Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Ostatnimi czasy zaczęłam się lubować w powieściach, które mają w sobie wątek apokaliptyczny. Moim skromnym zdaniem, jest to w przyszłości bardzo możliwy rozwój zdarzeń, w szczególności zwracając uwagę na to, jak co raz bardziej rozwinięte technologie zostają nam przedstawiane w mediach. A pomyślimy, co jest przed nami zatajane, i co tak naprawdę dzieje się w czeluściach rządowych, czy nawet i naukowych. Podejmując się przeczytania Infekcji Andrzeja Wardziaka, byłam pełna optymizmu, w końcu zombie w centrum Warszawy brzmi ciekawie i nietuzinkowo.

Lipiec przyniósł mieszkańcom Warszawy kolejny upalny dzień. Każda osoba, przyzwyczajona do swoich obowiązków, przemierza ulice miasta, to na spotkanie z chłopakiem, wyruszając do pracy, czy może na zakupy. Ot tak, normalny dzień w zgiełku zwykłej codzienności. Tomek, Paweł, Jacek, Kaja, Natalia, Kuba, Max są głównymi bohaterami tej powieści, niektórzy w pewien sposób są ze sobą powiązani, lecz każdy posiada inne życie, różne poglądy i inny stosunek na sytuację, która za chwilę miała się pojawić. Na przestrzeni paru dni, zaczynamy poznawać ich, można by rzec od strony technicznej i zauważamy, że zaczyna w nich pojawiać się pewien rodzaju niepokój, towarzyszący im w ich codziennych obowiązkach. Nagle wielu z nich zaczyna doświadczać na własnej skórze, zaniepokojenia innych ludzi, którzy nagle wyskakują z samochodów, i przemierzają ulice Warszawy w biegu, w strachu przed kimś, a może czymś, co odmieni ich losy przez następne 48 godzin. Czy znajdują się w biurze, czy na przechadzce po mieście, czeka ich ten sam los, na ich drodze w większości przypadków, stają ludzie. Można by stwierdzić nic niezwykłego, tylko dlaczego każdy z nich jest pobrudzony krwią, tępo wpatruje się w naszych bohaterów jakby byli mięsem, a w dodatku ich ciało jest poszarpane i powyginane w niespotykane strony. Już wiesz, że czas na ucieczkę, bo chyba nie chcesz zostać zjedzony? Tak właśnie rozpoczyna się ich walka na śmierć i życie, czy raczej można stwierdzić życie i trupie życie.

Wrażenia po przeczytanej lekturze są ogromnie pozytywne, jeżeli tak można nazwać uczucia względem apokalipsy zombie, która dotknęła Warszawę i ludzi się w nich znajdujących. Autor podzielił historię na losy siedmiu postaci, ukazując ich spotkanie z niecodziennymi sytuacjami. Tak jak wcześniej wspomniałam, każdy z nich ma inne życie, niektórzy męczą kolejny dzień w pracy biurowej, kolejni po prostu podróżują metrem, który nagle ma wypadek. Wszystko sprowadza się do ukazania czytelnikowi, jak w różnych miejscach rozprzestrzenia się zaraza. Bardzo podobało mi się stworzenie aż tylu głównych bohaterów, dzięki temu możemy dostrzec ich różne charaktery i całkowicie odmienne sposoby na walkę z infekcją.

Czas na postawienie się w sytuacji bohaterów, gdyż pomyślmy, jeżeli nagle zastajecie taką sytuację, że ktoś ma chęć na Twoje ciało, w sensie konsumpcyjnym, co robisz? Oczywiście większość wybierze drogę ucieczki, tylko naprawdę gdzie uciec, skoro wszędzie widzimy tak okropne stwory, zdecydowanie bez żadnej broni się nie obędzie. Powstaje więc pytanie, jakiej broni dobędziesz? Miasto zostało pogrążone w chaosie, w którym po pewnym czasie media, oraz komunikacja upadły, nie jesteś w stanie z nikim się skontaktować, więc w normalnie funkcjonującym świecie, nie zaczniesz przecież myśleć, że nastała inwazja zombie. Obyś tylko czytelniku nie przekonał się na własnej skórze, co to znaczy zostać ugryzionym do kości przez drugiego „człowieka”. Losy stworzonych postaci są przeplatane niedowierzaniem i nadzieją, bo w końcu skoro panuje taka panika, to w końcu policja czy inne służby obywatelskie, muszę coś zaradzić na zaistniałą sytuację, prawda? Po przeczytanej lekturze, możesz być pewny jednego: Jeżeli umiesz liczyć, licz na siebie.

Styl autora, jest bardzo przemyślany i lekko wprawia nas w pewnego rodzaju hipnozę, nie potrafiąc się z niej wyrwać, dopóki nie dokończymy ostatniej strony. Wprowadza on nas w taki trans, że obowiązki, które mamy po za przeczytaniem tej pozycji, wydają się być nic nieznaczące. Ciągle myślałam: Przecież muszę się dowiedzieć, co zdarzy się na kolejnej stronie. Czytając następne strony, wmawiamy sobie, że zakończymy na dziś czytanie, ale nic bardziej mylnego, ponieważ znów pojawiła się sytuacja, bez której rozwiązania nie możemy zmrużyć oczu. Takim oto sposobem, przeczytanie 478 stron zajęło mi niespełna dwa dni. Dlatego zrozumcie, jeżeli sięgniecie po tą książkę, czekajcie na taki moment, gdy będziecie mogli poświęcić się jej bezgranicznie. Gdyż krwawe emocje macie zapewnione.

Byłam pod ogromnym wrażeniem opisywanych scen, ponieważ zastanawiałam się jak można inaczej opisać, ataki zombie na ludzi, a nawet ludzi na ludzi. Tak, tak, w panującym chaosie, nie tylko zombie potrafią Wam wejść za skórę, znajdują się również tacy, którzy wykorzystują taką sytuację do innych celów. Autor poradził sobie znakomicie w opisywaniu scen ataków, każdy z nich był inny, mający inne wątki, wciągając czytelnika w swe krwawe historie. Na zdecydowany plus należy się również kreacja bohaterów, wydają się oni normalnymi ludźmi. Nie zostali oni przerysowani, czy też nie są wyjęci jak z obrazka, są po prostu normalnymi ludźmi jakich znamy i w szczególności lubimy. Stwarzają w nas uczucia sympatii, dzięki której kibicujemy im z całego serca, by wyszli z opresji w szczególności cało, bez zbędnych krwawiących, wręcz zwisających części ciała.

Reasumując, stworzenie takiej powieści przez polskiego Autora, w zwykłej Warszawie, było strzałem w dziesiątkę, gdyż teraz zaczyna nam nasuwać się myśl, czy taka scena może mieć miejsce naprawdę? Sądzę, że tak. Czas poszukać na wszelki wypadek jakiejś broni. Wciągająca książka, z makabrycznymi scenami, losami bohaterów z odrobiną śmiesznych wypowiedzi, jest zdecydowanie pozycją, po którą musicie sięgnąć, nawet umarłe zombie byłyby zaskoczone taką lekturą.

A już za niedługo zapraszam na wywiad z Autorem : )

Dziękuję za możliwość poznania tej historii, Autorowi oraz Akcji: Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


Pierwszy raz zdarzyło mi się, by książkę zaczynać od okładki. Przyglądałam się każdemu fragmentowi oprawy graficznej, starając się wyobrazić, co Autor zawrze w tej historii. Nie sądziłam, że przeczytam pozycję tak odmienną od moich wyobrażeń, w dodatku tak dobrą powieść, którą z całego serca polecam wszystkim, nawet tym ogromnie wymagającym.

Każdy z Nas posiada marzenia, lecz zawsze usłyszymy: Uważaj czego sobie życzysz, bo jeszcze może się to spełnić. Grupka przyjaciół żyje w Rykusmyku, są to: Sikorka, DJ Krzywda, Trombek, Blekota i Sedes. Jak to bywa w młodym wieku, każdy nadaje sobie ksywki, a my jako czytelnicy w tej historii, możemy wyłącznie snuć teorie, skąd wzięły się akurat tak konkretne przezwiska. Dzieciństwo nie trwa jednak wiecznie, a bohaterom brakuje jeszcze jednego kroku do dorosłości. Prawie każdy z nich marzy, by wybyć z tego grajdołu. Pragną różnych rzeczy, niektórzy miłości, pieniędzy, lecz spełnienie takich marzeń może być obarczone ogromnym ryzykiem. W każdej mieścinie istnieją legendy na temat historii nie z tego świata, w Rykusmyku nie jest wcale inaczej. Istnieją pogłoski, że w opuszczonym i dość przerażającym zamku, są spełniane życzenia. Jeżeli tylko dotrzesz na sam koniec najciemniejszego labiryntu korytarzy, które się tam znajdują, czeka Cię nagroda. Chciałoby się w tym momencie włączyć przerażającą muzykę, i czekać z przerażeniem, co się stanie na następnej stronie.

Kolejne rozdziały przedstawiają nam historię przyszłości czterech dawnych znajomych: Szymona, Bartka, Karola i Staszka. Ich dorosłe życie, nie jest takie, o jakim marzyli. Autor przedstawia trudy dorosłych wyborów i ich konsekwencji, z którymi czasem bohaterowie nie potrafią sobie poradzić, a nawet i racjonalnie wytłumaczyć. Brak tutaj ksywek z przeszłości, pozostaje nam więc snuć domysły, kto jest kim z „poprzedniego” życia. Kroczymy za nimi w różnych miastach i dostrzegamy ich utrapienia i wątłe chwile radości. Jakże wielkie jest nasze zdziwienie, gdy dostrzegamy, że przy nas wędruje cień przeszłości chłopaków, odciskający się w każdym dniu dorosłości, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu pisarskiego autora. Nigdy nie spodziewałabym się tego, że tak pochłonie mnie historia, szczerze mówiąc o życiu. Nie potrafię określić, do jakiego gatunku ją przydzielić. Posiada w sobie wątek fantastyki, połączonej z horrorem, lecz jest to bardzo nikły udział w całej historii, który moim zdaniem jest świetnym zabiegiem, i kwalifikuje książkę do genialnej. Odnajdziemy tutaj też drugie dno, które da o sobie znać na każdej stronie. Czułam się jak w szkolnych ławkach, co chwile myśląc, co autor miał na myśli. Oczywiście w szkole nienawidziłam tych lekcji, lecz tutaj sprawiało mi to przyjemność, pomimo iż moje rozmyślania nie należały do optymistycznych.

Jest to pewnego rodzaju spotkanie z przyszłością, jaką każdy z nas w życiu doświadczy. Niestety przyszłość ludzi rozpisywać własne losy, nie zwracając uwagi na nasze marzenia. Gorzej, jeżeli spełnią się nasze pragnienia, lecz nie w taki sposób jakbyśmy chcieli. Atmosfera, która towarzyszy nam na każdej stronie, to pewnego rodzaju schizofrenia, połączona z depresją. Autor ukazał swój kunszt, wprowadzając czytelnika w ciągły niepokój i to nie za sprawą makabrycznych scen, lecz opisów, które powodują, że włosy stają dęba. Jest to powieść tak głęboko psychologiczna, że nie potrafię wyjść z podziwu, iż tak mnie zachwyciła.

Książkę niestety nie polecam wszystkim. Gdyż inne osoby mogą nie dostrzec tragizmu tej historii. Sięgnijcie po tą lekturę, jeżeli poszukujecie czegoś odmiennego, oraz jednocześnie jesteście w stanie stwierdzić, że podołacie tej historii. To jest tak samo jak z lekturami szkolnymi, trzeba dostrzec jej piękno w trudzie, w jakich została ona przygotowywana. Tutaj nie jest inaczej i polecam Wam ją ogromnie.
Musiałby znaleźć jakąś odpowiedź, a nawet nie znał właściwego pytania.
Dziękuję za możliwość odkrycia trudów dorosłego życia Wydawnictwu: Sine Qua Non.
Wpisując w Internecie imię i nazwisko Autora, możemy być jednej rzeczy pewni: Jest to człowiek, który poświęca się swoim pasjom. Oprócz bycia pisarzem, tworzy muzykę w zespołach metalowych, jest również zastępcą redaktora w portalu Horror Online i można by tak w nieskończoność wymieniać. Jednym z jego dzieł jest cykl Bóg Horror Ojczyzna, który postaram się Wam przybliżyć i jednocześnie zachęcić do niego. Składa się on z dwóch tomów, w którym odnajdziemy cztery opowiadania, o losach agentów Katolickich Służb Specjalnych : Thorsona (zwanego Stonką) oraz Maksymiliana Klimkiewicza (Maksa).

Bóg Horror Ojczyzna - Złego początki, pozwala już na samym początku poznać Stonkę, który zostaje wyrwany ze świata plaży i biegających wokoło nudystek, telefonem od swojego szefa. Nie stroni on od marudzeń, gdy dowiaduje się, że zostaje mu przydzielony nowy partner Maks, w końcu jest to już jego piętnasty współpracownik. Wielu poprzedników nie kroczy po tym świecie, lub po prostu zwariowali. Zostaje im przydzielona sprawa, w której muszą oni rozwiązać zagadkową śmierć jednego z uczniów liceum Świętego Jarosława. Pomyślicie, że nie ma niczego nadzwyczajnego w tej historii, lecz co gdy powiem, iż było to morderstwo z podtekstem rytuału satanistycznego? Biorąc śledztwo w swoje ręce, agenci nie dowierzają takiemu motywowi, nawet w ich czasach i świecie nie ma miejsca na takie zdarzenia, lecz czy na pewno? Podczas rozwiązywania tej sprawy, włączamy się, jako czytelnicy w wir tych wydarzeń, które opowiadają również historię początku przyjaźni tej dwójki. Czy sprawa jest skazana na powodzenie i błyskotliwe umysły będą potrafiły rozwikłać tą zagadkę?

Drugie opowiadanie zatytułowane „Piękno nie umiera nigdy”, jest tak makabryczne, że radzę czytać je na pusty żołądek. Thorson i Klimkiewicz nie mają czasu na nudę, gdyż znów czeka na nich kolejna sprawa. Tym razem są to morderstwa, lecz nie byle jakie. Dowodami w zbrodni są filmy sygnowane produkcją Vigo, z gatunku sniff ( Czyli przedstawiające gwałt na kobietach, z hektolitrami krwi, drastycznych scen, a końcowo śmiercią „bohaterek”). Sprawa jest tym bardziej trudna, gdyż filmy wysyłane są w odstępach czasu, co oznacza, że za niedługo w ich ręce może trafić kolejny film, zwiastujący koniec życia następnej, lub następnych ofiar. Agenci nie mają więc czasu do stracenia, muszą działać natychmiast, tylko czego w tej sprawie się zaczepić? Brak poszlak, jedynie logo V może ich doprowadzić do rozwiązania tej sprawy, niestety nie jest to takie proste…

Drugi tom jest zatytułowany: Bóg Horror Ojczyzna – Wszystko spłonie, i chociaż odciąga on nas odrobinę od tematyki makabry, która pojawiała się w pierwszym tomie, to i tak jest wart ogromnej uwagi i waszego czasu, który poświęcicie na przeczytanie tej pozycji.

Pierwsze z dwóch opowiadań „Wszystko spłonie” będzie nie lada gratką dla koneserów Zombie. Tak dobrze czytacie, tym razem czas na konfrontacje Stonki i Maksa z tymi stworami. Ich poprzednia akcja, nie należała do zbytnio udanych, dlatego zostaje zlecona im służba, dziś mają za zadanie chronić Diakona. Wszystko wydawałoby się schematyczne i obarczone wysokim ryzykiem nudy, niestety nie w tym świecie. Spisek wspomnianego Diakona, spowodował, że całe miasto w którym przebywają, zamienia się w ludność pozbawionych mózgów, z zakrwawionymi ciałami, które szukają kogo by podgryźć następnego. Czas więc na plan ucieczki. Niestety dwójka głównych bohaterów musi się zmierzyć z dużą populacją ludzi, którzy marzą o tym by wbić swoje zęby w ich ciała. Tylko czy uda im się zawiadomić odpowiednie służby, i w dodatku wyjść z tej akcji bez szwanku? Nie bądźcie tego tacy pewni.

„Dzieci mroku” przenoszą nas do innej rzeczywistości, w której paranormalne stwory żyją na ulicach ich miasta. Będziemy starać się rozwiązać sprawę z Maksem, który zostaje przydzielony do nowej partnerki Godlewskiej. Tym razem Klimkiewicz postara się wytłumaczyć morderstwa, w których ciała pozbawione są krwi, a na ich szyjach pojawiają się tylko dwie ranki. Agent podchodzi do wszystkiego sceptycznie, gdyż sądzi, że wampiry nie istnieją, a jest to tylko „zabawa” innych, by poruszyć opinię publiczną i zasiać we wszystkich strach. W tym opowiadaniu poznajemy Maksa od strony życia prywatnego, pamiętajcie, nie oceniajcie człowieka po wyglądzie i jego zachowaniu, gdyż może on przed Wami skrywać nieznaną tajemnicę.
- Jasne - żachnął się Maks wstając. - Muszę lecieć do papierków, przy okazji zjem jakąś pizzę, a w twoim imieniu frytki.
- Ej, nie musisz być zaraz wredny...
- Nie muszę. Ale jestem cholernie głodny. Trzymaj się, druhu!
Podczas lektury tych dwóch tomów, babrałam się wraz z bohaterami w hektolitrach krwi, doświadczałam z nimi gęsiej skórki na rękach i karku, a nawet dostarczała mi odruchów wymiotnych, w szczególności w opowiadaniu „Piękno nie umiera nigdy”. Tak jak już wcześniej wspomniałam, pierwszy tom jest przepełniony makabrą, w tym najgorszym znaczeniu tego słowa. Sytuacje, które Pan Łukasz opisuje, są tak bardzo realistyczne, że aż przerażające. Było to dzieło dla mnie idealne, w końcu uwielbiam takie klimaty, w których horror jest przedstawiony z takim smakiem. Nic tylko oblizywać palce z krzepnącej krwi, i mieć nadzieję, na dalszy krwisty posiłek.
Główni bohaterzy przypadną Wam do gustu w pierwszym momencie ich poznania. Są to z pozoru źli mężczyźni, do którego lgnęłaby każda kobieta, bo któż nie lubi zawadiaków z pistoletami w dłoni? W opowiadaniach nie braknie również humoru, który powodował u mnie nie jeden raz uśmiech na twarzy. Ich docinki kierowane do siebie, jak i innych, są bardzo genialne w swej prostocie i przekazie. Pomimo iż bohaterom pobocznym jak i wydarzeniom Autor nie poświęcił wiele uwagi, skupiając się na wydarzeniach wyłącznie dwójki bohaterów, to sądzę iż w tak krótkich opowiadaniach ma to swój urok, dzięki którym poznajemy ich w każdym możliwym szczególe.
Jak już wcześniej wspomniałam w krótkich streszczeniach opowiadań, dostrzeżecie, że każdy znajdzie coś dla siebie. Fani wampiryzmu, zombie, obrzydliwej makabry, będą mogli odnaleźć historię, która przypadnie im do gustu. Będziecie chcieli czytać dalej i dalej, tak wdrążając się w perypetie Stonki i Maksa, że nie będzie wyobrażać sobie życia bez nich. Od strony technicznej nie mogę niczego zarzucić, bo twierdzę, że wydarzenia i postacie, są bardzo przemyślane w każdym szczególe. Jedynie w drugim tomie dostrzegłam przesunięcia akapitów, które odrobinę psuły mi pogląd, ale nie jest to aż tak wielkim błędem, bym niżej oceniła tą pozycję. Niskie oceny, jakie udało mi się czasem dostrzec na temat tych opowiadań, musi wyłącznie wiązać się ze zbyt płochliwym żołądkiem czytelnika, i brakiem gustu dotyczącego gatunku, jakim jest horror z dodatkiem świeżej krwi. 

Jeżeli zachęciłam Was tak bardzo, że jesteście ciekawi tej historii, to możecie ściągnąć e-booki za darmo z tej strony: http://wydaje.pl/market/tags/Radecki

Zapraszam również na bloga autora, w której również zamieszcza recenzje, warto się z nim zapoznać: http://lukaszradecki.blogspot.com/

Dziękuję za możliwość poznania tej historii, Autorowi oraz Akcji: Polacy nie gęsi i swoich autorów mają

Słowem wstępu, oczekiwałam od tej serii wiele, postawiłam wysoko poprzeczkę, tymczasem, fabuła postanowiła przejść poniżej niej. I to w dodatku nie blisko niej, lecz bardziej przy ziemi.
Allie już na samym początku powieści „Wybrani” pokazuje nam, na co ją stać. Nie należy ona zdecydowanie do pospolitych dziewczyn w jej wieku. Jej domeną jest ciągłe wpakowywanie się w kłopoty, i to nie takie małe kłopoty, gdyż posiada już na swoim koncie, parę zatargów z prawem. A w papierach nastolatki niezbyt dobrze wyglądają takie wzmianki. Rodzice rozkładają ręce, gdy po raz kolejny jej wybryk nie uchodzi jej na sucho. Są więc bezwzględni i pomimo przerwy wakacyjnej, wysyłają swoją córkę do szkoły z internatem i tutaj jej prawdziwa przygoda dopiero się zaczyna. Akademia Cimmeria, pomimo iż z początku wydaje się jedną z wielu szkół z internatem, to później zaczyna odkrywać przed bohaterką swoje mroczne tajemnice. Allie musi zdecydować, z kim się zaprzyjaźnić, komu zaufać, a kogo wręcz omijać szerokim łukiem. Tylko, co gdy jej wybory nie zawsze będą dobre?

Historia była wszędzie zachwalana, gdzie nie spojrzymy ujrzeliśmy: Najlepsza książka roku, jeżeli dobrze pamiętam, pierwsza część była również polecana przez Ewelinę Lisowską. Nie mogłam się więc powstrzymać i musiałam zdobyć całą sagę, bo skoro jest tak wspaniała, to przecież zgarnę już całą kolekcję. Niestety w moim przypadku okazało się to ogromnym błędem. Bo pomimo iż przetrawiłam pierwszą część, tak drugą książkę czytałam już z takim znużeniem i niechęcią, że do finałowego tomu sagi nawet nie zaglądałam.

Serię można zakwalifikować do tych, które czyta się bez większych problemów. Jest napisana prostym językiem, nieskomplikowanym. To po prostu lektura zwyczajna, a tajemnicę, którą uknuła autorka jest według mnie żadną tajemnicą. Miałam nadzieję na naprawdę dobrą historię, pewnego rodzaju thriller, ponieważ w książce mamy zawarty wątek śmierci jednej z osób związanych z Akademią, ale więcej nie zdradzę. Z thrilleru dla młodzieży, powstała zwyczajna książka bez większych wzlotów. A co najważniejsze z denerwującymi bohaterami, którzy według mnie są tak płytcy, że już bardziej płascy być nie mogą.
Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają.
Wątek miłosny? Oczywiście, że się pojawia i to w dodatku nie jeden, i to jest właśnie problem tej historii. Nie można uważać, że kocha się jedną osobę, a po chwili kocha się drugą. To jest naprawdę niedojrzałe podejście, które czytelnika niezbyt wiele nauczy, tym bardziej, iż jest to literatura dla młodzieży. Byłam tym zachowaniem wręcz zniesmaczona, jestem w stanie rozumieć, że nie każda miłość, musi być tą od pierwszego wejrzenia, ale przeskakiwanie z kwiatka na kwiatek nie jest dojrzałym podejściem.

Poświęcanie stron na wybór sukienki, makijażu, czy o rozmowach typowych dla nastolatek, jest pewną normalnością w tej książce, lecz ja traktowałam to, jako pewnego rodzaju zapychacza. Lub przyciągacza dla dziewczyn w wieku nastoletnim 14-16 lat. Ja już mam więcej lat, więc ten trik na mnie nie działa niestety.

Druga część „Dziedzictwo” ponownie zaprasza nas do Cimieri, tylko czy ta podróż jest naprawdę tak tajemnicza jak być powinna? Moim zdaniem nie. W poprzedniej części zagadka nie została do końca rozwiązana, a w następnej części znów dochodzą kolejne pytania, kolejne zagadki, które znów tylko narastają i narastają. Całą książkę można by napisać pod wielkim znakiem zapytania. Niestety ogrom tych pytań nie zachęcił mnie do ich odkrywania. Może znów wpadłam na taką powieść, której piękna nie potrafię dojrzeć, bo skoro innym się tak bardzo podoba, to może ze mną jest coś nie tak?
Jeśli nie masz do powiedzenia niczego miłego, milcz.


Powieść Patrycji Żurek, jest pewnego rodzaju konfrontacją wydarzeń z życia dwóch przyjaciółek, Zuzanny oraz Sylwii. Życie dorosłych nigdy nie jest usłane płatkami róż. W przypadku Zuzy, nie jest wcale inaczej. Świat nigdy nie potraktował jej dobrze, zmaga się z migrenami, które jak wiemy, potrafią dostarczyć człowiekowi, ogólne zniechęcenie, przeplatane ogromnym bólem. Zaniedbuje samą siebie, doprowadzając się do nadwagi, małżeństwo, które już wisi na włosku nie przynosi żadnej ulgi i radości, jak i całe domowe ognisko, które nie przysparza małżeństwu chwil beztroski. Nawet dziecko, nie potrafi wymóc na bohaterce, chęci do życia. A większość jest spowodowane złą przeszłością, która cały czas daje o sobie znać Zuzannie.

Drogi przyjaciółek się rozeszły po wyjeździe Sylwii, a jedyny kontakt, jaki im pozostał, to wiadomości wysyłane przez e-maile. Które, zapewne jakbyśmy przeczytali, byłyby pozbawione złych chwil, a wyłącznie pisaniem o dobrych dniach. Na początku historii poznajemy Sylwię, jako osobę, której wszystko w życiu się udało. Ma wspaniałego męża, mieszka za granicą, chciałoby się napisać stwierdzenie: Żyć nie umierać. Lecz niestety, postanawia wyruszyć w podróż do Polski spowodowaną chorobą własnej matki, która leży już na łożu śmierci. Więc nie wybaczyłaby tego sobie, gdyby w tej chwili zostawiła ją sama. Przy okazji, chce odwiedzić swoją dawną przyjaciółkę, i jakże wielkie jest jej zdziwienie, gdy w drzwiach widzi wrak człowieka. Tak zaczyna się historia przeplatana ludzkimi tragediami, w którą wchodzisz tylko na własną odpowiedzialność.
(...) Bo łatwo jest pójść na łatwiznę, poddać się, po prostu odpuścić i płynąć z prądem.
Nie myśleć, nie czuć i tylko patrzeć jak raz po raz, po kolei, mijają dni, zamieniając się w przeszłość..
Było to moje pierwsze spotkanie z autorką, jak i z historią tak tragiczną, ponieważ ogólnie rzecz biorąc, nie czytam takiego gatunku. Nie mniej jednak, było to niecodzienne spotkanie, które targnęło moje myśli do wielu refleksji. Osoby zmagające się z depresją, mają pięćdziesiąt procent szans na wyjście z tej choroby, nie będę zdradzać jak historia tutaj się zakończy. Czy Zuza będzie miała tyle wsparcia i odwagi, by przeciwstawić się własnym demonom, by móc zrzucić kokon i stać się motylem? Sylwia odkryje przed Wami wiele tajemnic z przeszłości jak i teraźniejszości i pokaże Wam, że z przeciwnościami losu trzeba walczyć, a nie wyłącznie chować je do szuflady, by pewnego dnia przytłoczyły nas swoim ogromem. Jak bohaterki poradzą sobie z kolejnymi kłodami rzucanymi im pod nogi? Czy powstaną jak feniks z popiołu, by móc odrodzić się na nowo, czy jednak są skazane na porażkę? Tego dowiecie się sięgając po tą książkę.

Kreacji bohaterów jest moim zdaniem bardzo trafna i przywodzi mi na myśl, że każdy z nas zna taką Zuzę, która wiecznie jest na nie, jednocześnie odrzucając pomoc innych, jak i Sylwię, która skrywa wszystko pod maską szczęścia, która zakłada każdego dnia. Dwie główne bohaterki, są w pewien sposób podobne, gdyż zmagają się ze swoimi demonami z przeszłości. Sylwia stara się je zaakceptować i zarazem przegonić, natomiast Zuzanna wkręca się w wir, pozwalając tym tragicznym i smutnym wydarzeniom, przejąć nad sobą kontrolę. Mamy tutaj dwa światy, które są wyłącznie w stanie pomóc sobie nawzajem. Zuza była tak bardzo denerwująca w swojej rozpaczy, że miałam ochotę podejść i potrząsnąć ją porządnie, nie wspominając o rękoczynach, tylko po to, by bohaterka się opamiętała. W końcu ma dziecko i męża, dla którego warto zmienić swoje nastawienie. Uważam, że to było genialne zagranie autorki, która wzbudza taką niechęć do stworzonych przez siebie bohaterów, oczywiście w pozytywny sposób. Będąc przyjaciółką Sylwii, zapewne też bym zamknęła się sama w sobie, bo przecież trudno słuchać o sukcesach, gdy my wciąż nie potrafimy zliczyć naszych przeszłych porażek. Lecz później, dowiadujemy się, że historia przyjaciółki, również nie należy do zbytnio kolorowych, jednak posiada ona siłę, by walczyć o dobrą przyszłość.

Reasumując, zdrada, poniżenie, brak wiary w przyszłość przeplatają się w tej historii, tak często, że powoli zaczynamy sami wpadać w mętnie przygnębienia, lecz nie martwcie się, gdy jesteśmy już na dnie, wtedy najlepiej się od niego odbić. Książka przedstawia trudy przeżycia każdego dnia, walki z przeszłością, a nawet z teraźniejszością, by móc zapewnić sobie i swoim najbliższym świetlaną przyszłość. Książka pozwala zrozumieć, że nawet przyszłość, nie będzie wiecznie kolorowa, może być poprzeplatana kolorami szarości, lecz powinniśmy pamiętać, że szczęśliwe chwile, mogą być tuż za rogiem.

Dziękuję za możliwość poznania tej historii, Autorce oraz Akcji: Polacy nie gęsi i swoich autorów mają
Czy jest taka możliwość, że mój odbiór książki, zepsuł obejrzany przeze mnie kilkanaście razy film? Niestety w tym wypadku taka sytuacja nastąpiła. Jestem jedną z tych osób, które są zakochane w filmie. Myślałam, że książka dopełni całość, i słowa pisane uzupełnią tą historię, która według mnie wiele zmienia w postrzeganiu świata. Byłam przygotowana na pewne nieścisłości, lecz nie myślałam, że aż tak wielkie.

Siedemnastoletni Landon Carter, to chłopak który stoi przed trudnym wyborem, co powinien robić w dorosłym życiu. Jego ojciec-kongresman, wcale mu w tym nie pomaga. Jak to tato, chce dla syna jak najlepiej, lecz w większości przypadków patrzy wyłącznie na siebie. Zwraca uwagę tylko na to, gdzie on sam, chciałby by jego syn w przyszłości się znalazł. W ostatniej klasie szkoły średniej, jest również Jamie Sullivan – córka miejskiego pastora. Jej osoba jest wyłącznie doceniana przez osoby starsze, a kontakty z rówieśnikami ograniczają się do minimum. Czyżby nierozstawanie się z Biblią, jest tego powodem? Czy może ciągłe niesienie pomocy innym, jest aż tak niepożądane przez jej znajomych? Znoszone sweterki, brak makijażu i ciasny kok na głowie to jej znak rozpoznawczy, lecz nikt tak naprawdę jej dostrzec nie chce. Wszystko się zmienia, gdy zostaje wystawiona wzruszająca sztuka, a drogi tych dwóch, jakże różnych nastolatków się splatają, lecz czy coś dobrego może z tego powstać? Nic nie wskazywałoby na powstający romans, ponieważ podczas jednej z ich rozmów, dziewczyna wymaga na chłopaku obietnicy, by nigdy się w niej nie zakochał. Ale jak wiadomo, obietnice uwielbiają, gdy się je łamie.
Człowiek wie, że to miłość, kiedy chce przebywać z druga osobą i czuje, że ta druga osoba chce tego samego.
Oczekiwałam na książkę, która wyciśnie ze mnie wszystkie moje smutki, która spowoduje, że docenię własne życie jeszcze bardziej, niestety tak się nie stało. Fakt, jest to książka bardzo lekka, przyjemna i gdy po nią sięgniemy, przeczytamy ją w jeden wieczór. Z góry przepraszam za ciągłe porównywanie ją do filmu, ale uważam, że scenarzysta wyciągnął z książki najważniejszą i najlepszą część, czyli tylko ogólny zarys, a resztę pięknych chwil dopisał sam i tak powstał najpiękniejszy film. W książce moim zdaniem nawet w tak krótkiej, można było opisać więcej romantycznych historii, jest ich odrobinę za mało jak na mój gust. Sytuacje wydają się niezbyt realistyczne, chociaż z drugiej strony, nie wiem o latach pięćdziesiątych zeszłego wieku zbyt wiele. Miałam wrażenie, że ciągle mi czegoś brakuje, a historia jest napisana odrobinę po macoszemu. Nie mniej jednak, wątek przedstawionej miłości jest piękny. To było moje pierwsze spotkanie z autorem, chociaż nie należy ono do bardzo udanych, powrócę do autora, gdyż wiem, że w swoich książkach posiada parę perełek.

Jest mi niezmiernie przykro, że tak książka mnie rozczarowała, ale może tylko ja takie mam odczucia, a Wam się ogromnie spodoba. Polecam więc ją Wam, z nadzieją, że odnajdziecie w niej więcej magii, niż ja dostrzegłam.

Dla podbudowania tej recenzji, piosenka z filmu w wykonaniu Mandy Moore, którą mogę słuchać i słuchać..



Mateusz Kudrański urodził się w kwietniu 1984r. w piątek trzynastego, pisze iż nie należy on do osób przesądnych. Wegetarianin, który kocha zwierzęta(sam posiada dwa psy), miłośnik Yerbe Mate. Tak w kilku słowach można opisać grafika komputerowego, autora debiutanckiej powieści wydanej w 2013 roku pt: Co wylądowało w lesie Redlesham?

Adriana Bączkiewicz: Skąd pojawił się pomysł akurat na taką książkę, w głowie grafika komputerowego?
Mateusz Kudrański: Napisałem książkę, którą nie tylko sam chciałem przeczytać, ale przede wszystkim historię w której sam chciałem wziąć udział.
Zawsze pasjonował mnie temat UFO a treść zawarta w powieści jest sumą moich przemyśleń na ten temat.

Czytając Pana książkę, byłam pod wrażeniem, odwzorowania wojskowego charakteru niektórych sytuacji, skąd więc taka wiedza? Internet? Czy może posiada Pan jakiegoś asa w rękawie?
Jestem facetem. Nigdy nie chciałem być policjantem ani strażakiem, natomiast zostanie pilotem było moim ogromnym marzeniem. Może kiedyś się spełni :)

Skoro jesteśmy przy temacie science-fiction. Czy uważa Pan, że gdzieś w przestworzach istnieje obca cywilizacja? Czy może jest to tylko fikcja, by straszyć małe dzieci?
Niewielu rzeczy mogę być pewien, ale nigdy nie zawaham się powiedzieć, że na pewno we wszechświecie istnieje obca cywilizacja. Jak mogło by być inaczej?
Jeśli ktoś jest ateistą to niech popatrzy na skalę niekończącego się wszechświata i niech śmiało powie, że tylko nasza planeta mogła by przypadkiem otrzymać dar życia. To było by absurdalne.
Jeśli ktoś natomiast wierzy w Boga, to czy można założyć, że w swoim absolutnym geniuszu stworzył by życie tylko na jednej planecie a resztę zostawił by martwych? Nie wydaję mi się.

Czy, któryś z bohaterów Pańskiej książki posiada cechy wyglądu bądź charakteru Pańskich przyjaciół lub Pana?
Oczywiście, że tak. Każdy z bohaterów ma coś ze mnie i moich bliskich. Inspiracji nie trzeba szukać daleko :) Muszę jednak nadmienić, że są to tylko cząsteczki charakterów i to niewielkie.

Skąd pomysł na napisanie książki? Czy było to chwilowe natchnienie, czy pisanie do szuflady od najmłodszych lat? Gdyż z informacji, których udostępnia Pan w Internecie, dochodzę do wniosku, iż Pana konikiem jest fotografia.
Kiedyś lubiłem fotografować, ale przestało mnie to interesować. W wolnych chwilach wolę tworzyć grafiki, które przenoszą nas do światów których nie da się po prostu uwieńczyć na zwykłej fotografii.
To też było powodem napisania książki. Stworzenie świata wiarygodnego, bliskiego nas, ale zaraz bardzo obcego i nieodkrytego. Rozciągniętego w ulotnej sekundzie.
Natomiast motywacją była potrzeba. Od dziecka zawsze chciałem tworzyć i budować światy w słowach. Było mi to "pisane" :)

Co Pan czuje widząc tak dobre recenzje swojego debiutu? Gdyż na żadną niepochlebną nie spotkałam się w blogosferze.
Co czuję? Ogromną radość. Nie tylko tego, że doceniają moją twórczość, ale przede wszystkim tego, że mają świetny gust i poczucie humoru! Jest to bardzo inspirujące. Jestem bardzo wdzięczny.

Udostępnia Pan e-book za darmo. Skąd się wzięła w Pana głowie taka inicjatywa? Wszystkim wiadomo, że zarobić masy pieniędzy na książkach się nie da. Odnoszę więc wrażenie, że chce Pan się dzielić swoją książką, z jak najszerszym gronem nie zwracając uwagi na honorarium.
Żyjemy w czasach gdzie wszystkiego jest w nadmiarze. Zbyt dużo muzyki, gier, filmów, książek itd. Jak mamy to wszystko sprawdzić? Nikogo na to nie stać przecież. A większość jest odtwórcza i płytka. Tak łatwo można się naciąć.
Postanowiłem udostępnić książkę za darmo, żeby każdy mógł dać szansę Urwisom z Rendlesham. W ten sposób trafi do większego grona ludzi. Jest to na tyle fajna historia, że każdy powinien przynajmniej spróbować ją przeczytać.
A Ci którzy spędzą z nią dobry czas, zawsze mogą kupić wersję drukowaną i zachować ja fizycznie na półce, przy okazji wspomagając moją twórczość i otrzymując autograf.

Jak wyglądało u Pana pisanie książki? Na początek zeszyt, ze zdawkowymi słówkami, by mieć zarys całej historii, czy jednak wena sama nakreślała nurt powieści?
W moim przypadku pisanie książki jest niemal identyczne do projektowania graficznego. Najpierw muszę mieć pomysł. Później robię szkic i określam najważniejsze elementy dzieła. Dopiero na końcu, kiedy już stwierdzę, że wszystko gra, siadam i zostawiam resztę wyobraźni i pracy. Ale zamysł i jak ja to nazywam "kręgosłup" musi powstać w sposób bardzo przemyślany.

Znalazłam informację, że uwielbia Pan J.K.Rowling, czyli obracanie się w kręgu magicznym jest dla Pana przyjemnością, a w jakie inne światy literatury Pan ochoczo wkracza?
Zdecydowanie J.K.R. jest moją idolką. Uwielbiam Harrego. Ale chyba dlatego, że sposób w jaki jest napisany nie ma sobie równych. Jej dzieł się nie czyta, w nich się uczestniczy.
A jakie inne światy lubię? Absolutnie moim ulubionym nurtem jest SCI-FI oraz Groza.

Optymista, Pesymista, czy raczej Realista, jakim typem człowieka mógłby się Pan określić?
Niepoprawny optymista. Marzyciel.

Ma Pan nieograniczoną liczbę pieniędzy, nadszedł czas wakacji, do jakiego miejsca wyruszyłby Pan w podróż? I dlaczego akurat to państwo/miasto?
Jeśli miałbym nieograniczoną ilość pieniędzy to zamiast ruszyć gdzieś wolałbym zostać tutaj i pomóc w walce z przemocą nad zwierzętami. Nic mnie bardziej w życiu nie boli niż to. Zostałbym Brucem Waynem dla zwierząt. Zdecydowanie tak! :)

Deszcz głośno bębni w szyby, a Pan ciągle siedzi w swoim pokoju z książką w ręku, popijając ulubioną herbatę. Nagle, Pana uszu dosięga głos prezentera telewizyjnego, który ogłasza, że świat, jaki znamy zakończy się za 24 godziny, gdyż w planetę zmierza ogromna asteroida. Jak spędzi Pan ostatni dzień swojego życia?
Ha! Dobre pytanie! Myślę, że spędziłbym ten dzień z wszystkimi bliskimi i zrobilibyśmy bibę "naszego życia"!!!

I najważniejsza pytanie, czy w najbliższym czasie wyjdzie coś spod Pańskiego pióra? Osobiście, czekam z niecierpliwością na jakąś pozycję z Pana strony.
Jeśli tylko Pan Bóg pozwoli, to tak! :)

Mam nadzieję, że przeprowadzony wywiad przypadł Wam do gustu. Ja ogromnie dziękuję Autorowi, za udzielenie mi odpowiedzi na moje ciekawskie pytania.
Ci którzy szukają innych publikacji autora, zapraszam [TUTAJ] na opowiadanie które zajęło pierwsze miejsce w konkursie organizowanym przez SONY oraz PPE.PL.
Któż z Nas nie chciałby się cofnąć w czasie? Sama przyznam szczerze, dałabym wszystkie pieniądze zgromadzone przeze mnie, tylko by móc cofnąć się do innych czasów. Ciekawą koncepcję podróży w czasie zafundował w filmowej produkcji, Woody Allen poprzez film „ O północy w Paryżu”. Nie zdradzając szczegółów filmu, został ukazany tam jeden najpoważniejszy problem: Zawsze chętnie przenieślibyśmy się w czasy przeszłe, ponieważ znamy je niemalże jak własną kieszeń, a teraźniejszość i przyszłość wprawia w nas lęk.

Magiczna Gondola, wprawia nas w podróż do Wenecji. W XXI wieku jest ona piękna, dla każdego turysty, który mija ulice tego miasta, lecz Anna – główna bohaterka, uważa spędzanie wakacji tym mieście, jako najgorszą karę. W końcu każdy spędzający wakacje z własnymi rodzicami, uważa ją za nudną wyprawę, a w głowie plączą się myśli, że lepiej byłoby jej we własnym domu. Historia zmienia się gwałtownie, a czarna gondola, wyróżniająca się pośród tłumu czerwonych, zapoczątkowała historię nie z tych czasów. Anna wpada do wody i jakże wielkie jest jej zdziwienie, gdy przebudza się naga, i to w dodatku nie w swoich czasach. Teraźniejszość dla Anny to rok 1499, i żaden przeczytany przewodnik czy książka historyczna nie jest w stanie Was do tej rzeczywistości przygotować. Powrót do domu? Żaden problem, wystarczy, że bohaterka wykona zadanie, nic bardziej prostszego prawda? Tylko ona sama nie wie, jakie zadanie je czeka…
Możliwości nie było zbyt wiele. Na ile mogłam to ocenić - najwyżej cztery. Raz: byłam martwa i znalazłam się w ogniu piekielnym. Dwa: ktoś mnie nafaszerował narkotykami. Trzy: to jakiś film. Cztery: zwariowałam.
Od tej serii oczekiwałam wiele, w szczególności wpływ na to miały inne recenzje tej serii, oraz co raz to większe zainteresowanie czytelników tą serią. Autorce należą się ogromne brawa za dopracowanie powieści od strony technicznej, czyli wprawienie Nas w czasy przeszłe. Niestety na tym kończą się wszystkie pochlebstwa. Zamysł autorki był całkiem ciekawy, gdyż podróż w czasie zawsze będzie motywem na ustach wielu pisarzy, lecz sądzę, że inni są w stanie lepiej wybrnąć z tego tematu. W szczególności nie tworzyć z niego romansidła, który ma wszystkie cechy pospolitej powieści tworzonej pod nastolatki.

W drugiej części, Złoty Most przenosi nas do Paryża, tym razem jest to wyprawa, na którą Anna się zgodziła by ratować swojego ukochanego Sebastiano, który zatracił się w swojej roli i nie chce wrócić do świata teraźniejszego, a w szczególności nie chce wrócić do niej. Czy uda się jej go uratować? Czy znów czeka ją zadanie niemalże nie do wykonania? Bo jak przekonać ukochanego, który nawet Was nie pamięta?

Od dawna wiadomo, że jest to już to zasadą, by w kontumacji serii, ukazać rozbicie miłości bohaterów. Oczywiście wiecznie, nie może być wspaniale i sielankowo, a zakończenie dość średniej powieści na jednej części jest dość niewybaczalnym błędem. Pomimo iż mamy do czynienia z Paryżem, to szczerze, czuję się tak jakbym przeczytała jeszcze raz pierwszą część ze zmienionym miejscem i odrobinę innym wątkiem miłosnym. Podobieństwa tyczą się również bohaterów, intryg czy tych złych bohaterów, które towarzyszą Annie w każdej chwili. Czyżbym znów trafiła na bohaterkę, która kontynuuje swą powieść, tylko ze względu na pieniądze, a nie na pomysł? Nie muszę chyba wspominać, że na rynek trafiła trzecia część tej serii? O nie, ja już stanowczo podziękuję.

Nawet gdyby bohaterowie wyszli obronną ręką z tej powieści, to byłby ogromny plus. Lecz niestety, według mojej oceny, Anna czy Sebastiano, są dość pospolici, wręcz płascy, nie reprezentują sobą żadnych wartości. Przykro pisać tak o książce, która szatę graficzną okładki ma tak cudowną, bo przyznajmy szczerze, wodząc wzrok tylko za okładką, nie wahalibyście się nawet sekundy, tylko zgarnęlibyście ją do własnego koszyka. Myślę, że cały urok tej książki zepsuło mi moje nastawienie. Czekałam na coś wyjątkowego, co porwie moje serce, niestety, porwało wyłącznie mój stracony czas na książkę, bez której mogłabym się obejść.


Każdy z Was książkoholicy, musi przyznać, że nie ma nic piękniejszego od ulubionej książki w wersji papierowej. Zapewne wielu z Was się nie zgodzi, gdyż znajdą się i tacy, którzy wolą zbierać swoje kolekcje w postaci e-booków, ponieważ niezależnie od liczby waszej kolekcji, książki ważą tyle samo – tyle ile Wasz czytnik.

Oprócz wersji papierowych, wszelkiej maści e-booków, są również i magazyny, które dopełniają całe życie osób uwielbiających książki. Lecz co powiecie o kwartalniku, który pod wodzami Wydawnictwa RW2010, stara się Was przekonać do czytania e-booków? Myślę, że po tej recenzji, przekonam Was i do tej formy uczty książkożercy.

RW2010 to wydawnictwo, które rozpoczęło swoją działalność w 2011 roku, ogłaszając się, jako pierwszą zupełnie darmową oficynę wydawniczą, która pomaga Autorom w samodzielnym publikowaniu ich utworów. Po przejrzeniu ich oferty, zarówno dla publikujących autorów jak i dla nas czytelników, sądzę, że jest to bardzo dobrze prosperujące wydawnictwo. Nie muszą być tam zamieszczane opasłe tomiska, mogą to być również krótkie opowiadania(Np. Publikacje Pana Jędrzeja Feranosa Bargłowskiego również tam znajdziecie).

Tak, jak już pisałam czytelnictwo nie odnosi się wyłącznie do przeczytanych książek, czytanie prasy również do tego świata należy. Więc i w tym wydawnictwie napotykamy się na magazyn wyłącznie o e-bookach. Niech Was nie przerazi liczba stron, gdyż np. w 5 numerze jest ich aż 157. Nie martwcie się, macie cały kwartał na zaznajomienie się lekturą tego magazynu, który możecie przeczytać ZA DARMO, na stronie wydawnictwa.

Numer piąty Świtu ebooków, zawiera, moim zdaniem dość obszerne wiadomości o wydawaniu książek ze współfinansowaniem. Lecz nie jest to wyłącznie, monotonny tekst, po których kilku stronach już zaczyna Wam się nudzić, oj nie. Już zaglądając na spis treści, wiemy, że przed nami wiele kręgów tematycznych w przeróżnej formie. Znajdziemy tutaj: Felietony, wieści z rynku, analizy, zapowiedzi książek, recenzje, wywiady, a nawet i opowiadania. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Już na samym wstępie, mamy artykuł Macieja Ślużyńskiego, który zapewnia nam pewną dozę definicji, by odpowiednio uporządkować pojęcia, w tym wypadku na temat współfinansowania.

Artykuły są przemyślane i dają czytelnikowi, ogromną porcję informacji, której nie znajdziecie nigdzie indziej. W felietonach znajdziemy tekst Pawła Pollaka, który pisze o wydawnictwie Novae Res, które miało swoją batalię z jedną z recenzentek. Zapewne każdy blogger z zakresu recenzji, będzie wiedział, o jakiej sytuacji piszę. Nie odchodząc od artykułów Pana Pollaka, najbardziej zaciekawiła mnie analiza pt: „10 self-publisherskich mitów, czyli dlaczego powinieneś płacić za wydanie swojej książki”. Dla tych, którzy planują wydanie swojej książki w formie współfinansowania, jest to literatura obowiązkowa.

Robert Wieczorek, przedstawił graficzną i pełną wyliczeń analizę usług w serwisie ROZPISANI.PL, na której znajdujemy kalkulator, który pozwoli nam zaznajomić się z szacunkowymi kosztami produkcji publikacji. Ten artykuł, przyznam szczerze zaciekawił mnie najbardziej. Dowiecie się między innymi ile można zarobić na publikacji. Dużo? Mało? Tego dowiecie się, gdy sięgniecie po magazyn.

Nowości i zapowiedzi, to kącik, który uwielbiam, gdyż dzięki niemu, możemy się dowiedzieć, na co możemy mieć chrapkę w najbliższym czasie w ofercie wydawnictwa. Recenzje pozwalają nam, na przeczytanie odczuć recenzentów, dotyczących przeczytanych książek, lecz chyba o tym nie muszę Wam wspominać? : ) Opowiadania na samym końcu, dopełniają cały magazyn, przenosimy się do innych światów, bo czy ktoś z Was nie lubi czasem, przeczytać krótkiego, lecz dobrego opowiadania, najlepsza rozrywka na dni spędzone na słońcu.

Nie pozostaje mi nic innego, jak Wam ogromnie polecić ten magazyn, jak już wspomniałam, jest on darmowy i dostępny, nie musicie martwić się że nakład się wyczerpie ;) Osoby, które myślą o wydaniu książki, bądź jakiegoś tekstu, muszą się z artykułami zaznajomić, bezzwłocznie i natychmiastowo. Magazyn dostarcza dużej porcji rozrywki, ogromnej garści informacji, czegóż tu chcieć więcej? Może tylko tego by kwartały szybciej mijały, byśmy mogli, czym prędzej dostać kolejny egzemplarz na swój czytnik.