Patrzeć nie znaczy widzieć

A czy Ty potrafisz ujrzeć słowa?
Znajdź mnie

Ponoć książki wyczerpały już każdy możliwy temat - w takim razie nic nie powinno mnie już zaskoczyć. A jednak Suzanne Young w pewien sposób się to udało, ponieważ skorzystała z pewnego nietypowego pomysłu...

Czasem sobie wmawiam, że książki dla młodzieży, to nie literatura dla mnie. Gdzieś w pewnym wieku, czytelnik musi sobie odpowiedzieć na jedno, ważne pytanie: czy ja już nie jestem za stara na takie historie? Jak się okazuje - wcale nie.

Słyszałam o tej książce zanim jeszcze dotarła do mnie informacja o tym, że zostanie wydana w Polsce. Jak to ze mną bywa, zawsze jestem ciekawa pozycji, które intrygują mnie od dłuższego czasu. Jak więc wyszło te spotkanie z twórczością Becky Albertalli?

Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon Spier uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy nagle światło dzienne. Simon pada ofiarą szantażu: jeśli nie zostanie swatem dla klasowego błazna, Martina, wszyscy dowiedzą się, że jest gejem. A co gorsza, w niebezpieczeństwie znajdzie się także Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.*

Pierwsze wrażenie, jakie miałam przy jej czytaniu, to to, że jest to coś w stylu książek Johna Greena i te poczucie nie opuszczało mnie do ostatnich stron. Ja wiem, że nie możemy wiecznie do czegoś, a raczej do kogoś, porównywać stylu innych, ale tak to już jest, jeżeli ktoś został pewnego rodzaju prekursorem w danym gatunku. Jednak pomimo tego, to przyjemna lektura, ze śmiesznymi dialogami, odwoływaniami do życia codziennego wielu nastolatków. 

Ta historia jest właśnie o tym, co zostało napisane w opisie z tyłu okładki: to historia o wychodzeniu z szafy (nie dosłownie) i zdecydowanie się zgadzam z tym stwierdzeniem. Książki o homoseksualizmie już nie są jakimś wielkim tematem tabu i sądzę, że nawet w takiej otoczce takie książki są potrzebne. Ale to nie tylko pozycja o tym, jak sobie poradzić z otoczeniem, które uważa cię za innego, nie tylko jeżeli chodzi o orientację seksualną. Tu można podpiąć każdy możliwy temat, który dotyczy dzisiejszych nastolatków.

Każdy z nas chce znaleźć idealną miłość niezależnie od tego w jakim wieku jesteśmy. Tak też dzieje się w tej historii, to taki słowny wyraz tego jak pokonać własne demony i jak sprostać oczekiwaniom innych, ale przede wszystkim swoim. Niektóre wątki, które się tutaj ukazały, moim zdaniem były na wyrost (zachowanie przyjaciół w przypadku jednej sytuacji - nie martwcie się, nie zdradzę wam o co chodzi). To jeden minus, który odnalazłam tutaj, bo był według mnie strasznie dziecinny i nie sądzę, by ktoś obrażał się za takie coś. Jeżeli w tej historii doszłoby trochę więcej treści, może nawet i wydarzeń, wtedy byłaby to książka idealna, a tak, polecam ją wam zdecydowanie, ale czuję, że dla niektórych z was może być to za mało na to, by uważać ją za jakąś szczególną.

Nie brakuje w niej słodkich momentów, podczas których aż uśmiech wpływa na nasze usta. To właśnie przyjemna historia, która może i nie każdemu się spodoba w pełni, ale na pewno was nie rozczaruje na tyle, byście uznali, że to jest jakiś gniot. W szczególności podobała mi się wymiana e-maili między Simonem a Blue. Ja po prostu mam słabość do takich książek, a wy musicie się o tym sami przekonać.
Jestem zbyt zajęty zakochiwaniem się w kimś, kto nie jest nawet prawdziwy.


Tytuł oryginału: Simon vs. the Homo Sapiens Agenda
Data wydania: 15.06.2016
Liczba stron: 302
Gatunek: Literatura dla młodzieży
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
* opis pochodzi ze strony Wydawnictwa

Nie wiem jak mi się to udało, ale wreszcie przyszedł czas na podzielenie się z wami moimi zdobyczami z pierwszego kwartału. Tak, kwartału, ponieważ przybywa do mnie coraz mniej książek, więc postanowiłam zamęczyć was tylko cztery razy w roku. Ostatnimi miesiącami dostrzegam, że czytam mniej książek, bo po prostu w świecie nie mam na to czasu.

Reality show w kosmosie przyciągał mnie do siebie jak magnes, miałam nawet wrażenie, że po przeczytaniu pierwszego tomu, najprościej w świecie ktoś za niedługo w telewizji ogłosi, że właśnie ruszają castingi do takiej wyprawy. Ten dzień nie nastał, ale przynajmniej w dłoniach miałam drugi tom serii Fobos i mogłam z zaciśniętymi szczękami dowiedzieć się co wydarzyło się dalej...