Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Co byście powiedzieli, gdyby miłość była zakazana? Tak, zakazana z powodu, iż została uznana za chorobę. Amor deliria nervosa może dopaść każdego z Was, czy Lena zdoła przed nią uciec?

Lena żyje w czasach, gdy najważniejszym wydarzeniem w ich życiu jest dzień podania remedium. Jest to osoba, która panicznie boi się objawów tej choroby, zgadza się ze wszystkim co dzieje się wokół niej, bo przecież całe społeczeństwo wie najlepiej co jej dla niej najlepsze, jaki wybranek okaże się tym jedynym, z którym spędzi resztę życia. Niestety jej najgorsze obawy się sprawdzają, wpada w wir wydarzeń, które zmienią jej życie na zawsze, czy miłość naprawdę jest czymś strasznym? Warto dla niej zaryzykować? Tego musicie się dowiedzieć sięgając po tą książkę.

Znów, ten sam przypadek który nade mną wisi, pochlebne recenzje innych użytkowników, piękna okładka, która obiecuje piękną, kolorową historię, inną niż byśmy byli sobie w stanie wyobrazić. Taak, jasne, nie ze mną takie numery. Książka niebyła najgorsza, lecz nie potrafię dojrzeć zachwytów innych nad tą powieścią. Przecież czytając jej opis, któż by się nie domyślił, że miłość dopadnie Lenę? Staje no rozstaju dróg nie wiedząc co wybrać, komu zaufać, a już pod sam koniec książki musimy się zastanawiać, jak bohaterka zdoła przeżyć?

Lena, denerwująca nastolatka, która poprzez parę wydarzeń, szczegółowiej mówiąc przez pewnego chłopa oraz jej przyjaciółkę, buntuje się sama w sobie, zaczyna kłamać, chociaż wie, że postępuje źle, ciągle odzywa się w niej drugie ja, które na czole ma wypisane: Trzeba im pokazać kto tu rządzi, tylko niezbyt pewnie wie jak to zrobić.

Według mnie sceny są przeciągnięte, bardzo dopracowane, może wręcz za bardzo, lecz niestety dla mnie, nie wciągające. Lecz książka, doprowadziła mnie do pewnej refleksji: Czy jest możliwe by nasze przyszłe społeczeństwo zakazałoby miłości? Myślę, że w bardzo dalekiej przyszłości, tak… Refleksję nad tą książką zostawiam Wam.
Wiem, że przeszłość pociągnie was ku ziemi, każe wyłapywać szepty wiatru i bezsensowne opowieści drzew ocierających się o siebie. Będziecie rozszyfrowywać dziwne kody, próbować złożyć w całość to, co się rozpadło. To zupełnie bezcelowe. Przeszłość jest wyłącznie ciężarem.
Lena trafia do Głuszy, gdzie znajdują się wszyscy, którzy nie zgadzają się z ogólną polityką dotyczącą miłości. Historia nabiera tempa, dziewczyna powoli przyzwyczaja się do ogarniających ją ze wszystkich stron zmian. Czuje się jakby cofnęła się w czasie, po wodę należy iść kilka kilometrów, brakuje jedzenia, lecz widzi również, że ludzie radzą sobie z tym i nie są wcale tacy źli. Niewola, jest straszną męką, a co dopiero, niewola ze swoim najgorszym wrogiem. Czy Lena wydostanie się z tego mętliku?

Wiele w tej książce zawirowań, przebiegania między różnymi scenami, doprowadzało mnie do szaleństwa. Dzielenie rozdziałów na przeszłość, teraźniejszość nie napawało mnie zbytnim entuzjazmem, szczerze powiedziawszy pogubiłam się w tym wszystkim. Wróg, czy nie wróg, oto jest pytanie, czy każdy autor ma za zadanie „ułaskawić” tych niby złych? Ciągle mi w tej historii czegoś brakuje, nagłego zwrotu akcji, nieszablonowych bohaterów, którzy nie zmieniają nagle swojego charakteru w kolejnych tomach. Ot, tak, przeciętne.


Lena jako walcząca partyzantka, to chyba już za wiele, nie sądzicie? Rozdziały tym razem są podzielone na opowiadane przez Lenę i jej dawną przyjaciółkę Hanę. Jak wygląda życie po zażyciu remedium? Jak wygląda życie, planując wojnę? Moim zdaniem Hana, grała w tej powieści pierwsze skrzypce, i gdyby cała historia została jej poświęcona, książka byłaby o wiele lepsza. Gdyż jej historia przywodzi mi na myśl, wiele kobiet w dzisiejszych czasach, które żyją w złych związkach z tyranami. Lecz więcej już nie zdradzę.

Główna bohaterka zmieniła się nie do poznania, buntowniczka z wyboru, stała się twarda, bezwzględna, po prostu nie do zniszczenia. W życiu emocjonalnym ma taki kogel mogel, że ciężko się to czyta, kocha jednego, ale drugiego też, nie wie co zrobić, jak to odkręcić, co zmienić, najlepiej by było, mieć ich dwóch czyż nie?
Po prostu powiało nudą, wielki kocioł miszmaszów, po prostu to do mnie nie przemawia.

„Dziwny ciężar osiada mi na piersi. No jasne. To właśnie robią ludzie w tym chaotycznym świecie, świecie wolności i wyboru: odchodzą, kiedy chcą. Znikają, wracają, potem znowu znikają. A ty zostajesz sam i musisz się jakoś pozbierać.”

Może tak naprawdę to większość ma rację i książka jest naprawdę wybitna, a ja po prostu nie potrafię tego dostrzec? Miłość sprawia, że my sami zachowujemy się abstrakcyjnie, zmieniamy znajomych, wręcz czasem ich porzucamy, zmieniamy swój własny charakter. Więc postrzegając tą historię, jako taką, która ma drugie dno, a jest „ocenzurowana” ,to można w niej dostrzec wiele podobieństw w dzisiejszym czasie, gdy miłość jest ważna dla każdego człowieka.

Po przeczytanej książce nasuwa się pytanie: Och Bridget co z Ciebie wyrośnie? Któż by nie widział ekranizacji tej książki, chyba takiej osoby nie ma. Problem z ekranizacjami jest taki, gdy film okazuje się lepszy od lektury. Rzadko spotykane zjawisko, lecz w tym przypadku można nakleić na nią właśnie taką łatę.

Dziennik, perypetie bohaterki, która ma problem z: papierosami, alkoholem, kaloriami, zaakceptowaniem samej siebie, wiekiem, panieństwem, rodzicami, znajomymi i tak by można wymieniać w nieskończoność. Problem przedkłada inny problem, gdy już wychodzi na prostą, coś jej się udaje, to wtedy czas na krach. Dziennik jest pewną formą samooceny, każdego dnia, wpisuje liczbę spalonych papierosów, wypitych jednostek alkoholu, zjedzonych kalorii, zakupionych zdrapek, oraz rozpisywanie własnego życia w zależności od humoru na minuty spędzone na różne rzeczy.
Jones jest nieporadna, chciałoby się napisać, typowa blondynka, lecz chyba w dzisiejszych czasach byłoby to zbyt obraźliwe dla niej oraz innych. Wszędzie towarzyszy jej pech, spotyka niewłaściwych mężczyzn, okłamuje samą siebie w obietnicach: Dzisiaj sobie wybaczę, jutro zacznę dietę. I tak w kółko. Na jej drodze miłosnej staje dwóch mężczyzn, jeden z nich okazuje się no właśnie kim? A drugi, dostarcza nam nadziei, że Bridget na coś w tym życiu zasługuje.

Plusy:
+ Niektóre zdania są naprawdę dobre, mają w sobie przekaz, który powoduje, że przemyślenia bohaterki trafiają w cel, współczesnych myśli kobiet na całym świecie
+ Krótka, dość ściśnięta historia o kobiecie, która chce coś osiągnąć, lecz z drugiej strony nie wie jak to osiągnąć.
+ Dość trafne przedstawienie kobiety, która wiecznie jest na diecie, każda z Was która należy do takiego grona, powinna przeczytać skąd się biorą kalorie. (Bo przecież zjedzenie pudełka lodów nie jest czymś złym, bo jest to w miarę płynne?)
+ Prosty, nieskomplikowany język pisany

Minusy:
- W połowie książki panna Bridget przestała śmieszyć, kolejne narzekania, walki z dietą i innymi nałogami, był już dość żenujący
- Nie spodobała mi się kreacja kobiety przez autorkę, ja rozumiem, że niektórzy nie mają ręki do technologii, ale żeby nie potrafić zaprogramować nagrywania, czy nawet, nie potrafić kompletnie nic ugotować, panna zbyt głupia by mogła zmądrzeć, trochę to uwłaczające dla nas kobiet.
- Używki, osobny temat, przedstawiony dość na wyrost, bo czy tylko mi się zdaje, że codzienne spożywanie alkoholu, jest już alkoholizmem? Tym bardziej, że nie jest to 1 czy 2 porcje tylko kilka.
- Kobiecie naprawdę w ciągu roku( gdyż tyle czasowo obejmuje książka), nie jest w stanie przytrafić się aż tyle złych rzeczy, a może się mylę?

Minusy i plusy się zrównoważyły, co oznacza, że powieść należy do przeciętnych, rozumiem, że jest to komedia, która ma nas rozbawić, lecz każda książka powinna nas czegoś nauczyć, niestety, dzięki niej nie dowiedziałam się niczego sensownego o życiu. No chyba że tego: bądź głupiutka, a większość zostanie Ci wybaczone, dość marne stwierdzenie, lecz nie potrafię wyciągnąć z tej historii nic więcej. Historia ta wpasowała się już w kanon książek: Które trzeba przeczytać, jednym może spodoba się bardziej, innym, tak jak mi mniej. Ja zdecydowanie w tym przypadku zostaję przy filmie, który naprawdę mnie bawi.