

Niecodzienne słowo – Degrengolada, Dezynwoltura, Dardanelski

Degrengolada – słowo oznaczające upadek moralny bądź materialny, kolokwialnie można stwierdzić, iż jest to staczanie się człowieka na dno.
Jak użyć je w recenzji?
Jego postępowanie i ich konsekwencje można określić jednym słowem: istna degrengolada.

Dezynwoltura – Jest to zbyt lekceważące zachowanie, zbyt swobodny styl życia
Jak użyć je w recenzji?
Dezynwoltura nie była mu obca, w końcu żyje się tylko raz, nieprawdaż?

Dardanelski – człowiek czyniący coś bezmyślnie, postępujący źle
Jak użyć je w recenzji?
Nikt by nie pomyślał, że wyjdzie kiedyś na prostą, ot tak dardanelski styl życia.

Film warty obejrzenia – Droga do El Dorado, Don Jon

Postanowiłam polecić Wam dwa filmy, jeden to film animowany, a drugi jest połączeniem dramatu i komedii.


Droga do El Dorado to świetna bajka, w szczególności z świetnymi wypowiedziami Tulia i Miguela. Jest po prostu prześmieszna, coś w stylu Głupi i głupszy, lecz ze swoistym charakterem. Jak to bywa w bajkach, ogólny cel jest dość zgoła odmienny od miasta ze złota, którego poszukują, bo ukazuje, że w życiu jest ważna miłość, zabawa oraz przyjaźń. Kto jeszcze nie obejrzał: marsz do telewizora.


Don Jon, to film kontrowersyjny, oczywiście z przystojnym aktorem w głównej roli. Joseph Gordon-Levitt zmierzył się z rolą, w której musiał zagrać człowieka wybuchowego, uzależnionego od pornografii. Film zdecydowanie dla ludzi o mocnych nerwach, którzy mają pewien dystans do oglądanych produkcji. Bo pomimo, iż film ma niską ocenę na portalu Filmweb, mnie ujął za serce, śmiesznymi tekstami i historią.

Książka, która wywarła na mnie wrażenie - Dracula

Każdy z Was, kto zagłębia się w wampiryzmie, powinien pozycję Brama Stokera przeczytać. Ja przeczytałam ją dopiero, gdy wybrałam ją do mojej prezentacji maturalnej. Jeżeli się nie mylę, wybrałam wtedy temat: Horror, makabra, frenezja – ujęcia w literaturze. Od zawsze mroczna Adriana, nie mogła przejść obok takiego tematu obojętnie. Lecz wracając do Draculi, jest to pozycja obowiązkowa, oczywiście dla nas współczesnych czytelników, książka może nie wydawać się arcydziełem, przy tej ilości wampirów, które nas teraz otaczają w postaci literatury i filmów. Lecz jest to w miarę, tak naprawdę pierwsza pozycja na ten temat gdyż data pierwszego wydania tej powieści to 1897 rok. Sięgaj czym prędzej i poznaj losy Jonathana Harkera.

Autor i jego twórczość – Degórska Izabela

Skoro jesteśmy już przy wampirach, to czemu nie Izabela Degórska? Mieliście możliwość przeczytania moich recenzji o polskich wampirach zaszytych w podziemiach Szczecina. Pomimo, iż ta pozycja nie była jakoś ogromnie wybitna, to cenię ją bardzo na tle polskich autorów. Chyba jest to pierwsza Polska Autorka, która przekazała mi wizję polskich wampirów. Zaręczam Wam – pozycja naprawdę przednia i ciekawa.

Cytaty

"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."
Stanisław Lem

"Dziura w moim sercu ma twój kształt i nikt inny do niej nie pasuje."
Jeanette Winterson – Zapisane na ciele

"Drobna uwaga. Na pewno umrzecie."
Markus Zusak – Złodziejka książek
Jak już zapewne zauważyliście, co raz chętniej sięgam po polskich autorów, a półki z książkami już mi się uginają pod pozycjami rodzimych pisarzy. Niewiele więc myśląc, wymieniłam się z autorką książkami, otrzymując w zamian ten egzemplarz. Autorka pochodzi z Gliwic, więc jest to sąsiadujące miasto z moim miejscem zamieszkania. Gdy otrzymałam tą dość cienką książkę, myślałam tylko o tym jak bardzo się cieszę mogąc zapoznać się z wyobraźnią młodszej ode mnie autorki. Gdy widzę krótkie książki do ok. 200 stron, wymagam od nich odrobinę więcej. Gdyż na tak małej liczbie stron, uważam, że tekst i wydarzenia można dopracować co do literki. W opasłych tomiskach można wybaczyć małe uchybienia, gdyż reszta stron rekompensuje mały zawód. Niestety w tej historii, nie dostrzegłam wiele dobrego.

Victoria, to dziewczyna która nie zdając sobie sprawy z własnego przeznaczenia, nagina zasady rządzące światem nastolatków. Ot tak buntowniczka z wyboru, czy mowa tu o ubiorze, czy zachowaniu, nie ma większego znaczenia. Dziewczyna wyróżnia się spośród tłumu, dzięki dobranych ze smakiem ubrań oczywiście ze smakiem, mam na myśli mrocznych i wyzywających. Posiada przyjaciela od wielu lat, który zawsze ją wspiera i niechybnie jest w niej zakochany, lecz nie chce zdać się na ten najważniejszy krok, by jej to wyjawić. Niespodziewanie na jej drodze pojawia się tajemniczy Roger, który odmienia jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. Gdyż dowiaduje się, że świat, jaki do tej pory znała, wkrótce może się zmienić, a tylko ona może zmienić bieg zdarzeń. Zostaje ona porwana, lecz nie jest to jej największy problem, gdyż musi zmierzyć się ze światem, o którym do tej pory nie miała pojęcia.
Okej, ale jestem drugim najprzystojniejszym facetem na tym świecie zaraz za tym wspaniałym facetem, którego rano widzę w lustrze.
Opis, który Wam przedstawiłam, wydaje się mieć w sobie pewien potencjał, który sprawia, że warto byłoby po ta książkę sięgnąć. Niestety, w tej historii odnalazłam więcej minusów niż plusów. Do plusów zdecydowanie należy okładka. Przyznajmy szczerze, szata graficzna ma ogromny wpływ na nasze zainteresowanie pozycją. Mnie zdecydowanie przyciągnęła, płonący nagi anioł, na czarnym tle, w tym wypadku zdziałał cuda. W prologu wkraczamy w świat smoków, wojowników, czyli Chiny pełną parą. Lecz po wstępie i całej historii, nie potrafiłam dostrzec zbytnio związku z zaznaczonym prologiem. Narracja okazała się chaotyczna. Czytając kolejne strony nie zostałam dobrze wprowadzona w sytuację, w której powinnam się odnaleźć. Czasami miałam wrażenie jakbym nie do końca wiedziała, co wszystko ma ze sobą ma wspólnego ani czyje wspomnienia są teraz przedstawiane. Brakowało mi tutaj opisów, one sprawiają, że książka nabiera charakteru, gdyż dialogi nie należą do zbytnio trudnych do ukazania. Skrócone opisy do minimum spowodowały, że historia jest błaha i nie trzyma czytelnika w napięciu. Z każdą kolejną stroną przeskakujemy do kolejnych wydarzeń, a nic nie zostaje wytłumaczone i nic nie zostaje nam w pamięci. Gdyby autorka, pokusiłaby się o opisanie Miasta aniołów, czy przybliżenie czytelnikowi zamysłu wszystkich wydarzeń, miało by to sens i podkreślałoby fachowe podejście. Ze zdawkowych dialogów nie jesteśmy w stanie zbytnio się zorientować w historii.

Korekta leży i kwiczy. Literówki zepsują odbiór historii, każdemu kto po nią sięgnie. Czasami zdarzało się tak, że kilkakrotnie musiałam studiować zdania, by zrozumieć ich sens. Chaotycznie jest wręcz na każdym kroku. Można również odnieść te stwierdzenie do bohaterów, którzy z każdą stroną wykazywali inne cechy. Nie potrafię zrozumieć, czy to był celowy zamysł, lecz w tej krótkiej historii nie sprawdził się w ogóle. Gdyż każda z postaci, przybierając różne „twarze”, sprawia wrażenie jakby mieli rozdwojenie jaźni. Niezbyt miłe odczucie dla czytelnika.

Podsumowując, książkę bardzo szybko się czyta, więc jeżeli ktoś ma parę godzin na zbyciu i nie jest zbytnio wymagającym czytelnikiem, niech sięgnie po nią, by móc skonfrontować swoją opinię wraz z moją. Wiem też, że Ogniste skrzydła są pierwszą częścią trylogii autorki, mam nadzieję, że wszystkie opinie weźmie sobie do serca i podszlifuje odrobinę swoje niedoskonałości. Z chęcią zapoznam się z drugą częścią, gdy zostanie wydana, by ocenić, czy zostały poczynione postępy, których z całego serca życzę Autorce.
Gdy oglądamy telewizję lub czytamy prasę możemy dowiedzieć się jednego: Bliski wschód jest owiany tajemnicą własnych zasad i poglądów, które dla nas Europejczyków są dość niezrozumiałe, a czasem nawet i absurdalne. Pomimo wielu kontrowersji, kraje te cieszą się dużym zainteresowaniem, mogłabym się pokusić o zawężenie tego kręgu wyłącznie do kobiet. Gnają one myślami, do wysublimowanej kuchni i pięknych widoków, których nie odnajdziemy na innych kontynentach. Lecz czy ta fascynacja, może okazać się podróżą w okropne i pełne cierpienia miejsce? Nike Farida przedstawia nam pierwszą część trylogii, stara się czytelnikom ukazać historię zgoła odmienną od naszych wyobrażeń.

Kaddafi i Libia, to mieszanka wybuchowa, z którą muszą zmierzyć się polskie rodziny, które wyjechały w te rejony za chlebem, jak również za miłością. Zagłębiając się w tą lekturę, poznamy losy kilku pokoleń, które manewrowały między wieloma państwami takimi jak: wspomniana Libia, Polska, Włochy, czy nawet i Stany Zjednoczone. Bliźniacy Jacek i Andrzej, starają się wywrzeć wrażenie na pięknej dziewczynie imieniem Karen, ich zaloty poznajemy na przestrzeni lat, a niezdecydowanie dziewczyny wprawia nas w wir dramatycznych historii. Matka bliźniaków – Barbara, wplata w tą historię swoje trzy grosze. Dzięki wydarzeniom, które pojawiają się w tej książce, poznamy tak odmienne losy, dążenia do wewnętrznego spokoju, które jest poprzeplatane autentycznymi wydarzeniami z drugiej połowy XX wieku.

Zacznę od tego, że pierwszy raz spotykam się z literaturą, która mówi o losach Bliskiego wschodu. Przyznaję się bez bicia, nigdy te rejony mnie nie fascynowały, a wręcz odstraszały swoimi zasadami. Dlatego tę pozycję, było mi ciężko czytać, lecz tylko ze względu na to, że dzięki temu dowiedziałam się, że takie historie nie są w moim kręgu zainteresowań. Nie mniej jednak, podziwiam Autorkę za ten tom. Stworzyła ona historię prawdziwą, dzięki swojemu poglądu na świat, ponieważ Nike Farida, wychowała się w Libii oraz pragnę zaznaczyć, iż jest ona Polką. Miała więc możliwość poznać te zasady na własnej skórze. Podczas czytania tej książki, byłam pod ogromnym wrażeniem autentyczności, nie ma tu miejsca na zakłamanie i przeinaczanie faktów.

Dla wielu z Was, pozycja powinna wydać się bardzo zachęcająca, należy jednak pamiętać, iż nie jest to typowa arabska powieść. Zanurzymy się w niej, nie tylko w przykrych sytuacjach, które towarzyszą silnym rządkom Kaddafiego, poznamy tutaj również kulturę od tej lepszej strony. Potrawy aromatyzują całą powieść, dla każdego laika w tych tematach, nawet takiego jak ja, wywrze to wspaniałe uczucie błogości. Nie spodziewajcie się tutaj opisu kobiet, które są ciemiężone pod władzą swoich mężów. Są to kobiety szczęśliwe, przestrzegające zasad panujących w krajach islamskich. Nie potrafię jednak zrozumieć, czy jest to jednak zachowanie przykryte pod maską strachu, nie mi to jednak oceniać, ponieważ to nie ja jestem znawcą tych rejonów.

Należy zwrócić również uwagę na nazewnictwo tytułów rozdziałów, które są nawiązaniem do pewnych utworów „Dżuma”, „Diuna” czy „Sto lat samotności”. Niezwykły zabieg, który ma swoje odzwierciedlenie w tekście. Wyłącznie dążymy do poznania wydarzeń, które są opisane w kolejnym rozdziale oraz jak potoczą się losy bohaterów. Nam czytelnikom pozostaje czekanie na kolejny tom, który mam nadzieje, będzie równie barwy i zaskakujący w swej skomplikowanej prostocie.

Jeżeli zaczytujecie się w takich historiach jest to pozycja dla Was, jeżeli nie, jest to również pozycja dla Was, bo warto poznać tą historię, by móc zmierzyć się z krajami Islamskimi, podróżami i odmiennym zachowaniem różnych struktur. Wiele by pisać, jak barwna jest ta historia. Sięgnijcie po tą pozycję, by przekonać się, czy bylibyście w stanie sprostać wyzwaniu i zamieszkać w tak bliskich, a zarazem tak odległych ideologicznie krajach.

Książka przeczytana w ramach akcji: Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


Demencja starcza, to coś takiego, o czym niezbyt często się mówi, a gdy się zacznie taki temat, jest on tematem tabu, ponieważ trudno o takich sytuacjach rozmawiać. Tym bardziej, gdy dotyczy naszych bliskich, lecz co, gdy dotyczy to nas samych, a my po prostu tą wiadomość wypieramy?

Sheldon Horowitz jest byłym żołnierzem Marines, mając już 82 lata, ciągle wspomina wojnę w Korei i nie tylko. Przeprowadzka do Norweskiej stolicy nie jest dla niego miłą odmianą. Można by rzec, jest katorgą samą w sobie. Wnuczka wraz z mężem, stara się nim opiekować, lecz demencja starcza im w tym dość przeszkadza, jest jeszcze gorzej, bo „poszkodowany” uważa, że taka choroba wcale go nie nawiedziła. Niespodziewanie staje się on świadkiem morderstwa. Tak rozpoczyna się jego ucieczka wraz z siedmioletnim chłopcem. Tylko kto by się spodziewał, że będzie to również podróż po „nieistniejących” światach, z oprawą konfliktów międzynarodowych.

Zdecydowanie zaintrygowała mnie okładka tego thrilleru. Musicie przyznać, że ma w sobie pewną tajemniczość i jest dość mroczna. Czekałam więc z wytęsknieniem na głęboką psychologiczną treść i tym razem nie zawiodłam się na swoim przeczuciu. Treść uwikłała mnie tak mocno, że skończyłam ją w jeden dzień, nie potrafiąc się od niej oderwać, chociażby na chwilę. Przez około pięćdziesiąt pierwszych stron, wkraczamy wolnym krokiem w historię Sheldona, poznajemy go od różnych stron. Jego zgryźliwość jest strasznie pobudzająca i bardzo realistyczna. Sprawia, że mamy ochotę na więcej poznania jego spojrzenia na świat. Za każdym razem czekałam tylko na jakieś jego wypowiedzi, bo odznaczały się również ogromną inteligencją, która mnie pochłonęła całkowicie.  
Panika to nie to samo co strach. Każdy się boi. To mechanizm samozachowawczy, który wam mówi, że dzieje się coś złego i musicie uważać. O panice mówimy wtedy, gdy strach przejmuje kontrolę nad waszym mózgiem, robiąc z was niezdolne do niczego dupy wołowe.
Książka jest podzielona na wiele retrospekcji oraz na kilku bohaterów. Cały czas historia toczy się wokół ucieczki głównego bohatera i można by rzec niemego chłopczyka. Bo nie ma przecież możliwości porozumieć się, gdy jedna osoba mówi po angielsku a druga w kompletnie innym języku, w dodatku jest oszołomiona po stracie własnej matki. Dzięki temu zabiegowi poznajemy wiele historii, od wojny aż do życia codziennego. Istny misz-masz, który nie jest ani trochę na wyrost. Wspaniała lektura, w której każdy znajdzie coś dla siebie.

Wiele w tej historii się dzieje, a co najważniejsze, nigdy nie wiemy co zdarzy się na kolejnej stronie, a to ogromny plus. Na początku zastanawiałam się tylko, dlaczego uroczy staruszek nie zgłosił się na policję, lecz jest to później wyjaśnione. Wszystko w tej powieści ma swój określony czas i miejsce. Czytając ją, miałam wrażenie, że jest ogromnie dopracowanym dziełem, każde słowo ma swoje odzwierciedlenie w przekazie. Autor zasługuje na gromkie brawa, a ja się tylko zastanawiam, dlaczego mało osób chce przeczytać tę książkę, mam nadzieje, że tą recenzją Was do niej zachęciłam.

Wiecie jak to jest, gdy zamykacie oczy i wirujecie wokół własnej osi, a gdy je otwieracie nie wiecie gdzie jest góra a gdzie dół? Tak właśnie będziecie się czuć, gdy przeczytacie ostatnie zdania w tej książce. Zakończenie wywarło na mnie tak ogromny wpływ, że do tej pory zastanawiam się, co było prawdą, a co tylko jawą podczas wspomnianej już wcześniej demencji. Czy tak naprawdę demencja byłą demencją, czy może kompletnie coś zgoła odmiennego zdarzyło się w tej historii? Nie jestem w stanie Wam odpowiedzieć na te pytanie, gdyż dopóki nie przeczytacie tej pozycji, nie będziecie w stanie zrozumieć jak teraz się czuję.

Za wkroczenie w wiele światów dziękuję wydawnictwu Feeria.
Chyba nie ma takiej osoby, która by nie marzyła o Paryżu. Co ja staram się Wam wmówić, to ja marzę o stolicy Francji, chciałabym poznać urok tego miejsca na własnej skórze. Nie twierdzę, że nigdy się o tym nie przekonam, lecz czy marzenia nie są piękniejsze od powstającej rzeczywistości? Lepiej marzyć, niż zawieść się na niespełnionych iluzjach?

Jackson Cooper i Eve Petworth to osoby po wielu przejściach. Mają na własnych karkach po kilkadziesiąt lat, lecz ciągle do czegoś dążą, nie zdając sobie sprawy z tego, że ich wymiana listów, czy e-maili sprawi, że ich życie nabierze szybszego, lepszego tempa. A w szczególności dorosną, wreszcie dorosną do swych skrywanych marzeń. Eve to osoba, która zmaga się z własnym ja, jej lęki doprowadzają ją do przykrych sytuacji, podczas których nie potrafi wziąć oddechu w swe płuca. Można by rzecz, prawie każdego dnia odkąd pamięta, obok niej kroczy paraliżujący strach nie dający o sobie zapomnieć. Nieudany związek, śmierć własnej matki i przeszkody, które musi pokonywać każdego dnia z własną córką Izzy nie należą do nazbyt przyjemnych. Wspomniany kontakt z pisarzem, zaświeca w jej tunelu słabo świecącą iskierkę pewnego rodzaju normalności. Owy Pisarz Jack, również nie ma za sobą kolorowego i pełnego miłości związku. Przechodzi kryzys wieku średniego, nie zdając sobie z niego nawet sprawy. Czy przyjacielska wymiana zdań, pomoże im wreszcie dorosnąć? Powieść oprószona tyloma smakowitymi potrawami, musi w końcu zakończyć się szczęśliwe, w końcu przez żołądek do serca, lecz czy na pewno?

Sięgnęłam po tę książkę, bo chciałam się zmierzyć z powieścią obyczajową. Jak dobrze wiecie, na co dzień nie chwytam się takich grzbietów, mogę wręcz napisać, że uważam je za najgorszy gatunek w literaturze. A tu proszę, takie zaskoczenie. Piękna okładka, nawet nie oddaje piękna życia codziennego dwojga głównych bohaterów.

Połączenie historii z różnymi nowinkami dotyczących różnorakich potraw, jest według mnie strzałem w dziesiątkę. Już na wstępie muszę Wam powiedzieć: Nie czytajcie tej powieści, gdy jesteście głodni, bo zdecydowanie żołądek Wam przylgnie do kręgosłupa na dobre. Nie wiem dlaczego, ale dzięki temu prostemu zabiegowi, wydarzenia wydawały mi się bardzo realistyczne i ogromnie kuszące. Może i w literaturze, autorzy bardzo często stosują taki trik, lecz jako laik w tej dziedzinie, mogę stwierdzić jednoznacznie: poproszę więcej takich smakowitych kąsków. Jako kucharka wyśmienita (samokrytyka się ceni), już zacieram ręce ze względu na dwa przepisy, które znajdują się na samym końcu książki. W szczególności, że już za niedługo Święta Bożego Narodzenia (czy ja to naprawdę napisałam?). Znajdziemy tam przepis na: Babciny piernik bożonarodzeniowy i ciasteczka orzeszkowe babci Cooper. Musicie przyznać, że smakowicie brzmi.

Nie będę zbytnio rozwodzić się na temat bohaterów, bo każdy ma swoje za uszami, a w dodatku są dość oryginalni we własnej prostocie. Cały czas niecierpliwie czekałam na zakończenie, gdyż zdanie na okładce książki, ciągłe tłukło mi się w głowie: „Zakończenie zaparło mi dech w piersiach”. Tym razem się nie zawiodłam, jest dość nietuzinkowe i chwyta za serce i jest nieprzewidywalne, a to ogromny plus. Chociaż Paryż jest wyłącznie takim dążeniem do czegoś, było go według mnie odrobinę za mało. 

Czyta się ją lekko, szybko i przyjemnie. Nie musimy się nad niczym zastanawiać, tylko zalać sobie kubek z ulubioną herbatą i wtulić się w koc, by zatracić się bez reszty w tej dość zwykłej historii, która ostatecznie okazuje się dość niezwykła. Polecam ją więc każdemu, kto chciałby odnaleźć niezwykłą historię.

Za smakowity kąsek w postaci tej literatury dziękuję wydawnictwu Feeria.
Wkraczanie w wiek dorosłości musi oznaczać przejście na „ciemną stronę mocy” w wieku osiemnastu lat, lecz nie jest to równoznaczne z dojrzewaniem. Dojrzeć można parę lat później, po niezwykłych przeżyciach, który zgotował nam los.

Dorotka, główna bohaterka Powrotu, należy do tych osób, które walczą z własnym ja. Postanowiła porzucić studia na ASP, twierdząc, że nikt się nie wybił po takich studiach. Wyjechała więc za granicę i po pewnym czasie powraca. Właśnie, powrót na stare śmieci, nigdy nie należy do rzeczy super przyjemnych, ponownie musi stawić czoła własnym rodzicom oraz pewnym demonom z przeszłości. Nie martwcie się, jako tatuażystka, potrafi na ciele człowieka stworzyć piękne tatuaże, tylko czy tak naprawdę cała ta otoczka sprawia jej przyjemność? Czy powrót można zaliczyć do udanych?

Książkę zaczynam od blurba. Sądzę, iż nakierowuje mnie na bardzo dobrą historię, sama uwielbiam tatuaże, więc myślałam, że taka powieść wywoła we mnie wiele uczuć. Dorotka może i jest niezdecydowana, ma własne przemyślenia na temat zaistniałych sytuacji, lecz w życiu jest kompletną inną osobą. Gdy czytałam zapowiedź, miałam ochotę poznać historię, która skłoniła dziewczynę do powrotu i jakie konsekwencje na nią czekają. Nie spodziewałam się jednak, że moje oczekiwania, całkowicie mijają się z tym, co Izabela Sowa chciała przekazać czytelnikom.

Czekałam na każdej kolejnej stronie, aż wreszcie zacznie się coś dziać. Oczywiście, działania nie muszą być wyłącznie podyktowanie wydarzeniami, bo może być to również książka o przeplatanych przemyśleniach. Tylko, dlaczego przemyślenia bohaterki tak bardzo mnie denerwowały? Dorotka każdą zgryźliwość losu, do jakich należy zaliczyć jej „przyjaciół” oraz rodziców, powiela ogromnym milczeniem uważając, że tak jest najlepiej, lecz zdanie później, mamy jej myśli dotyczące całej sytuacji na kolejnych stronach. Jest to dziewczyna zamknięta w dorosłym ciele, która wydaje się tworzyć swój własny świat w głowie. Na plus są zdecydowanie niektóre jej wrażenia, są w pewnych przypadkach bardzo trafne, lecz po chwili przedstawia nam tak odmienny zarys historii od swoich przemyśleń, że tracę wiarę w inteligencję bohaterki. Postać została wykreowana tak, że jej nie polubiłam, cały czas dawałam jej szansę, lecz ciągle się na niej zawodziłam. Rozumiem, są takie osoby w normalnie funkcjonującym świecie, lecz stworzenie tak prostej i banalnej osoby sprawia, że ledwo mam chęć, by zaglądać na kolejne strony. Miałam nadzieję, na pin-up’ową tatuażystkę, która tworzy swoje dzieła z pasją, lecz i tutaj wkraczamy w mętnie flaków z olejem, starając się przebrnąć przez jedynie zamysł, że bohaterka tatuuje ludzi, lecz niezbyt wiele odnajdziemy ich w książce.

Każdy z przyjaciół, rodziny, po prostu każda postać, która się tutaj przewija, posiada wady. Nie wiem, czy to był zabieg celowy, lecz czytelnik nawet nie ma ochoty poznać ich bliżej, nie z powodu ich wad, gadulstwa etc., ale ze względu na to, że niczego nowego w życiu bohaterki, jak i naszym nie wprowadzają. Dorotka jest wyzbyta z jakichkolwiek uczuć, czy psychicznych, czy fizycznych. Nie chce niczego związanego z miłością, jednak zgadza się na zaloty niejakiego Igora. Jaki w tym jest sens? Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem. Jedyną bohaterką, która ratuję pewną część historii jest Babcia. Wspaniała kobieta w moim mniemaniu, z świetnymi kwestiami i swoistym charakterem. Tylko nie było jej tu na tyle, by uratowała tą prozę.

Gdy powieść nie wzbudza we mnie jakichkolwiek emocji, zwracam uwagę na inne szczegóły, chociażby na styl. Spróbujcie otworzyć książkę, na obojętnie jakiej stronie i przyjrzyjcie się, ile razy zostało użyte słowo „Dorotka”. Ciągle i ciągle, raz na kilka zdań, nie wiem czy to również było celowe, ale według mnie było ogromnie denerwujące. Autorka chciała również stworzyć pewną więź z młodszym czytelnikiem, wprowadzając nowe słówka, tylko dlaczego są one spolszczone? Np. Gender napisane, jako Dżender. No masakra, ja nie rozumiem takiego zabiegu kompletnie i wywołuje we mnie wyłącznie niechęć.

Reasumując, historia jest chaotyczna i niestety w moim mniemaniu, nie wprowadza w moje życie niczego. Nawet nie wiem, czy za chwilę, będę pamiętać co tak naprawdę było napisane w książce Izabeli Sowy. Nudziłam się przy tej pozycji i odniosłam wrażenie, że można napisać książkę o niczym. Dość często mam odmienne zdanie niż inni czytelnicy, więc sięgnijcie po nią sami, przekonajcie się czy Dorotka jest w stanie odmienić Wasz pogląd na świat.

Za zmierzenie się z tą historią dziękuję portalowi: Lubimy czytać oraz Wydawnictwu Znak.


Zakupiona książka za parę złotych daje książkożercy niesamowitą radość, a gdy okaże się ona jedną z najlepszych przeczytanych pozycji ostatnich miesięcy, wtedy czeka na niego tylko i wyłącznie poziom ogromnej satysfakcji. Nie należałam do tych osób, które sięgnęły po nią ze względu na widniejący opis na okładce: „jedna z najlepszych powieści w duchu Igrzysk śmierci”. Jeżeli, nie posiadacie jej jeszcze w biblioteczce, to przestrzegam, nie sugerujcie się uprzednim cytatem, bo po przeczytanej lekturze, nie wiem co Prochy mogłyby mieć wspólnego z Igrzyskami Śmierci. Chociaż moja wiedza odnosi się wyłącznie do filmów, bo po serię Igrzysk jeszcze nie sięgnęłam. W dodatku pozycje wydawnictwa Amber, w większości były przeze mnie krytykowane, ze względu na literaturę znajdującą się w ich ofercie, która według mnie jest kierowana do młodszych nastolatków. A tu takie zdziwienie, gdy odnalazłam pozycję, która wpasowuje się w moje gusta idealnie.

Alex, siedemnastoletnia dziewczyna, nie ma w sobie dużo wiary dotyczącej jej przyszłości, gdyż jest ona śmiertelnie chora. Choroba postępuje co raz szybciej, a dni odliczane do godziny „0” są co raz bliższe. Wymyśliła więc, wyprawę w pojedynkę w odległe rejony, by móc pogodzić się z własnym losem. Podczas tej podróży, nosiła na ramionach zapakowany plecak, przemierzając lasy ciesząc się campingiem wśród przyrody. Zostawiła więc cywilizację wiele kilometrów za sobą. Na jej drodze jednak pojawia się ośmioletnie Ellie wraz z jej dziadkiem, którzy również wyruszyli w te rejony. Alex nie jest zbyt ufna, w dodatku od samego początku dziewczynka wydawała jej się tak rozwydrzona, że działała jej mocno na nerwy. Nagle niebo zostaje przecięte ogromnym błyskiem, ptaki padają martwe na ziemię, wszystkie zwierzęta zachowują się tak jakby zwariowały, a ludzie? Nie różnią się od wspomnianych ptaków, serce się zatrzymuje i wszędzie widać krew. Cała elektronika nie działa, pozostaje jej nic innego, jak ruszyć w poszukiwaniu innej żywej duszy. Mała Ellie niechętnie przyłącza się do Alex i od teraz czeka je wyprawa tak straszliwa i budząca grozę, gdyż na tych terenach nie są same, a niektórzy ludzie, którzy pozostali przy życiu, nie są już… ludźmi.

Styl pisania autorki, jest plastyczny i prosty, dzięki temu potrafimy już po kilku zdaniach wciągnąć się w wir historii, dopingując dziewczyny w ich nie do końca wybranej wyprawie, bo nikt o zdrowych zmysłach, nie chciałby przeżyć tego na własnej skórze. Każdy z bohaterów występujących w tej książce, jest tak bardzo autentyczny, że gdy odrywamy wzrok od literek, nagle uświadamiamy sobie, że wkroczyliśmy w świat fantazji tak głęboko, że nie potrafimy odróżnić wyobraźni od rzeczywistości. Strona za stroną, zdajemy sobie sprawę jak bardzo historia nas wciąga, a koniec wydaje się co raz bliższy. Ogromne brawa należą się za pomysł autorki, jest on mroczny i nie myślcie, że wszystko dobrze się skończy. Bo gdy nadchodzi apokalipsa dla tego świata, to nic ani nikt, nie jest w stanie go uratować. Lecz czy na pewno?
Może kiedy nie ma się do kogo wracać, łatwiej jest znieść, że świat idzie z dymem.
Książka według mnie jest dla odrobinę starszych osób, gdyż nie brakuje tutaj wielu brutalnych opisów i po przeczytanej lekturze, jedynie zaczęła we mnie kiełkować myśl, że coś takiego naprawdę może się zdarzyć. A my? Jakbyśmy bardzo próbowali, nie moglibyśmy się uchronić przed mroczną przyszłością. Była to chyba pierwsza powieść z pogranicza apokalipsy, którą przeczytałam. Tak zaczęła się moja wędrówka, po światach, które w swojej domenie mają zagładę ludzkości. Bo czyż nie myślicie, że właśnie taka przyszłość nas czeka? Wojny, bomby, może i eksperymenty genetyczne będą na porządku dziennym. Sądzę, że jeszcze w tym stuleciu dowiemy się, na co stać rząd i nie tylko.

Chcę Wam ogromnie polecić tą książkę, jednocześnie nie pisząc zbyt więcej o niej, gdyż myślę, że każdy czytelnik musi sam zagłębić się w tą historię i wraz z Alex odkrywać trudy dni, gdzie każdy z nich może być ich ostatnim. Chciałabym również wspomnieć, iż jest to pierwsza część trylogii. Niestety, nie sądzę byśmy kiedykolwiek doczekali się wydania kolejnych części, więc ubolewam nad tym ogromnie. Nie mniej jednak, ta powieść tak bardzo mnie zaciekawiła, że sięgnęłam po e-booki w oryginalnym języku. I nie czekając zbyt długo, musisz zagłębić się w świat Alex, w świat, który może Cię pochłonąć żywcem.
Byłam strasznie ciekawa historii, którą stworzył Dawid Waszak, zaintrygował mnie strasznie opis książki, zapowiadając dość ciekawe spotkanie z pewnego rodzaju thrillerem z dawką kryminału, oprawionym w horror, bo czyż morderstwa nie są objawem horroru?

Policjanci tropią seryjnego zabójcę, który w bestialski sposób kończy życie pięknym kobietom. Nie mają żadnego punktu zaczepienia, postanawiają więc utworzyć pewnego rodzaju zasadzkę, w której policjantka pod przykrywką, postara się zdemaskować sprawcę. Nie wiedziała jednak, iż jej przyszły oprawca, będzie kilka kroków przed nią, jak i jej znajomych w kręgu policyjnym. W końcu nie robi tego pierwszy raz, czas wprowadzić Was w historię, która cała otoczka sprawi, że włosy staną wam dęba. Opowieść możemy przyrównać do pewnego rodzaju pamiętnika, który jest prowadzony przez księdza, nie jest to jednak zwykły klecha, ma on więcej wspólnego z tymi historiami niż myślicie.

Autor postanowił zmieścić fabułę na niecałych stu stronach powieści. Sądzę, że odrobinę poskąpił nam treści. Wątki, które występują w całej historii, mogłyby odnaleźć swoje odzwierciedlenie na przestrzeni kilku następnych części. Należy również zwrócić uwagę na to, iż O tym, który już raz umarł, jest pewnego rodzaju kontynuacją Narodzin zła, czyli nie ma co oszukiwać, w tym przypadku zaczęłam od drugiej części. Chociaż czasem brakowało mi informacji z tej pierwszej, to jednak sądzę, że nie ma większego problemu z odczytaniem zamiarów autora w kontynuacji serii. Dzięki dobrej grze słów, potrafimy odnaleźć się w tej historii idealnie, chcąc ciągle czytać dalsze strony. Już na początku miałam wrażenie, że na pewno ta pozycja jest za krótka. Mam nadzieję, że nie urażę autora twierdząc, iż jest to po prostu dłuższe opowiadanie.

Nie mniej jednak, takie „opowiadanie” ma w sobie duże plusy, chociaż nie zagłębiam się na co dzień w takich historiach, to historia Grzegorza – głównego bohatera, chwyta w pewien sposób za serce. Nie chciałabym zbyt wiele zdradzać, lecz i on ma wiele rzeczy na swoim sumieniu. Wraz z nim próbujemy rozwiązać zagadkę tajemniczych, a zarazem bestialskich mordów, snując swoje własne teorie. W końcu takie zadanie jest stawiane przed nami, czytając kryminał. Lecz nie martwcie się, autor dobrze ukrył tożsamość mordercy i zakończenie, może być dość zaskakujące dla nie jednego z was.

Książkę czyta się przyjemnie, nie mamy tutaj styczności ze skomplikowanym językiem, czy trudnym przekazem, wręcz przeciwnie, miło i szybko ją połkniecie, jeden wieczór i po wszystkim. Właśnie taka krótka forma spowodowała we mnie pewnego rodzaju frustrację, chciałabym trochę więcej tej historii. Mam nadzieję, że następna książka, która wyjdzie spod pióra Pana Dawida, będzie nieco obszerniejsza. Jednak brutalność i kreacja świata powoduje, że mogę krótką formę wybaczyć, lecz tylko w pewnym stopniu.

Historia bardzo mi się spodobała, w szczególności w tej części, gdy możemy wejść w umysł mordercy, jest to bardzo przyjemnie. Nieco niższa ocena książki, dotyczy dwóch aspektów, które dostrzegłam i nieco raziły mnie w oczy. Pierwszym z nich jest opis morderstwa policjantki w przebraniu, które pojawia się dwa razy. Raz na początku i raz na końcu, nie widzę problemu w takim zabiegu, lecz np. drugi opis mógł być napisany nieco z innej perspektywy. Jeżeli jeszcze do czegoś mogłabym się przyczepić, to do tego, że czasem manewrując między akapitami, byłam nieco skołowana nie wiedząc zbytnio, kogo one dotyczą. Gdyż został zastosowany tutaj zabieg, gdzie między kolejnymi akapitami przeskakujemy między myślami czy wypowiedziami różnych bohaterów. Czasem musiałam się cofać lub dogłębnie myśleć nad tym, o kim teraz czytam.

Pomimo wszystkich za i przeciw sądzę, że warto przeczytać tą pozycję na pewno nie uznacie, że zmarnowaliście na nią czas. To nie historia z tych szeregów. Miła i przyjemna, jeżeli oczywiście można tak napisać o książce o morderstwach : )

Za możliwość przeczytania tej mrożącej krew w żyłach historii, dziękuję serdecznie Autorowi.
Już na samym początku, zwracam uwagę na tytuł powieści i zaczynam się zastanawiać, co ciekawego autor przygotował dla swoich czytelników? Zamknięta prawda, kojarzy mi się z pewnego rodzaju sekretem, który jest gdzieś skrzętnie skrywany, a naszym zadaniem wraz z głównym bohaterem, jest odnalezienie odpowiedniego wzorca, może klucza, będącym głównym wątkiem w tym thrillerze, lecz czy na pewno?

Uczeń Carpzova powraca, w takim stylu, że najgorszy morderca byłby wniebowzięty przedstawionych wyczynów bohatera. Generałowie polskiej armii giną w dość niejasnych okolicznościach, tak samo, jak Maria Kozierska – policjantka. Wszystkie sprawy na pozór wydają się być nieszczęśliwymi wypadkami, w końcu spadnięcie ze schodów do takich incydentów należy. Michał Drobik – ekspert w mowie ciała, nie przyjmuje jednak takiego rozwoju wydarzeń i wraz z śmiertelnie chorą Justyną Błaszczuk rozpoczynają śledztwo. Działając na własną rękę, starają się oni odszukać prawdy, tylko czy naprawdę mieli taki zamiar, by wplątać się w historię rodem z amerykańskich filmów kryminalnych?

Pozycja zawiera ponad pięćset stron ciągłej akcji i spisków, powodując, że przeplatają się tutaj różne gatunki literackie. Można tu dostrzec thriller, kryminał, nawet pewnego rodzaju dawkę grozy, a nawet i romansu. Nie róbcie zbolałej miny, miłość nie jest tutaj głównym wątkiem, jest wyłącznie poboczną akcją, która dodaje książce niezwykłego wyrazu. Tym bardziej, sceny te są napisane  z niezwykłą dokładnością i chwytają czytelnika za serce nie jeden raz.

Czterech bohaterów stara się nam ukazać tajemnicę Zamkniętej prawdy z jak najlepszych stron. Michał Drobik, wprowadza nas w naukę rozpoznawania gestów innych osób, starając się je odpowiednio rozszyfrować. Śmiertelna choroba i chęć wykorzystania ostatnich chwil życia, przedstawia nam Justyna, a jej historia sprawi, że struny głosowe się Wam zacisną i nie będziecie w stanie wypowiedzieć żadnego słowa. Jest również Sara, córka byłego premiera oraz najbardziej intrygujący bohater ze wszystkich, czyli Uczeń Carpzova, tutaj dostrzeżenie historię cierpienia, czy poznacie pobudki, które spowodowały, że historia nabrała takiego tempa.

Jestem pod ogromnym wrażeniem stylu Pana Bartłomieja Basiury, który jako młody człowiek, stworzył tak skomplikowaną historię, pełną dynamizmu postaci jak i wydarzeń. Nie pozwala nam odetchnąć nawet na jedną chwilę, ciągle wertujemy strony starając się dociec, co bohaterom tak naprawdę chodzi po głowie oraz, czy będą w stanie odnaleźć zamkniętą prawdę? Polityka i sprawy związane z Wojskiem Polskim, w szczególności, jeżeli chodzi o pewnego rodzaju korupcje i „wyższe cele”, wydają się odrobinę zbytnio przerysowane. Bardziej sądzę, iż jest to związane z tym, że takie spiski, znamy z zagranicy, niż z naszego rodzimego podwórka. Lecz może, po prostu prasa i telewizja nie informuje nas o takich wirażach?

Cóż mogę więcej powiedzieć, niż to, że ogromnie polecam tą książkę każdej osobie, która lubuję się w takich gatunkach literackich, jak również i tym, którzy dopiero tak jak ja, rozpoczynają kształtować swoje wrażenie na temat thrillerów. Sięgając po tą pozycję, pamiętajcie o tym, że powieść napisał dwudziestojednoletni mężczyzna, który dobrze wie, co chciał przekazać swoim czytelnikom, tym bardziej, że wyszło mu to bardzo dobrze. Chyba jak tak dalej pójdzie, będę się obracać wyłącznie w Polskich Autorach, bo niczego im nie brakuje, a nawet czasami, ich wyobraźnia i styl przewyższają znakomitych zagranicznych Autorów. 
Stwierdzenie „to koniec” może być zakwalifikowane równocześnie jako prawda i fałsz, bo nawet ostatnia kropka może być prologiem nowej historii.
Za egzemplarz dziękuję zarówno Autorowi, jak i Wydawnictwu: NovaeRes 


Jeszcze parę dni temu, informowałam Was o liście pozycji Polskich Autorów, które mam zamiar przeczytać, na dzień dzisiejszy mogę skreślić już jedną pozycję i przenieść ją do ulubionej dziesiątki rodzimych pozycji literatury. Moje własne przeczucia, zazwyczaj nie są mylne i trafnie typują literaturę, która będzie lała miód na me serce. Tym razem nie było inaczej.

Rok 2052 już nie jest dla ludzkości tak barwny, jak dnia dzisiejszego. Wszystko uległo zmianie, ustrój, przyroda, a w szczególności mentalność ludzi, tutaj powracamy do dawnych czasów. Na świecie panują magowie Aszarte, którzy szczycą się swoimi niewolnikami. W świat niewolnictwa wprowadza nas Arina, dziewczyna, która pod wodzą Azraela, niechybnie jest, coraz bliżej własnej śmierci. Jest ona również magiem, lecz zniewolonym i wilczy tojad tłumi jej moce, powodując, że głebiej zatraca się w bólu i cierpieniu. Pochodzi ona z potężnego rodu Velleur. Jak to się stało, że została nałożnicą okrutnego maga? Złote bransolety znajdujące się na nadgarstkach dziewczyny, przypominają, czy wręcz upominają ją o tym, jaki los jest jej teraz zapisany, lecz czy naprawdę tylko niewolnictwo jest jej pisane?

Pomimo debiutu Autorki, mówię: o tak, poproszę więcej. Nie twierdzę, że nie ma takich pozycji na półkach bibliotecznych, które by mówiły o niewolnictwie w gatunku fantastyki. Lecz jest to zapewne zaskakująca książka, która stała się bliższa mojemu sercu. Autorka tworzy dość inny styl pisania, gdyż podczas przewracania stron, możemy poczuć smak słów z dawnych lat, wplatanych w tą historię. Ma to zdecydowanie swoisty charakter.

Niewolnica zdecydowanie jest w stanie sprostać oczekiwaniom najsurowszego krytyka. Pomysłowy tytuł i piękna okładka, nie wystarczy by stworzyć bestseller, wydarzenia zawarte w książce, muszą pochłaniać w całości czytelnika, a historia tutaj opowiedziana będzie chwytać każdego za serce mocniej, głębiej i dotkliwiej, niż nie jeden z nas mógłby znieść. Czytając tą książkę, nie zwracam uwagi na nic, choćby się paliło i tliło, muszę dotrwać do kolejnej strony i potem znów następnej. Uczuć nie jestem w stanie przelać na zbieraninę tych literek, nie potrafię wyrazić takich słów, by oddać magię tej książki. Tą powieść, po prostu trzeba przeczytać i wiem jedno, kolejne pozycje autorki sprawią, że jej grono czytelników będzie się powiększać, co raz bardziej. Każdy tak jak ja zrozumie, że nie przeczytanie tej powieści byłoby grzechem.

Nie zdradzając Wam zbyt wiele, książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to część wypełniona katuszami, a druga, nauką i towarzyszącymi z nią sprawami, które trzeba zakończyć raz na zawsze. Nauka magii przez Arinę, może ma pewnego rodzaju podobieństwo z wysławionym pod niebiosa Harrym, lecz wszędzie, gdzie będziemy dostrzegać w pozycjach magię i zawarte wraz z nią nauki, będą kojarzyły się nam z pozycjami Rowling. Nie zmienia to faktu, że o tej nauce magii przeczytałabym odrobinę więcej, lecz staram się nie narzekać, bo i tak w tej obszernej pozycji Chaudiere zmieściła wiele różnych wątków.
- Z cierpieniem można żyć, choćby nie wiadomo jak było wielkie- powiedział powoli.- Nie jest to łatwe, ale nie jest też niemożliwe.
Fantastyka na bardzo dobrym poziomie, która przyciąga nie jednego czytelnika. Ich niechęć do tej pozycji, może chyba być wyłącznie spowodowana ceną, jaką trzeba za nią zapłacić, bo należy do tych z najwyższej półki. Po przeczytaniu jej jednak, jest warta swojej ceny. Każdą chwilę, którą spędzicie przed tą pozycją, będziecie powoli kształtować jeden z kręgów fanów. Wybieracie Azraela czy Severia? Chociaż każdy zasługuje na miłość, nawet te najgorsze typki spod ciemnej gwiazdy, to wybieram Severia. A ty, kogo wybierzesz?

Reasumując, polecam tą pozycję każdemu, kto lubi dzikie i dość nietypowe historie, oprószone magią i niezwykłym wątkiem miłosnym. A ja już z niecierpliwością, czekam na drugi tom.

Niecodzienne słowo – Camera obscura, Chryzokracja

Camera obscura - jest to stwierdzenie pochodzenia łacińskiego oznaczający dział czasopisma, w którym umieszcza się cytaty różnych artykułów, które są nieporadnie stylistyczne, mające za zadanie wyszydzenie nieuctwa ich autorów

Chryzokracja – Jest to pewnego rodzaju ustrój, w którym władzę sprawują najbogatsi
Użycie w recenzji: W tym utworze dostrzegamy ustrój, podlegający wyłącznie prawom chryzokracji.

Film warty obejrzenia – Chłopiec w pasiastej piżamie


Niezwykle wzruszający film, o ciężkim życiu żydów w obozie koncentracyjnym.
8-letni syn niemieckiego oficera SS zaprzyjaźnia się z żydowskim chłopcem przebywającym w obozie. Czy naprawdę trzeba napisać coś więcej, skoro wiadomo, że takie historie nigdy nie kończą się dobrze? Ogrom chusteczek będzie Wam towarzyszył przez cały ten film.

Książka, która wywarła na mnie wrażenie Córka dymu i kości

Córka dymu i kości jest dość niezwykła. Czytanie tej książki sprawiło, że zakochałam się w bohaterach bez reszty. Mam wrażenie, że każde słowo autorki jest precyzyjnie dopasowywane, opis Pragi oraz przedstawienie trudnych wyborów i przygód Karou jest bardzo magiczne. Autorka miała wspaniały pomysł, gdyż każdy wie jak wyglądają anioły, lecz czy ktoś z nas wie coś o "ludziach", którzy wypowiadają życzenia, które się spełniają?
Karou prowadzi podwójne życie, z jednej strony jest zwykłą siedemnastolatką, która posiada niebieskie włosy, tatuaże na wnętrzu jej dłoni i nosi ze sobą bagaż tajemnic. Z drugiej strony, współpracuje z Dealerem marzeń, z którym wiąże swoje wyobrażenia o rodzinie, lecz ten, nie należy do grupy kochających ojczymów. Nie jest jej ojczymem z prawnego punktu widzenia, Karou po prostu pamięta tylko jego klitkę od maleńkości i wie, że się nią opiekuję, lecz ta ogólna wiedza jej zaczyna nie wystarczać, gdyż chce uzyskać odpowiedź, kim jest lub czym jest.
Książka wspaniale wyważa nam dawkę wydarzeń toczących się w Pradze, jak i w innych światowych miastach. Nigdy nie wiemy, co zdarzy się na kolejnej stronie i pochłaniamy tą książkę każdego dnia, co raz więcej i więcej, gdyż chcemy odkryć tajemnicę wraz z główną bohaterką. Uwierzcie mi na słowo, chylę czoła przed autorką, gdyż jej wyobraźnia powala mnie na kolana. Wiem jedno, takiego rozwoju zdarzeń, nikt z Was się nie spodziewa.

Autor i jego twórczość – Caine Rachel

Oczywiście, każdy miłośnik wampirów, powinien dobrze kojarzyć Autorkę z serii o Wampirach z Morganville. Gdy byłam młodsza, zaczytywałam się w tej serii, byłam pod wrażeniem opisu miasta, którym rządzą krwiożercze stwory. Obiecałam sobie, że powrócę do tej serii, tym bardziej, że jej nie dokończyłam. Pomimo, iż mnogość książek w serii zazwyczaj mnie przeraża, tutaj nie ma to zastosowania:

Seria Wampiry z Morganville:
Przeklęty dom
Bal umarłych dziewczyn
Nocna aleja
Maskarada szaleńców
Pan ciemności
Godzina łowów
Rozwiane cienie
Pocałunek śmierci
Miasto Widmo
Pojedynek
Ostatni pocałunek
Czarny świt
Gorycz krwi
Wyjazd z Morganville
Światło dnia

Cytaty

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła."
Wisława Szymborska

"Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki."
Krystyna Siesicka – Zapałka na zakręcie

– Co robisz? – zapytał Alec, klękając przy migotliwej ścianie więzienia.
(...)
– A tak, przyszło mi do głowy, że poleżę sobie na podłodze i trochę powije się z bólu – odburknął. – To mnie relaksuje.
– Naprawdę? A... jesteś sarkastyczny.
Cassandra Clare – Miasto Popiołów

Pomimo, iż tytuł jest dość intrygujący (przynajmniej w mojej skromnej ocenie), chciałam Was odciągnąć od ciągłych recenzji i przedstawić swój własny punkt widzenia, dotyczący polskich autorów.

Do polskiej literatury nie przekonali mnie wielcy pisarze, których poznajemy w ławach szkolnych. Ja należę do tych osób, które niezbyt chętnie czytały lektury i często posiłkowałam się streszczeniami. Przebrnięcie przez niektóre tytuły jak „ Potop” Sienkiewicza, czy „Qvo Vadis” (może po prostu uczepiłam się Autora?), wymagało często gęsto obejrzenia ekranizacji, by dostrzec w nich piękno. Lecz nawet to, nie skłoniło mnie do tego, by te pozycje przeczytać ze zrozumieniem. Oczywiście, dzisiaj mając trochę lat więcej, coraz częściej zastanawiam się, czy nie podejść do dawnych lektur? Myślę, że to wskazuje na to, iż jako dzieci, czy młodzież, nie jesteśmy w stanie pojąć utworów, które serwuje nam szkoła. Po prostu są one za trudne, a nasza wiedza dotycząca zarysu historycznego, nie przyczynia się do odbioru prawidłowo tej pozycji. W dodatku, kto lubi czytać na czas, skoro trzeba Potop przeczytać w ciągu dwóch tygodni?

W latach szkolnych, czyli ok.10 lat temu nie było mowy o tym, by mówić głośno o polskich autorach, którzy pisują fantastykę, czy inne gatunki. Znało się Sapkowskiego, Grzędowicza no i może z innego nurtu Grocholę, plus oczywiście Autorów z nurtu lektur szkolnych. Moim zdaniem, kilka lat temu nastąpił rozkwit i każdego dnia spostrzegam, że dużo czytelników jest co raz bardziej zainteresowanych polskimi autorami, do których oczywiście ja również należę. Może jest to również spowodowane tym, iż dostęp do komputera ma każdy, więc marzenia o napisaniu książki są stosunkowo bliskie spełnienia. Coraz więcej młodych osób interesuje się napisaniem jakiejś części swoich przemyśleń na dany temat ( Jednak sądzę, nie każda pozycja powinna ujrzeć światło dzienne).

Moja przygoda z Polskimi autorami rozpoczęła się ok. rok temu, kiedy to wygrałam w konkursie e-booki Niewolnicy A.M.Chaudiere i Mroki Katarzyny Szewioły-Nagel (Moje opowiadanie na konkurs, znajdziecie TUTAJ). Zaczęłam od tej drugiej i zachwyt rósł z każdą kolejną stroną(Kasiu nie marudź, znam swoje gusta czytelnicze). I tak za sprawą Autorki Kasi, pokochałam rodzime pozycje i tak już zostało do dnia dzisiejszego. Łowię w Internecie, coraz to nowsze wzmianki o kolejnych pozycjach, debiutujących autorów. Należy również tutaj wspomnieć o akcji, w której uczestniczę: Polacy nie gęsi i swoich autorów mają, pokazuje mi ona, że warto sięgać po rodzimych autorów. Akcja co tydzień promuje innego pisarza, a ja dzięki temu jako recenzent, mogę zapoznać się z tymi smakowitymi kąskami.

Chciałabym Wam ukazać listę dziesięciu pozycji Polskich autorów, część nieznanych (łącząc ją jednocześnie z nominacją Marceliny w zabawie facebookowej, w której ukazuje się własną listę dziesięciu książek, które w naszym mniemaniu są najlepsze). Zmodyfikowałam ją odrobinę i mam nadzieję, że pozycje przypadną Wam do gustu i będziecie mogli odnaleźć w tej liście taką, która odmieni Wasz pogląd na rodzimą literaturę. (Kolejność alfabetyczna wg tytułu)



2. Ciemno – Kamila Całka
8. Równowaga – Paweł Leśniak

Oraz piętnaście pozycji polskich autorów, które mam zamiar przeczytać i sądzę, że to będzie ciekawe spotkanie(Nie potrafiłam zdecydować się). (Kolejność alfabetyczna wg tytułu)


1. Arisjański fiolet. Cisza – Pola Pane
2. Arlin – Adrian Atamańczuk
3. Czekając na odkupienie – Katarzyna Łochowska
4. Insomnia – Agnieszka Tomaszewska
5. Kostka – Iza Korsaj
6. Krew Rodu Allgar – Janusz Warchlewski
7. Mroki tom II – Katarzyna Szewioła-Nagel
8. Niewolnica – A.M.Chaudiere
9. Noc świetlików - Elżbieta Rodzeń
10. Pąk szkarłatnej róży – Tadeusz Sałek
11. Serce kamienia – Monika Sokół
12. Śmierciowisko – Anna Głomb
13. Valarand. Podzielone królestwo – Mirosław Pawliczek
14. Zamek Laghortów - E.M Thorhall
15. Złoty kryształ - Kinga Kozieł

A jak to jest z Wami? Czytacie Polskich autorów, czy wręcz od nich uciekacie? Może chcielibyście mi polecić jakąś pozycję?


Książka Wzorzec zbrodni już od samego początku wywołuje w nas niebywałe emocje. Tekst widniejący na okładce, zapowiada bardzo ciekawą lekturę, w końcu jest przyrównywany do filmu pt: „Siedem”. Film pamiętam jakby przez mgłę, chociaż pamiętam, że mi się podobał, nie mniej jednak nie jestem w stanie odnieść się do tego zdania: „Bezkompromisowy kryminał, który wstrząśnie Wami niczym film Siedem”. Jednakże, mogę przyznać z ręką na sercu, że emocje jakie będą Wam towarzyszyły przy tej lekturze, mogą być wręcz nie do opisania.

Jest to tego typu powieść, w której nie można wiele zdradzać w recenzji, by nie ukazać zbyt dużo szczegółów, które mogłyby Was nakierować na jakikolwiek trop, co do rozwiązania tej historii. Zaczyna się ona dość typowo, rutynowa akcja kończy się dość nietuzinkowo, wieloletni partner Johna Tallowa – naszego głównego bohatera, ginie od strzału w głowę. Jego mózg pozostający na ścianie, ukazuje tylko jak szybko można zakończyć życie i to w dodatku z ręki jakiegoś ekscentrycznego nagiego mężczyzny, który wpadł w szał, gdy dowiedział się, że za niedługo musi wyprowadzić się ze swojego mieszkania. Przyznacie, że to dość błahy powód by odejść z tego świata. John zapewne gdyby na tym zakończyła się akcja w mieszkaniu, szlochałby i pogrążałby się w rozpaczy, niestety odpocznie chyba dopiero po śmierci. Podczas nieudanej akcji, w drzwiach jednego z mieszkań widnieje dość duża dziura, która powstała po wystrzelonym pocisku. Postanawiają więc wyważyć drzwi i jakże wielki to był błąd. Mieszkanie jest prawie w każdym możliwym centymetrze „przystrojone” ogromną liczbą broni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po wstępnych badaniach balistycznych, są to pistolety, z których przez minione dwadzieścia lat zostały wystrzeliwane pojedyncze pociski w jednym celu: zadania śmierci ofiarom. Tak rozpoczyna się gonitwa z czasem, z tajemnicami, lecz nie sądzicie chyba, że do waszych zadań będzie należeć wyłącznie wytypowanie sprawcy, o nie, macie tutaj ogrom zagadek, które tylko czekają byście je odkryli.

Nie potrafiłam przed przeczytaniem tej pozycji ocenić, czy będzie to dobrze dopracowana książka, lecz poszukiwania na temat autora rozwiały moje wszystkie wątpliwości, bo oprócz pisania jest on również scenarzystą. Pracował nad takimi seriami jak X-men, Daredevil. Byłam więc pod ogromnym wrażeniem, jego dopracowania szczegółów powieści. Każde zdanie, wydaje się być pieczołowicie doszlifowane. Taki zabieg sprawia, że możemy dostrzec realizm wydarzeń, oraz odnaleźć się w tym świecie bez większego problemu.

Tallow jest takim bohaterem, którego nie da się nie polubić. Może na początku jest człowiekiem zbyt pospolitym, ciągle narzekający na swoją monotonię i odcinającym się od normalnego świata. Jego znalezisko zmienia wszystko, powoduje, że inne piony policji, jak CSU i ECT, zaczęły na niego wylewać kubły szlamu. Według nich, lepiej byłoby gdyby nie ruszał tej sprawy, lecz przecież nie zrobił tego specjalnie. Nikt nie byłby zachwycony tym, by rozwiązywać ponad 200 spraw morderstw sprzed nawet dwudziestu lat. Wydaje się to być niemożliwe, lecz Tallow przechodzi pewną zmianę wewnętrzną, podczas której nie jest w stanie zostawić tej sprawy, chce ją rozwiązać. Tylko co jeżeli sam staje się kozłem ofiarnym?
Scarly wpatrywała się w niego jak urzeczona.
- Sam w to nie wierzysz.
- A ma to jakieś znaczenie? – zapytał Tallow i wyszedł.
Myślę, że zagadka jak i dopracowanie szczegółów dotyczących np. broni, robią tutaj wielkie wrażenie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele w tej historii, lecz pomimo swoich zawiłości spowodowanych ilością lat, które trzeba prześwietlić, nie jest to jedyną łamigłówką, którą z głównym bohaterem musimy rozwiązać. Bo jak to bywa w wielkich miastach, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Każdy z bohaterów jest kimś wyjątkowym, nie dostrzeżemy tutaj szablonowości. W większości przypadków będziemy mieli wrażenie, że są oni dość specyficzni, lecz dzięki temu, historia nabiera niebywałego wyrazu. Książkę czyta się niesamowicie szybko i ledwo spojrzymy na zegarek, a już jesteśmy na samym końcu historii, to zdecydowanie ogromny plus.

Niestety nie brakuję tutaj pewnych negatywnych wrażeń, przynajmniej w mojej ocenie. Niższa ocena wynika wyłącznie ze względu na zakończenie. Uważam, że zbyt szybko wszystko się zakończyło, bez wielkich spektakularnych zdarzeń, wszystko miało miejsce wyłącznie na kilku stronach powieści. Pomimo tego i tak polecam ją wszystkim, którzy lubują się w kryminałach, ze względu na dopracowanie detali, świetny zamysł dotyczących zbrodni, czy pisany język. Chętnie sięgnę po kolejną powieść autora, a to już chyba mówi samo za siebie.

Dziękuję za możliwość odkrycia tajemnicy morderstw Wydawnictwu: Sine Qua Non.


Nigdy bym nie pomyślała, że ja – fanka fantastyki sięgnie po historię sensacyjną. A jednak, było to moje pierwsze spotkanie z takim gatunkiem i mam nadzieję, że po tej recenzji uznacie tak jak ja: że warto sięgać po inne gatunki niż te, w których siedzimy na co dzień. Cieszę się, że te pierwsze spotkanie pozostanie w mojej pamięci na dłużej.

Wszystko rozpoczyna się w roku 1940, podczas którego kilku polskich lotników żyje w cieniu stworzonego przez brytyjskie siły powietrzne Dywizjonu 303. Podporucznik Feliks Essker, sierżant Leon Merowski, nie potrafią zrozumieć zaistniałych sytuacji, podczas których nie są włączani do bitew powietrznych. Jednak pewnego dnia, ich marzenia się spełniają i wraz z innymi Polakami, mogą się poszczycić tym, iż należą do nowo powstałego Dywizjonu 307 – Lwowskich Puchaczy. Turkusowe szale powiewają im w każdym możliwym momencie, tylko nie mieli pojęcia, że droga do przestworzy nie będzie usłana różami. Kiepskie maszyny, ciągłe zarzuty o brak subordynacji wobec przełożonych, wszystko zaczyna rozpadać się jak domek z kart. Ich misje, które nie przynoszą rezultatu powodują, że wisi nad nimi wizja rozpadu Dywizjonu. Lecz jak to bywa, Polak nie potrafi znieść własnej porażki, więc pomimo swoich trudnych charakterów starają się zaistnieć na kartach historii. Tylko co, jeśli seria ich niepowodzeń, nie jest wcale wypadkową ich zachowania, tylko tego, że w ich szeregach jest szpieg? Tak rozpoczyna się dwuletnia walka z Niemcami jak i wewnętrznymi potyczkami Lwowskich Puchaczy.
-Co za pieprzone fatum…
Od początku istnienia Trzysta Siódmego wypadek następował za wypadkiem. Były mniejsze i większe – szczęśliwie, więcej było tych pierwszych.
Chociaż Autor zastrzega w posłowie historycznym, że żadna postać stworzona przez niego, nie ma odzwierciedlenia w osobach znajdujących się w rzeczywistym Dywizjonie 307, to jednak odnoszę wrażenie, że tacy bohaterowie bardzo by się przydali podczas każdej możliwej wojny. W szczególności podporucznik Feliks Essker chwycił mnie za serce, i nie pozwalał odłożyć książki do momentu, aż nie przeczytam całości. Dialogi bohaterów są takie realistyczne, że żaden z czytelników nie będzie miał problemów z utożsamianiem się z tą historią. Przyznam, że na początku traktowałam wypowiedzi bohaterów, z lekkim dystansem, lecz później zrozumiałam, że porywczość bohaterów ma swój swoisty charakter. Może źle to zabrzmi, lecz dawno żadna powieść nie wywarła we mnie tyle uśmiechu, w szczególności zwracając uwagę w jakich ramach historycznych toczy się ta historia. Nie odnosiłam jednak wrażenia, że powieść jest przerysowana, co to, to nie. Autor wspaniale bawi się tekstem, w którym potrafi zawrzeć wszelkie odczucia bohaterów, od ogromnej radość, do strachu przed niechybną śmiercią.
Dwa miejsca i cztery chętne osoby. Dwa naboje w mauserze i wyspa pełna Niemców. Felo pomyślał, że matematyka po raz kolejny daje mu kopniaka w dupę.
A skoro jesteśmy przy humorze, warto też wspomnieć na znajdujące się w powieści perełki, które powodowały u mnie uśmiech od ucha do ucha. Między tekstem, czy w wypowiedziami bohaterów mogliśmy znaleźć cytaty pułkownika Tritcharta. Moim zdaniem, są to tak życiowe teksty, że chętnie zapamiętałabym je na dłużej i cytowała je każdemu napotkanemu przechodniowi:
Lepiej być ptasim gównem w powietrzu niż admirałem na wodzie czy generałem na lądzie
Jak to bywa na wojnie, nie może zabraknąć historii miłosnych, lecz nie martwcie się, Aileen może i zawraca w głowie jednemu z bohaterów, lecz czy takie uczucie ma szanse na przetrwanie, gdy główną barierą jest język? Polacy mają w sobie pewnego rodzaju manię wyższości. Każdy normalny człowiek uznałby, że jeżeli jego pracodawcą są brytyjskie siły powietrzne, to wypadałoby znak język angielski. Jest on przecież potrzebny, chociażby w odbiorze i nadawaniu komend w przestworzach. Nasi bohaterowie, nic sobie z tego nie robią, co kierownictwo doprowadza do ogormnego szału. Bariera językowa nie jest jedyną, gdyż trudne charaktery Polaków powodują, że ich życie na obczyźnie nie jest udane, są wyszydzani. Wręcz można uznać, że również maltretowani, a ich wybuchowość tylko wywołuje co raz to nowsze bójki. Lekkomyślność jest w tej profesji nie do zaakceptowania, lecz w pewnej małej części, szczęście ich nie opuszcza. Niestety jedno drobne szczęście nie jest w stanie wywabić ciągłych porażek, po których wychodzą, z co raz to nowymi kontuzjami.

Sądzę, że Autorowi należą się gromkie brawa, za stworzenie historii polemizującej o losach Lwowskich Puchaczy. Nie martwcie się, nie musicie mieć tutaj żadnej wiedzy historycznej, przynajmniej ja takiej nie miałam, a jednak świetnie bawiłam się przy tej lekturze. Powieść jest napisana perfekcyjnie, nie gubimy się w niej. Nic mi w niej nie przeszkadzało, wszystko miało swój odpowiedni czas i miejsce. Gdy zaczynałam już czytać strony końcowe poczułam lekkie ukłucie, że to już koniec tej historii. Parę dni po przeczytaniu, nadal odczuwam tą pustkę i sądzę, że nic na razie mi jej nie zapełni. Autor postawił wysoko postawioną poprzeczkę, przynajmniej w moim sercu, odnośnie książek sensacyjnych. Jeżeli mogłabym się do czegoś przyczepić, to do różnych ksywek bohaterów, czasem już się gubiłam, kto jest kim, ze względu na mnogość przezwisk bohaterów. Lecz po pewnym czasie, zaznajomiłam się ze wszystkimi nazwami i już nie miałam z tym żadnego problemu, lecz na początku stawiało to w mojej głowie nie jedną zagwozdkę.

Jeżeli szukasz książki o polskiej historii w nieco innym wydaniu, z ogromnymi garściami humoru, osadzonej w ciężkich czasach. Trafiłeś w dziesiątkę i czym prędzej zapoznaj się z tą pozycję. Dwie myśli, jakie miałam po zakończonej książce, to: Dlaczego powieść ma tylko 518 stron? Oraz to, że zasługuje ona na zekranizowanie i co raz szerszy rozgłos.

Dziękuję za możliwość poznania tej historii, Autorowi oraz Akcji: Polacy nie gęsi i swoich autorów mają
Każdego dnia odkrywam swoje gusta czytelnicze na nowo, bo gdy już wiem w jakie książki uwielbiam się zagłębiać, to przychodzi taka lektura, która zaburza mi całą pewność jaką do tej pory miałam. Przeczytałam wiele pochlebnych recenzji o Mrocznych umysłach pióra Alexandry Bracken. Nie wiele więc myśląc i bez zbędnego zagłębiania się we własne wątpliwości, sięgnęłam po nią.

Ruby, jest jeszcze dziesięcioletnim dzieckiem, gdy na świecie inne młode osoby dziesiątkuje choroba - OMNI. Ocaleni, nie należą jednak do szczęśliwców, ponieważ zyskują przedziwne moce, które według rządu, a przede wszystkim według dorosłych, jest zagrożeniem dla pozostałych. Dlatego jak wszem i wobec wiadomo, z nieznanym lepiej walczyć niż poznawać, dlatego zostają oni zsyłani masowo do obozów, w których są przydzieleni do pięciu różnych frakcji rozróżnianych kolorem. Każde z nich może zostać przydzielone do jednego z kolorów: Zielonego, niebieskiego, żółtego, pomarańczowego oraz czerwonego. Ruby zostaje przydzielona do tych pierwszych, kiedy tak naprawdę przynależy do pomarańczowych. Już na samym początku mnożą się czytelnikowi pytania w głowie. Jak to w ogóle możliwe? Kolory te oznaczają różne rzeczy, a jak wyobrazimy sobie te kolory przed oczami, wiemy, że im kolor bardziej agresywny, tym większa odpowiedzialność jak i siła na nich ciąży. Czy ja napisałam odpowiedzialność? Miałam na myśli pewność śmierci. Chociaż z drugiej strony, jedno łączy się z drugim.
Najmroczniejsze umysły skrywają się za fasadą najzwyklejszych twarzy.
Dzielenie społeczeństwa na frakcje jest już pomysłem dość często używanym w literaturze, dlatego zagłębiając się w kolejne rozdziały, traciłam powoli zainteresowanie tą pozycją. Bo fakt, można wykorzystać oklepany temat, lecz trzeba mieć pomysł jak go rozwinąć. Niestety, dla mnie dwudziestotrzyletniej dziewczyny, realizacja pomysłu była niezbyt udana. Racja, książka należy do tych, które bardzo szybko się czyta. Przez pierwsze sto stron, byłam bardzo ciekawa co wydarzy się dalej, ciągłe pojawiające się pytania w mojej głowie, były motywujące do zagłębiania się w lekturze. Lecz nagle zaczęłam przyglądać się jej nieco z innej strony. Analizowałam zachowanie czy wypowiedzi bohaterów, i dostrzegłam pewne nieścisłości. Spowodowały one, że po przeczytanej lekturze zaliczyłam ją do przeciętnych, nic nie wnoszących do mego życia zwykłych czytanek na nudne dni.

Najbardziej denerwowały mnie pewnego rodzaju anomalie w zachowaniu głównej bohaterki. Czasem miałam wrażenie, jakbym czytała wypowiedzi małej dziewczynki, czyli adekwatne do jej wieku, a czasem, przemyślenia osoby dorosłej która wiele doświadczyła w swoim życiu. Oczywiście, opisany obóz „rekreacyjny” ma wpływ na zachowanie dzieci, w szczególności, gdy są oni w wieku dojrzewania. Lecz czy nie powinno być tak, że dzieci, które są zmuszane do katorżniczej pracy, bez styczności z jakąkolwiek formą wychowania intelektualnego w postaci szkoły, powinny być swego rodzaju wyrzutkami? Nie powinni być zdolni do podejmowania racjonalnych działań, no chyba, że ma tu miejsce zamysł autorki, że osoby „zarażone” chorobą OMNI są ponadprzeciętnie inteligentni. Sądzę jednak, że tego nigdy się nie dowiem.

Książka pomimo kreacji bohaterów, jak i nieścisłości, które mogą być wyłącznie moim wrażeniem, to bez zagłębiania się w poszukiwanie drugiego dna, czyta się ją szybko i bezboleśnie. Ciągle powtarzam sobie, że nie każda przeczytana przeze mnie historia, musi być świetlista perełką. Są też takie, które zapełniają nam wieczór, gdy nie mamy nic lepszego do zrobienia. Nie mniej jednak, w swojej podróży między fantazjami autorów, szukam zawsze tych najjaśniejszych diamentów, które zajmują honorowe miejsce na półce. Autorka niestety nie zaintrygowała mnie tak bardzo swoją wizją przyszłości, bym zasięgnęła po kolejny tom tej serii, który ukazał się trzynastego sierpnia tego roku, czyli całkowicie niedawno. Autorka jest dość młoda, i po przeczytanych recenzjach w sieci, mogę z całą pewnością stwierdzić, że grono jej fanów ciągle się powiększa, niestety ja do tego grona nie należę, lecz kto wie… może kiedyś.

Niecodzienne słowo – Binominalny, Bukoliczny

Binominalny – oznacza: mający dwa imiona
Użycie w recenzji: … Bohater o dwóch twarzach ma również binominalny charakter, z jednej strony mamy do czynienia z pogodnym Frankiem, lecz z drugiej z nieustępliwym Zbyszkiem.

Bukoliczny - idylliczny, sielankowy
Użycie w recenzji: W książce możemy dostrzec bukoliczny świat.

Film warty obejrzenia – Beksa


Znów czas na wielkie okrzyki i ogromne wdechy, gdyż w Beksie, główną rolę gra Johnyy Depp. Może i historia nie jest górnolotna, gdyż po samym opisie, można mieć wrażenie, że to gniot: „Społeczny wyrzutek, którego rodzice zostali straceni na krześle elektrycznym, zakochuje się w dziewczynie z dobrego domu.” Ja osobiście jestem zachwycona tym filmem, może nie grą autorską, ale ja po prostu  kocham się w starych musicalach, których ludzie w moim wieku nie trawią. Do takiego typu filmów trzeba mieć dystans, a ja na przekór wszystkim i wszystkiemu uwielbiam się wsłuchiwać w piosenki, które znalazły się w projekcji tego filmu. Spróbujcie go, a może odmieni waszą wizję na temat starych musicali.


Książka, która wywarła na mnie wrażenie Bóg Horror Ojczyzna

Mieliście okazję całkiem niedawno  przeczytać recenzję tego cyklu. Brutalność, wykreowany świat, i hektolitry krwi spowodowały we mnie uczucie euforii i zarazem smutku, bo od razu chętnie sięgnęłabym po kolejną część, a po cichu zdradzę Wam, że taka nastąpi, wystarczy odrobinę poczekać. Recenzja tutaj: [KLIK]

Autor i jego twórczość – Bick Ilsa

Chociaż jeszcze nie mieliście tej możliwości, by przeczytać recenzję książki tej autorki na moim blogu, to już niedługo się to zmieni. Po książce Prochy, jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że jestem zawiedziona, iż dwie kolejne części, raczej nie ujrzą światła dziennego w naszych polskich biblioteczkach. Pani Ilsa przekazuje swoją wyobraźnię w odmętach fantastyki i to w dodatku mrocznej fantastyki, która sprawia, że włosy staną Wam dęba. Zakochałam się w autorce od pierwszego wejrzenia.

Cytaty

"[...] Boże użycz mi pogody ducha abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić; odwagi abym zmieniał to, co mogę zmienić i szczęścia, aby mi się jedno z drugim nie popieprzyło."
Stephen King – Miasteczko Salem

"Być kobietą to strasznie trudne zajęcie, bo polega głównie na zadawaniu się z mężczyznami."
Joseph Conrad

"Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera."
Éric-Emmanuel Schmitt – Oskar i pani Róża