Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie
Chociaż książek obyczajowych nie czytam codziennie, to jednak opis tej książki, był mi w pewien sposób bliski i byłam ogromnie ciekawa, co Autorka przygotowała dla czytelników w swojej książce.

Beata Ciecierska postanowiła ukazać nam trud siedemnastoletniej Gabrysi, która zmaga się ze swoją tuszą, postanawia więc wyjechać na obóz dla odchudzających się. Jednak główna bohaterka nie spodziewała się, że tak wiele może się wydarzyć w jej życiu w tak krótkim czasie, a dodatkowo życie, będzie jej pod nogi rzucać ogromne kłody. Czy Gabrysia poradzi sobie z walką o swoje nowe życie oraz co takiego zgotował jej los?

Książka dotyka trudnego tematu, jakim jest nadwaga wśród młodych ludzi. Traktuje o tym, jak takie osoby są postrzegane przez innych, lecz nie tylko. Znajdziemy w niej wiele aspektów życia, gdy stoimy na zakręcie, nie wiemy co zrobić, ponieważ los nie jest nam przychylny. Idealnie pasuje tutaj stwierdzenie, iż jest to książka słodko – gorzka, gdyż żadne życie nie jest usłane różami.

Może, gdybym należała do kręgu chudzin, to możliwe, że inaczej odebrałabym tę historię, lecz trafiłam do grupy tych drugich – otyłych. I nie, wcale się tego nie wstydzę, dlatego też ta pozycja była dla mnie odrobinę na wyrost. Chociaż zastosuję tutaj odrobinę prywaty, popartych moimi myślami na ten temat, już teraz chcę wam powiedzieć, że jest to dobra książka.

Pomimo, iż zawsze byłam duża, nigdy nie narzekałam na przykrości, które mogłyby mi się zdarzyć w moim życiu, bo po prostu ich nie było. Przyjaciół i znajomych miałam wielu, nawet podejdę dość egoistycznie do tematu, byłam niezwykle lubiana. Dlatego ciężko mi „wejść” w rozumowanie Gabrysi, która ważyła 90 kg i była wyzywana od wielorybów. Nigdy nie rozumiałam takich ludzi i nie, nigdy nie zrozumiem. Chociaż wiem, że i takie sytuacje dzieją się bardzo często.

Nie chcę zdradzać Wam tutaj jak potoczą się losy Gabrysi, lecz muszę zaszczepić w was pewien zalążek, który sprawił, że historia mi się zbytnio nie spodobała. Mankamentem było zbyt szybka zmiana charakteru głównej bohaterki. Z nieśmiałej i zaszytej w sobie dziewczyny, stała się rezolutną, wygadaną i z ciętym językiem kobietą. W moim mniemaniu, gdyby Autorka podzieliła tę książkę na serię dwóch lub trzech książek, byłoby znacznie lepiej. Zaobserwowalibyśmy wtedy, w miarę spokojnym tempie jak postępuje choroba, jak jej zachowanie się kształtuje na nowo.

Lecz pamiętajcie o tym, że książkę czyta się naprawdę przyjemnie, na parę rzeczy można przymknąć oko, wtedy to naprawdę bardzo dobra powieść obyczajowa połączona z młodzieżówką. Nie mniej temat, jest naprawdę bardzo wdzięczny i każda dziewczyna znajdzie w niej coś dla siebie. Powinnam wysnuć jeden i najważniejszy wniosek na podstawie tej lektury: naprawdę nie liczy się wasz wygląd, lecz to, co sobą reprezentujecie. 

Książka przeczytana w ramach akcji:

Katarzyna Szewioła-Nagel, to kobieta zaradna, a przede wszystkim miła, dbająca o ciepło domowego ogniska. Kasię udało mi się poznać już wcześniej w Internetowym świecie, a w tym roku udało nam się spotkać. Mam nadzieję, że w tych kilku słowach opisałam ją tak, jak ja ją widzę i po przeczytanym wywiadzie, również tak będziecie sądzić. Ciągle narzeka na swoje "grafomaństwo", chociaż ja wcale tak nie myślę. Jest Autorką książki Mroki, i chociaż czekam z niecierpliwością na tom drugi, to jednak możemy poznać ją od nowej strony, ponieważ jest w trakcie tworzenia powieści Równiny zapomnianych dusz. Zapraszam na jej bloga oraz na poniższy wywiad:


Adriana Bączkiewicz: Masz trójkę wspaniałych pociech jest to dość nietypowe, ponieważ teraz zazwyczaj zauważamy typ 2 + 1. Stąd moje pytanie: Zawsze chciałaś mieć dużą rodzinę?
Katarzyna Szewioła-Nagel: Ojej. To mnie zbiłaś z pantałyku. Prawda jest taka, że nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek zostanę matką... ba, tym bardziej żoną. Moje dzieci to prezenty od losu. Każdy sobie może to tłumaczyć jak chce. Uważam, że gdyby nie one, moje życie było by bardzo puste. To prawda, że czasem mam ich serdecznie dosyć, ale wskaż mi matkę, która nie ma podobnych odczuć. Czy chciałam mieć wielką rodzinę? Hmmm... nie mam pojęcia. Wychowywałam się jako jedynaczka, mimo że mam jeszcze dwie siostry i dwóch braci, gdzieś tam, nie znam ich. Dla mnie rodzina to było coś abstrakcyjnego. Teraz bardzo się cieszę z tej pokręconej i lekko zwariowanej trzódki. A co standardu 2+1, no cóż. Takie mamy czasy. Mało kogo „podobno” stać na dzieci. Myślę jednak, że to klasyczne wygodnictwo. Dzieci jednak jakby na to nie patrzeć, wymagają od rodziców nie tylko gotówki. Ale i czasu, miłości oraz zrozumienia. Teraz, w czasach gdzie konsumpcjonizm przesłania ludziom oczy ciężko o te wartości. Bardzo mnie to smuci.


Mama zajmująca się swoimi dziećmi, kiedy i jak znajduje czas na swój mały czas relaksu?
Nigdy? Na prawdę. Na dzień dzisiejszy to jedynie mogę sobie pomarzyć o godzinie dla siebie. Próbuję coś działać w nocy, a i to nierzadko pali na panewce. Mały ma lekki sen i byle szelest go budzi. Musiałam zakupić bardzo cichą klawiaturę, by móc redagować zlecone teksty. Zabawnie też wygląda moje granie. Pięć minut, pauza... piętnaście minut owej pauzy, bo mały się kręci. I powtórka z rozrywki: pięć, dziesięć minut grania. Piętnaście, dwadzieścia pauzy. Wychodzi na to, że gry włączać nie warto.


Czy kiedyś przemknęło Ci przez myśl, że chciałabyś by Twoje życie potoczyło się inaczej?
Gdybym mogła cofnąć się w przeszłość zapewne zmieniłabym to i owo. Jednak jak się głębiej nad tym zastanowić to nawet i te złe rzeczy, które odbiły na mnie swoje piętno, wiele wniosły do mojego życia. Jestem bogatsza, mądrzejsza, cierpliwsza i przede wszystkim jestem sobą. Tak jest dobrze, nie zmieniajmy zatem biegu losu i poczekajmy co przyniesie nam kolejny rok.




Jak postrzegała świat mała Kasia?
Dobre pytanie. Myślę, że moje postrzeganie rzeczywistości lat '80 i 90' nie odbiegało od standardów. Z radością patrzyłam w przyszłość i śledziłam nowinki, nie tylko techniczne. Półki sklepowe w końcu przestawały straszyć octem, a na każdym rogu wyrastały jak grzyby po deszczu budki zapiekankami i 'polskimi' hamburgerami. Takie rarytasy, że palce lizać. Mc Donald może się schować. Królowały gumy kulki i wojny na patyki. Czytało się "Kajko i Kokosza" oraz "Thorgala". Do tego bywało się częstym gościem w teatrze czy  filharmonii. Byliśmy dziećmi radosnymi, ubrudzonymi po uszy, objedzonymi jabłkami z pobliskich ogródków działkowych, nie raz poszczuto nas psami, czyli co tu więcej mówić... fajnie było.                                                                                    


W moim mniemaniu napisanie książki to pewnego rodzaju marzenie, czy u Ciebie również było to marzeniem, które od jakiegoś czasu kiełkowało w Twojej głowie?
Już mnie ktoś kiedyś o coś podobnego pytał. Zawsze lubiłam ciszę i spokój. W tych chwilach lubiłam naskrobać to i owo. Czy marzyłam o książce? Na początku nie. Wystarczało mi to, że polonistka zachęcała mnie do kontynuowania mojej przygody z grafomaństwem. Potem poszłam do liceum i jedna z moich koleżanek opublikowała swój wiersz. Nie pamiętam w jakiej gazetce, ale to było coś. Zazdrościłam jej. Postanowiłam sobie wtedy, że kiedyś i moje mierne wypociny zostaną wydane. I tak marzenie towarzyszyło mi kilka bardzo długich lat. Pisać przestałam, przestałam też o tym myśleć. Liczyła się rodzina, studia, praca. Popadłam w coś w rodzaju stagnacji. Po latach obudziłam się jakby ze złego snu. Wtedy postanowiłam odkurzyć dawno już zapomniane pragnienia. I tak oto zaczęły powstawać „Mroki”. Resztę już znasz.


Stoisz w kuchni i „tworzysz” obiad. Co takiego najchętniej gotujesz?
Najczęściej dania jednogarnkowe. Sycące i gęste. Moja rodzina lubi sobie dobrze podjeść. W sumie ja podobnie. Jestem kreatywna w kuchni. Potrafię zrobić obiad z tego co akurat mam pod ręką. Zatem nierzadko sama siebie zaskakuję.


Wyobraź sobie, że wygrałaś na loterii milion złotych. Co zrobisz z tymi pieniędzmi?
O rany, serio? Nie mam pojęcia. Znając mnie to porozdawałabym połowę. Wokół mnie żyje masa cudownych ludzi, którzy nierzadko nie mają co do garnka włożyć. Resztę wrzuciłabym na oprocentowane konto, by potem móc z tychże procentów korzystać. Oczywiście i na drobne przyjemnostki poszło by nieco gotówki. Nie zapominajmy o dzieciach. Przecież kiedyś może pójdą na studia, założą rodziny. Więc i im się przyda pomoc finansowa. Nie potrafię dokładnie powiedzieć, co bym z taką masą pieniążków zrobiła. Ale na pewno coś, co wymieniłam powyżej.


Coraz częściej dostrzegam, że ludzie odchodzą od jakiejkolwiek wiary. Sądzisz, że kiedyś w przyszłości Bóg nie będzie odgrywał ważnej roli w życiu zarówno indywidualnym jak i społecznym?
Wiedziałam, że zadasz mi takie pytanie. Masz rację. Zaczynamy żyć w kraju gdzie absurd goni absurd. Czasem słucham wypowiedzi głów 'kościoła' i łapię się na tym, że niemo poruszam ustami wypowiadając – serio? Nie wiem, czy mówią poważnie, czy jest to jedna wielka farsa. Kościół wchodzi nam pod łóżka, do szaf, nawet atakuje jak siedzimy w ubikacji. A wszystko, co robimy jest monitorowane i oceniane. Bo przecież 'mężowie w habitach' najlepiej się znają na życiu w rodzinie. A bezdzietne stare panny suchym paluchem, niczym Baby Jagi wygrażają z mównicy. Wcale się nie dziwię, że jest coraz gorzej, śmiem nawet wysnuć hipotezę, że będzie jeszcze gorzej. Dlatego odeszłam z kościoła. Nie wierzę, nie obchodzę świąt i jest mi z tym bardzo dobrze. Lecz nie wnikam w jakiego boga wierzą moi znajomi. To bardzo intymne i indywidualne. Wiem natomiast, że z czasem ludzie otworzą oczy i nie będą już tak podatni na wpływy. Wierzyć będą. Ktoś mi kiedyś powiedział, zaskoczony moją obojętnością wobec katolickiego Boga: „W coś wierzyć trzeba.” „Tak - odpowiedziałam. Uwierz w siebie.” i na tym rozmowa się skończyła.


Źródło
Dragon Age jest Twoją słabością. Co wpłynęło na to, że tak ogromnie się tym interesujesz?
Dragon Age zawsze wypłynie. Dawno temu mój przyjaciel przysłał mi oficjalny trailer do Dragon Age: Origins, ze słowami : „To Ci się spodoba.” I miał rację. Zapałałam miłością do tej gry od 'pierwszego zagrania'. Potem z uporem maniaka zagłębiałam się w kodeksy, pieśni i podania. Czytałam książki, komiksy w języku angielskim, ze słownikiem na kolanach (to, co akurat było dostępne w internecie). Zrządzeniem losu trafiłam na stronę Przystań Szarego Strażnika prowadzoną przez Łukasza (Ilidan) i zostałam do dziś. To już dobre kilka lat jak z nimi jestem i uważam, że nie jest to czas stracony. Mogę o sobie powiedzieć, że jestem starym wyjadaczem, bo chyba znam każdy zakamarek Thedas.


Każdy słucha jakiejś muzyki, czego najchętniej słuchasz?
Stara metalówa ze mnie. Lubie folk metal, pagan i celtic. Nie pogardzę muzyką filmową i z gier. Mam swoich ulubionych kompozytorów i jak już kiedyś w jednym z wywiadów pisałam, moim faworytem jest Inon Zur. Twórca ścieżki dźwiękowej z Dragon Age: Origins i Dragon Age II. Jego kompozycje można też znaleźć w grze MMORPG Lineage II, w którą również czasem sobie pogrywam.


Wiele osób emigruje, czy Ty, gdybyś miała taką możliwość porzuciłabyś Polskę?
Nigdy. Jestem beznadziejną patriotką.


Jesteś osobą, która w wolnej chwili czyta książki. Jeśli miałabyś wpływ na to, by jedną książkę umieścić w kanonie lektur, jaka książka by to była i dlaczego?
To bardzo trudne pytanie. Po części dlatego, że nie znam obecnie kanonu lektur szkolnych. Będę musiała się z tym zapoznać. Wiem, że dodano „Hobbita” i „Wiedźmina”, ale tylko to. Na pewno chciałabym by do kanonu włączono „Ziemiomorze” Ursuli le Guin. Zawsze będę pod wrażeniem tej powieści. Ile razy ją czytam, tyle razy wpadam w zachwyt. Barwny i plastyczny język, jakim autorka się posługuje tworzy niemalże namacalny obraz tego, co znajduje się w powieści.  Mogłabym też dorzucić „Diunę” Herberta, czy coś Dukaja, albo Lovecrafta. Ciężko się zdecydować. Tylu świetnych pisarzy jest. A ja mogłabym wybrać tylko jednego. Nie, to za trudne.


Są czasem takie dni, gdy nic się nie udaje, obiad się przypala, dzieci marudzą, a koty rzygają po ścianach. Jak radzisz sobie w takich chwilach?
Sprzątam, bo wieczorem lepiej się relaksuje w czystej wannie.


W moim mniemaniu Mroki to świetna książka, a jak Ty oceniasz swoją twórczość?
Ty już doskonale wiesz jak oceniam swoje pisanie. Zresztą, inni zapewne śledząc moje wpisy, zdążyli się już zorientować. Uważam się za grafomankę. Mam masę braków, które sukcesywnie nadrabiam. Na szczęście mam się kogo poradzić w kwestii składania literek. Żaden ze mnie autor na poziomie. Jednak lubię mitrężyć czas na wypociny. Pisząc się relaksuję. I choć raczej nie mam wiele czasu na ten odpoczynek, to zawsze kilka zdań powstanie, więc to cieszy. To taka zasada drobnych kroczków. Kiedyś dodreptam do końca tej trylogii... kiedyś. Obiecuję.


Zaczęłaś również pisać Równiny Zapomnianych dusz, co Cię skłoniło do napisania czegoś nowego?
Słowa jednej z moich bliższych koleżanek: „Nie uda Ci się napisać romansu!”. „Co? Mnie się nie uda! Już ja Ci pokażę!”. No i tak to wyglądało. Nie mniej ma to być romans nie byle jaki, nie powielony, bez powtarzającej się fabuły. Mam nadzieję, że stworzę coś świeżego. Coś, czego jeszcze nie było. Poza tym o Lichach (Liszach) jeszcze nikt w taki sposób nie pisał. Cóż, chyba będę pierwsza.


Jeżeli jesteśmy w temacie książek, myślisz, że czytanie stało się modne?
Może masz rację. Coraz więcej widzę ludzi w komunikacji miejskiej czy na skwerkach, czytających to książki lub e-booki. To bardzo fajny widok. Jakbym dopadła kogoś z „Mrokami” to pewnie zrobiłabym wielkie oczy. Moda nie moda, czytać warto. Nie karmiona wyobraźnia umiera powolną, bolesną śmiercią.                             


Deszcz głośno bębni w szyby, a Ty siedzisz w swoim pokoju z książką w ręku, popijając ulubioną herbatę. Nagle, do Twoich uszu dobiega głos prezentera telewizyjnego, który ogłasza, że świat skończy się za 24 godziny, gdyż w stronę ziemi zmierza ogromna asteroida. Jak spędzisz ostatni dzień swojego życia?
Tak samo jak napisałaś wyżej. Z książką i rodziną. W ostatniej minucie zebrałabym wszystkich na kanapie i objęła. Są dla mnie wszystkim, więc była bym szczęśliwa gdybym mogła odejść razem z nimi. Tak po prostu. Zwyczajnie. Bez paniki, zbędnych słów. Myślę, że tak jest najlepiej.


Gdybyś miała tylko jedno marzenie, które na pewno się spełni, czego by one dotyczyło?
Tak, chciałabym by moje dzieci były szczęśliwe. I to wszystko. Więcej mi nie trzeba.



Są takie książki, które całe serie kupujesz w ciemno, bo gdy widzisz innych czytelników, którzy się wręcz rozpływają na temat twórczości danego autora, ślepo im ufasz i podążasz za nimi jak baranek na rzeź, dopóki treść nie przywali ci w twarz, a ty uznasz, co tak naprawdę się stało?
Tessa wyruszając w rejs statkiem w stronę Londynu do swojego brata, nigdy by nie pomyślała, że wszystko może się okazać okrutną intrygą. Jej życie nagle się zmienia, jest więziona przez Mroczne siostry, które wymagają od niej, by odkryła swój dar. Darem jest zmienianie się w inną osobę. Na ratunek wyrusza jeden z Nocnych Łowców, to sprawia, że jej życie ponownie staje na głowie, gdyż dowiaduje się, że wampiry, zmiennokształtni, czarownice, to nie tylko postacie, jakimi rodzice straszą swoje dzieci przed pójściem spać.

Proszę powiedzcie mi, czego ja nie dostrzegłam w tej książce, co zobaczyli inni? Dlaczego mnie nie zachwyciła, nawet pomimo tego, że paranormalne historie są moją słabostką? Co jest takiego w tej powieści, że ja uznałam ją za wiejącą nudą, kompletnie niezaskakującą, po prostu niewciągającą?

Trochę się tych pytań tutaj wkradło w recenzję, a ja nawet nie potrafię na nie odpowiedzieć. Bo często czuję się źle, kiedy seria, która większości przypada do gustu, a mi osobiście wydaje się zwykłą książką. Chyba nie zrozumiem tego fenomenu i znów, zrobiłam ten błąd, że uzbierałam całą serię, w tym przypadku Diabelskich Maszyn, i wiem, że dalszych części nie mam zamiaru przeczytać.

Bardzo w tej książce przeszkadzały mi opisy. Były, aż nadto szczegółowe, opisujące pokoje, czy dane osoby. Nie jestem czytelnikiem, który przepada za takim zabiegiem, by opisywać mi dokładnie, że w rogu stał wazon z bogatymi zdobieniami, a po przeciwległej stronie stoi… itd.

Bohaterowie? Nikt nie przypadł mi do gustu. Ze strony na stronę, nie poczułam jakiegoś czytelniczego uczucia, by kogoś zapamiętać na dłużej, byli mi po prostu obojętni. I znów pojawia się moja zagwozdka, ponieważ nie wiem naprawdę, dlaczego tak się stało. Może problemem jest w tym, że spotkanie z twórczością Clare rozpoczęłam od Diabelskich maszyn a nie od Darów anioła? Chociaż z drugiej strony, jeżeli dobrze się orientuję, Dary anioła są o teraźniejszości, a Diabelskie maszyny o przeszłości. W takim razie mój wybór był podyktowany logiką.

Może znów wpadłam w wir mojego myślenia, że to nie był odpowiedni czas na przeczytanie tej książki? Przecież musicie przyznać, że czasem wam się zdarza, że inaczej odebralibyście daną książkę w przeszłości, a odmiennie w swojej przyszłości. W mojej głowie pojawia się milion pytań dotyczących, dlaczego książka mnie nie zachwyciła? To jednak uważam, że wielu osobom się spodoba bardziej. Ta recenzja nie ma na celu odstraszanie was od przeczytania jej, a wręcz przeciwnie, może wy zdołacie odpowiedzieć na moje pytania?

Książka zdecydowanie jest dla nastolatków, może wielu z was sięgnie po tę serię dlatego, że inni ją zachwalają, lecz pamiętajcie o tej recenzji, że nie każdemu może się ona jakoś wybitnie spodobać.


Seryjni mordercy mają coś w sobie z szaleńca, a może wręcz mogłabym napisać, że są szaleńcami z krwi i kości? Morderstwo to jedno, lecz wiele zbrodni, tylko by wypróbować swoje chore pomysły to już zbyt wiele. Nie ma możliwości zastosowania tu jakiegokolwiek wytłumaczenia, co do takich czynów.
Nadkomisarz Uszkier ma ręce pełne roboty, wystarczył jeden telefon świadka, bądź można sprawniej określić go mianem znalazcy, bo przecież niecodziennie znajdujemy mumię. Tak rozpoczyna się gonitwa z czasem, kolejnymi znaleziskami, spowitymi w ciągłej niepewności. Brak jakichkolwiek poszlak sprawia, że nie ma wręcz nadziei na znalezienie sprawcy, który okazuje się seryjnym mordercą. Jak psychopata zabije kolejne swoje ofiary? Czy Uszkier zdoła znaleźć sprawcę i zakończyć tę ciągnącą się sprawę? Tego dowiecie się, sięgając po tę pozycję.

Nie byłam pewna, czego mam oczekiwać po tej pozycji. Mumia, jako ofiara, wydaje się dość niecodziennym zjawiskiem i chyba nie dość często występującym w kryminałach. Lecz to nie jedyny pomysł autorki na swoistą masakrę. Moim zdaniem, to bardzo dobry kryminał, a ja się tylko zastanawiam, skąd ta fala dość wielkiej nienawiści do tej historii w innych recenzjach. Gdy przeczytam książkę, szukałam innych recenzji, bym mogła skonfrontować swoje postrzeganie tej historii. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy ciągle przewijały się słabe oceny, które oskarżały ją o brak pomysłu. A ja się głowię do teraz: Czy my naprawdę przeczytaliśmy tę samą historię?

Książkę bardzo szybko się czyta i według mnie jest dość wciągająca i posiada swój charakter. Zastanawiałam się nad tytułowym Literatem, co on oznacza, jednak po rozwiązaniu tej zagadki byłam wręcz zachwycona pomysłem wykorzystanym w tej pozycji. Możliwe jest, że jeżeli ktoś przeczytał stos kryminałów, to ten, może mu się wydać dość słaby. Lecz dla mnie, swoistego laika w tej dziedzinie, jest historią wystarczającą, by skradła moje serce.

Nie musimy się martwić w tej pozycji o wielowątkowość. Głównym zadaniem książki, jest ukazanie nam „znalezisk”, oraz ciągłych wątpliwości w znalezienie sprawcy. Każda strona ma swoje określone miejsce i czas. Wielkich zawiłości tutaj nie znajdziemy, lecz swoista tajemnica, powoli zaczyna nam się rozwiewać dopiero pod koniec powieści, więc jest to ogromny plus, ponieważ wcześniejsza część jest wyłącznie głowieniem się: Kim do cholery jest sprawca i dlaczego tak postępuje?

Wiele z recenzujących tę pozycję, zapomniało o zwróceniu uwagi na to, iż jest to polski kryminał, który naprawdę napisany jest bardzo dobrze. Nie ma co go porównywać do innych wielkich pisarzy kryminalnego świata. Jeżeli podejdziecie do tej historii tak jak ja, z pewnym dystansem i skupicie się na pomyśle i wykonaniu, na pewno uznacie ją za swoistą perełkę. Pozostanie Wam wyłącznie czekanie na drugi tom przygód Uszkiera pt: Hobbysta. Mnie już ślinka cieknie, ze względu na sam tytuł, który już tworzy w głowie różne percepcje dotyczących zabójstw.

Kibicuje Pani Agnieszce z całego serca, bo jej twórczość jest godna uwagi. Nie zapominajmy, a wręcz miejmy na uwadze to, iż jest to debiut pisarski Autorki, a jak na debiut, zasługuje na miano bardzo dobrego kryminału, który pochłania czytelnika swoistą wyobraźnią i pomysłem na stworzenie dobrej kryminalnej historii.

Książka przeczytana w ramach akcji:

Chyba postapokalipsy nie trzeba nikomu przedstawiać, ale jeżeli ktoś taki by się tu znalazł, to jest to tematyka, która nawiązuje do przyszłych wydarzeń, bezpośrednio związanych z apokalipsą, epidemią, kataklizmem. Nie powiem, że jakoś ogromnie się takimi wydarzeniami interesuję, nie zatruwają one całego mojego życia, lecz od czasu do czasu, zdarza się tak, że wędruję myślami do takich czasów z jednego względu: wierzę, że coś takiego może się wydarzyć.

Zapytacie zapewne: dlaczego tak twierdzę? Otóż sądzę, że jako społeczeństwo, jesteśmy zepsuci nowinkami technologicznymi i ciągle sami dążymy do destrukcji. Można by również stwierdzić, że od zawsze ludzie walczyli o swoje terytoria, to skoro jesteśmy niby tak zaawansowani w sferze biologii i chemii, to dlaczego tym razem nie skorzystać z broni wyłącznie biologicznej? Jeden przycisk i bum.

Twierdzę, że dopóki sami siebie nie zniszczymy, to nie poznamy tak naprawdę, co jest w życiu ważne. Ale to tylko mój osobisty osąd. Ile ludzi by przetrwało, gdyby nagle cała łączność by upadła? Brak telefonów, telewizorów, a obraz, jaki widzielibyśmy za oknem, to sodoma i gomora. Ilu z was wiedziałoby jak przeżyć, gdzie polować, a w szczególności jak polować? Postapokalipsa stara się nam przedstawić wizję wielu twórców, co może nas czekać. A jedyną odpowiedzią, jaka zawsze się nasuwa, to jest stwierdzenie, że przeżyją tylko najtwardsi, najsprytniejsi i z ogromną wolą do życia.

Wracamy więc do teraźniejszości, co takiego twórcy nam przygotowali w sferze zagranicznej literatury?


1. Angelfall – Susan Ee
2. Gwiazdozbiór psa- Peter Heller
3. Ocaleni. Życie, które znaliśmy - Susan Beth Pfeffer
4. Łabędzi śpiew. Księga I - Robert McCammon
5. Wojna światów - Herbert George Wells
6. Jestem legendą – Richard Matheson
7. Bastion – Stephen King
8. Metro 2033 – Dmitrij Głuchowski
9. Przegląd końca świata. Feed – Mira Grant
10. Nowa Ziemia - Baggott, Julianna

A czy Polscy Autorzy, również mają na ten temat coś do powiedzenia?


1. Infekcja – Andrzej Wardziak (tutaj bardziej mamy temat apokalipsy, lecz kto wie?)
2. Śmierciowisko – Anna Głomb
3. Głowa Kasandry – Marek Baraniecki
4. Apokalipsa według Pana Jana - Robert J. Szmidt
5. Operacja Dzień wskrzeszenia - Andrzej Pilipiuk
6. Dzielnica obiecana - Paweł Majka
7. Ołowiany świt – Michał Gołkowski
8. Zakon Krańca Świata - Maja Lidia Kossakowska
9. Czas Golema – Andrzej Sepkowski
10. Cylinder van Troffa - Janusz Andrzej Zajdel

Z Polskimi Autorami, według mnie był trochę niemały problem, szukając w Internecie książek na ten temat, ciężko było znaleźć naprawdę dobre pozycje na ten temat. 

Telewizja również uwielbia się rozwodzić na temat postapokalipsy:



1. Serial : The walking dead
2. 28 dni później
3. Wojna światów
4. Resident Evil: Zagłada
5. Doomsday
6. Księga ocalenia
7. Wiecznie żywy
8. Serial Jerycho
9. Seksmisja
10. Mad Max

A Wy co polecacie w tym temacie?

Co to się stało, świat musiał zwariować! –Ileż to razy taka myśl przewija mi się w głowie. Macie czasem tak samo?

Agent Ethan Burke, chyba również rozpoczynał swoją podróż, od takich myśli. Wayward Pines w stanie Idaho, wydaje mu się miejscem nie z tego świata. Przecież niemożliwe jest, by zwariował, lecz czy jednak? Po uczestniczeniu w wypadku samochodowym znajduje się nagle na ulicach miasta, którego nie zna, a jego pamięć płata mu figle. Zapomina, kim jest oraz, gdzie się znajduje. Trafia on jednak do szpitala, lecz w głowie ciągle plączą mu się myśli: a co, jeżeli jest poszukiwany? Zaczyna zauważać pewne nieścisłości rządzące tym miastem. Nie potrafi skontaktować się ani ze swoją żoną, jak i ze swoim przełożonym. Postanawia on przeżyć w tym chorym społeczeństwie, lecz przetrwanie wcale nie należy do prostych zadań.

Chociaż ludzie porównują tę książkę do Twin Peaks, to ja takiego określenia mu nie nadam, ponieważ nie wiem tak naprawdę, co to Twin Peaks, wiem, że był to jakiś serial, lecz nie mam żadnych wiadomości na ten temat, więc nie potrafię ich przyrównać. Książkę jednak według mojej oceny można podzielić na trzy części. Pierwsza z nich jest to zagadka, gdzie Autor stara nas wprawić w całą historię Ethana oraz pozwala nam snuć własne teorie na temat niezwykłych wydarzeń. Druga część, to nudne biadolenie. Wybaczcie, lecz naprawdę czułam, że jest to kompletnie bezsensu, często w recenzjach to piszę, ale tutaj również zaistniała sytuacja zapychacza, którego nigdy nie zrozumiem. Pozostaje więc ostatnia część, która jest wyjaśnieniem zagadki i musze przyznać jest dość zaskakująca i wprawiająca czytelnika w osłupienie.

Ze względu na podzielenie przeze mnie tej książki na trzy części, mam problem z określeniem jej, jako całości. Bo z jednej strony jest naprawdę bardzo dobrze napisana, a z drugiej, jest jakimiś nudnymi flakami z olejem. Akcja jest czytelnikowi odpowiednio dawkowana, a Autor pozostawia dla nas, dużą dozę mnogości wytłumaczeń, które sami snujemy w naszych głowach. I gdy czytam ostatnie zdania, już jestem pewna, że przez całą powieść byłam w błędzie, na temat: Co do cholery dzieje się w Wayward Pines?

Skoro wszyscy przyrównują powieść do Twin Peaks (sam autor, również wspomina o tym w podziękowaniach), to ja przyrównam ją do filmu: Tożsamość (http://www.filmweb.pl/Tozsamosc) z 2003 roku. Lecz tylko w pewnym stopniu, ponieważ zakończenie ma się nijak do książki. Lecz jednak widzę pewnego rodzaju podobieństwa. Agent Ethan, nie jest w stanie nigdzie się dodzwonić, a gdy kradnie samochód, by uciec z tego miasta, to dostrzega, że droga, którą jedzie, prowadzi go… do Wayward Pines. Pomimo podobieństw, pierwszy raz spotkałam się z taką treścią w literaturze. Oczywiście nie jestem alfą i omegą w tej dziedzinie. Więc przyznam szczerze, że w szczególności ostatnia część książki spowodowała, że chcę zasięgnąć po kolejną część, która mam nadzieje, będzie jeszcze bardziej wybuchowa i mrożąca krew w żyłach.

Blake Crouch ukazuje, że nie trzeba robić opisów pełnych rozlewającej się krwi, czy wprowadzenia niezwykłych wydarzeń, by spowodować mętlik w głowie czytelnika, który miesza się ze swoistym przerażeniem. Wystarczy podziałać na psychikę bohatera, która sprawia dziwnym połączeniem, że i w naszych głowach zaświeca się czerwona lampka: Oho, coś złego się tu dzieje. Jedynie żałuję tej części, gdy bohater chciał uciec, wszystkie sceny i przemyślenia bohatera sprawiły, że czułam się, iż wysoki poziom pisarski tutaj upadł na chwilę, by jednak powstać na końcu.

Gdy sięgałam po blurba, myślałam, że to będzie kryminał z dozą szaleństwa, lecz nie spodziewałam się kompletnie, że będzie to pozycja z elementami science fiction. Ale więcej już nie zdradzę, sami się przekonacie, jeżeli tylko sięgniecie po tajemnicę, którą kryje Wayward Pines.

Niecodzienne słowo – Jeremiada, Jowiszowy

Jeremiada – ta nazwa pochodzi od imienia : Jeremiasz – który był biblijnym prorokiem. Tego stwierdzenia można użyć w formie narzekania. Jednakże Jeremiada oznacza również utwór literacki zawierający skargę lub narzekanie na naruszenie ważnych wartości.
Jak użyć je w recenzji?
Każdy z nas uważa, że zabijanie jest złe, lecz autor tej powieści urządził istną jeremiadę.

Jowiszowy – Przenośnie można tak powiedzieć o czymś dostojnym, poważnym, gniewnym.
Jak użyć je w recenzji?
Smith, który wykreował tę postać, sprawił, że była ona jedyna w swoim rodzaju, istna jowiszowa postać.

Film warty obejrzenia – Job, czyli ostatnia szara komórka, Joe Black, Jak wytresować smoka, Jackass

Job, czyli ostatnia szara komórka – Film Polski, który zdobył moje serce, chociaż miewa swoje naprawdę głupie zdania, i jest prawie kompletnie bezsensu, to jednak warto go obejrzeć.


Joe Black – Brad Pitt w dawnej odsłonie, kiedy jeszcze był młody i bez bródki. Czy naprawdę ten film należy wam przedstawiać? Wzruszający i pełen wielu wartości.


Jak wytresować smoka – Czkawka, to chłopak, który zaraża śmiechem, odwagą i bezmyślnością zarazem. Lecz jako fanka filmów animowanych, ta jest dość wysoko na piedestale. Słodziutkie smoki to podstawa!


Jackass – Jestem naprawdę fanką, głupich wyczynów amatorów jak i „profesjonalistów”. Bo któż nie lubi oglądać, jak ktoś robi sobie krzywdę? Ja uwielbiam, więc jeżeli nie wiecie co to Jackass, to czas to nadrobić.



Książka, która wywrze na mnie wrażenie: Ja, diablica

Jak znów możecie zauważyć, jest to książka, a raczej seria o Wiktorii Biankowskiej, którą mam zamiar przeczytać. Jest tu wiele intrygujących czynników, opis o diabelnej stronie, świetne zintegrowane ze sobą okładki no i polska Autorka. Czego chcieć więcej?

,,Gdy dwudziestoletnia Wiktoria zostaje zamordowana, zaczyna nowe życie. Dosłownie. Trafia do piekielnego Los Diablos, gdzie dostaje intratną posadę diablicy. Jej zadaniem jest targowanie się o dusze zmarłych, czyli potencjalnych nowych obywateli Piekła."


Autor i jego twórczość – James E. L.

Proszę krzyki zachować dla siebie. Ja jestem jedną z tych szczęśliwych osób, które serię o Grey’u przeczytały w całości, naprawdę się tego nie wstydzę. Nie wiem, dlaczego pojawia się tak wiele krytycznych komentarzy w stosunku do Autorki. Może nie jest to jakaś wybitna lektura, może i jest przesycona erotyzmem i to w dziwnym wydaniu. Jeżeli są to książki, po które sięgają wygłodniałe małżonki, znudzone swoim jałowym życiem erotycznym, to co w tym złego? Ważne, że czytają. Takie jest moje zdanie :)


Cytaty


„Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?”
Albert Einstein

„Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić.”
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny

„Jest śmierć i podatki, ale podatki są gorsze, bo śmierć przynajmniej nie trafia się człowiekowi co roku.”
Terry Pratchett – Kosiarz
Są to takie książki, które przyciągnęły mój wzrok swoimi okładkami. Szukałam książek, które mogłoby mnie wciągnąć w świat piekielnych stworów czy Lucyfera. Odnalazłam więc te okładki, czekając na wspaniała lekturę, tym razem się nie zawiodłam. A młody autor sprawił, że nadal dumnie czytam książki polskich Autorów. Bo ich wyobraźniom niczego nie brakuje, a nawet czasami są lepsze niż wizje autorów zagranicznych.

Deasmond Pearce mieszka w słonecznym Miami, będąc dyrektorem w firmie jego własnego ojca. Dwadzieścia sześć lat wystarczyło mu na tyle, by mieć przy swoim boku piękną narzeczoną, władzę w firmie, która dawała mu nie tylko szybkie samochody. Niestety jednego dnia wszystko się zmienia, gdy zostaje zwolniony. Nielegalna walka, w której uczestniczy, również nie należy do udanych, a nawet do takich, w której ledwo uszedł z życiem. Gdy pędzi do domu, zastaje swojego przyjaciela i swoją narzeczoną w dość nieciekawej sytuacji w sypialni. Krew się mu gotuje, wybiega więc i wyrusza w trasę swoim szybkim samochodem. Uderza w barierkę i spada z klifu do wody. Trafia on do piekła, w końcu samobójcy wstępu do nieba nie mają. Niespodziewanie staje on przed obliczem Lucyfera, a ten oferuję mu układ. Na pierwszy rzut oka, nie wydaję się być obarczony żadnym ryzykiem, gdyż będzie mógł zemścić się na przyjacielu. Niestety jak wiadomo, pakty z diabłami, nie należą do najprzyjemniejszych, a w dodatku zawierają więcej drobnego druczku niż tekstu normalnego. W furii Desmond nie zwraca na to uwagi, nie zdając sobie sprawy, że właśnie rozpoczął swoją nową działalność, podczas której nie jest w stanie nawet przewidzieć, że stanął pomiędzy walką nieba z piekłem.

Wszyscy mówią, że miłość boli, ale to nieprawda. Samotność boli, odrzucenie boli, utrata kogoś bliskiego boli, wszyscy mylą te rzeczy z miłością. Prawda jest taka, że miłość zabiera od nas ból i przywraca nam szczęście...

Drugi tom „Zachwianie”, ukazuje nam Desmonda, jako Egzekutora samego Lucyfera. Zbawca i Niszczyciel – to przydomek, który towarzyszy mu od samego początku podróży piekielnej, nikt jednak nie chce wytłumaczyć, jaki tak naprawdę ma to cel. Czuje, że nie potrafi udźwignąć tego brzemienia, w dodatku sam zdaje sobie sprawę, że nie na takie „zabawy” się pisał. Ucieczka przed problemami zdaje się nie mieć wielkiego sensu, gdyż ciągle ktoś za nim kroczy. Podejmuje on, więc wyzwanie odszukania na „Arenie” – Ziemi, najpotężniejszego Egzekutora – Muriela. Sprawy, ze strony na stronę się komplikują, a Aniołowie również zaczynają mieszać w życiu Desmonda. Walka nieba z piekłem wydaje się wyrównana, lecz czy tylko jemu zdaje się, że nie jest to wcale walka między dobrem a złem?

-(...)Dusza człowieka jest jak pusta książka i to istota ludzka decyduje, co będzie w niej napisane, ponieważ nikt nie rodzi się z gruntu ani dobry ani zły. Najmłodsze lata wpływają znikomo na kolor dusz, wiem o tym, zabijałem również dzieci. Dopiero później, gdy w umyśle malucha wykształci się umiejętność oceny pojęć i czynów, gdy zrodzą się decyzje i ukierunkują postępowanie, dusza zalśni całą gamą kolorów, by w końcu zlać się w jeden. Nie na zawsze. Przez całe życie aż do śmierci dusze zmieniają swą barwę w zależności od tego, co uroi się w mózgach ich cielesnych powłok, i od tego, co te powłoki uczynią...

Po lekturze tego cyklu zadawałam sobie tylko dwa pytania: Dlaczego historii Desmonda nie poznałam wcześniej? Tak, dobrze widzicie, historia mnie poruszyła i nabrałam ochoty na dalsze losy Zbawcy i Niszczyciela. Spotkałam się z recenzjami, które nie były zbytnio pozytywne, zarzucając serii nudę i zastanawiam się czy czytaliśmy tą samą książkę. Nie jest to możliwe, by określić tę serię miarą nudnej, na każdej stronie coś się dzieje, a wydarzeniami jesteśmy obarczani chyba bardziej niż sam Deasmond, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Pomimo tego, że wyobraźnia na temat dobra i zła jest dość niewyczerpalnym źródłem, to sądzę, że ta saga jest zgoła odmienna od innych.

Kreacja bohaterów jest dość zaskakująca, i nieszablonowa. Każdy z bohaterów, niezależnie od ich położenia w tej wojnie dobra ze złem, ma coś na sumieniu, a ich dialogi, może i są nacechowane dość często przekleństwami i zawadiackim humorem, to sądzę, że ma to swój urok, który na mnie podziałał. Desmond, to bohater idealny, jest czuły, bardzo męski, a w dodatku nieobliczany. Może ta ostatnia cecha, ze względu na to, kim jest, nie sprawia nacechowania pozytywnego, jednak nim w rzeczywistości jest. Wchłaniane przez niego dusze, mieszają mu w głowie, autor bardzo dobrze ukazał zmianę zachowania „pochłaniaczy”, gdyż w drugiej części poznajemy również Muriela. Taki zabieg, sprawia wrażenie jakbyśmy poznawali człowieka o rozdwojonej jaźni, chociaż lepiej by było napisać wielodzielnej. Jedynie, kto przeszkadzał mi w bohaterach, to Kristien, narzeczona głównego bohatera. Nie przypadła mi do gustu. Po prostu są czasem takie postacie, które irytują czytelnika swoim zachowaniem, oczywiście nie piszę, że autor coś źle utworzył, bo tak nie jest. Jednak po skończonym drugim tomie, chyba wiedziałam co mi się w niej nie podoba, ale dlaczego, nie zdradzę ; )

Wizja piekła przedstawiona przez Pana Pawła, wywarła na mnie ogromne wrażenie. Brutalność i krew, chyba jest tym, co bardzo lubię. Nawet w naszych wyobrażeniach piekło, nie jest to miejsce sielankowe, lecz mogę zdradzić, że opisy, jakie są tutaj zawarte, zmienią wasze postrzeganie jeszcze bardziej. Być może taki zabieg miał za zadanie, zmusić nas do bycia dobrym? Morderstwa przewijają się prawie na każdej stronie, nie sądzę bym była tymi opisami przesycona, lub uznałabym je za zbędne. O nie, ponieważ życie Egzekutora, nie może należeć do łatwego i takie w rzeczywistości nie jest. Wszelkie intrygi napędzają tę historię niczym perpetuum mobile, ciągle tylko czekamy, co wydarzy się na kolejnej stronie, i czy „życie” Desmonda, kiedykolwiek będzie pozbawione krwi? Tego dowiecie się, sięgając po serię o diable nie z tego świata.

Książki są przeznaczone dla starszego czytelnika, ze względu na brutalność wielu scen, czy przekleństw. Można by uznać, że mężczyźni lepiej odnajdą się w tej historii, lecz jak ukazuje mój przykład, nawet i dziewczyny poczują się jakby ogień piekielny ich trawił. Nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po trzecią część, bo nie mogę się doczekać, co nowego autor wymyślił w sprawie Desmonda.
Nigdy nie pomyślałabym, że wydam pieniądze na pozycję, którą po prostu będę chciała, a wręcz musiała ją zniszczyć. Może pomyślicie, po co wydawać ok. 20 zł, sami możemy wziąć kartki, czy zeszyt i urządzić sobie taką destrukcję. Lecz nie jest to, to samo.

Gdy książka trafiła w moje ręce, od razu zaczęłam przeglądać strony, co ciekawego będzie mnie czekać. I co chwilę na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Znajdziemy tutaj wiele zadań, które wydają się wręcz abstrakcyjnie, ponieważ jak mam zmrozić stronę? Czy znajdzie się ktoś, kto będzie chciał sobie urządzić cmentarz insektów w swojej książce?

Uznałam, że typ Ady rozpruwacza został już włączony, ciągle wpadam wraz z chłopakiem na nowe pomysły, co z nim zrobić, jak dane zadanie wykonać. Uznałam, że będziemy dzielić się wzajemnie tym dziennikiem, w końcu będzie miał on jeszcze bardziej osobisty charakter. I tutaj pojawia się piękna myśl przewodnia: po zakończonej destrukcji, nie będzie na świecie dwóch tych samych egzemplarzy. Możemy dać popłynąć naszej wyobraźni w sposób kolorystyczny, możemy uznać, że nasz dziennik będzie naszym sposobem na reagowanie na stres i zgrzyty dnia codziennego. Jest wreszcie coś, na czym możemy się wyżyć.


Poniżej przedstawiam wam zdjęcia mojej kreatywnej destrukcji. Oczywiście do wielu pomysłów będę powracać, by jeszcze raz je wykonać, przecież nie mamy napisane, że mamy wykonywać je wyłącznie raz. Myślę, że codzienne zaglądanie do tego dziennika, będzie czystą przyjemnością, a przede wszystkim wywoła u mnie kreatywne myślenie. Przecież musimy ćwiczyć swój mózg!

Tak wygląda mój dziennik dzisiaj:

Pomimo, iż nie było obowiązku jej przykleić ponownie, uznałam, że pięknie się prezentuje (Nigdy bym nie pomyślała, że zgnieciona strona może nagle stać się mniejsza)


Skrobanie jest dopiero w fazie testowania, mam nadzieję, że coś twórczego z tego wyjdzie


Teraz strona wydaje się być trójwymiarowym gniotem


Czy ktoś zgadnie co obrysowałam? (Linie ołówkowe, to tylko wizja mojego chłopaka co to może być)


Strona popłynęła w wodzie z płynem do naczyń, lecz niestety już wyschła


Nigdy bym nie pomyślała, że pisanie długopisem w ustach może być tak trudne. Ja napisałam Wojtek, Chłopak napisał moje imię, a brat sam się podpisał. Jak widać: Jeżeli straci kiedyś ręce, to nie będzie miał problemu z pisaniem z długopisem w ustach.


Prezent idealny na święta, dla każdego. Niezależnie ile macie lat, taka destrukcja wam się zdecydowanie przyda.
Po przeczytaniu tej książki, zaczniecie się zastanawiać nad kiełkującymi w waszych głowach pytaniami: Czy kosmici są wśród nas? Czy tak naprawdę jest to możliwe? Jeżeli weźmiecie sobie do serca powieść Ricka Yancey’a, to niezaprzeczalnie będziecie doszukiwać się wszelkich znaków, świadczących o tym, że nie jesteśmy na tym świecie sami.

Pierwsza fala. Ciemność
Druga fala. Powódź
Trzecia fala. Zaraza
Czwarta fala. Uciszacze

Takim oto wstępem autor zaszczepia w Nas niepewność. Każda z fal sprawia, że z siedmiu miliardów ludzi pozostaje przy życiu tak mała populacja, że wiara w możliwość odwetu przestaje wręcz istnieć. Impuls elektromagnetyczny powoduje, że jakikolwiek kontakt możemy nawiązać tylko poprzez słowa. Ogromne fale zmiatają nadbrzeżne miejscowości wraz z ludźmi. Zaraza, która dziesiątkuje ludzi, jest obecna w każdym domu i w każdym najmniejszym zakamarku. Gdy następuję czwarta fala, garstka ludzi, którzy pozostali przy życiu, są wytrapiani i mordowani z zimną krwią przez Uciszaczy. Po niej następuje piąta fala, która w samej istocie jest tak diabolicznym planem, że praktycznie rzecz biorąc, ludzi czeka totalna zagłada.

Ważne jest nie to, ile mamy czasu, ale to, co z nim zrobimy.

W pięciuset stronicowym tomie, mamy wgląd już do zniszczonego świata z czterech perspektyw młodych ludzi, którzy wszelkimi siłami trzymają własne życie w ryzach, nie pozwalając się mu wymknąć. Cassie, Evan, Ben i Sams, pozwalają nam zrozumieć, z czym muszą się mierzyć każdego dnia. Uciszacze spowodowali to, że już nie są w stanie wierzyć nikomu, tylko samym sobie, a co za tym idzie, zabójstwo nie jest dla nich niczym trudnym. Ciągła tułaczka i ucieczka przewijają się przez karty tej historii. Uwierzcie, na piątą falę nie jesteście w stanie się przygotować, módlcie się, by do Was nie dotarła.

Książka pomimo swojej objętości sprawia, że czas nagle przyśpiesza, a my zapominamy o tym, że następnego dnia musimy wstać do pracy. Opisywanie sytuacji z różnych perspektyw, moim zdaniem jest dość powszechnym zagraniem, lecz zarazem udanym w tym przypadku. Ponieważ dzięki temu, dostrzegamy warsztat autora, który potrafi ze strony na stronę, wejść w umysł kolejnego bohatera i zmienić całkowicie postrzeganie przez nas opisywanych sytuacji. Przeszłość oraz teraźniejszość, przeplatają się w tej historii cały czas. Więc miałam odczucia, jakbym przeglądała wspomnienia np. gdy Cassie, miała czas na rozmyślanie, o chwilach które kiedyś były i które niestety już nie wrócą.

Każdego z bohaterów polubiłam do granic możliwości, nie przeszkadzał mi również wątek miłosny, który moim zdaniem nie został naszkicowany tutaj w sposób nachalny, wręcz przyjemnie było przeczytać pewną część, która wskazuje na to, że nawet podczas ogromnego zagrożenia, potrzebujemy kogoś blisko siebie. Tajemnice, które są tutaj przedstawiane, są rozwiązywane w odpowiednim momencie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co zdarzy się na następnej stronie, więc zaliczam to do ogromnych plusów. Nawet podczas tak trudnych czasów, nie brakuje tutaj wypowiedzi nacechowanych humorem, które również oddają realizm sytuacji, w której bohaterowie się znajdują.

Każda najmniejsza część tej historii, zaszczepia w Nas nadzieję, że jednak się uda wytrwać w tym trudnym świecie. Po przeczytanej książce, nawet zaczynamy mieć szansę na to, że odwet jest również możliwy. Jeżeli jesteście ciekawi, jak kosmici byliby w stanie nas zaskoczyć i jaki był cel ich działań, to książka dla was. Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu na tę książkę, który był strzałem w dziesiątkę.

Trudno zaplanować coś na przyszłość, kiedy przyszłość okazuje się zupełnie inna od tego, co zaplanowałeś.
Czasem jest tak, że spotkanie z twórczością autora, który jest zewsząd zachwalany, może wyjść różnie. Chociaż nie mogłam się powstrzymać przed obejrzeniem filmu Gwiazd naszych wina przed przeczytaniem książki, to wiem, że książki autora wprawią mnie w smutny nastrój w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bo któż się nie wzrusza przy książkach Greena?

W tej historii poznajemy Colina, który ma słabość do dziewczyn o imieniu Katherine. Do tej pory miał ich, aż 19. Każda z nich kończyła ich związek po jakimś czasie, a on za każdym razem musiał leczyć złamane serce, oczywiście kolejną dziewczyną o danym imieniu. Po ostatnim rozstaniu, nie jest w stanie poradzić sobie z tą sytuacją, więc na pomoc rusza jego przyjaciel Hassan i wyruszają w podróż po Ameryce. Takim oto sposobem trafiają do Gutshot, a tam czeka na nich wiele przygód.

Chociaż wiele osób uważa, że w porównaniu z innymi książkami Greena, ta wypada dość słabo, to dla mnie była to niezwykła rozrywka, ponieważ jeżeli zostałaby wyreżyserowana, to zajadałabym popcorn i śmiałabym się bez liku. Bo Colin został wykreowany nietuzinkowo. Uważający się za cudowne dziecko, jest kimś niespotykanym. Uwielbia anagramy, jest inteligentny, a co za tym idzie, według wielu postrzegany, jako kujon, który tylko i wyłącznie nudzi. Przeciwstawnie do niego, wykreowana jest postać Hassana, swoimi tekstami ujął mnie za serce, brak pomysłu na życie, istny carpe diem w jego wykonaniu, może i nie jest przykładem do naśladowania, ale warto zwrócić na niego uwagę.

W tej historii musimy zmierzyć się ze specyficznym sposobem przekazania historii przez autora, bo jeszcze nie spotkałam się z takim zagraniem. Taka zabawa językiem, napisanie dość nietuzinkowych zdań, na których stworzenie, bym zdecydowanie nie wpadła. Nawet pomimo tego, że jest to przerysowana historia, bo jak można mieć upodobanie do dziewczyn o danym imieniu, a nawet nie zwracać uwagi na ich urodę? Chociaż kto wie, może ktoś taki na świecie istnieje. Jak to bywa z genialnym dzieckiem, stara się on stworzyć równanie, które wytłumaczy jak będzie się zachowywać przyszły związek, kto kogo i kiedy rzuci. Staje się to jego zadaniem numer jeden, poprzeplatanym z innymi historiami, z którymi musi się zmierzyć.

Książkę czyta się szybko, chciałoby się wręcz czasami przystopować, by zbyt szybko jej nie przeczytać, bo ma w sobie tyle wątków z przeszłości, że zaczynamy poznawać głównego bohatera na przestrzeni jego całego życia. Oczywiście, dostrzegamy tu tylko związki z kolejnymi dziewczynami i jego dążenia do zdobycia jak największej wiedzy. Można by uznać, że jest to dość nudne, lecz nie w tej historii, bo to tylko wspomnienia, które są różnie przekazywane. A to teraźniejszość, wpływa na wartość tej historii, bo czy jest możliwe, by chłopak zakochany wyłącznie w dziewczynach o imieniu Katherine, mógł pokochać kogoś innego?

Tak jak wspomniałam, o Hassanie nie można zapomnieć, bo jego wypowiedzi są wręcz genialnie, napędzają całą historię, bez niego tej książki sobie nie wyobrażam. Czasem postacie drugoplanowe, mogą wnieść do historii o wiele więcej, niż główny bohater. Właśnie on przyciągał mnie najbardziej, może i nie atrakcyjny w odniesieniu do urody, jednak posiadający ogromną energią pomimo swojej nadwagi. Swoje słabości zagłusza swoimi tekstami, chcę go po prostu poznać!

Na pewno, z czystą przyjemnością sięgnę po inne książki Greena, bo chcę poczuć jeszcze więcej jego uroku. Idealna lektura na każdą porę dnia i roku. Greenie, podbiłeś moje serce, nie zepsuj tego.

Uwielbiam czytać antologie, w szczególności, gdy mamy do czynienia z autorami amatorami, bo czy nie jest tak, że wiele autorów nie jest docenianych, tylko ze względu na to, że nie są znani?

Antologia jest efektem konkursu literackiego z 2007 roku przez nieistniejący magazyn Czachopismo. Jeżeli nie trzymacie nerwów na wodzy, jeśli przeszkadza wam krew i makabryczne sceny, to raczej nie powinniście po ten tom sięgnąć. Antologia składa się z 11 krótkich tekstów, takich jak:

Dawid Kain – Drzemka w ziemi
Hubert Szychowiak – Amator
Mateusz Spychała – Powrót do przeszłości
Eliza Berło – Czarna kokarda
Robert Cichowlas – Krwavissimo!
Kazimierz Kyrcz Jr & Łukasz Radecki – Misja. Historia (nie)prawdziwa
Jagoda Skowrońska – Ona i On. Historia miłosna
Rafał Chojnacki – Cmentarna opowieść
Tomasz Graczyk – Gra
Michał Galczak – Spowiedź
Paweł Borudzki – Zmieniacz

Jak można zauważyć, pojawił się tutaj również Pan Łukasz Radecki,  Autora cyklu: Bóg Horror Ojczyzna [KLIK] 

Antologia jest bardzo trudna w ocenie, ponieważ z jednej strony chciałabym ocenić poszczególne opowiadania, lecz wyszłaby z tego bardzo długa recenzja. A w tym przypadku, gdy opowiadanie znajduje się na kilku stronach, to niezwykle ciężko z krótkiej prozy, wyciągać jakieś konkretne smaczki. Każdy z tych tekstów jest osobnym dziełem, pisanym przez kogoś innego, można tutaj dostrzec inny styl, kompletnie inną wyobraźnię, lecz łączy je jedno: makabra, horror czy frenezja.

Często zdarza się, że nie są one równe. Dla jednego opowiadanie trzecie będzie najlepsze, a inny odnajdzie się w ostatnim tytule. A dla mnie, każde opowiadanie było świetną historią, które przeczytałabym w szerszym spektrum. Krótka proza ma to do siebie, że już od pierwszych słów musi zaciekawić czytelnika. Ze wszystkich jedenastu opowiadań, mi nie spodobało się jedno, według mnie było za mało w nim magnesu, który bez reszty by mnie przyciągnął.

Nie potrafię również zrozumieć, dlaczego wygranym, jak i tytułowym tekstem jest czarna kokarda. Sądzę, że nie było to najlepsze opowiadanie znajdujące się w tej antologii. Chociaż było niesamowicie abstrakcyjne i z niesłychanym przekazem, że niezależnie od tego czy to rzeczywistość, czy raczej fikcja, to i tak nie chcielibyśmy być w skórze głównej bohaterki, numeru 325.00

Istna makabra wyziewa z tej antologii, oblepiając jego macki wokół waszych mózgów. Znajdziemy tutaj ludzi chorych psychicznie, osoby, które mają w sobie cząstkę Hanibala Lecktera, parę tekstów inspirowanych innymi tytułami filmów, czy tekstów gdzieś zasłyszanych. Ale nie martwcie się, każdy z autorów prześciga się by wywołać w was cząstkę strachu, a w większości przypadków obrzydzenia. Ja uwielbiam, gdy flaki plączą mi się pod nogami, zapach krwi unosi się w powietrzu, czy przez krótką chwilę dostrzegam, jacy ludzie mogą być porąbani. Bo naprawdę sądzę, że tacy ludzie na świecie istnieją, tylko miejmy nadzieje, że nigdy nie staniemy im na drodze.

Jeżeli mogłabym wybrać tylko trzy opowiadania, które zaskarbiły moją rządzę krwi, to zdecydowanie wybrałabym: Amator, Ona i On. Historia miłosna, Gra. Takie historie mogłabym czytać bez końca, bo jest w nich odpowiednio zarysowana fabuła, no i co z tego, że wiem, co się dalej wydarzy. Chodzi o całą konstrukcję ich zdań, kreacja postaci, wszystko w tych historiach ma swój określony cel – a celem jest przerażenie czytelnika. Chociaż w moim przypadku przestraszenie i zdziwienie mnie graniczy z cudem, to jednak ta antologia zasłużyła sobie na ocenę bardzo dobrą.

Jeżeli macie w sobie odrobinę zimnej krwi, nie brzydzą was makabryczne sceny, mówiące o tym, jakie wnętrzności są pyszne, to sądzę, że będziecie zadowoleni. Tym bardziej, że jest to krótka lektura, która pochłonie was na dwie – trzy godziny. W dodatku możecie bezpłatnie ściągnąć całość tu: http://grabarz.net/czarna-kokarda/

Książka przeczytana w ramach akcji: