Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Pozytywnie nieobliczalni - Marcin Brzostowski



Autor:  Adriana Bączkiewicz     11:32:00    Etykiety:, 
Sam tytuł wskazuję na to, iż należy w tej książce spodziewać się niespodziewanego, czy tym razem również to zdanie się sprawdzi?

Na stronie Pana Marcina Brzostowskiego możemy odnaleźć taki opis owej książki:
„Scenerią książki jest środowisko prawnicze. W kancelarii adwokackiej roi się od zniewolonych ludzików. Dla zachowania pozycji, a jeszcze chętniej osiągnięcia awansu, gotowych do brudnych intryg i poniżającej służalczości. Mniejsza o sens, mniejsza o godność. Byle odbić się od peletonu w morderczym wyścigu szczurów. Co zrobić by zachować godność? Czy w ogóle warto to robić?” (http://www.brzostowski.org/books)

Muszę przyznać, że gdy przeczytałam opis tej książki byłam zniecierpliwiona, chcąc jak najszybciej zasięgnąć informacji na temat prawników w Polsce. Wspomniany wyścig szczurów, występuję w każdej profesji jaką tylko można znaleźć na tym świecie. Uważam że, ciekawie zapowiada się opowieść o tym, jak wielu ludziom dążenie do władzy może zmienić ich własne poczucie godności, lecz czy również główny bohater zdecyduje się kroczyć tą ścieżką?

Rafał, dla przyjaciół Marlon, to osoba która uważa, że kawę czy herbatę należy pić tylko i wyłącznie czystą, bez zbędnych dodatków, bo czymże jest kawa, którą słodzimy i dodajemy do niej połowy filiżanki mleka? Czy truskawkę oblaną bitą śmietaną z cukrem, również możemy nazwać truskawką? Nie sądze. Bohater należy zapewne do nielicznych osób, które uwielbiają zgiełk miasta. Warszawa to jego dom, z którego za nic w świecie by się nie wyprowadził. Jest młodym, ambitnym prawnikiem, który poświęca się również swojej pasji: tworzeniem tekstów piosenek dla zespołu Fioletovi. Nie są to jednak piosenki które często możemy usłyszeć dzisiaj w radiu, bo przyznajmy szczerze, osób które słuchają tekstów z dawnych lat jest niewiele(nie obrażając nikogo). Muzyka, a raczej słowa piosenki są w tej książce bardzo zręcznie przeplatane przez pana Marcina, doskonale wpasowują się w sceny, które aktualnie mają miejsce w przeczytanym fragmencie. Zamiłowanie Marlona do takich piosenek, ma swój osobisty wydźwięk, który idealnie opisuję nam osobowość bohatera. Powiem Wam jedno, Rafała nie da się nie lubić.

Prawniczy aspekt tej książki, jest dobrze opisany. Osoby które uczą się latami do tego zawodu, zapewne chciałyby coś otrzymać w zamian, wysoką pensją przecież nikt nie pogardzi. Lecz jaką cenę przychodzi im zapłacić? Potrafilibyście zrzec się własnego czasu wolnego, urlopów, by osiągnąć szczyty własnej kariery? Ja osobiście do takich osób nie należę, lecz Marlon to nieszablonowy typ, który stoi na rozdrożu dróg i stara się wybrać jedną z nich: tą którą podpowiada mu serce, czy tą którą wybiera wykształcony umysł? Na samym początku czytamy o przyjacielu Rafała – Robercie, który został wyrzucony z kancelarii. Nie oczekujcie tutaj stanów depresyjnych, bo każdy powód jest dobry do wypicia kieliszka. Pomimo iż książka ma zaledwie 187 stron, to zakrapiane imprezy w wykonaniu tej dwójki i nie tylko, przyprawią Was o kaca, lecz jeżeli oni się tym nie martwią, to czemuż my, mielibyśmy tym zaprzątać swój umysł? W końcu żyjemy w Polsce, w której dobrym momentem wypicia wódki, jest każdy moment.

Nie myślcie, że w tej książce znajdziemy, wyłącznie pozytywne postacie, których wypowiedzi i czyny będą wywoływały u Was uśmiech na ustach, bo w progu pojawi się również Pani Mecenas Owczarz. Uwierzcie, z tą Panią nie chcielibyście mieć do czynienia. Nawet nie będzie się starała, ona z całą pewnością zawładnie całym waszym życiem. Pozbawi Was wszelkich praw, podczas rozmów nie zostawi suchej nitki na świeżo wypranym garniturze czy garsonce. Nie spisujcie Marlona od razu na straty, on dobrze wie, jak pokonać samozwańczych bogów, czy wygra wyłącznie bitwę czy całą wojnę? O tym się przekonacie gdy sięgniecie po lekturę.

Książkę bardzo przyjemnie się czyta, zagłębiając się w nią, nie odczuwamy w niej iż był to debiut pisarski. Myślę, że każde zapisane słowo ma swoje odpowiednie miejsce, swój określony cel, ale… Właśnie, mam zarzut tylko do jednej rzeczy, która zaważyła na mojej ocenie. Za mało prawników wśród prawników. Myślę, że gdyby historia została opisana trochę szerzej, gdyby zapełniła więcej stron, to książka byłaby tym czego spodziewałam się po opisie. Po przeczytanej lekturze, myślałam że będzie w niej obszerniej opisane działania kancelarii, pranie brudnych pieniędzy, skakanie współpracowników sobie po głowach, tylko by dotknąć odrobiny nieba, którym byłaby góra pieniędzy, niestety tak się nie stało. Nie mniej jednak, jest to perełka, ciekawy zamysł, niebanalne podejście i dopracowany język, a to już ogromny plus. Myślę że Marlon jest gdzieś tam w każdym z nas, pomagając nam w podejmowaniu codziennych wyzwań w pracy, które  mogą zaważyć na naszym losie, którą drogę więc Ty wybierasz?

Wybór należy do Ciebie.

Za przeczytany egzemplarz, dziękuję Panu Marcinowi Brzostowskiemu oraz Akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.

Adriana Bączkiewicz

Czasem optymistka, częściej zrzęda, zazwyczaj pesymistka, ale za to czytanie książek jest jej hobby. Wydaje się to dość błahe, ale nic na to nie poradzi. Na stronie na pewno znajdziecie recenzje pisane z serca, bo po co miałaby kłamać?